Kajzerek: Rekordy play-offów

2
fot. Netflix/ESPN

50 punktów Stephena Curry’ego w siódmym meczu serii z Sacramento Kings było z jednej strony zapierającym w dech piersiach pokazem niepowtarzalnego talentu, a z drugiej ustanowiło nowy rekord “Game 7”. Najlepsze indywidualne i drużynowe osiągnięcia fazy posezonowej są odrobinę w tle doniosłych liczb sezonu regularnego. Nie powinny, ale taką NBA na przestrzeni lat zbudowała narrację. Nadrabiamy więc małą część zaległości w tym temacie… 

Najwięcej minut w meczu:

67 minut Reda Rocha i Paula Seymoura w meczu Syracuse Nationals z Boston Celtics 21 marca 1953 roku. Koszykówka była wówczas siermiężna, posegregowana. Pomimo czterech dogrywek, Boston Celtics wygrali zaledwie 111:105, co jak na tamte czasy było rezultatem odbiorców szokującym. Pomimo okoliczności, widowisko nie stało na najwyższym poziomie. Zawodnicy obu drużyn celowo się faulowali, zwłaszcza w dogrywkach. Obie drużyny chciały uniemożliwić rywalowi zbudowanie wysokiego prowadzenie. Choć to Roch i Seymour spędzili na parkiecie najwięcej minut, najlepszym zawodnikiem tego spotkania był legendarny Bob Cousy. 

Trener Red Auerbach zarządził, by zespół w każdej kolejnej akcji podawał do “Houdiniego” i ten kozłował tak długo, aż rywal go sfaulował i wysyłał na linię rzutów wolnych. Cousy był 30/32 z linii wolnych i zanotował 50 punktów. Jego rekord oddanych i trafionych rzutów wolnych pozostaje niepobity. Najbliżej był Michael Jordan w 1989 roku w serii przeciwko New York Knicks, gdy skończył spotkanie z 23/28 FT. 

Najwięcej punktów w meczu: 

Skoro jesteśmy w temacie Michaela Jordana, to musimy wspomnieć jego “imprezę powitalną”. W trzecim meczu swojego drugiego sezonu w NBA, MJ złamał kość w stopie i zagrał tylko 18 spotkań rozgrywek zasadniczych. Zespół chciał go wówczas odsunąć od gry do końca sezonu, ale Jordan się uparł i wrócił do rywalizacji prowadząc Chicago Bulls do play-offów. W pierwszej rundzie Bulls stanęli naprzeciw Boston Celtics. Ekipa z Bean-Town dysponowała wówczas jednym z najmocniejszych składów w historii NBA. Potwierdzili to zdobywając wówczas mistrzostwo. 

Zanim jednak podnieśli trofeum, musieli przegryźć nieznośnego Jordana, który w drugim meczu serii zagrał bez jakiegokolwiek respektu. Zdobył 63 punkty i Celtics momentami sprawiali wrażenie oszołomionych. Ostatecznie Bulls przegrali 131:135 po podwójnej dogrywce i seria zakończyła się sweepem C’s. Jednak tamten mecz spowodował, że nikt już nie lekceważył tego, co stoi za talentem i zawziętością młodej gwiazdy Bulls. Trafił 22/41 z gry i 19/21 z linii rzutów wolnych. 

– Nie sądzę, by ktoś był w stanie zrobić przeciwko nam to, co zrobił Michael – mówił po meczu Larry Bird. – Jest najbardziej ekscytującym graczem tej ligi. Tak jakby objawił się przez niego sam Bóg – dodał. 

Michael Jordan's record-setting 63-point playoff performance | NBA Highlights

Najwięcej zbiórek w meczu: 

Philadelphia 76ers Wilta Chamberlaina w 1967 roku mierzyła się w play-offach z Boston Celtics. Zespół z Philly prowadził w serii już 2-0. W trzecim spotkaniu Chamberlain bezlitośnie dominował i skończył zawody z dorobkiem 20 punktów, 9 asyst i 41 zbiórek. Sixers ostatecznie wygrali serię 4-1. W tamtych play-offach Wilt notował na swoje konto średnio 29,1 zbiórek. W obecnych czasach jest to absolutnie nie do pomyślenia, choć Kevon Looney podczas serii z Sacramento Kings trzykrotnie dobijał do 20+ zbiórek i jego gra na deskach miała ogromne przełożenie na awans Golden State Warriors. 

Chamberlain zdobył w tamtym sezonie swoje pierwsze mistrzostwo w karierze. Jego Sixers w finale spotkali się z San Francisco Warriors i wygrali w sześciu meczach. Wilt nie miał rywala gotowego rzucić mu wyzwanie. Jego siła w połączeniu z instynktem powodowały, że rywale – świadomi ewentualnego uszczerbku fizycznego i psychicznego – często dobrowolnie rezygnowali, bo czuli się przez Chamberlaina onieśmieleni. 

Najwięcej asyst w meczu: 

Sposób, w jaki grał w koszykówkę był nie tylko inspirujący, ale przede wszystkim stanowił pewną formę artyzmu. Ludzie kupowali bilety, by pooglądać, w jaki sposób Magic Johnson kozłuje, podaje, rzuca i zbiera. Jego grze towarzyszyła naturalna płynność i lekkość, co sprawiało, że oglądało się go z najwyższą przyjemnością. Właśnie do Magica należy rekord asyst w meczu play-off. To był 15 maja 1984 roku, gdy Los Angeles Lakers mierzyli się w finale zachodniej konferencji z Phoenix Suns. Prowadzili 1-0, więc zależało im na tym, aby pójść za ciosem. 

Wygrali 118:112, a Johnson skończył zawody z dorobkiem 24 asyst. Oddał tylko pięć rzutów, skończył z 6 oczkami, ale także 5 przechwytami i 2 blokami. Każde kolejne posiadanie było dla niego jak szachy, a on rozgrywał partię z zabójczą precyzją. Jeśli chciał podawać, to podawał; jeśli chciał rzucać, to rzucał. Miał ogromną łatwość adaptacji swoich umiejętności do potrzeb zespołu w danym momencie meczu. John Stockton wyrównał ten rekord cztery lata później, gdy Utah Jazz w drugiej rundzie grali z LA Lakers. Czy ktoś może tę liczbę przebić? Luka Doncić rozegrał już jeden mecz z 20 asystami w play-offach, więc nie można tego wykluczyć. 

https://www.facebook.com/watch/?v=693723577863371

Najwyższa średnia punktów w serii:

Los Angeles Lakers wyprodukowali wystarczająco dużo legend, by obsadzić nimi całe zestawienie. Aż trudno uwierzyć, że Jerry West zdobył tylko jedno mistrzostwo NBA jako zawodnik. W finale 1972 roku LA Lakers mierzyli się z New York Knicks i wygrali serię w pięciu meczach. MVP został wówczas Wilt Chamberlain, ale Lakers nie zdobyliby wówczas tytułu, gdyby nie Jerry West. Aczkolwiek swoją najlepszą serię w play-offach West rozegrał siedem lat wcześniej, przeciwko Baltimore Bullets. Kontuzja Elgina Baylora spowodowała, że zespół z Los Angeles potrzebował, by West ułożył grę na swoją modłę. 

To były finały zachodniej konferencji. Baylor rozwalił kolano już w pierwszym meczu. “The Logo” odpowiedział 49 punktami. Z rozpędu wszedł w mecz numer dwa i zanotował 52 punkty, a Lakers wygrali 118:115. Seria przeniosła się do Baltimore, gdzie Bullets doprowadzili do remisu, ale West w meczu nr 3 i 4 zanotował odpowiednio 44 i 48 punktów. Przy stanie 2-2 rywalizacja wróciła do LA, gdzie West skończył mecz z 43 punktami ponownie wyprowadzając Lakers na prowadzenie. Zespoły wróciły do Baltimore i tego już Lakers nie wypuścili. 42 oczka Westa i zwycięstwo 117:115 zapewniło im awans do finału, w którym przegrali 1-4 z Boston Celtics. Żaden gracz w historii nie zdobył 40+ punktów w czterech meczach z rzędu. West zrobił to w sześciu i notował średnio 46,3 punktu. Trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek miał to poprawić. 

Najwięcej serii finałowych bez tytułu na koncie: 

To “rekord” należący do Phoenix Suns. Zespół z Arizony trzykrotnie awansował do wielkiego finału i trzykrotnie ten finał przegrywał: w 1976 roku 2-4 z Celtics; w 1993 roku 2-4 z Chicago Bulls; w 2021 roku 2-4 z Milwaukee Bucks. Ostatnie lata ekipa Monty’ego Williamsa poświęciła wyłącznie na to, by zbudować kolektyw gotowy do walki o tytuł. Za każdym razem coś stawało im na drodze i najczęściej były to kwestie zdrowotne liderów. To niezwykle frustrujące. W tym sezonie ten nieszczęsny schemat zdaje się powtarzać. 0-2 w serii, uraz Chrisa Paula i rywalizacja z zespołem, który zdaje się mieć wszystkie odpowiedzi. 

Najwięcej serii w play-offach bez awansu do finału:

A skoro jesteśmy już przy Denver Nuggets… Zespół z Kolorado jeszcze nigdy nie grał w finale NBA, pomimo faktu, że aż 29 razy przystępował do rywalizacji w play-offach. W przeciwieństwie do Phoenix Suns, Nuggets mają w tym roku realną szansę na przełamanie tej serii. Pomimo faktu, że zespół skończył sezon zasadniczy na 1. miejscu w tabeli zachodu, Michael Malone sporo w tym sezonie narzekał, zwłaszcza w jego końcówce, gdy Nuggets przydarzyło się kilka słabszych meczów, co mogło zwiastować problemy już w play-offach. Mimo to dość pewnie przeszli przez serię z Minnesotą Timberwolves i teraz wyglądają całkiem nieźle w rundzie półfinałowej. 

Czy są w stanie zdobyć mistrzostwo? To jedyna rzecz, jaka chodzi po głowie Nikoli Jokicowi, ale kwestia ich gotowości do rywalizacji o tytuł nadal stoi pod znakiem zapytania. Bez wątpienia zbudowali kolektyw, który ustalił własne standardy po obu stronach parkietu. Te zostaną solidnie przetestowane i to jeszcze w serii z Phoenix. 

Najmniej punktów w meczu:

Do tej pory gdy wspominasz o tym dniu “die-hard’owemu” kibicowi Utah Jazz, z jego twarzy znika wszelki entuzjazm, a oczy zapadają się z żalu. To był trzeci mecz finałowej serii z Chicago Bulls. Nikt nigdy w historii play-offów nie zdeprymował swojego rywala bardziej niż ekipa Jordana 7 czerwca 1998 roku, gdy zatrzymała Jazz na zaledwie 54 punktach w całym spotkaniu. Karl Malone skończył z dorobkiem 22 oczek. Drugim graczem z największą liczbą punktów był Shandon Anderson, który z ławki zanotował 3/6 z gry, co złożyło się na osiem oczek. Przez cały wieczór gracze Jerry’ego Sloana trafili 21 rzutów z gry i 11 rzutów z linii wolnych. 

Michael Jordan, Scottie Pippen, Ron Harper i Luc Longley urządzili sobie defensywną ucztę. Na pewnym etapie meczu chodziło już tylko o to, aby rywala upokorzyć; aby odebrać mu jakiekolwiek chęci na podjęcie walki w kolejnych spotkaniach serii. Bulls śmiali się Jazz w twarz, lecz to zespołu z Utah nie załamało. Przegrali ostatecznie po sześciu meczach. Tamte 54 punkty pozostają jednak ważnym elementem “Last Dance”, więc nie da się ich wymazać z pamięci. Michael Jordan i Chicago Bulls zapewne zadbają o to, by co jakiś czas przypominać światu, jak wielki łomot wówczas Jazz spuścili.

Bulls/Jazz Blow Out ~1998 NBA Finals, Game 3

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułDniówka: Embiid wreszcie doczekał się MVP, teraz czekamy na Embiida
Następny artykułMonte McNair z nagrodą NBA Executive of the Year 

2 KOMENTARZE