Peyton Watson nie zdążył jeszcze na dobre rozpocząć nowego rozdziału w Cleveland, a już wrócił wspomnieniami do tego, jak kończyła się jego przygoda z Denver Nuggets. Z jego ostatnich słów wynika, że najwyraźniej nie wszystko wyglądało tam tak dobrze, jak mogłoby się wydawać na pierwszy, czy nawet drugi rzut oka.
Młody skrzydłowy przyznał w podkastowej rozmowie z Michaelem Porterem Juniorem, że w trakcie rehabilitacji kontuzjowanego ścięgna podkolanowego czuł presję, żeby wrócić na parkiet szybciej, niż sam uważał za rozsądne. Watson rozgrywał bardzo udany indywidualnie sezon w Denver, ale wszystko wyhamowało w lutym, kiedy doznał naciągnięcia ścięgna udowego. Zamiast dalszego rozwoju była więc długa rehabilitacja, a później jeszcze jedna próba powrotu, która zakończyła się kolejnym urazem.
Dwa albo trzy tygodnie po rozpoczęciu rehabilitacji miałem wrażenie, że zaczynamy zwiększać obciążenia zbyt szybko. Byłem wtedy na parkiecie z trenerami i poczułem lekkie ukłucie. Pamiętam też, że czułem presję, żeby wrócić i rozegrać kilka spotkań przed playoffami.
Problem w tym, że ten pośpiech ostatecznie nie wyszedł mu na dobre. W jednym z ostatnich meczów sezonu, przeciwko Utah Jazz, ponownie poczuł ból w tym samym miejscu. Badanie rezonansem wykazało, że uraz wygląda praktycznie tak samo jak za pierwszym razem. Watson sam przyznał wtedy, że zaczął się zastanawiać, czy Nuggets nie próbowali przywrócić go do gry zbyt szybko. W efekcie nie tylko stracił końcówkę sezonu, ale również nie wystąpił w playoffach, w których Bryłki odpadły w starciu z Minnesota Timberwolves już w pierwszej rundzie.












