
W zeszłym sezonie było sześciu zawodników zaliczających średnie na poziomie co najmniej 20 punktów, 6 zbiórek i 6 asyst. Jeden z nich jest wolnym agentem i jego przyszłość jest obecnie największym tematem w NBA.
LeBron James jak zwykle znajduje się w centrum zainteresowania, w końcu to „LeBron James”. Teraz też wykorzystuje swój moment, nie spiesząc się z wyborem drużyny, czym trzyma w niepewności kilka ekip, wstrzymuje ruchy na rynku i daje mediom temat do gorących dyskusji o jego przyszłości. Oczywiście to już nie są czasy, gdy jego decyzja zmieniała układ sił w całej lidze, dlatego można narzekać, że za dużo jest tego zajmowania się LeBronem. Można uznać, że to całe zamieszanie jest przesadzone. Efekt braku innych, ciekawszych tematów na tym opustoszałym już rynku wolnych agentów. Efekt popularności legendarnego zawodnika, która obecnie jest dużo większa niż jego realny wpływ na wyniki. Ale pójście tym tokiem myślenia też byłoby przesadą.
To oczywiście nie jest już ten dominujący LeBron James, co kiedyś, ale to też nie jest tylko staruszek szukający sobie miejsca na dokończenie kariery. Mimo że ma już 41 lat, cały czas pozostaje jednym z najlepszych zawodników NBA. Przypomina o tym choćby ta wspominana wyżej linijka statystyczna.
Poprzedni sezon rozpoczął z opóźnieniem, lecząc problemy zdrowotne, ale gdy wydawało się, że starość wreszcie go dopada, znów jej uciekł, rozkręcając się wraz z trwaniem rozgrywek. Przerwał swoją rekordową serię występów z dwucyfrowym dorobkiem punktów, przez cały sezon nie wyregulował celownika na dystansie (najgorsze od dziesięciu lat 31.7% za trzy) i zdobywał najmniej punktów od czasów debiutanckich. Ale oddawał po prostu mniej rzutów, a nadal pozostawał efektywny, bo kłopoty ze skutecznością jumpera rekompensował atakowaniem obręczy. Nie lata już tak wysoko jak kiedyś, ale nadal trudno go zatrzymać gdy rozpędzony wpada w pomalowane. James był drugi w całej lidze pod względem łącznej liczby punktów z kontrataków. Przypomnijmy, że mówimy o 41-latku, który w dodatku opuścił 22 mecze. Zanotował łącznie 97 wsadów, najwięcej od czasu przeprowadzki do Los Angeles.
Pogodził się z zupełnie nową rolą, oddając pole swoim kolegom. Zaakceptował, że po raz pierwszy w karierze tak rzadko miał piłkę w rękach i znalazł sposoby, żeby jak najlepiej pomagać drużynie. W końcu mało kto lepiej rozumie koszykówkę i potrafi jak on podejmować najlepsze decyzje na boisku. Udowodnił, że może być super zadaniowcem i był jedną z najlepszych trzecich opcji w lidze.
I to właśnie takiego gracza mają nadzieję pozyskać teraz drużyny dzwoniące do Richa Paula. Bo niezależnie, jaki kierunek ostatecznie wybierze LeBron, nie będzie głównym kreatorem ofensywy, tylko zawodnikiem uzupełniającym gwiazdorów swojej nowej drużyny. Chyba, że okoliczności będą wymagały, żeby przejął większą rolę. Jak w ostatnich playoffach, gdy przypomniał jak fantastycznie potrafi prowadzić drużynę i sprawiać, że koledzy wokół grają dużo lepiej. Los Angeles Lakers brakowało dwóch najlepszych strzelców, a mimo to wygrali pierwszą rundę. Oczywiście, to tylko pierwsza runda, a potem już zostali zesweepowani, ale przy okazji wspomnijmy, że dwaj najwięksi gwiazdorzy przehandlowani w ostatnim czasie, czyli Giannis Antetokounmpo i Kawhi Leonard, nie wygrali żadnej playoffowej serii przez ostatnie cztery sezony. James zrobił to w wieku 41 lat z mocno osłabionym składem.
Nadal robi dużą różnicę na parkiecie i gdyby nie był 41-letnim LeBronem Jamesem, nikt nawet nie brałby pod uwagę, że taki gracz może być dostępny tylko za midlevel exception. Jego boiskowa wartość jest dużo większa. $20-30mln co najmniej, a prawnie bardziej ponad $30mln. W końcu taki Cam Johnson, Miles Bridges czy De’Andre Hunter zarabiają na poziomie $22-24mln. James jest od nich lepszy, ale będzie do wzięcia za znacznie mniejsze pieniądze, co sprawia, że ten jego podpis stanie się jeszcze bardziej wartościowy. To będzie super interes, jeśli chodzi o stosunek ceny do tego, co nadal LeBron ma do zaoferowania. Nawet przy ryzyku związanym z jego wiekiem i częstszymi kontuzjami. Bo to przecież nie tylko wartość na boisku. To także fantastyczny lider w szatni i oczywiście ogromny magnes dla kibiców. Zagwarantuje ciągłe zainteresowanie mediów i sponsorów, bardzo pomagając biznesowi swojej nowej drużyny.
Oczywiście są też inne ryzyka. Bo nawet jako trzecia opcja nadal będzie LeBronem Jamesem. Będzie miał dużo do powiedzenia w drużynie i będzie trzeba się z nim liczyć. Nawet jeśli to inni będą głównymi opcjami na boisku, to i tak James ciągle będzie znajdował się w centrum uwagi. Nie tylko on będzie dostosowywał się do nowego otoczenia. Cały klub będzie musiał nauczyć się funkcjonować z LeBronem Jamesem. To będzie wymagało poświęceń i radzenia sobie z ciągłym zamieszaniem wokół. Ale to cena, którą warto ponieść dla lepszych wyników.
A kluczowe pozostaje to, że James pomoże na boisku. Dlatego to całe zamieszanie nie jest sztucznym biciem piany ani rozdmuchiwaniem nieistotnego tematu. Oczywiście, że jest to bardziej medialne, bo chodzi o LeBrona, ale po prostu koszykarz jakim jest obecnie będzie dla kogoś istotnym wzmocnieniem. Nie sprawi już, że jego drużyna z miejsca stanie się jednym z głównych faworytów, ale poprawi szanse w wyścigu o mistrzostwo (albo w przypadku Golden State Warriors zapewni fantastyczną historię, tworząc duet, który każdy będzie chciał oglądać).
To co zrobi, będzie miało wpływ na przebieg kolejnego sezonu. Czekamy.












