Ostatnie komentarze Davida Kelly’ego – nowego szefa NBPA, który do tej pory był bardzo powściągliwy – podpowiadają, że związek zawodników (znany jako NBPA) będzie w kolejnych negocjacjach umowy zbiorowej o wiele bardziej surowy niż to, co oglądaliśmy przy okazji ostatniego porozumienia, osiągniętego relatywnie wcześnie i bez większych nieścisłości. Doskonale pamiętamy sytuację z 2011 roku, gdy liga na kilka miesięcy zamroziła swoje działania, bo strony znacząco różniły się w swojej wizji rzeczywistości.
Nic na razie nie wskazuje na to, byśmy za parę lat mieli oglądać podobny scenariusz, niemniej działania podejmowane przez komisarza Adama Silvera sprawiają, że zaczynają się pojawiać dyskusje dotyczące tego, czy szef ligi zwyczajnie nie przesadza w swojej autorytarności. Wręcz obsesyjnie śledzi, jak na ligowych kontach pojawiają się kolejne zera, a to powoduje, że zaczyna być chciwy i przestaje liczyć się z interesem swoich partnerów – taka w ostatnim czasie pojawiła się na ligowych korytarzach narracja i NBPA chce jej stawić czoła.
Osłabienie tej mosiężnej zbroi, jaką przywdział Adam Silver, może wymagać stanowczych kroków i Kelly, o którym za moment powiemy więcej, sprawia wrażenie człowieka gotowego się trochę z komisarzem podroczyć. NBPA ciągle ma bardzo silną pozycję, choć w ostatnich latach rzadko ją wykorzystywało. To prawda, że do ligi napływa coraz więcej pieniędzy, jednak zmiany w sposobie działania systemu podatkowego spowodowały, że wśród właścicieli oraz GM-ów pojawiła się element głębokiej analizy wydatków, a to wpływa często na wysokość kontraktów zawodników średniego szczebla.
Następuje tu swego rodzaju efekt kuli śnieżnej, bo skoro kluby mają w wielu przypadkach związane ręce i nie chcą blokować salary-cap wieloletnimi kontraktami, to siłą rzeczy cierpią zawodnicy oraz agenci zmuszeni do podpisywania kontraktów, które są dla nich wymuszonym kompromisem. Wymuszonym przez sposób działania ligi, a nie wizje klubu czy generalnego menadżera. NBPA wyszła więc z założenia, że musi się poważnie zastanowić, czy na pewno chce, by od komisarza Silvera zależało aż tak wiele i czy przypadkiem aspekt biznesowy nie przysłonił mu oczu na relacje z otoczeniem.
David Kelly w związku zawodników pojawił się kilka miesięcy temu, zastępując Andre Iguodalę. Pod koniec lutego objął stanowiska dyrektora wykonawczego. Z tym że do lipca popularny Iggy nadal wykonywał swoje funkcje, więc Kelly lejce przejął dopiero na początku sierpnia i to był moment, w którym mógł od razu zaznaczyć swoją obecność. Przez ostatni rok Kelly pełnił funkcję dyrektora zarządzającego i głównego radcy prawnego NBPA. Odpowiadał za wszystkie kwestie prawne, łącząc działania związku oraz NBPA Foundation, a także nadzorował strategię zaproponowaną przez Iguodalę. Był bliskim doradcą zarówno mistrza NBA, jak i prezesa NBPA – Freda VanVleeta. Zapewne kojarzycie.
Przed dołączeniem do NBPA Kelly pracował w Golden State Warriors, gdzie zainicjował i prowadził wiele projektów biznesowych związanych z funkcjonowanie klubu “pozasportowo”. Uczestniczył między innymi w negocjowaniu ważnych umów sponsorskich i licencyjnych, zarządzał procesem zakupu nieruchomości, uzyskiwania pozwoleń i budowy Chase Center, a także uruchomił Golden State Entertainment (GSE) – pion odpowiedzialny za tworzenie treści związanych z filmem, muzyką i kulturą wokół Warriors i Valkyries, drużyny WNBA. Co jednak kluczowe w kontekście jego kompetencji pod kątem negocjacji z ligą – Kelly zajmował się również zarządzaniem salary cap zespołu, kwestiami związanymi z układem zbiorowym (CBA) oraz programami rozwoju zawodników.
Wygląda więc na to, że NBPA postawiła na odpowiedniego konia. Mają nie tylko człowieka, któremu ufają kluczowe postacie w związku, ale także kogoś, kto nigdy nie stał po stronie samej NBA, a w jej opozycji – próbując czerpać i wyciągnąć jak najwięcej dla interesu klubu i zawodników. To oznacza również, że komisarz NBA doskonale wie, z kim wkrótce będzie miał do czynienia. Ostatnie komentarze Kelly’ego z całą pewnością pojawiły się w porannej prasie serwowanej komisarzowi przez biuro zarządu. Był to bardzo oficjalny sygnał niezadowolenia ze zmian wywołanych przez ambicje sternika ligi.
Kelly przyznał, że NBPA ma „poważny problem” z faktem, że koszykarze NBA nie otrzymają części przychodów generowanych przez NBA Europe, które ma wystartować przed sezonem 2027/28. Aktualnie trwa budowanie ligowej stawki skupionej na kluczowych miastach Starego Kontynentu. NBA dokłada wszelkich starań, aby ten proces zmaksymalizował szansę na stworzenie kolejnej maszynki do zarabiania pieniędzy. Wszystko jednak opiera się na produkcie stworzonym za oceanem i to on ma w jakiś sposób nowy twór uwiarygadniać. Z tego powodu związek zawodników nie ma zamiaru występować wyłącznie w roli fana.
– To przedsięwzięcie jest wyraźnie budowane na plecach obecnych i byłych zawodników NBA, a także na całej renomie, jaką wypracowali dla tej ligi. A następnie powstaje konkurencyjna liga, w której ci zawodnicy nie będą uczestniczyć ani czerpać korzyści z jej wyników finansowych. Mamy z tym bardzo poważny problem – powiedział Kelly. […] Na podstawie obecnego CBA można argumentować, że liga ma do tego prawo. Jednak w przypadku kolejnej umowy zbiorowej… nie będzie mogła tego zrobić, jeśli wynegocjujemy ją w taki sposób, w jaki chcemy ją wynegocjować – dodał.
Zatem Kelly chce doprowadzić do sytuacji, w której zawodnicy w ramach porozumienia zbiorowego otrzymują część przychodów generowanych przez NBA Europe, ponieważ będą one zaliczane do kategorii przychodów związanych z koszykówką (tzw. basketball related income). Obecnie koszykarze NBA otrzymują od 49 do 51 procent przychodów. Kelly próbuje mimo wszystko sprawę racjonalizować i twierdzi, że w przypadku NBA Europe koszykarze niekoniecznie muszą otrzymać aż tak wysoki udział. Jego zdaniem istnieje jednak „uczciwy” poziom, który byłby korzystny zarówno dla ligi, jak i NBPA.
Związek nie rozmawiał jeszcze z NBA o ewentualnym odstąpieniu od obecnego układu zbiorowego w październiku 2028 roku. Taka decyzja oznaczałaby zakończenie obowiązywania CBA po sezonie 2028/29 i ewentualny lock-out, jeżeli strony nie doszłyby do porozumienia – scenariusz, który wydaje się jednak bardzo mało prawdopodobny. Zwłaszcza biorąc pod uwagę straty finansowe, jakie obie strony by z tego tytułu poniosły. Kelly przyznał jednak, że odbywały się nieformalne rozmowy dotyczące części kwestii, które są istotne dla NBPA. Najtwardszym orzechem do zgryzienia mogą się okazać obecne zasady dotyczące drugiego progu podatkowego.
– Na tym etapie są to po prostu przyjazne rozmowy, podczas których przedstawiamy część naszych problemów i zastrzeżeń. Kiedy jednak przyjdzie czas na negocjowanie nowego CBA, będziemy bardzo stanowczy w kwestii niektórych spraw, które są dla nas ważne i które muszą się zmienić. […] Nie jesteśmy fanami drugiego progu podatkowego. Powiedziałbym, że nie ma zbyt wielu jego fanów. Może jest ich 30 lub 31, jeśli doliczyć Adama (Silvera). […] Myślę, że jest dość oczywiste, że drugi próg sprawił, iż trudniej jest utrzymać zespoły w niezmienionym składzie. […] Liga powie, że był to jeden z powodów jego wprowadzenia – uważała, że jest on konieczny dla zachowania równowagi w lidze. Ja wskazałbym jednak na fakt, że równowaga istniała również przed wprowadzeniem drugiego progu – dodał Kelly.
Silver wielokrotnie podkreślał, że w ciągu ostatnich ośmiu lat mistrzostwo NBA zdobyło aż osiem różnych zespołów i traktuje to jako argument uzasadniający jego dotychczasową filozofię. NBPA wychodzi mimo wszystko z założenia, że wynegocjowanie dobrej umowy telewizyjnej postawiło NBA w pozycji siły i dzięki temu wprowadzili zasady, które służą wyłącznie kontrolowaniu kosztów i budowaniu środowiska “równych szans”. Kelly w swoich wypowiedziach zaznaczał, że zasady dotyczące drugiego progu w nieproporcjonalny sposób uderzają w zawodników, a nie właścicieli klubów.
– System przenosi cały ciężar na zawodnika, ponieważ właściciele jasno pokazali, że nie zamierzają przekraczać drugiego progu ze względu na wszystkie te potencjalne problemy, które pojawiają się po jego przekroczeniu – skończył.
To wszystko podpowiada, że liga i związek mają przed sobą kilka trudnych rozmów. Zawodnicy chcą podpisywać kontrakty odpowiadające ich wartości, GM-owie nawet chcą im je dawać, ale boją się, że wraz z rosnącym pay-rollem, odetną sobie możliwość modelowania drużyną w kolejnych sezonach, bo stracą wyjątki i wpadną w swoisty hard-cap, który nie został tak nazwany tylko dlatego, że nie chcieli tego właściciele. Czas pokaże, czy Kelly udźwignie rolę antagonisty.












