Zaraz po zakończeniu ostatniego meczu finałów Victor Wembanyama podkreślał, że cały ten miniony sezon mnóstwo go nauczył. Jak się teraz okazuje, jedna z lekcji, z której szybko wyciągnął wnioski, dotyczy zarządzania salary cap. A konkretnie tego, jak bardzo lider drużyny może pomóc nie tylko na boisku, ale również przy konstruowaniu składu.
Popularnym motywem mistrzowskiej fety New York Knicks było przypominanie, że Jalen Brunson wziął niższy kontrakt. Gdyby poczekał z przedłużeniem, w sumie mógł otrzymać ponad $100 milionów więcej. Ale dzięki temu, że zgodził się na bardziej korzystne dla drużyny warunki, Knicks zyskali większą elastyczność do kolejnych ruchów. Teraz mówił, że było warto dla takiej chwili. Mistrzostwo jest bezcenne.
Wembanyama postanowił pójść podobną ścieżką i także dał swojej drużynie zniżkę.
Uzgodnił warunki maksymalnego przedłużenia debiutanckiej umowy, ale na pewno nie stanie się ona super-maxem, ponieważ zrezygnował z zapisu uwzględniającego Regułę Derrica Rose’a. Przypomnijmy, przy tego typu umowach standardowy max wynosi 25% salary cap w pierwszym roku, podczas gdy super-max oznacza zarobki rozpoczynające się od 30%. O ile oczywiście zawodnik zakwalifikuje się poprzez zdobycie nagrody lub wybór do All-NBA. Wemby dopiero co odebrał statuetkę dla najlepszego obrońcy i zadebiutował w pierwszej All-NBA. Już jest może nawet i najlepszym zawodnikiem na świecie, więc o ile tylko rozegrałby te wymagane 65 meczów, na pewno zakwalifikowałby się do podwyżki. Ale nie wziął tej opcji.
1) Podpisał pięcioletnie przedłużenie za $252 miliony z opcją zawodnika.
Mając wpisaną Regułę Rose’a, wartość kontraktu mogłaby wzrosnąć o około $50mln. Tak więc swoją decyzją zapewnia Spurs $10mln rocznie dodatkowej elastyczności finansowej. Niezwykle istotniej w erze apronów i w perspektywie nadchodzących kolejnych przedłużeń.
W tym momencie Spurs znajdują się $4.6mln poniżej progu podatku i na pewno nie przekroczą tej linii, ale już gdy za rok wejdzie w życie nowa umowa Wemby’ego, rozpocznie się dla nich skomplikowane manewrowanie nie tylko wokół podatku, ale i apronów. I z każdym rokiem będzie coraz trudniej, bo w 2028 rozpocznie się przedłużenie Stephona Castle’a, a rok później Dylana Harpera. Nie wiadomo, czy oni tak samo jak Victor będą skłoni zrezygnować z szansy na najwyższe możliwe zarobki, ale nawet jeśli to będą standardowe maxy i tak Spurs staną się niezwykle kosztowną drużyną.
Dzięki pomocy Wembanyamy nieco łatwiej będzie im sobie z tym poradzić. Już w przyszłym roku te $10mln mniej mogą pozwolić im uniknąć podatku, albo dodać zawodnika na midlevel, mieszcząc się pod hard capem pierwszego apronu. Najwięcej oczywiście mówi się o apronach, ale trzeba pamiętać, że obecna CBA zwiększyła także opłaty związane z podatkiem. Drużyny mocno przekraczające luxury tax muszą liczyć się z bardzo wysokimi kosztami, a stają się one ogromne, gdy wejdzie się w najwyższą stawkę dla wielokrotnego płatnika. Po trzech kolejnych latach ponad linią podatku. Dla drużyny takiej jak Spurs, w dłuższej perspektywie wydaje się to nie do uniknięcia, dlatego tak istotne jest, żeby możliwie oddalić od siebie te największe koszty.
2) Wemby pomaga drużynie, ale przypomnijmy, że rok temu sami Spurs nie pomogli sobie, gdy nie negocjowali z De’Aaronem Foxem. Kilka miesięcy po pozyskaniu go w wymianie, po prostu położyli na stole ofertę maksymalnego przedłużenia. Kontrakt, który właśnie wszedł w życie, zapewni Foxowi zarobki na poziomie $49.5mln w nadchodzącym sezonie. 30% salary cap. I nawet gdy zacznie obowiązywać nowa umowa Wemby’ego, Fox pozostanie najlepiej opłacanym graczem w San Antonio, dostając około $10mln więcej niż najlepszy zawodnik drużyny.
To umowa na cztery lata, tak więc potencjalnie w ostatnim roku jej obowiązywania (2029/30), po podpisaniu kolejnych przedłużeń ze swoimi młodymi guardami, Spurs mogą mieć aż cztery maksymalne pensje w salary cap. Do tego czasu będą musieli pozbyć się Foxa.
3) Cade Cunningham i Evan Mobley mają za sobą pierwszy rok przedłużenia debiutanckiego kontraktu, który w ich przypadku wyniósł $269mln za pięć lat. Obaj zakwalifikowali się do super-maxa. Zarobią więcej niż Wemby.
4) Victor jest tak dobry, że na pewno znajdzie się w All-NBA, więc super-max byłby prawie automatyczny. Prawie, bo oczywiście musiałby rozegrać co najmniej 65 meczów. To byłaby ta największa i jedyna niewiadoma. W zeszłym sezonie zanotował dokładnie 65 występów i to z uwzględnieniem tego nie liczonego do oficjalnych statystyk finałowego meczu NBA Cup. Sztab medyczny Spurs był wobec niego bardzo ostrożny, dlatego też uważnie pilnowali jego obciążenia minutowego i grał średnio 29.2 minut.
Teraz przynajmniej nie będzie już finansowej presji, żeby dobił do tego wymaganego minimum występów. Choć na pewno będzie chciał zakwalifikować się do nagród. Będzie jednym z faworytów do MVP.
Tak więc w ostatecznym rozrachunku Wembanyama nie zrezygnował z pewnych pieniędzy, tylko z szansy podwyższenia swoich zarobków. Zapewnił także komfort Spurs w planowaniu przyszłych wydatków, bo wiedzą już dokładnie na czym stoją.
5) Jalen Williams zanim rok temu pomógł Oklahomie City Thunder zdobyć mistrzostwo, został wybrany do trzeciej All-NBA. Ale to jeszcze nie zakwalifikowało go do większych pieniędzy, gdy podpisywał swoje przedłużenie. Musiał ponownie zapracować na wyróżnienie, żeby aktywować zapisaną Regułę Rose’a. To się nie udało, ponieważ stracił większość sezonu przez kontuzję.
Chet Holmgren był teraz w trzeciej All-NBA, ale rok wcześniej zgodził się na przedłużenie bez opcji super-maxa. Mając za sobą łącznie tylko 114 meczów przez trzy pierwsze sezony nie miał zbyt mocnej pozycji negocjacyjnej, choć było wiadomo, że ma gwiazdorski potencjał. W efekcie, Thunder mają obu na pensji za 25% salary cap i już nieraz podkreślaliśmy, jak to ułatwi Samowi Prestiemu trudne zadanie manewrowania przy szybko rosnących wydatkach drużyny. Wemby najwidoczniej nie chce, żeby rywale mieli w tym względzie finansową przewagę nad jego drużyną.
Przy okazji warto jeszcze przypomnieć, że teraz w OKC przedłużenie debiutanckiego kontraktu może podpisać Cason Wallace (druga All-Defensive) i bardzo ciekawe będzie, jak to zostanie rozegrane. Zwłaszcza, że już pojawiły się pierwsze doniesienia, że Wallace chciałby odgrywać większą rolę.
6) Jalen Brunson w 2024 roku miał za sobą debiut w All-Star Game i pierwszy sezon na poziomie All-NBA, tak więc nie miał jeszcze zbytnio ugruntowanej pozycji w gronie największych gwiazd ligi. Ale było już widać, że to nie jest przypadek, bo z rok na rok był coraz lepszy i potwierdził także swoją wartość w kolejnych playoffach. Był już niekwestionowanym liderem New York Knicks, którzy zrobili fantastyczny interes podpisując go dwa lata wcześniej za $100mln/4. Było już wiadomo, że jest wart dużo więcej, dlatego wszyscy oczekiwali, że w następne wakacje zrezygnuje ze swojej opcji i podpisze maksymalną umowę (rozpoczynającą się od 30% salary cap).
Ale Brunson nie czekał i już w 2024 roku zgodził się na przedłużenie. Knicks dali mu wtedy najwięcej, na ile pozwalały ligowe reguły, czyli 40% podwyżki. Jednak przy jego stosunkowo niskiej pensji, to nadal było znacznie mniej niż wartość 30%-maxa. Zgodził się na cztery lata za $156.5mln, podczas gdy rok później mógłby otrzymać aż $269mln w pięcioletniej umowie.
W sumie ponad $100mln mniej. Choć trzeba wziąć pod uwagę, że przy obecnej umowie może wrócić na rynek już po trzech latach i odebrać większą wypłatę, więc na razie to rabat na trzy lata. To jednak nie zmienia faktu, że jest to bardzo znaczący rabat, bo na maksymalnej pensji w każdym z tych trzech sezonów zarobiłby około $12mln więcej.
Prowadząc Knicks do mistrzostwa, jego zarobki stanowiły tylko 22.6% salary cap. Był dopiero 46. na liście najlepiej opłacanych zawodników w NBA (między Desmondem Bane’m a Rudym Gobertem).
Pomógł Knicks, zapewniając im większe pole manewru, a oni świetnie to wykorzystali, budując wokół niego mistrzowski zespół. Teraz Wemby będzie oczekiwał tego samego od swojego klubu.
7) Radzenie sobie z wielkimi wydatkami staje się coraz bardziej kluczową kwestią w NBA, o czym przekonaliśmy się nie tylko biorąc pod uwagę konstrukcję składów dwóch poprzednich mistrzów, ale i przy okazji tej szokującej decyzji Boston Celtics o przehandlowaniu Jaylena Browna. Jego zarobki wynoszą 35% salary cap i doszli do wniosku, że nie mogą budować przyszłości drużyny, nadal opierając się na dwóch bardzo kosztownych gwiazdach. Restrykcje apronów sprawiły, że finansowe realia stały się dużo bardziej wymagające i trzeba jeszcze umiejętniej manewrować wydatkami, żeby nie tylko zbudować silny zespół, ale i go utrzymać przez kilka sezonów. Bo też większość drużyn operuje już pod hard capem.
Przypomnijmy, że hard cap jest automatycznie uruchomiony jeśli drużyna wykona jakiś ruch lub skorzysta z wyjątku, który jest niedozwolony ponad którymś z apronów. Wtedy przez cały kolejny sezon nie można już przekroczyć linii tego apronu. W efekcie, obecnie tylko dziewięć drużyn nie jest ograniczonych żadnym hard capem, a wkrótce z tego grona znikną też Golden State Warriors (gdy sfinalizują bi-annual kontrakt dla De’Anthony’ego Meltona) oraz Toronto Raptors (gdy przejmą więcej pieniędzy w wymianie Kawhia Leonarda).
Hard cap przez bardzo długie lata pozostawał marzeniem właścicieli, którzy chcieli sobie pomóc w ograniczeniu i kontrolowaniu wydatków, dlatego proponowali różne wersje takiego rozwiązania przy okazji każdych negocjacji umowy CBA. Ale Związek Zawodników zawsze kategorycznie się temu sprzeciwstawiał. Aż do 2023 roku, kiedy albo nie zauważyli, że aprony będą działały jak hard cap, albo nie wystarczająco twardo negocjowali. W każdym razie zgodzili się na te zasady.
Teraz nowy szef NBAP David Kelly krytykuje ten system i chciałby złagodzenia albo usunięcia drugiego apronu, ale w tym momencie nic nie może zrobić. Zawodnicy mogą jedynie mieć pretensje do poprzednich władz Związku (szefowa Tamika Tremaglio, prezydent CJ McCollum).
„Nie jesteśmy zwolennikami drugiego progu apron. To nie my zaproponowaliśmy drugi apron. Powinniśmy byli mocniej sprzeciwić się jego wprowadzeniu. W przyszłości nasz związek będzie znacznie bardziej zjednoczony i lepiej przeciwstawi się takim rozwiązaniom. Widzimy, jak system apronów rozbija drużyny i zmusza je do podejmowania decyzji, które nie mają nic wspólnego z koszykówką.”
Oczywiście nie podoba mu się także decyzja Wemby’ego. To świetna historia lidera pomagającego swojej drużynie, ale zawodnicy nie chcą być ustawiani w sytuacji, w której to oni muszą poświęcać zarobki, żeby zwiększyć szanse swojego zespołu na mistrzostwo. To właściciele powinni ponosić największe koszty. Tymczasem decyzja Wembanyamy sprawia, że teraz większa presja będzie na kolejnych gwiazdorów, żeby oni również wzięli mniej, pomagając swoim drużynom.
„Uważamy, że zawodnicy powinni sami podejmować decyzje dotyczące swojej kariery i nie powinniśmy zaglądać im do portfela. System nie powinien wymagać od jednego gracza brania na siebie całego tego ciężaru. Nie powinniśmy stawiać zawodnika w sytuacji, w której to od jego decyzji zależy utrzymanie drużyny w obecnym składzie.„
Kelly podkreśla, że aprony wcale nie są konieczne do utrzymania obecnego parytetu w lidze, ponieważ obowiązują dopiero od trzech sezonów, a przecież tę „NBA wyrównanych szans” mamy znacznie dłużej – to już ośmiu z rzędu nowych mistrzów.
Związek Zawodników (prezydentem jest Fred VanVleet) chciałby już teraz porozumieć się z NBA w sprawie korekty w systemie apronów, ale trudno oczekiwać, żeby właściciele się na to zgodzili. Dla nich to idealna wymówka, żeby ograniczyć wydatki i nawet nie potrzebują do tego faktycznego hard capu. James Dolan sam nałożył limity na Knicks, strasząc zabójczymi konsekwencjami drugiego apronu. Ale jego zespół może być teraz pod tym drugim apronem ze swoim mistrzowskim trzonem, ponieważ Brunson jest na tak niskim kontrakcie. On zrezygnował z większych zarobków, podczas gdy Dolan nie chce ponieść większych kosztów podatku.
8) A skoro w temacie finansów jesteśmy – będzie nam niezmiernie miło i będzie to dla nas duża pomoc, jeśli zdecydujesz się ponieść koszt wsparcia Szóstego Gracza:)
Bardzo dziękujemy wszystkim naszym wspierającym/patronom.













Wemby poszedł śladami Duncana i Manu…szacuneczek.
Oby wyniki były podobne.