Nowy kontrakt Gary’ego Trenta Juniora na pierwszy rzut oka wygląda dla NBA jak strzał do pustej, dlatego nikogo nie powinien dziwić fakt, że po kilku dniach otrzymaliśmy dalsze informacje w tej sprawie. Shams Charania klepiąc kolejne odgrzewane kotlety dotyczące drużyn, w których może wylądować LeBron James, postanowił niejako przy okazji poinformować o tym, że władze ligi bliżej przyjrzą się nowej umowie zawodnika z Milwaukee Bucks.
Sam fakt podpisania kontraktu oczywiście nie budzi kontrowersji, jednak jego wartość i okoliczności sprawiły, że w siedzibie ligi zapaliła się mała czerwona lampka. 64 miliony dolarów za cztery lata gry dla zawodnika rozgrywającego najgorszy sezon w karierze brzmi jak żart, a jeśli dołożymy do tego fakt, że każdy cent w tym kontrakcie jest gwarantowany, to czerwona lampka zaczyna rozświetlać biura ligi w nowojorskiej piątej alei. Największe wątpliwości dotyczą więc tego, czy Bucks nie zawarli z Trentem nieformalnego porozumienia już wcześniej. Gdyby liga udowodniła, że obie strony od początku planowały taki scenariusz, byłoby to uznane za obchodzenie przepisów salary cap. W grę mogłyby wchodzić dotkliwe kary finansowe, a nawet utrata wyborów w Drafcie.
Sprawa jest więc poważna i rozwojowa, ale Charania zauważa, że ekipa z Milwaukee ma argumenty, które mogą okazać się przekonujące dla ligi. Trent w latach 2021-2024 zarabiał ponad 17 milionów dolarów rocznie, więc Bucks mogą twierdzić, że obecny kontrakt jedynie przywraca jego rynkową wartość, a słabszy sezon był jednorazowym wyjątkiem. Według Shamsa przynajmniej jeden inny klub również rozważał pozyskanie zawodnika w formule sign-and-trade za podobne pieniądze, co dodatkowo wzmacnia stanowisko organizacji.












