Kapuścinski: 2 jest “znów” większe niż 3?

5

10 lat minęło od ostatniego tekstu Pawła Kapuścińskiego na Szóstym Graczu (archiwum). Dziś Paweł zajmuje się analityką, ale w piłce nożnej – pracuje w jednym z najsłynniejszych klubów brytyjskich, Tottenham Hotspur. O koszykówce jednak nie zapomniał.


To nie jest dobry czas do powrotów. Kilkadziesiąt godzin temu Conor McGregor skompromitował się w Las Vegas gdzieś pomiędzy udaję, że jestem w prime, a łapię kontuzję podczas mojej pierwszej akcji. W tym samym Las Vegas Victor Oladipo próbuje przekonać, że jego 39% z gry w G-League w poprzednim sezonie nie jest mniej warte niż podejrzany kontrakt Gary’ego Trenta Jr. Poprzeczka nie jest zbyt wysoko zawieszona.

Wbrew pierwszemu instynktowi czytelników (lub moim przewidywaniom), pomysł na napisanie czegoś z dużą ilością cyfr w tekście nie pojawia się tutaj dzięki kontraktowi Trae Younga, ani temu jak rynek wycenił wartość Jaylena Browna, a już na pewno nie po tweetach Davida Westa (z którym bardziej się zgadzam niż to czym się zajmuje w życiu mogłoby sugerować). Kilka miesięcy temu Micheal MacKelvie zasugerował, że w koszykówce dochodzi do momentu załamania wartości rzutów. Brzmi całkiem logicznie. Mam wątpliwości.

Z góry zaznaczę, załóżmy że ze względu na zasięgi (0 czytelników w momencie pisania vs 460k subskrybentów na youtube) Michael i ja mamy zupełnie inny poziom dostępu do danych. Ja muszę się ograniczyć do ogólnodostępnych play-by-play i shot chartów, Michael może się posiłkować danymi trackingowymi zbieranymi od lat przez Second Spectrum (z którymi mam przyjemność działać na co dzień, niestety w zupełnie innym sporcie).

Efektywność NBA w erze play-by-play (od sezonu 1996/97) była zdominowana przez rzut za 3. Niebywale odkrywcze, że 3>2, ale wbrew intuicji, rok, w którym najbardziej dominująca strzelecko drużyna sezonu zasadniczego biła rekordy skuteczności z dystansu, zapoczątkował rewolucję wysokiej efektywności rzutów za dwa (której nie widać też na bardziej rozległym czasowo wykresie z video).

I o ile wykres udało się otworzyć i pokazuje on ciekawą historię optymalizacji posiadań, to sama metryka punktów na rzut jest dość ograniczona i pomija najbardziej wartościowy aspekt atakowania obręczy, czyli rzuty osobiste.

(Dość oczywiste rzeczy teraz będę wypisywać, ale to trochę udowodnienie przed sobą, że mam dobre założenia.) W sytuacji, gdy zawodnik jest faulowany w trakcie oddania rzutu i piłka nie ląduje w obręczy, rzut nie jest zliczany. Więc tworzy nam się przepaść i to dość duża, bo blisko 75% shooting fouls w NBA nie jest rejestrowanych w boxscore’ach (pudła nie są, trafione rzuty są – ma to sens: nie ma co karać zawodnika, który ma szansę zdobyć tyle samo punktów, ile była warta jego faulowana próba – mówiłem, że będą oczywiste rzeczy). Licząc na serwetce, zawodnicy, którzy próbują zdobywać punkty jak najbliżej kosza są faulowani przy 10-15% swoich rzutów. Catch and shooterzy prawie nie są faulowani przy swoich próbach (chyba, że są – i z closeoutem biegnie Dillon Brooks, lider w kategorii). Przy uwzględnieniu rzutów “faulowanych” punkt na próbę rzutu wygląda tak:

Od 7 lat żyjemy w czasach, gdzie dwa jest większe niż trzy. Odpowiedź na „dlaczego?”, będzie oczywista, ale przynajmniej pokazana na estetycznym wykresie. Dieta rzutowa.

W czasach, gdy 30% rzutów oddawanych było z półdystansu, efektywność dwójek mocno cierpiała. W ostatnim sezonie – midrange to około 8% rzutów.

Co może na pierwszy rzut oka zaskakiwać, to stabilna ilość prób z paint. Jeśli spojrzymy na efektywność punktową rzutów z różnych stref, to paint nie wygląda dużo lepiej niż midrange. I tu znów musimy się odnieść do tego, gdzie zawodnicy generują rzuty osobiste. Niestety NBA nie udostępnia publicznie informacji, gdzie dokładnie zawodnik był faulowany przy rzucie, ale założenie, że ta informacja znacznie podniosłaby efektywność w paint, jest dość bezpieczne.

Bez danych trackingowych od Second Spectrum, możliwości przyjrzenia się, jakimi akcjami (akcja czyli post-up, izolacja itd.) generowane są poszczególne rzuty są bardzo ograniczone. Na problem można jednak spojrzeć z perspektywy początku posiadania. I tak możemy zastosować (dość duże) uproszczenie, że po przechwycie mamy kontrę, a po straconym koszu half court offense. Na drugim wykresie kontekst ilościowy.

Najlepsze rzuty są najtrudniejsze do wykreowania. Drużyny dostają się pod obręcz dzięki elitarnemu talentowi (bardzo trudnemu do zdobycia w kontekście budowy zespołu), kontratakom (trudnym do wykreowania, bo wymagają bardzo dobrej gry w obronie i akcji wysokiego ryzyka generujących przechwyty, co może prowadzić do fauli i wyłączania się z posiadań obronnych) oraz miejscu pod koszem tworzonemu dzięki spacingowi.

Oczywiście w metodologii jest sporo dziur. Nie mam możliwości spojrzeć na stan zegara 24 sekund. Początek posiadania to w najlepszym wypadku „niezłe proxy” dla określenia czy drużyna gra transition czy half-court offense, ale na pewno nie wyłapie tego, jak Hawks czy Heat starają się szybko atakować po straconym koszu. No i chyba najważniejszy aspekt ewolucji koszykówki to grawitacja, której w żaden sposób nie jesteśmy w stanie wyliczyć domowymi sposobami (na szczęście drużyny NBA już od 10 lat mają dostęp do wysokiej jakości danych trackingowych).

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: LeBron ufa procesowi, czy to coś znaczy? Pistons coraz bliżej porozumienia z Durenem

5 KOMENTARZE