Rzutówka: Cavs wreszcie zrobili ruch, Watson dostał kontrakt, Nuggets oszczędzają

0
fot. YouTube

Jeden z trzech zastrzeżonych wolnych agentów pozostających od blisko dwóch miesięcy na rynku, właśnie znalazł sobie nową drużynę. Peyton Watson dostał pieniądze, jakich oczekiwał. Cleveland Cavaliers wreszcie kogoś zatrudnili. Denver Nuggets ograniczyli koszty. Te trzy historie od dawna znajdowały się w zawieszaniu, czekając na rozstrzygnięcie i doczekaliśmy się teraz transakcji, która to załatwiła.

1) Cavaliers do tej pory byli jednymi z większych przegranych tegorocznych wakacji, ponieważ stracili Deana Wade’a i Keona Ellisa, a nie udało im się zdobyć nikogo nowego, mimo że James Harden pomaga im w utrzymaniu finansowej elastyczności, bardzo cierpliwie czekając na załatwienie swojego kontraktu. Przede wszystkim czekali na LeBrona Jamesa, ale on nie zdecydował się na kolejny powrót. A gdy wreszcie podjął swoją decyzję, na rynku nie było już wielu opcji. Ostatecznie jednak Koby Altman znalazł rozwiązanie, żeby pozyskać nowego skrzydłowego.

Oddali pierwszorundowy pick, sprawdzonego wingmana Maxa Strusa i zapłacił $88mln w czteroletnim kontrakcie za Watsona. Cavs mocno stawiają na potencjał 24-letniego Watsona, który od początku kariery systematycznie robi postępy, a ostatnio zaliczył przełomowy sezon, dodając do swojej obrony dużo więcej ofensywy. Wykorzystał kontuzje w Denver, żeby przejąć większą rolę i nie tylko częściej rzucał, ale też był znacznie efektywniejszy. Przede wszystkim trafiał 41.4% trójek, podczas gdy wcześniej nie był pewną opcją na dystansie (32.8% przez pierwsze trzy lata). Stał się wartościowym 3-and-D zadaniowcem, a takiego zawodnika na pozycję niskiego skrzydłowego w Cleveland szukali od dawna.

Isaac Okoro, De’Andre Hunter, Max Strus czy Dean Wade nie okazali się rozwiązaniem. Watson potencjalnie może być właśnie takim graczem, jakiego potrzebują. Może świetnie się wkomponować obok gwiazd, zapewniając atletyzm, defensywę, zajmując się pilnowaniem najgroźniejszych obwodowych rywali i do tego dokładać trójki, nie potrzebując przy tym piłki w rękach. Ale dopiero będzie musiał potwierdzić, że te 54 mecze zeszłego sezonu to nie był przypadek i naprawdę może być wartościowym elementem silnej drużyny. Przypomnijmy, że z powodu kontuzji ścięgna udowego stracił większość drugiej części rozgrywek. Opuścił także playoffy, w których jeszcze nigdy w karierze nie miał meczu na ponad 20 minut.

Nie ma jednak wątpliwości, że Watson daje Cavs szansę na upside. Powinien być wzmocnieniem, choć po drodze do tej transakcji, robiąc miejsce w swoich wysokich wydatkach, Cavs odchudzili skład, który zrobił finały konferencji. Stracili Strusa, Schrodera, Wade’a i Ellisa. Dodali Watsona i wracającego do NBA Mario Hezonja. Bardzo też chyba liczą na debiutanta z początku drugiej rundy Maleeka Thomasa. Był najlepszym strzelcem w Las Vegas, a teraz będzie miał szansę przebić się do rotacji, bo na ławce jest niewielu guardów (Sam Merrill, Carig Porter Jr i drugoroczniak Tyrese Proctor). Nawet nie będzie Tre Manna, który został przesunięty dalej do Washington Wizards w zamian za Cama Whitmore’a. Whitmore to kolejny młody skrzydłowy, ale po tym, jak nie potrafił przebić się w tankujących Wizards, przestałem wierzyć, że jeszcze może wyrosnąć z niego przydatny zawodnik. Tu przede wszystkim chodziło o finanse, ponieważ ma niższy kontrakt ($5.5mln) niż Mann ($8mln).

2) Cavs sporo zapłacili Watsonowi, ale ostatecznie w tym dużym, 5-drużynowym transferze więcej pieniędzy oddali niż przejęli. Schroder i Strus w przyszłym sezonie kosztowaliby ich łącznie $31.4mln, podczas gdy zarobki Watsona i Whitmore’a wyniosą $25.5mln. Ograniczenie wydatków było bardzo istotne, żeby mogli zmieścić się pod hard capem pierwszego apronu, w jaki weszli przejmując zawodnika w ramach sign-and-trade. W tym momencie znajdują się $28.4mln poniżej tego progu i to są pieniądze, jakie mogą zaproponować czekającemu na swój kontrakt Hardenowi.

3) Od początku było niemal pewne, że Denver Nuggets nie zdecydują się na ogromny podatek i nie zapłacą łącznie ponad $470 milionów za utrzymanie swojego składu. Ale mimo wszystko miałem cichą, złudną nadzieję, że czując presję ewentualnej wolnej agentury Nikoli Jokicia w przyszłym roku, pójdą all-in, żeby mieć jak najsilniejszy skład i dać sobie szansę na nawiązanie walki z najgroźniejszymi rywalami na Zachodzie. Teoretycznie, gdyby Watson został na ofercie kwalifikacyjnej, te koszty byłyby nieco mniej kosmiczne. Ale skoro znalazła się drużyna gotowa zapłacić mu ponad $20mln rocznie, ten scenariusz odpadł. Nuggets mogli poprawić swoją propozycję ($70mln/4), zapłacić Watsonowi i dać sobie czas do trade deadline, żeby ocenić, czy warto zapłacić ogromny podatek. Ale to byłoby bardzo ryzykowne, gdyby w lutym musieli desperacko pozbyć się kontraktów. Ostatecznie więc uniknęli ogromnego podatku i zadowolili się niechronionym pierwszorundowym pickiem (2031), który od początku miał być planem minimum w zamian za Watsona.

Przynajmniej zdobyli wartościowy asset (przed wymianą nie mieli żadnego pierwszorundowego picku dostępnego do handlowania). Ale to niewielkie pocieszenie. Stracili młodego zawodnika, którego wybrali z ostatnim numerem w pierwszej rundzie, pomogli mu się rozwinąć i który stał się ważną częścią rotacji. Stracili jego atletyzm i defensywę, których generalnie brakuje ich zespołowi. I jeszcze bardziej osłabili swoją i tak już krótką ławkę.

Oczywiście, koszt zatrzymania Watsona byłby zbyt wysoki, zwłaszcza za rezerwowego, ale to nie zmienia faktu, że zrobili krok w tył, co utrudni im zadanie w pojedynkach ze Spurs i Thunder.

4) Nuggets znajdują się ponad drugim apronem, w który weszli, wyrównując kontrakt Spencera Jonesa, dlatego nie mogli w transakcji za Watsona przejąć innego zawodnika (przejęli two-way Juliana Reesa, ale to nie jest standardowa umowa, więc nie liczy się do apronów). To musiał być większe trade i udało się go zrobić.

Ten próg przekraczają nieznacznie, bo o około $2mln, ale nawet bez Watsona trudno będzie im uniknąć tych największych restrykcji. Tym bardziej, że muszą jeszcze uzupełnić skład i zatrudnić co najmniej jednego zawodnika, żeby mieć minimum 14 w zespole. Musieliby jakimś cudem przehandlować Zeke’a Nanji’ego, żeby móc zejść poniżej drugiego apronu. Wydaje się to bardzo mało realne.

5) LA Clippers byli jedną z drużyn zainteresowanych pozyskaniem Peytona Watsona, jednak znajdują się w zawieszeniu, czekając na rozstrzygnięcie afery Aspiration i sfinalizowanie transferu Kawhia Leonarda. Ta niepewność nie sprzyjała decyzji o dużej transakcji, dlatego zamiast płacić za Watsona, skorzystali z okazji, żeby zyskać na włączeniu się w jego przeprowadzkę do Cleveland.

Niemal za darmo przejęli Maxa Strusa. Koszt to tylko drugorundowy pick, który wcześniej dostali od Sixers za przejęcie Johniego Broome’a. A w zamian dostali sprawdzonego 3-and-D weterana, który może zapewnić realne wsparcie – mocno poprawiają shooting na skrzydłach, dodając Strusa i wcześniej Rugiego Hachimurę – a równocześnie nie przeszkadza w dłuższej perspektywie, ponieważ jest na schodzącym kontrakcie. Wzięli go w trade exception za Johna Collinsa. Jego $16.7mln może też przydać się do dalszego handlowania przed trade deadline.

6) Zakładając, że wymiana Leonarda ostatecznie dojdzie do skutku, Clippers mają $23.7mln pod hard capem pierwszego apronu. Mają więc nadal wystarczająco miejsca, żeby zatrzymać zastrzeżonego Bennedicta Mathurina. Choć mają też coraz mniej miejsca na pozycjach dwa-trzy, bo nie tylko teraz przejęli Strusa, wcześniej zatrzymali Bradleya Beala.

Beal na starcie offseason zaskakująco zrezygnował z opcji na kolejny sezon, ale najwidoczniej miał to dogadane z Clippers, że w ten sposób zapewni im więcej finansowej elastyczności, a oni ostatecznie się odwdzięczą. Inaczej trudno wytłumaczyć, że po bardzo słabo rozpoczętym sezonie, który później stracił przez kontuzję, Beal otrzymał podwyżkę. Dwuletnią umowę za $13mln i to jeszcze z opcją zawodnika. Ale przynajmniej ten drugi rok jest tylko w połowie gwarantowany.

7) Washington Wizards chcieli uzupełnić skład, sięgając po wsparcie na obwód, żeby mieć za plecami Trae Younga kogoś jeszcze poza Bubem Carringtonem. Między innymi próbowali namówić Russella Westbrooka do bycia mentorem dla młodzieży. On się nie zdecydował, więc sięgnęli po Tre Manna, którego GM Will Dawkins zna jeszcze z czasów w Oklahomie. Mann miał bardzo obiecujący start sezonu 2024/25, czym zapracował na obecny kontrakt, ale potem większość tamtego sezonu opuścił przez kontuzję, a ostatnio już nie był w stanie odzyskać formy i miał słabe rozgrywki.

Wizards sprawdzą Mana, a jako że kolejny rok jego umowy jest opcją drużyny, nie będzie problemu z elastycznością na przyszłość.

8) Charlotte Hornets finalizują uzgodnione wcześniej przejęcie Dennisa Schrodera. Mają na tyle dobrą sytuację finansową ($20mln poniżej podatku już po tej wymianie), że mogli sobie pozwolić na przejęcie przepłaconego zawodnika. Tym bardziej, że może im się bardzo przydać. Hornets brakowało rezerwowego rozgrywającego, a Schroder to sprawdzony weteran. Warto też wspomnieć, że trener Charles Lee i GM Jeff Peterson znają go dobrze z czasów, gdy pracowali w Atlancie.


Szósty Gracz istnieje dzięki wsparciu osób takich jak Ty. To dzięki Wam możemy każdego dnia tworzyć nowe treści, pisać i opowiadać o NBA. Jeśli cenisz naszą pracę, wesprzyj nas na Patronite lub przekaż jednorazową wpłatę.
Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: Rusza mini-camp Lakers. Sixers już zaczęli. Watson w Cleveland, Strus w LAC