
NBA nie przestaje zaskakiwać. Wydawało się, że na rynku wolnych agentów wszystkie największe kontrakty zostały już podpisane, aż tu nagle dzisiaj w nocy dostaliśmy od Shamsa Charanii informację o porozumieniu Milwaukee Bucks z Garym Trentem Jr.:
$64 miliony za cztery lata!
Pod względem łącznej kwoty, ósmy najwyższy kontrakt dla wolnego agenta w tegorocznym offseason. A co w tym wszystkim najbardziej szokujące, tak duże pieniądze otrzymał jeden z najbardziej minusowych i najmniej produktywnych graczy rotacji zeszłego sezonu w całej lidze.
Trent ma za sobą fatalne rozgrywki, w których zaliczył najgorsze od debiutanckiego sezonu 8.1 punktów i 36% za trzy w 65 meczach. Wszystkie zaawansowane wskaźniki, takie jak PER (8.0), Box Plus-Minus (-5.4) czy NetPoints Per100 (-3.6) umieszczają go w gronie kilkunastu najgorszych zawodników zeszłego sezonu. Mimo to Bucks zdecydowali się wynagrodzić go ogromnym kontraktem. Zapłacili niemal maksimum, jakie mogli zaproponować w ramach wczesnych praw Birda.
Bardzo dziwna decyzja. Jakby Rich Paul trzymał pistolet przy głowie GMa Jona Horsta, nie dając mu wyboru. Bo też jest to w pełni gwarantowana umowa. Początkowo widząc te liczby myślałem, że Bucks wykombinowali jakiś duży, w większości niegwarantowany kontrakt, który będą chcieli wykorzystać do handlowania. Nic z tych rzeczy. Wszystkie cztery lata są gwarantowane, bez żadnych opcji.
W takiej sytuacji od razu przypomina się 2000 rok i afera Joe Smitha, gdy na jaw wyszło nielegalne porozumienie między nim a Minnesotą Timberwolves. Dogadali się, że podpiszą trzy niewielkie umowy, a kiedy Wolves zyskają jego prawa Birda, zrekompensują mu to długim i wysokim kontraktem. W ten sposób obchodzili salary cap, ponieważ brakowało im wolnych pieniędzy na ściągnięcie Smitha do Minneapolis.
Kiedy dwa lata temu Trent zdecydował się podpisać z Bucks minimalną umowę, wyglądało to jak potencjalny steal. Był wówczas nadal młodym, bo 25-letnim, ale już sprawdzonym strzelcem, który do tamtego momentu swojej kariery zdobywał średnio 14.3 punktów trafiając 38.6% za trzy. Potem rozegrał dobry sezon z ławki Bucks, jego skuteczność zza łuku podskoczyła do 41.6%, a na koniec w playoffach popisał się dwoma niezwykle gorącymi występami. Mimo to znowu otrzymał niski kontrakt, tym razem jednak dwuletni z opcją zawodnika. Ta opcja wynosiła $3.88mln. Zaskakująco zrezygnował z niej teraz mimo fatalnego drugiego sezonu w Milwaukee, ale wiemy już dlaczego. Nadszedł czas odebrania wielkiej wypłaty.
NBA musi się uważnie przyjrzeć tej umowie. Bardzo śmierdzi tutaj nielegalnym porozumieniem w stylu Joe Smitha. Przypomnijmy, że Wolves mocno oberwali za tamtą aferę: stracili trzy pierwszorundowe picki, kontrakt Smitha został unieważniony, właściciel zawieszony, a GM odesłany na bezpłatny urlop. Ale co jeszcze bardzo istotne – cała sprawa wyszła przy okazji sądowego sporu agentów Smitha. Ujawnione zostały dokumenty, które potwierdzały nielegalny układ.
Teraz ten kontrakt Trenta nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia i bardzo też wyróżnia się na tle całego rynku, gdzie niewiele było długich i gwarantowanych umów. Niemal oczywiste wydaje się, że musi być tu jakieś drugie dno, ale czy NBA uda się znaleźć twarde dowody na złamanie zasad salary cap? Bucks mogą po prostu bardzo wierzyć, że 27-letni Trent właśnie rozpocznie swój prime, a rzut za trzy jest przecież wysoko cenioną umiejętnością na rynku.













Tank commander xd
A może Gary wziął wcześniej mniej kasy, żeby pomóc Bucks zbudować kontendera, nie jego wina, że się nie udało, więc teraz czas na wypłatę, już nagle szokujący kontrakt, a jak Wemby czy Jerzy biorą mniej to się ich po plecach klepie, jakie dobre chłopaki i wszystko cacy ;)
Oczywiście mógł pomóc biorąc mniej, a Bucks mając taką możliwość, mogli teraz po prostu chcieć mu zapłacić, doceniając jego wkład do drużyny przez ostatnie dwa lata i wierząc w przyszłą wartość. Nie mogli jednak wcześniej się umówić, że tak właśnie zrobią – nie można obiecywać przyszłych kontraktów. I tu jest kluczowy problem, bo w tym momencie wygląda to tak, jakby dotrzymywali obietnicy, bo płacą mimo jego fatalnego sezonu. Ale pewnie nikt im tego nie udowodni.
Jeżeli od razu był taki plan, żeby na początek wziąć mało, a dopiero później dostać większą wypłatę, to czy coś stało na przeszkodzie, żeby od razu tak kontrakt skonstruować? Czyli żeby ten pierwszy kontrakt był nie na rok, ale na 4 lata, z dużą wypłatą w latach 3-4?
Tak, są ograniczania co do tego, jak bardzo pensja możne rosnąć lub spadać. Nie można z $4mln wskoczyć na $15mln w ramach jednej umowy.
Kluczowe jest tutaj właśnie to, czy taki był plan od początku – jeśli tak i obiecali mu większy kontrakt później, to nielegalne obchodzenie zasad. Ale kto to udowodni?
Ja bym im odpuścił, 64/4 dla Garego Trenta to już wystarczająca kara :D