Rzutówka: Wzajemna opcja, opcja Hardena, szczegóły kontraktów

4
fot. YouTube

„Wzajemna opcja” stała się wyjątkowo popularnym elementem podpisywanych w tym roku kontraktów. Drużyny zaczęły naśladować to, co rok temu wynegocjowali LA Clippers w umowie z Jamesem Hardenem, gdy zapewnili sobie większą elastyczność, dając tylko częściową gwarancję przy „opcji gracza”. To zawodnik decyduje, czy chce wejść w ten kolejny rok umowy, ale ostatnie słowo należy do drużyny, która może jeszcze z niego zrezygnować, wpłacając tylko gwarantowane pieniądze. W ten sposób każda ze stron jest w jakiś sposób zabezpieczona, przy zachowaniu pola manewru, a najlepszym rozwiązaniem pozostaje wspólne dogadanie się w sprawie przyszłości.

Dotychczas nie widzieliśmy tego typu mechanizmów, ale jak się okazuje, nie jest to zupełna nowość, ponieważ 20 lat temu Jerome Williams podpisał kontrakt zawierający „wzajemną opcję”. Junkyard Dog szybko stał się ulubieńcem kibiców w Toronto po transferze w trakcie sezonu i w wakacje 2001 roku uzgodnił z Toronto Raptors siedmioletnią umowę za $40mln (pamiętacie te siedmioletnie kontrakty, to były czasy). Ostatni rok był opcją, ale na równych zasadach dla obu stron, bez częściowych gwarancji jak u Hardena. Nie było jednak okazji z niej skorzystać, ponieważ w 2005 roku New York Knicks użyli amnestii, żeby ograniczyć wydatki i pozbyli się umowy Williamsa, który zaraz potem ogłosił zakończenie kariery.

W tym klasycznym wydaniu, „wzajemna opcja” to po prostu równoczesna opcja gracza i drużyny. Każdy może w nią wejść, więc tylko wspólnie obie strony mogą zrezygnować z takiej umowy. W tym przypadku jest to oczywiście znacznie korzystniejsze rozwiązanie dla zawodnika niż mechanizm zastosowany u Hardena, ale równocześnie daje zabezpieczenie drużynie przed ewentualną „ucieczką” zawodnika na rynek wolnych agentów.

Tego typu opcję uzgodniono teraz w ostatnim roku nowej, trzyletniej umowy Isaiaha Hartensteina z Oklahomą City Thunder ($75mln). Również Brooklyn Nets uwzględnili taki zapis, pozyskując Keona Ellisa ($18mln/2) oraz Moritza Wagnera ($19mln/2).

Tymczasem rozwiązanie z poprzedniej umowy Hardena skopiowali między innymi New York Knicks (Landry Shamet) i Golden State Warriors (Kristaps Porzingis).

1) Mistrzowie ograniczeni przez wyznaczony przez Jamesa Dolana limit wydatków osłabili się pod koszem, pozwalając odejść Mitchellowi Robinsonowi i podpisując w jego miejsce Andre Drummonda. Ale równocześnie trzeba im oddać, że wykonali bardzo dobrą pracę zatrzymując trzech innych rezerwowych swojego mistrzowskiego składu. Już wcześniej podobały mi się te kontrakty, a gdy teraz zostały sfinalizowane i poznaliśmy szczegóły, okazują się jeszcze lepsze.

Landry Shamet dostał $24mln za cztery lata, co samo w sobie wydaje się bardzo korzystną ceną za ich szóstego gracza podczas playoffów. Zwłaszcza, że rynek NBA bardzo lubi przepłacać zadaniowców, którzy stają się wolnymi agentami zaraz po niezwykle udanych playoffach. Przypomnijmy, że Landry w drodze do tytułu trafił aż 47.5% rzutów za trzy. Był w ogniu. W najważniejszym momencie potwierdził swoją wartość jako 3-and-D, podbijając swoje notowania, ale nie szukał na rynku jak największych pieniędzy, tylko chciał zostać w Nowym Jorku.

A Knicks nie dość, że nie przepłacili, to jeszcze załatwili sobie elastyczność, ponieważ tylko pierwsze dwa lata są w pełni gwarantowane. Od razu przypomnijmy, że w poprzednich latach Shamet walczył o utrzymanie w składzie na niegwarantowanych minimalnych umowach, więc dla niego to duży upgrade. Trzeci rok tego nowego kontraktu ma gwarancję w wysokości $1.6mln, natomiast czwarty jest opcją zawodnika, ale to ta „opcja Hardena” z tylko częściową gwarancją $1.7mln.

2) Dużym sukcesem Knicks wydaje się również zatrzymanie Mohameda Diawary. Biorąc pod uwagę ich ograniczenia i obiecujący sezon 21-letniego skrzydłowego, na rynku mógł ktoś rzucić mu nieco więcej pieniędzy, żeby spróbować zabrać go z Nowego Jorku. Ale on także nie czekał do lipca, tylko szybciej się dogadał i zgodził na czteroletni kontrakt za $11.3mln. W pierwszym roku otrzyma maksymalną podwyżkę swojej minimalnej pensji, jaką Knicks mogli zaproponować korzystając z praw Non-Bird. Tylko dwa pierwsze lata są gwarantowane. Trzeci jest niegwarantowany, a czwarty to opcja drużyny.

Od razu dodajmy, że dokładnie taki sam kontrakt podpisał Kobe Sanders z LA Clippers. On także rok temu został wybrany dopiero pod koniec drugiej rundy, a potem wskoczył do rotacji drużyny. Obaj byli ciekawymi odkryciami, a teraz mogą zapewnić fantastyczną wartość, jeśli dalej będą się rozwijać. Niewielka cena i do tego kontrola drużyny przez cztery lata.

3) W umowie Jose Alvarado za $14.4mln trzeci rok jest w połowie gwarantowany.

4) Kristaps Porzingis podpisał z Golden State Warriors dwuletnie przedłużenie kontraktu za $40mln. Drugi rok jest opcją zawodnika, ale to kolejna „opcja Hardena”, ponieważ tylko $3mln są gwarantowane. Jeśli w nią wejdzie, Warriors będą mieli czas do 7 lipca na decyzję, czy chcą go zatrzymać i zapłacić pełną kwotę. Co ciekawe, taką decyzję mieli także już teraz. Teoretycznie mogli jeszcze szybko wycofać się z tego porozumienia za cenę $3mln, ale nie było już żadnego niespodziewanego zwrotu akcji. Deadline minął 7 lipca i KP pozostał w zespole.

5) Nie wiem jak to się stało, ale zupełnie umknął mi ten jakże istotny szczegół w kontrakcie Detroit Pistons z Johnem Collinsem ($51mln/3) mówiąc o tym, że tylko pierwszy rok jest gwarantowany (dzięki pistonsPoland za zwrócenie na to uwagi).

Nie zmienia to mojej oceny rozczarowujących na razie wakacji w Detroit, ale poprawia ich sytuację i perspektywy na przyszłość. Taka konstrukcja umowy wygląda o wiele lepiej i tłumaczy, dlaczego Pistons zapłacili mu nieco wyższą pensję niż wartość midlevel exception. Zapewnili sobie elastyczność, na której najwyraźniej bardzo im zależało, bo też podobno z tego powodu nie dogadali się z Tobiasem Harrisem. Jemu również proponowali tylko rok gwarancji.

Pozostaje nadzieja, że Trajan Langdon ma jakiś długofalowy plan na wzmocnienie składu albo przynajmniej czeka na odpowiednią okazję do większego handlowania, dlatego zadbał o zachowanie jak największego pola manewru. To już drugi średniej wielkości kontrakt bez dłuższych gwarancji obok tego Duncana Robinsona (do stycznia tylko $2mln gwarancji, a kolejny rok niegwarantowany), co może być bardzo ciekawym pakietem przy konstruowaniu transferów.

6) Dean Wade dostał wyjątkowo duży kontrakt od Philadelphii 76ers biorąc pod uwagę jego ofensywne ograniczenia, wiek (zaraz skończy 30 lat) i fakt, że nigdy nie był okazem zdrowia. Ale specjaliści 3-and-D są bardzo w cenie, a też Sixers bardzo brakowało skrzydłowych. Zapłacili mu $39mln za cztery lata. Najdziwniejsza była długość tej umowy. Okazuje się jednak, że przynajmniej nie dali mu pełnych czterech lat. Gwarancja w ostatnim sezonie wynosi tylko $1.65mln. To szczególnie istotne, biorąc pod uwagę, że za trzy lata Sixers będą mogli zresetować swoje salary cap. W 2029 skończą się umowy Joela Embiida, Jaylena Browna i Tyrese’a Maxeya, a VJ Edgecombe będzie wchodził w przedłużenie, więc gubiło byłoby, gdyby to ogromne pole manewru ograniczał 33-letni Wade. Na szczęście nie będzie.

7) Kontrakt Roberta Williamsa jest jednym z najciekawszych i najrozsądniejszych, jakie teraz podpisano. Dostał pensję zbliżoną do midlevel exception – $44mln za trzy lata – na którą zapracował, będąc jednym z najlepszych rezerwowych środkowych w całej NBA w zeszłym sezonie, ale równocześnie Blazers zabezpieczyli się na wypadek jego dalszych problemów zdrowotnych. Co w tym przypadku jest szczególnie istotne, bo ryzyko jest bardzo wysokie. Co prawda ostatnio był wyjątkowo zdrowy (59 meczów), ale przez pierwsze dwa lata w Portland tylko 26 razy pojawiał się na boisku.

W drugim roku tej nowej umowy gwarancja wynosi tylko $5mln, a trzeci rok jest zupełnie niegwarantowany. Ale Williams nie będzie musiał oglądać się na decyzję drużyny, bo to od niego, a konkretnie od jego zdrowia zależy, czy zapracuje na te dwa ostatnie lata. Jeśli rozegra co najmniej 50 meczów sezon wcześniej, zapewni sobie pełną wypłatę w następnym roku.

Ciekawe, czy takie typu rozwiązanie też zacznie być kopiowane przez innych i częściej stosowane w negocjacjach z zawodnikami obciążonymi dużym ryzykiem kontuzji. Wydaje się, że jest to bardzo rozsądne wyjście dla obu stron. Ostatecznie wszystko zależy od tego, czy zawodnik będzie grał.

Przy okazji warto zwrócić uwagę, że Boston Celtics także przydałoby się takie zabezpieczenie w kontrakcie Mitchella Robinsona – ostatni 60 meczów, a dwa wcześniejsze sezony łącznie tylko 48 – ale dostał pełną gwarancję ($47mln/3). Oni jednak ściągali go z rynku, musieli się więc bardziej postarać, żeby go przekonać i mieli gorszą pozycję negocjacyjną. Choć pozostaje pytanie, czy była jeszcze inna drużyna gotowa mu tyle zapłacić.

8) Kenrich Williams jest uwielbianym graczem w Oklahoma City Thunder, gdzie spędził już sześć sezonów, ale niewiele gra, znajdując się na obrzeżach rotacji. W zeszłym sezonie spędził na boisku niespełna 900 minut, najmniej odkąd jest w OKC. Dlatego wydawało się, że gdy Thunder zrezygnują z opcji w jego kontrakcie, ograniczając wysokie koszty, będą chcieli zatrzymać go na ławce za minimalne pieniądze. Okazało się, że zapłacili mu $5mln w nowej umowie. Co więcej, dołożyli jeszcze $500 tysięcy bonusu. Ten bonus jest określany jako mało prawdopodobny, więc pewnie ekstra pieniędzy nie dostanie, ale samo uwzględnienie takiego zapisu jest dziwnym posunięciem, ponieważ ma znaczenie przy apronowych rozliczeniach. Dopisując ten bonus Thunder przesunęli się o dodatkowe pół miliona ponad progiem drugiego apronu. W tym momencie znajdują się $11.8mln nad kreską.

Albo to znak, że wcale nie przejmują się apronem, albo są tak pewni, że ostatecznie i tak zejdą poniżej tego progu.

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: Lakers widzą w Kumindze dopełnienie Luki? Warriors nie rozmawiają z Wiz. Bob Myers uspokaja 'analitykę’

4 KOMENTARZE

    • 50 to nie aż tak dużo, pewnie nie wszyscy z nich, ale strzelam że większość z: Pistons, Celtics, Knicks, Cavs, Raptors, 76ers, Thunder, Spurs, Nuggets, Lakers, Rockets, Timberwolves. A i pewnie jeszcze Pacers, skoro Haliburton wraca

      3
      • To 12 ekip, w zeszłym roku było takich 9, a teraz będzie sporo trudniej, bo nie będzie tankerów. SAS, OKC, Knicks, Pistons, Rockets na pewno. Reszta, nie jestem pewien. Powinno być bardziej płasko niż rok temu.

        1
        • Nie będzie tankerów? Sacramento będą walczyć o bycie pierwszą drużyną z 0 zwycięstw, Pelicans nie zrobili chyba żadnego ruchu, a jest spora szansa, że Zion będzie mniej zdrowy niż w zeszłym roku, Clippers są gorsi niż byli, Memphis tak samo, GSW zobaczymy, na razie są tylko jeszcze starsi, Dallas postanowili mieć coś około 5 PF, tak żeby Flaggowi nie było za łatwo. To tyle jeśli chodzi o zachód. Na wschodzie: Milwaukee będzie w dupie, Brooklyn i Chicago tak samo, Charlotte oddało gościa, który był zdecydowanie najważniejszym elementem ich ofensywy, Wizzards muszą modlić się o zdrowie AD i o to, że Trae Young jest w stanie być plusowym graczem.

          No i generalnie tak jak pisałem, nie wszyscy z tych drużyn, gdzieś pewnie będą problemy z kontuzjami. Więc jedną czy dwie można wyciąć, a w zeszłym roku Minnesota miała 49, więc daleko do 10 nie było.

          3