Rzutówka: Mało przekonujące tłumaczenia Stevensa. Presja na Nuggets, Jokić poczeka z przedłużeniem

0
fot. YouTube

Brad Stevens przekonuje, że Boston Celtics nie czuli się przymuszeni do zrobienia tej fatalnej wymiany z Philadelphią 76ers. W relacjach z Jaylenem Brownem nie dotarli do punktu, w którym nie było już odwrotu. To po co było to robić?

Tłumaczy, że podjął „niezwykle trudną” decyzję o przehandlowaniu swojego gwiazdora, ponieważ drużyna potrzebowała przemeblowania, wskazując na fakt, że niemal 70% salary cap przypadało na tylko dwóch zawodników. W takiej sytuacji nie można zadbać o głębię składu, która jest tak kluczowa w dzisiejszej NBA.

Warto przypomnieć, że kiedy dwa lata temu Celtics sięgali po mistrzostwo, pensje Tatuma i Browna stanowiły 47% ich salary cap. Mieli większe pole manewru, żeby zbudować silny skład wokół nich. Warto też przypomnieć, że sytuację komplikują nie tylko aprony, również mniejszy niż oczekiwano wzrost salary cap. Przy wejściu w życie nowej umowy telewizyjnej uzgodniono stopniowe wzrosty i spodziewano się, że przez kilka najbliższych lat salary cap będzie podnosiło się o maksymalne 10%. Tak się jednak nie dzieje. W porównaniu z zeszłym sezonem, teraz wzrost jest o 6.4%. Bo podczas gdy pieniądze z ligowej umowy telewizyjnej płyną szerokim strumieniem, niemal zupełnie załamał się rynek lokalnych telewizji, a te umowy zawsze stanowiły ważny punkt budżetów drużyn. Natomiast niższy wzrost salary cap oznacza, że te supermax kontrakty rosną szybciej (o 8% rocznie), stając się coraz większym obciążeniem.

Dlatego można zrozumieć konieczność zadbania o większe pole manewru. To ma sens. Nie jest to nic wyjątkowego, żeby „rozbić” wielki kontrakt, rozmieniając go na mniejsze, co zapewni większą elastyczność. Tylko, że oczywiście problem polega na tym, że Celtics wcale czegoś takiego nie zyskali. Po wymianie z Sixers ich sytuacja finansowa niewiele się zmieniła. Nadal prawie 70% salary cap zajmują kontrakty dwóch zawodników. Ale teraz ten drugi jest dużo gorszy i jeszcze bardziej przepłacony.

Stevens upiera się jednak, że zapewnili sobie potrzebną elastyczność i większe możliwości na przyszłość. Wskazuje na o rok krótszą umowę George’a i jego opcję na 2027/28 (trudno wyobrazić sobie, żeby w wieku 37 lat zrezygnował z $56mln, ale może Celtics będą próbowali przekonać go nową umową), a także pakiet picków (dwa pierwszorundowe i dwa drugorundowe), które nazwał “potential premium assets”.

Mało to wszystko przekonujące. Bo o ile można zrozumieć wartość elastyczności, ta, którą zyskali jest niewielka w stosunku do boiskowej ceny, jaką płacą, zamieniając prime Browna na starzejącego się PG. Ale też dopiero czas pokaże, jak Stevensowi uda się wykorzystać tę większą opcjonalność. Oby nie zajęło mu to zbyt dużo czasu, bo dla trzonu drużyny – Jayson Tatum i Payton Pritchard mają po 28 lat, Derrick White jest cztery lata starszy – teraz jest najlepszy czas na wygrywanie.

Warto też przypomnieć, że przecież jeszcze przed chwilą Celtics próbowali pozyskać Giannisa Antetokounmpo. Byli gotowi przejąć jeszcze większy kontrakt niż ten Browna i w takim scenariuszu najwyraźniej brak elastyczności by im nie przeszkadzał. Może uważali, że dla duetu Gianns-Tatum byłoby warto?

A może jednak chodziło przede wszystkim o to, że (z jakichś powodów, których nadal nie znamy) bardzo chcieli pozbyć się Browna?

1) Według źródeł Tima MacMahona z ESPN, który rozmawiał z managerami w lidze o wymianie Browna, poza nielubiącą go analityką i dużą rozbieżnością opinii, co do wartości Jaylena, tym co mocno obniżyło jego rynkową wartość był również… strach. Inne drużyny obawiały się, że coś musi być na rzeczy, jakiś poważny problem z Brownem, skoro Celtics chcą oddać swojego gwiazdora i to w szczytowym momencie kariery. A jeśli w Bostonie – gdzie zdobył mistrzostwo i MVP Finałów – nie był zadowolony, ryzyko przejmowania go było zbyt duże.

„Powszechnie uważa się, że zdecydowana osobowość Browna, jego bezpośredniość oraz niechęć do dostosowania stylu gry miały wpływ na decyzję kierownictwa Celtics, że należy go teraz wymienić. Wywołało to obawy co do tego, jak Brown wpasuje się w inne drużyny, w których grają uznane gwiazdy.”

2) Nikola Jokić nie podpisze teraz przedłużenia. Potwierdził wcześniejsze doniesienia, że wstrzyma się z nowym kontraktem do przyszłego offseason. Ale równocześnie podkreślił, że to wyłącznie kwestia finansowa i nadal chciałby spędzić resztę kariery w Denver.

„Moim zamiarem i pragnieniem jest pozostać w Denver. Najprawdopodobniej podpiszę kontrakt latem przyszłego roku. Decyzja ta ma charakter czysto biznesowy. Chciałbym pozostać w Denver i grać tam do końca mojej kariery. To od nich zależy, czy będą mnie chcieli”.

Przypomnijmy, że rok temu także ze względu na finanse wolał odłożyć to na później. Wtedy mógł podpisać trzyletnie przedłużenie za $200mln. Obecnie mógłby dostać $278mln za cztery lata, natomiast w przyszłe wakacje będzie to już $359mln za pięć lat. Nic dziwnego, że chce poczekać. Z finansowego punktu widzenia jest to jak najbardziej zrozumiałe. Tym bardziej, że nadal ma jeszcze dwa lata obecnej umowy, z opcją na 2027/28 wartą $63mln.

Denver Nuggets niby nie muszą się martwić. Jokić nie jest typem zawodnika myślącego o grze na większej scenie czy w bardziej atrakcyjnej lokalizacji. Jest mocno związany z Denver i wiele razy to podkreślał. Czeka tylko na większą wypłatę. Ale świetnie wiemy, jak NBA potrafi być nieprzewidywalna, a teraz Jokić zmierza w stronę wolnej agentury. To powinna być tylko formalność, ale kto wie, jak sytuacja będzie wyglądała za rok. Zwłaszcza, jeśli Nuggets zanotowaliby kolejne rozczarowujące playoffy.

Dlatego niezależnie od tego, co w tym momencie planuje Jokić, jego decyzja ustawia drużynę pod dużą presją. Muszą się postarać, żeby nie zmienił zdania i nie zaczął zastanawiać się, czy gdzieś indziej mógłby mieć większe szanse na tytuł.

Zobaczymy, jak to wpłynie na ich decyzję w sprawie Peytona Watsona.

3) LA Clippers po podpisaniu Ruiego Hachimury nadal mają możliwości, żeby zaproponować pochodzącemu z Los Angeles skrzydłowemu ofertę kontraktu. Ekspert od salary cap Yossi Gozlan wskazuje, że rozszerzając sign-and-trade Johna Collinsa, są w stanie dać Watsonowi kontrakt rozpoczynający się od $25mln. A właśnie takich pieniędzy podobno oczekuje. Clippers tymczasem wydają się dużo bardziej zainteresowani pozyskaniem Watsona, niż rozmowami o nowej umowie ze swoim zastrzeżonym wolnym agentem Bennedictem Mathurinem. O nim jest na razie wyjątkowo cicho w plotkach.

Inną drużyną, mającą Watsona na celowniku, są Brooklyn Nets. Co ciekawe, Payton miał ostatnio spędzać wakacje w Europie razem ze swoim kolegą z czasów Denver, Michaelem Porterem Jr. Gozlan wylicza, że po podpisaniu Keona Ellisa, Day’Rona Sharpe’a i Josha Minotta, Nets mogą mieć nadal $24.7mln cap space’u. Zanim podpiszą Mo Wagnera (room midlevel) i zrobią wymianę po Juliusa Randle’a. Pytanie, ile mają czasu, bo trade Randle’a rozrósł się o kolejne drużyny i trzeba będzie go wkrótce sfinalizować.

4) $28mln za dwa lata z opcją drużyny. LA Clippers zrobili świetny interes, załatwiając bardzo dobry kontrakt z Ruim Hachimurą. Podobno odrzucił oferty innych drużyn, ponieważ był zdeterminowany, by zostać w Los Angeles. Tym dziwniejsze wydaje się, że Lakers nie byli w stanie go zatrzymać. Można się domyślać, że początkowo miał większe oczekiwania finansowe, a potem rynek to brutalnie zweryfikował, ale skoro priorytetem była gra w LA, chyba mogli się dogadać. Chyba, że to Lakers woleli sięgnąć po kogoś innego. W każdym razie, przy kontrakcie Hachimury jeszcze gorzej wygląda ten Quentina Grimesa – dwa razy dłuższy i z opcją gracza.

Clippers pozyskali zawodnika, który wejdzie w miejsce Johna Collinsa, a przy tym zachowali elastyczność i mają wartościowy kontrakt do ewentualnego handlowania.

5) Niespodziewanie to Quinten Post jest tym zastrzeżonym wolnym agentem, któremu udało się zdobyć ofertę na rynku. A takie oferty w ostatnich latach zdarzają się niezwykle rzadko (to pierwsza w lidze warta ponad $5mln od trzech lat). Ale będący w przebudowie Memphis Grizzlies mogą sobie pozwolić na to, żeby w tym momencie zablokować środki, czekając na decyzję Golden State Warriors, a też wykorzystują skomplikowaną sytuację w Warriors, słusznie widząc tutaj dużą szansę na przejęcie zawodnika.

Warriors w tym momencie znajdują się $38.5mln od linii drugiego apronu, który jest ich hard capem (ponieważ użyli bi-annual exception do zatrzymania De’Anthony’ego Meltona). Muszą wypełnić pięć miejsc w składzie, podpisać Draymonda Greena i trzymają midlevel dla LeBrona Jamesa. Zatrzymanie Posta byłoby zbyt kosztowne i pozbawiłoby ich elastyczności.

Post był objawieniem w San Francisco w swoim debiutanckim sezonie, ale już w poprzednim nie był tak przydatny jako stretch-centr (33.6% za trzy), a do tego byłby dopiero trzecim środkowym za plecami Kristapsa Porzingisa i Ala Horforda. Dlatego $10mln pensji to wysoka cena. Sama konstrukcja tego kontraktu za $30mln/3 jest jednak korzystniejsza, ponieważ tylko pierwszy rok jest w pełni gwarantowany. Ale Warriors teraz potrzebują elastyczności, a zatrzymanie Posta jeszcze bardziej ograniczyłoby im pole manewru ze względu na zapisany w nim bonus. $1.3mln za All-Defensive Team. Niemal na pewno nie dostanie tych pieniędzy, bo nie jest typem defensora i gra niewielkie minuty, ale działa to jako dodatkowy „straszak” dla Warriors. Bo nawet te mało prawdopodobne bonusy liczą się w kontekście apronów. Dla Grizzlies to obecnie nie ma żadnego znaczenia (po dodaniu tej umowy będą $41mln pod podatkiem). W przypadku Warriors, zatrzymanie go zajęłoby $11.3mln z tych $38.5mln, jakie zostały im do wydania.

Grizzlies pozyskali już wcześniej Isiaha Stewarta jako zmiennika dla Zacha Edeya, ale on na razie ma duże problemy zdrowotne, więc warto zadbać o głębię na środku. Najwyraźniej uznali, że skorzystają z okazji, żeby spróbować podebrać i sprawdzić Posta.

6) DeMar został uwolniony z Sacramento.

Było niemal pewne, że Sacramento Kings nie znajdą wymiany dla DeRozana, a muszą ograniczyć swoje wysokie wydatki, dlatego wczoraj zdecydowali się go zwolnić, rezygnując z tego tylko w części gwarantowanego kontraktu. W ten sposób zeszli $25.7mln na tylko $10mln i znajdują się już nieznacznie ponad linią podatku. Nadal jednak ponad, co oznacza, że będą konieczne dalsze ruchy, żeby uniknąć dodatkowych kosztów za drużynę, która nie ma co marzyć o playoffach.

Kings mogą skorzystać z tego bardzo popularnego w zeszłe wakacje (Damian Lillard, Bradley Beal) mechanizmu stretch provision, żeby rozłożyć sobie $10mln na trzy kolejne lata. To wystarczy, żeby uzupełnić skład bez obaw o podatek, ale to też będzie oznaczało $3.3mln „martwych pieniędzy” zajmujących miejsce w salary cap przez następne trzy sezony. Dlatego będą próbowali tego uniknąć. Do końca sierpnia mają czas, żeby użyć stretch provision. Mają więc jeszcze sporo czasu na handlowanie. Choć niezwykle trudno będzie im znaleźć chętnych na De’Andre Huntera ($25mln/1) albo Malika Monka ($41mln/2).

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: 25-12, koncertowy mecz rozgrywającego Darryna Petersona. Brad Stevens się wytłumaczył
Następny artykułZapraszamy na nasz drugi Live