
Kurz opadł, informacje o LeBronie kręcą się jak pies wokół własnego ogona, a Bam bijący po twarzy Tylera Herro to bardziej lol-content, niż poważne dramy, które powinny zajmować nam głowę. Z tego powodu – jak co roku zresztą – zwracam się w kierunku historii i tego, co znałem tylko powierzchownie. Jednym z momentów przełomowych, a odnoszę wrażenie odrobinę niedoszacowanych z perspektywy rozwoju koszykówki, był merge NBA z ABA w 1976. Rosnąca w siłę NBA wchłonęła ABA, bo ta nie mogła z nią dłużej konkurować. U starszego brata w pokoju nie było miejsca dla wszystkich, a ci którzy dostąpili zaszczytu, i tak musieli czekać w koncie aż ktoś wykaże nimi zainteresowanie.
ABA jako liga czarnoskórych, była w fatalnej formie i groziła jej niewypłacalność. Mimo wszystko jej nietuzinkowość i bezkompromisowe podejście do rywalizacji powodowały, że jako widowisko dużo w oczach przeciętnego kibica zyskiwała. Koszykówka była formą zabawy i skupiała się wokół rozrywki, jaką może zapewnić tej części kibiców, dla której NBA była skostniała w swoich pryncypiach. Połączenie tych dwóch światów mogło stworzyć ligę pełną kontrastów. Rzekomo gracze oraz trenerzy NBA byli szczerze zaskoczeni poziomem, jaki prezentowali koszykarze i drużyny z ABA już w pierwszym sezonie po fuzji. Całe przedsięwzięcie wiązało się jednak z koniecznością pójścia na kompromis – najpierw jeden, potem drugi i trzeci. Jasne było, że to ABA jest w gorszej pozycji, więc zespoły i koszykarze musieli się pogodzić z brutalnością ich sytuacji.
Denver Nuggets, Indiana Pacers, New York (potem Brooklyn) Nets oraz San Antonio Spurs otrzymały zaproszenie i zgłosiły swoją gotowość, również finansową. W przypadku trzech z siedmiu pozostałych klubów ABA podjęto decyzję o ich rozwiązaniu i rozdzieleniu zawodników pomiędzy zespoły NBA. W tym celu 5 sierpnia 1976 roku odbył się specjalny draft (dispersal draft), podczas którego koszykarze trafili do nowych drużyn. Zgodnie z warunkami porozumienia właściciele trzech klubów, które nie zostały włączone do NBA, mieli otrzymać osobno wynegocjowane rekompensaty finansowe. Jeden z tych zespołów – Virginia Squires, zbankrutował jeszcze przed sfinalizowaniem fuzji. Pozostałe dwa kluby otrzymały bardzo wysokie odszkodowania.
Właściciel Kentucky Colonels, John Y. Brown Jr, otrzymał 3,3 miliona dolarów. Natomiast bracia Silna, właściciele Spirits of St. Louis, wynegocjowali umowę, którą do tej pory wielu uważa za najbardziej korzystny kontrakt biznesowy w historii sportu. Oprócz jednorazowej wypłaty w wysokości 2,2 miliona dolarów zagwarantowali sobie również prawo do 1/7 udziału we wpływach z praw telewizyjnych każdej z czterech drużyn ABA, które zostały przyjęte do NBA i to… bezterminowo. W 2014 roku NBA i Silnowie zawarli nową ugodę. Liga wypłaciła im około 500 milionów dolarów, dzięki czemu zakończono obowiązywanie najbardziej kosztownej części pierwotnej umowy. Niespełna 40 lat wcześniej nikt nie mógł przypuszczać, że prawa telewizyjne NBA będą przedmiotem dyskusji rozbijających się o dziesiątki miliardów dolarów.
Dużą historią tamtych czasów była konieczność sprzedania przez New York Nets praw do Juliusa Ervinga. Wynikało to z faktu, że Nets weszli na rynek Knicks i wiązała się z tym konieczność uiszczenia “wpisowego” albo “rekompensaty” za to, że zabierają większej marce kawałek rynku. By móc funkcjonować w nowym dla siebie środowisku, Nets z ciężkim sercem przekazali Philadelphii 76ers prawa do swojego najlepszego zawodnika. Wkurzeni Nets zrewanżowali się Knicks w pierwszym meczu NBA w Madison Square Garden pomiędzy drużynami. 30 listopada 1976 roku pokonali “giganta” 104:103, by choć przez chwilę poczuć, że miasto należy do nich. Nigdy tak jednak nie było.
Umowa dotycząca fuzji praktycznie pogrzebała przyszłość Nets jako konkurencyjnej drużyny w NBA. Porozumienie zakładało, że musieli płacić New York Knicks 480 tysięcy dolarów rocznie przez dziesięć lat. Do 15 września 1976 roku potrzebowali zdobyć około pięciu milionów dolarów. Do tego Julius Erving domagał się nowego kontraktu. Zarabiał 350 tysięcy dolarów rocznie i miał jeszcze kilka lat ważnej umowy. Julius twierdził, że klub obiecał mu renegocjację kontraktu, jeśli zostanie przez NBA zaanektowany. Problem w tym, że jego umowa liczyła ponad 60 stron i nie było w niej ani słowa o takiej obietnicy.
Ostatecznie New York Nets nie byli w stanie jednocześnie funkcjonować w NBA i zatrzymać Ervinga w składzie. Gdy właściciel klubu Roy Boe zaakceptował warunki fuzji ABA z NBA, odejście największej gwiazdy wydawało się praktycznie przesądzone. Z perspektywy czasu wielu uważa, że New York Knicks popełnili ogromny błąd, wybierając rekompensatę finansową zamiast przejęcia praw do Juliusa Ervinga, co mogli zrobić praktycznie za darmo. Choć sprzedaż Ervinga do 76ers do dziś uchodzi za jedną z najbardziej bolesnych decyzji w historii Nets, oddanie go za darmo lokalnemu rywalowi z Nowego Jorku byłoby dla kibiców znacznie trudniejsze do zaakceptowania.
“The ABA brought the slam dunk, the three-point shot, the cheerleader, free agency, and high school players playing in the NBA.”
I to w gruncie rzeczy prawda, ale NBA potrzebowała czasu, by zrozumieć monumentalność tych innowacji. Linia za trzy punkty została wprowadzona dopiero cztery lata po fuzji obu lig, bowiem była postrzegana jako cyrkowy element frywolnej ABA. Podobnie zresztą było z konkursem wsadów. Zadebiutował podczas Weekendu Gwiazd dopiero w 1984 roku, gdy coraz więcej czarnoskórych graczy zaczęło dyktować warunki nad obręczami i siłą rzeczy swoją spektakularną formą fizyczną zapraszało na trybuny coraz więcej kibiców szukających tego pierwiastka absolutnej ekstazy.
To siłą rzeczy zmieniło postrzeganie graczy jako marki, która stanowi konkretną wartość marketingową i promocyjną. W efekcie NBA zaczęło promować swoje gwiazdy i stawiać je na piedestał. To utorowało drogę do ery Michaela Jordana, który zjawił się dla ligi w idealnym momencie. Podwaliny stworzyli jednak koszykarze, którzy trafili do NBA z ABA, bowiem wprowadzili świeżość, jakiej kibice po prostu nie mogli się oprzeć. Na trybuny nie zapraszano wizją samej gry, ale możliwością dopingowania swoich idoli i to nie zmieniło się do tej pory. NBA była wyraźnie zaskoczona wartością, którą zyskała dzięki tamtej fuzji i w gruncie rzeczy nigdy się do tego nie przyznała – była zbyt dumna.
Tymczasem cztery odziedziczone zespoły, przez kilka lat po fuzji musiały się pogodzić z faktem, że są gorszego sortu i potrzeba czasu, zanim zasłużą na swoje miejsce. Przez kilka lat nie mogły liczyć na pełne udziały z wpływów telewizyjnych. Był to jeden z warunków przyjęcia do ligi i poważnie utrudniał ich sytuację finansową. Z czasem te dysproporcje się rozmyły, ale wtedy NBA chciała podkreślić swój status; chciała zaznaczyć swoje miejsce na mapie i pozostać jedyną ligą w całych Stanach skupiającą wokół siebie najwięcej talentu i najwięcej pieniędzy. Wówczas kierowała nią filozofia “po trupach do celu” i odcięłą konkurencji dopływ tlenu.
Już na marginesie, ale ciekawa jest również historia “Nuggets”. Ekipa z Denver była jednym z klubów założycielskich ABA w 1967 roku, choć początkowo zespół miał występować w Kansas City. Nie udało się jednak znaleźć odpowiedniej hali, dlatego zdecydowano się spakować toboły i przenieść do malowniczego Denver. Niedługo później pierwotny właściciel sprzedał klub nowemu inwestorowi, który nadał mu nazwę “Denver Rockets”, co było ukłonem w kierunku jego firmy transportowej oraz nazwy ciężarówek. Przez pierwszych siedem sezonów istnienia drużyna występowała właśnie pod nazwą Rockets. W 1967 roku do NBA dołączyli również San Diego Rockets (późniejsi Houston Rockets).
Latem 1974 roku klub ze stolicy Kolorado został przejęty przez nowych właścicieli. Ci zorganizowali konkurs na nową nazwę drużyny. Zwyciężyła propozycja „Nuggets”, nawiązująca do efemerydy, jaka występowała w NBA w latach 40. Zaprezentowano także nowe logo przedstawiające rozentuzjazmowanego górnika, znanego jako „Maxie the Miner”, który najwyraźniej właśnie odkrył piłkę ABA. Był to symboliczny przekaz dla mieszkańców Denver, że „nowi Denver Nuggets” są zupełnie inną i znacznie bardziej ekscytującą drużyną. Dzięki obecności Larry’ego Browna klub przeszedł ogromną metamorfozę. W ciągu jednego lata Nuggets zmienili się z kupy problemów w jeden z najbardziej atrakcyjnych i ekscytujących zespołów całej ABA.












