
Dwa lata temu Klay Thompson dołączył do drużyny, która dopiero co przegrała w wielkim finale, widząc w Dallas idealne miejsce dla siebie. Miał mieć tutaj ważną rolę i realną szansę na walkę o piąte mistrzostwo. Nico Harrison stwierdził nawet, że Mavericks są o Klaya Thompsona od zdobycia pucharu. We wcześniejszych playoffach zabrakło shootingu wokół Luki Doncica i Kyriego Irvinga. On miał korzystać z ich podań, oni ze spacingu, jaki wykreuje.
Wyglądało to obiecująco, ale już kilka miesięcy później Nico zrobił katastrofalny transfer i wszystko się posypało. Thompson ostatecznie zdążył rozegrać zaledwie 21 meczów z Doncicem i dwa sezony spędził poza playoffami. Teraz kończy ten etap dogadując się w sprawie buyoutu. Warunki tego porozumienia pokazują, jak bardzo był zdeterminowany, żeby wyrwać się z Dallas.
W końcu był jedną z największych ofiar transferu Luki. Znajduje się u schyłku kariery i bardzo zależało mu na znalezieniu dla siebie odpowiedniego miejsca. Kusiło go rodzinne Los Angeles, ale uznał, że sytuacja Lakers jest dużo bardziej niepewna, między innymi ze względu na obawy o dostępność Anthony’ego Davisa. Wybrał grę z Doncicem, chcąc walczyć o mistrzostwo, a zamiast tego stracił dwa lata. Nie narzekał i wykazał się pełnym profesjonalizmem, ale nie chciał marnować kolejnego sezonu.
Z $17.5mln pensji, jakie miał zapisane na nadchodzący sezon, zgodził się zostawić na stole $9.8mln. Przeważnie w takich sytuacjach zawodnicy rezygnują z dokładnie takiej samej kwoty, jaką zaraz odbiorą w nowej drużynie. Klay zarobi mniej w najbliższym sezonie ($11.5mln w dwuletniej umowie), ale priorytetem było przeniesienie się do kontendera.
Tak mówił na początku sierpnia:
„Chcę walczyć o mistrzostwo. Niekoniecznie je zdobyć, ale po prostu mieć szansę, żeby o nie powalczyć i spróbować zdobyć kolejne. Chcę pełnić rolę w zespole, z którym będę mógł zajść daleko w play-offach, czy to w tym sezonie, czy w następnym. To tak naprawdę mój jedyny cel.”
Wybrał Miami. Drużynę, która dopiero co zrobiła wielką wymianę po Giannisa Antetokounmpo i desperacko potrzebuje shootingu, żeby móc ustawić się w wyścigu o mistrzostwo. W zeszłym sezonie Heat znajdowali się dokładnie w połowie ligi pod względem liczby celnych trójek. Teraz stracili Tylera Herro i Normana Powella, równocześnie tworząc niezwykle silny podkoszowy, ale kiepski rzutowo duet Antetokounmpo-Adebayo. Potrzebują strzelców wokół, dlatego od dawna już ustawili sobie celownik na Thompsona. I cierpliwie czekali, aż uzgodni buyout.
36-letni Thompson oczywiście dawno już nie jest tym fantastycznym two-way graczem, który był kluczową postacią mistrzowskich Golden State Warriors. Obecnie to co najwyżej przeciętny zawodnik, który coraz bardziej staje się jednowymiarowym strzelcem. Nie jest już defensorem, rzadko kończy bliżej kosza, kiepsko trafia za dwa (41.8%), nadal jednak ma swój elitarny rzut. Tego wiek i kontuzje mu nie odebrały.
Cały czas chętnie rzuca i świetnie trafia. Przez dwa lata w Dallas jego skuteczność zza łuku wyniosła 38.7%. W zeszłym sezonie, w którym musiał pogodzić się z przesunięciem na ławkę (po raz pierwszy od czasów debiutanckich częściej był rezerwowym niż starterem), zajął drugie miejsce w NBA pod względem łącznej liczby celnych trójek w wykonaniu rezerwowego. Co ciekawe, lepszy był tylko jego nowy kolega Tim Hardaway Jr., ale rozegrał też więcej meczów. Thompson był także trzeci w całej lidze, zaliczając swoje rekordowe 15.9 prób zza łuku w przeliczeniu na sto posiadań. Częściej rzucali tylko LaMelo Ball i Stephen Curry.
W Miami może się świetnie wkomponować, ponieważ tutaj nie będą potrzebowali od niego wiele więcej. Za to bardzo potrzebują jego trójek. I tutaj nawet może wrócić do roli startera, żeby zapewnić spacing, którego nie daje młody Pelle Larsson (niespełna 33% za trzy w karierze).
1) Heat wcześniej wykorzystali $6mln ze swojego midlevel exception na Hardawaya. Resztę trzymali początkowo na LeBrona Jamesa, a teraz czekając na Thompsona, choć długo nic nie wskazywało na to, że uzgodni buyout. Pod uwagę brali także Bradleya Beala i DeMara DeRozana, ale nie tracili nadziei, że Klay w końcu będzie do wzięcia. Nie spanikowali sięgając po mniej pasujących, ale dostępnych graczy. Wyczekali, dzięki czemu byli teraz gotowi, żeby zaproponować Thompsonowi kontrakt większy od minimalnego. I dostali zawodnika, na którym im zależało.
Wczoraj oficjalnie go podpisali i umowa jest nieco niższa niż $13mln, jakie początkowo podawano. Obecnie raportowane jest $11.5mln, z pensją wynoszącą $5.6mln w najbliższym sezonie. Jeśli tak jest faktycznie, Heat zapewnili sobie wystarczająco elastyczności na uzupełnienie składu. Mają dwa wolne miejsca, ale znajdują się pod hard capem pierwszego apronu. Wcześniej wydawało się, że zmieszczą tylko jeden minimalny kontrakt, a ostatnie miejsce będą mogli uzupełnić dopiero w trakcie sezonu. Przy obecnych wyliczeniach znajdują się $5mln pod kreską, podczas gdy minimum dla weterana zajmuje w salary cap $2.45mln.
Teraz najbardziej zależeć ma im na dodaniu podkoszowego i wskazuje się na Nicka Richardsa. Jeśli natomiast będą mogli zatrudnić jeszcze 15. gracz, a może to być stary znajomy Gabe Vincent. Na jedynce za plecami Daviona Mitchella mają tylko Dru Smith.
2) Vin Baker jest kolejnym, który przenosi się z Milwaukee do Miami. Przez lata pracy w Bucks zbudował bardzo silne relacje z Giannisem i teraz w sztabie trenerskim Erika Spoelstry będzie pomagał mu wkomponować się do nowej drużyny.
Innym ciekawym ruchem na rynku asystentów trenera jest przejście Phila Handy’ego do Filadelfii. To doświadczony i niezwykle szanowany coach, który zdobył już dwa tytuły z LeBronem Jamesem (w 2016 w Cleveland i 2020 w LA) i był także w sztabie Nicka Nurse’a w mistrzowskim sezonie w Toronto.
W 2016 Handy ostro zrugał zespół po drugiej z rzędu dotkliwej porażce w Oakland, co było potem wskazywane jako niezwykle ważny moment, który pomógł Cavaliers odbić się w Game 3.
3) DeMar DeRozan ostatnio przerwał swoją serię dwunastu kolejnych sezonów ze średnią przekraczającą 20 punktów, ale wynikało to głównie ze spadku liczby oddawanych przez niego rzutów. Mniej miał tylko w czasach debiutanckich. Pod względem efektywności strzeleckiej był to jego najlepszy sezon od kilku lat. Nadal pozostaje jednym z królów półdystansu.
W wieku 37 lat ciągle potrafi dostarczać punkty, może też pełnić rolę playmakera, dlatego powinien być istotnym wsparciem dla krótkiej ławki Denver Nuggets. Ławki, z której ubyło średnio 35.8 punktów, jakie w zeszłym sezonie dostarczali łącznie Tim Hardaway, Payton Watson, Jonas Valanciuans i Bruce Brown. Jeszcze przed chwilą jednym rezerwowym w ich składzie, który ostatnio zdobywał co najmniej osiem punktów był Marvin Bagley.
Wzmocni ławkę i za minimalne pieniądze zapewni dobrą wartość, choć nie zastąpi Watsona ani też nie jest idealnie pasującym graczem do tego zespołu. Pomoże pociągnąć atak, gdy Nikola Jokić będzie odpoczywał, ale równocześnie będzie psuł spacing, bo nie zapewnia trójek (przez dwa lata w Sacto 32.5%). Będzie także kolejnym słabym obrońcą w Denver.
4) W całej dotychczasowej karierze DeRozan tylko 12 razy rozpoczynał mecze na ławce. Wszystkie miały miejsce w jego debiutanckim sezonie. Przesunięcie do roli rezerwowego będzie więc dla niego ogromną zmianą. Ale równie dużą będzie gra w tak silnym zespole.
W swojej 17-letniej karierze tylko sześć razy był w playoffach, ostatnio cztery lata temu. Ponadto, od czasu odejścia z Toronto nie wygrał żadnej playoffowej serii.
5) DeRozan jest oczywiście dużo tańszym rozwiązaniem niż zatrzymywanie Watsona, ale nawet jego minimalny kontrakt znacząco podwyższa ich rachunek podatkowy. Obecnie jest to nieco ponad $84mln. Sam DeRozan łącznie kosztuje ich około $20mln.
Nuggets nadal mają jedno wolne miejsce w składzie, ale przy tak wysokich wydatkach wydaje się niemal pewne, że zostawią je nieobsadzone, żeby uniknąć dalszego zwiększania podatku. To kiepska wiadomość dla Lonniego Walkera, który niedawno podpisał kontrakt na obóz. Próbuje wrócić do NBA po poprzednim sezonie spędzonym w Europie, ale w obecnej sytuacji ma niewielkie szanse, żeby utrzymać się w Denver.
6) Rok temu Nuggets wykonali odważy ruch, oddając Michaela Portera Jr. Obniżyli wydatki, zapewniając sobie większe pole manewru, a przy tym pozyskali Cama Johnsona, który zajął miejsce MPJ.
Johnson zaliczył kiepski początek w Denver, co wyglądało jeszcze gorzej przy rekordowym sezonie Portera na Brooklynie, ale wraz z trwaniem rozgrywek coraz lepiej czuł się w nowej drużynie. Drugi rok powinien mieć już dużo lepszy. Ostatecznie jednak poza Johnsonem nic więcej na tej wymianie nie zyskali. Z perspektywy czasu ta elastyczność wcale nie zrobiła oczekiwanej różnicy. Bo dodany wtedy Jonas Valanciunas nie zapewnił znaczącego wsparcia i był tylko na jeden sezon, a oddanie MPJ nie pomogło Nuggets zatrzymać swojej młodzieży. Podpisali Christiana Brauna, ale już Peytona Watsona właśnie przehandlowali.












