Rzutówka: Teraz czekamy już tylko na kontrakt Durena

2
fot. NBA League Pass

Został już tylko Jalen Duren.

Ostatni znaczący zawodnik nadal znajdujący się na rynku wolnych agentów. Warto też przypomnieć, że teoretycznie najlepszy z tegorocznej grupy, ponieważ jedyny aktualny All-NBA. Mimo to czeka najdłużej.

Oczywiście wszystko komplikuje status zastrzeżonego wolnego agenta, który ograniczył jego pole manewru właściwie tylko do negocjacji z Detroit Pistons. Rozmawiał też z innymi drużynami, ale w Detroit od początku zapewniają, że zatrzymają go u siebie, dlatego nikt nie podjął ryzyka, żeby czekać ze złożeniem oferty i nie ma też mowy o sign-and-trade. Pozostaje mu dogadać się ze swoją drużyną, ale już od dwóch miesięcy nie są w stanie znaleźć umowy satysfakcjonującej obie strony.

Duren oczekuje, że po swoim przełomowym sezonie, w którym przebił się do grona gwiazd ligi i stał się jednym z najlepszych środkowych, otrzyma maksymalne pieniądze. Ale fatalne playoffy mocno osłabiły jego notowania, a Pistons chcą wynegocjować jak najkorzystniejsze warunki, szykując się na nadchodzące wysokie koszty utrzymania młodego trzonu w kolejnych latach.

Ostatecznie uzgodnią nową umowę. Chyba nikt nie wyobraża sobie innego scenariusza. Alternatywą jest oferta kwalifikacyjna, która byłaby bardzo złym rozwiązaniem dla obu stron. Duren nie może przejść obok ogromnych gwarantowanych pieniędzy, licząc, że w przyszłym offseason otrzyma większą wypłatę. Pistons nie mogą ryzykować, że za rok stracą go za nic albo będą musieli zaraz go przehandlować. Ale skoro są skazani na siebie i też chcą kontynuować współpracę, dlaczego to tyle trwa?

Nie przypominam sobie sytuacji, w której młody gwiazdor tak długo musiał czekać na nowy kontrakt. Rok temu zastrzeżeni wolni agenci podpisywali umowy dopiero we wrześniu, ale żaden z nich nie był All-Starem. Ostatnia sytuacja, gdy młody center z gwiazdorskim potencjałem miał problem z otrzymaniem kontraktu od swojej drużyny, miała miejsce w 2022 rok, gdy Phoenix Suns nie chcieli położyć na stole maksymalnej umowy dla Deandre Aytona. On jednak nie musiał aż tyle czekać, ponieważ znalazł zespół (Indiana Pacers), który zaproponował mu kontrakt, jakiego oczekiwał. Suns go wtedy wyrównali, ale relacje między nim a drużyną mocno zaczęły się psuć i rok później został wytransferowany.

Oczywiście Suns mieli rację, mając wątpliwości co do jego wartości. Ale jego potencjał opierał się głównie na tym, że był jedynką draftu. Do tamtego momentu rozegrał kilka dobrych sezonów, pomógł Suns wygrywać, byli nawet w wielkim finale, ale nie był All-Starem.

Duren już jest dużo lepszy. Przypomnijmy — średnio 19.5 punktów, 10.5 zbiórek i 65% z gry. Na przestrzeni ostatnich 20 lat linijkę 18-10-60% zanotowali jeszcze tylko Giannis, Jokić, Sabonis i Dwight Howard. Co więcej, był drugim najlepszym zawodnikiem drużyny na 60 zwycięstw, a przez kilka tygodni pod koniec sezonu pełnił także rolę lidera pod nieobecność Cade’a Cunninghama.

Wykonał ogromny progres, bo jeszcze rok wcześniej jego średnia wynosiła poniżej 12 punktów i miał też problemy w obronie. Teraz był kluczowym elementem drugiej defensywy ligi. Później jednak zawalił playoffy. Kompletnie w nich zniknął. Nie tylko nie był już drugą gwiazdą drużyny, nie był nawet najlepszym środkowym w swoim zespole. To była dla niego bolesna lekcja. Nie zapominajmy jednak, że mówimy o nadal bardzo młodym zawodniku. W listopadzie skończy dopiero 23 lata. Potencjał jest niezwykle obiecujący. A dotychczasowa ścieżka rozwoju pokazuje, że wyciąga wnioski i pracuje nad swoją grą.

Ale w Detroit najwyraźniej bardzo obawiają się powtórki z Andre Drummonda, który także w czwartym roku został wyróżniony w trzeciej drużynie All-NBA, a potem już nigdy więcej nie znalazł się w tym gronie. Przez chwilę był gwiazdorem, dostał maksymalny kontrakt, ale nie był zawodnikiem, na którym można było oprzeć silną drużynę.

Obecnie w Detroit podobno dużo większe oczekiwania mają wobec Ausara Thompsona. To w nim widzą przyszłego drugiego gwiazdora drużyny. Tylko że przed nim też jeszcze daleka droga do zrealizowania swojego potencjału, bo na razie jest fantastyczny wyłącznie po jednej stronie boiska.

Z Thompsonem już mogą rozmawiać o przedłużeniu debiutanckiego kontraktu, więc starają się to jak najlepiej rozegrać, bo zaraz będą mieli trzy duże kontrakty. A przypomnijmy, że Cunningham zakwalifikował się do reguły Rose’a, co oznacza, że dostał możliwie najwyższą wypłatę.

W tym momencie Pistons mają świetną sytuację finansową – tylko jeden wielki kontrakt, daleko od podatku. Nawet po podpisaniu Durena będą pod kreską. Ale wkrótce to się zmieni, a w świecie apronów trzeba bardzo uważnie wydawać pieniądze. Na szczęście, zadbali o elastyczność na przyszłość. Na sezon 2027/28, gdy już cały trzon Cade-Ausar-Jalen przestanie być na debiutanckich pensjach, pozostałe duże kontrakty Johna Collinsa i Duncana Robinsona są niegwarantowane, a Isaiah Joe to opcja drużyny. To zapewni im duże pole manewru do konstruowania składu wokół swojego trzonu. Najpierw jednak muszą zadbać o utrzymanie tego tercetu i dogadać się z Durenem.

Supermax jest poza dyskusją. Nie jest aż taką gwiazdą. Ale według ostatnich doniesień Pistons proponują zarobki przekraczające nieco $30mln. Czyli możliwe, że coś niewiele lepszego od $130mln/4, jakie otrzymał Walker Kessler. Duren ma już dużo większy dorobek od niego. Maksymalna pensja przy standardowych 25% wynosi $41mln. Tyle zarobi teraz Chet Holmgren, który razem z JD znalazł się w trzeciej All-NBA. On jednak jest już mistrzem i podpisał swój kontrakt jeszcze zanim rozegrał fatalną serię przeciwko San Antonio Spurs. Wydaje się, że kompromisowym rozwiązaniem powinien być kontrakt z średnią pensją na poziomie około $40mln. Według Jake’a Fischera w lidze panuje przekonanie, że będzie to właśnie coś w stylu $160mln/4.

Nie wiemy, kto jest tutaj bardziej uparty. Czy Duren jest przekonany, że ostatecznie Pistons ugną się i zapłacą mu maxa? Czy Pistons są pewni, że zgodzi się na mniej, bo przecież nie weźmie oferty kwalifikacyjnej, zostawiając ponad sto milionów na stole.

Przy okazji warto jeszcze wspomnieć, że aprony komplikują sytuację nie tylko zmuszając do ostrożniejszego wydawania. Również dlatego, że właściwie wyeliminowane zostały bonusy, które były najłatwiejszym sposobem wypracowania kompromisowego rozwiązania. Drużyny to nic nie kosztowało, dopóki zawodnik ich nie wypracował, a jemu dawało to szansę podwyższenia swojej pensji. Ale wszystkie bonusy liczą się do rozliczeń apronów, nawet te mało prawdopodobne i niezarobione, zmniejszając pole manewru, dlatego już nikt ich nie proponuje.

Pistons ostatecznie podpiszą Durena, ale ile to jeszcze potrwa?

Mogą ciągnąć to jeszcze przez miesiąc. Dopiero otwarcie obozów treningowych to moment, gdy trzeba już będzie mieć go oficjalnie w składzie. Jednak to wszystko nie pomaga w przygotowaniach do nowego sezonu. Mocno nadwyrężają swoje relacje z Jalenem, co psuje atmosferę w drużynie, będąc kolejnym elementem tego rozczarowującego offseason w Detroit. Mają za sobą rewelacyjny sezon, ale cała tamta pozytywna energia gdzieś uleciała. Podczas gdy rywale się wzmacniali, oni nie wykonali znaczących ruchów (poprawili shooting, ale nadal nie mają drugiego kreatora, który odciążyłby Cade’a), żeby ustawić się w gronie zespołów walczących o mistrzostwo. Za to otwarcie pokazują, że mają wątpliwości co do wartości swojego kluczowego zawodnika. Nie zapominajmy, że w te wakacje oddali też Isaiaha Stewarta, będącego sercem zespołu, a negocjacje z Thompsonem mogą być kolejnym punktem spornym.

Finanse ostatecznie może będą się zgadzały, tylko że „duch zespołu” mocno na tym cierpi i zobaczymy, jak to się wszystko odbije na poczynaniach drużyny na parkiecie. Dotychczas GM Trajan Langdon bardzo dbał o kontynuację i rozwój, co budowało team-spirit, ale teraz zaczyna coraz bardziej działać jak bezduszny Daryl Morey, który patrzy głównie na cyferki i jest skłonny kłócić się przez całe wakacje ze swoim gwiazdorem, żeby zrobić deal na własnych warunkach.


Szósty Gracz istnieje dzięki wsparciu osób takich jak Ty. To dzięki Wam możemy każdego dnia tworzyć nowe treści, pisać i opowiadać o NBA. Jeśli cenisz naszą pracę, wesprzyj nas na Patronite lub przekaż jednorazową wpłatę.
Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: 'Ben Simmons wyglądał fantastycznie’ czas offseason. Tatum na chwilę stracił talent

2 KOMENTARZE

  1. Ten przywołany tutaj Ayton w swoich pierwszych playoffach zagrał na 15.8/11.8 przy skuteczności 65.8% z gry, więc biorąc pod uwagę, że były to już drugie playoffy Durena, to Detroit ma raczej rację będąc ostrożnymi.

    A do tego oczywiście zarobki gracza poza jego umiejętnościami dyktowane też są przez rynek, a w tym roku jedyne zespoły, które mogły się łatwo po Durena zgłaszać, szybko znalazły kogoś innego albo wydały pieniądze na inne pozycje. Więc to też po prostu trochę jego pech, że trafił mu się taki moment.

    4