Rzutówka: Kawhi wcale nie musi wygrać tych wakacji. Najwięksi wygrani i przegrani offseason cz.1

0
fot. League Pass

Jeszcze na początku offseason przy spekulacjach o przyszłości Kawhia Leonarda dużo było wątpliwości, jaki wpływ na ewentualny transfer będzie miała ta nadal niewyjaśniona afera z Aspiration, oraz pytań o to, czy NBA w ogóle zgodzi się na wymianę z jego udziałem przed ukończeniem śledztwa. Ale potem transfer został dogadany, nie pojawiły się żadne doniesienia o jakiejkolwiek interwencji ze strony władz ligi, dlatego wyglądało na to, że nikt nie ma żadnych formalnych przeszkód.

Kawhi już nawet przyleciał do Toronto, uczestniczył w pożegnalnej konferencji Kyle’a Lowry’ego i szykował się do negocjacji nowego kontraktu. Zatrudnił nowego agenta, zapewne żeby uniknąć kolejnego zamieszania wokół wujka Dennisa, który zajmował się jego sprawami razem z poprzednim agentem. Albo żeby poprawić grunt przed rozmowami z Raptors, bo w Toronto aż za dobrze pamiętają wygórowane oczekiwania Dennisa Robertsona przy okazji negocjacji w 2019 roku. Obóz Leonarda chciał wtedy znacznie więcej niż pozwalały na to zasady salary cap, co jest też jedną z wielu przesłanek, że LA Clippers spełnili te żądania płacąc Leonardowi ekstra kasę właśnie za pośrednictwem Aspiration. W każdym razie Kawhi ewidentnie chciałby się już o tego odciąć, zostawić to za sobą w LA i cieszyć powrotem do Kanady, gdzie podobno są gotowi zapłacić mu przedłużenie, jakiego oczekuje.

Nie tak szybko.

Prawie wszystko było już klepnięte, ale przy samej finalizacji transakcji jednak pojawiła się poważna przeszkoda. Toronto Raptors, co w pełni zrozumiałe, nie zamierzają wraz z Leonardem przejmować na siebie ryzyka ewentualnych konsekwencji afery, dlatego poczekają aż sprawa najpierw zostanie wyjaśniona. Mało prawdopodobne wydaje się, żeby ten obecny kontrakt Kawhia został unieważniony, ale teoretycznie jest taka opcja. Mogą też zostać zmienione warunki tej umowy.

Według doniesień kanadyjskich mediów, Raptors „dokładnie zbadali sprawę z NBA przed dokonaniem wymiany” i po informacjach, jakie wówczas otrzymali, byli przekonani, że będą mogli ją bez problemu przeprowadzić. Czy od tamtego czasu, przez ostatnie niespełna dwa tygodnie NBA dostała jakieś nowe informacje i coś się zmieniło? Może raport z dochodzenia jest już wreszcie na ukończeniu, znają wnioski i szykują kary? To mogą sugerować doniesienia o zbliżającym się rozstrzygnięciu, które podobno może nastąpić przy okazji spotkania władz ligi w Las Vegas w przyszłym tygodniu. Wkrótce się przekonamy.

Piękna historia powrotu Leonarda została wstrzymana. Pewnie ostatecznie wymiana dojdzie do skutku (chociaż kto wie, czy jej warunki jeszcze nie będą renegocjowane), ponieważ obie drużyny nie rezygnują, tylko czekają, a też znajdujemy się już w tym momencie offseason, gdy presja czasu jest mniejsza. Choć to oczywiście komplikuje mocno sytuację obu drużyn. LA Clippers mają do załatwienia sprawę zastrzeżonego wolnego agenta Bennedicta Mathurina i chcieliby także zawalczyć o Peytona Watsona, dlatego muszą wiedzieć, na czym stoją i jakie dokładnie mają możliwości finansowe. Raptors chcieliby planować sezon razem z Leonardem, zamiast martwić się jak przywitać z powrotem w drużynie prawie przehandlowanego Brandona Ingrama.

Wyrok NBA w sprawie afery może popsuć Leonardowi te jakże świetnie rozpoczęte wakacje – udało mu się wymusić wymianę do drużyny, do której chciał się przenieść, którą dobrze zna, do miasta, gdzie jest już legendą i co najważniejsze, do klubu gotowego mu zapłacić. Wszystko tak dobrze się układało i to pomimo wiszącego nad nim cienia Aspiration. Był jednym z największych zwycięzców offseason, ale to jeszcze może się zmienić, gdy NBA ogłosi kary.


Sprawa Leonarda pozostaje w zawieszeniu, ale większość najważniejszych rzeczy w tym offseason już się wydarzyła, dlatego przejdziemy do pierwszych podsumowań, wybierając największych wygranych i przegranych tegorocznych wakacji w NBA. Na razie jednak skupię się wyłącznie na zawodnikach. Z drużynami jeszcze się wstrzymam, ponieważ jest tu nadal więcej znaków zapytania. Rozbiję to na kilka części, a kolejność jest zupełnie przypadkowa.

Wygrany: Trae Young – Atlanta Hawks na początku zeszłego sezonu przegrali osiem z jego dziesięciu występów. Miał duże kłopoty ze skutecznością, jeszcze większe z kontuzjami i drużyna znacznie lepiej spisywała się bez niego. Przez lata był twarzą Hawks, ale oddali go i to za niewielką cenę, nie dostając żadnego picku w drafcie. Dużo wtedy mówiło się o jego niskich notowaniach i wszyscy przewidywaliśmy, że w nowym kontrakcie będzie musiał pogodzić się z niższymi zarobkami. Ale ostatecznie zgarnął wielką wypłatę. Maksymalny kontrakt za $212mln w cztery lata. Choć teoretycznie miał też słabą pozycję negocjacyjną, ponieważ na rynku nie było konkurencji dla Washington Wizards. Ma ogromne szczęście, że trafił do klubu, w którym aż tak bardzo go cenią, nie przejmując się całą tą rynkową czy boiskową wartością. Wielokrotny All-Star, znany gwiazdor, więc według Wiz również max-player.

Wygrany: Coby White – rok temu zrezygnował z przedłużenia z Chicago Bulls licząc na dużo większe pieniądze jako wolny agent, ale contract-year popsuły mu kontuzje. Opuścił sporo meczów, nie był w tak dobrej formie jak wcześniej i w trakcie sezonu w Chicago uznali, że nie zamierzają mu płacić. Został przehandlowany do rodzinnego Charlotte, do ekscytującej drużyny, ale musiał tutaj pogodzić się z mniejszą rolą szóstego gracza. Chciał pozycji startera, dlatego wakacje rozpoczął od rozglądania się za innymi drużynami. Ostatecznie jednak mógł zostać w rodzinnych stronach, bo wszystko świetnie się dla niego poukładało. Hornets oddali LaMelo Balla, co otworzyło miejsce w podstawowym składzie i zaproponowali White’owi kontrakt za $74mln w trzy lata. Dostał dużo większe średnie zarobki, o jakich marzył rok temu, a do tego ma teraz dużo lepsze perspektywy na wygrywanie niż w Chicago.

Przegrany: Naz Reid – nie to, że Charlotte Hornets jest dla niego złym miejscem, ale to już nie będzie Minnesota, gdzie nie tylko był ulubieńcem kibiców, wręcz kultową postacią. To było jego miasto. Grał tam od samego początku kariery, którą zaczynał pominięty w drafcie, walcząc o miejsce w lidze na two-way umowie. Wyrósł na jednego z najlepszych rezerwowych NBA, a teraz przez chwilę wydawało się, że wreszcie Wolves otwierają dla niego drzwi do pierwszej piątki. Ale zamiast przejąć większą rolę po odejściu Juliusa Randle’a, Naz również został przehandlowany.

Wygrany: Landry Shamet – dwa poprzednie sezony rozpoczynał walcząc o utrzymanie się w składzie New York Knicks na minimalnym kontrakcie. Teraz jest mistrzem, wreszcie ma pewną pozycję w drużynie i także znacznie większą wypłatę. W przyszłym sezonie jego pensja wzrośnie niemal dwukrotnie. W sumie dostał umowę za $24mln/4. Co prawda tylko pierwsze dwa lata są w pełni gwarantowane, ale to i tak dla niego ogromny komfort w porównaniu z dwoma poprzednimi latami. Poza tym, zostaje w Nowym Jorku, na czym bardzo mu zależało.

Wygrany: Jock Landale – rozegrał najlepszy sezon kariery i po roku spędzonym na minimalnej umowie, w kolejnym zarobi aż $14mln w Atlancie Hawks. Generalnie środkowi wolni agenci są w tym roku dużymi wygranymi, bo nawet zmiennicy otrzymali spore wypłaty, a to właśnie Landale zgarnie jedną z najwyższych pensji. Tylko Walker Kessler, Isaiah Hartenstein i Mitchell Robinson będą zarabiać więcej w przyszłym sezonie. Przypomnijmy, że po swoim poprzednim najlepszym sezonie w NBA (2022/23 w Phoenix), Jock także zgarnął wyjątkowo wysoki kontakt – $32mln/4 z Rockets. To były jednak w dużej mierze niegwarantowane pieniądze i po dwóch latach został zwolniony. Teraz za rok w Atlancie zgarnie tylko dwa miliony mniej niż przez dwa sezony w Houston. Jego agent wykonuje świetną pracę.

Przegrany: Jaylen Brown – dla większości zawodników bardzo udany sezon pod względem zespołowym czy indywidualnym przekłada się na większe uznanie, pieniądze czy po prostu spokojne wakacje. Ale u Jaylena wygląda to zupełnie inaczej. Kiedy został MVP Finałów, nie powołano go do kadry USA na Igrzyska. Kiedy teraz rozegrał swój rekordowy sezon, został przehandlowany przez Boston Celtics. Im bardziej się wyróżni, tym większe potem spotyka go rozczarowanie, bo zamiast pochwał, słyszy tylko coraz więcej głosów kwestionujących jego wartość.

Wygrany: Dean Wade – jest jednym zawodnikiem w całej NBA, który na przestrzeni trzech ostatnich sezonów rozegrał ponad 60 meczów w pierwszej piątce, zaliczając malutki wskaźnik USAGE poniżej 11%. To dobrze obrazuje, jak niewiele robi w ataku. Przez te trzy poprzednie sezony opuścił też w sumie 74 mecze. Ale jest bardzo solidnym obrońcą, umie trafić za trzy i właśnie zgarnął bardzo dużą wypłatę. Philadelphia 76ers dali mu $39mln za cztery lata. Kontrakt życia tuż przed 30. urodzinami. Ostatni rok jest tylko w małej części gwarantowany, ale zarobi co najmniej $30mln przez trzy najbliższe sezony. Za trzy poprzednie w Cleveland dostał $18.5mln.

Wygrany: Nikola Vuceivć – finansowo zalicza ogromny spadek, bo przecież był zawodnikiem za ponad $20mln, a teraz przesiada się na minimalny kontrakt. Ale w wieku 35 lat i po słabym finiszu sezonu w Bostonie było niemal pewne, że nic lepszego już nie dostanie, a przynajmniej wraca do swojego Orlando. Do drużyny, w której rozegrał najlepsze sezony kariery i dwukrotnie był All-Starem. W historii klubu jest drugim najlepszym zbierającym i trzecim strzelcem. Idealne miejsce na dokończenie kariery.

Wygrany: Giannis Antetokounmpo – długo trwała ta cała drama, ale zakończyła się tak, jak sobie tego życzył – przeprowadzką do jednej ze preferowanych przez siebie drużyn. Nie musiał publicznie żądać wymiany, Milwaukee Bucks wreszcie zrozumieli, że nadszedł czas rozstania. Co prawda w Miami nie dołącza do drużyny gotowej od razu ustawić się do walki o tytuł, ale ma tu jednego z najlepszych trenerów i sprawdzony w konsystowaniu mistrzowskich drużyn management. Lepsze perspektywy niż w Milwaukee i dużo bardziej przyjemny klimat do życia dla całej jego rodziny.

Wygrany: Tyler Herro – podobno zawsze marzył, że pewnego dnia zagra w barwach drużyny ze swojego rodzinnego miasta. Po latach słuchania swojego nazwiska w plotkach transferowych, wraca do domu i będzie teraz największą gwiazdą drużyny. Tego też zawsze oczekiwał, ale w Miami nikt nie chciał przekazać mu pierwszoplanowej roli. Oczywiście zwycięstw będzie niewiele, ale będą wieczory, gdy to właśnie on będzie bohaterem Milwaukee, grając przed rodziną i przyjaciółmi.

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: Star Boy dowiózł. Pete blado na tle Tre’a Johnsona. Charles Bassey zostaje w Warriors