Russell Westbrook. Energia, której nie dało się zatrzymać

1
fot. League Pass

Został wybrany w drafcie jeszcze przez Seattle SuperSonics, ale chwilę później klub oficjalnie przeniesiono, więc w Seattle nigdy nie zagrał. Został legendą w Oklahomie. Jest najlepszym strzelcem, asystującym i zbierającym w historii Thunder. Nie udało mu się zdobyć mistrzostwa, ale zdobył serca kibiców swoją niegasnącą energią, nieustępliwością i elektryzującymi akcjami. Również tym, jak poprowadził zespół, gdy Kevin Durant zostawił OKC, dołączając do ich rywali.

Sezon 2016/17 to zdecydowanie najlepszy moment właśnie zakończonej kariery Russella Westbrooka.

Został wtedy dopiero drugim zawodnikiem w historii NBA ze średnią na poziomie triple-double. Przez kolejne dekady powtórzenie osiągnięcia Oscara Robertsona wydawało się absolutnie niemożliwe. To miał być jeden z rekordów nie do pobicia… aż Westbrook stał się prawdziwą maszynką do triple-doubles, sprawiając, że tego typu statystyki bardzo nam spowszedniały. Przez trzy kolejne lata nie schodził z tego poziomu. Ale oczywiście ten pierwszy był najbardziej magiczny.

KD odszedł, ale Russ nie zamierzał narzekać i szukać usprawiedliwień. Po prostu wziął drużynę na swoje barki. Przez cały sezon był na misji. Chciał udowodnić, że nie potrzebują Duranta, że mogą sobie poradzić bez niego, bo zespół nadal znajduje się w dobrych rękach. Robił co w jego mocy, był wszędzie na parkiecie, samemu ciągnąc Thunder. I ostatecznie, mimo odejścia jednego z najlepszych koszykarzy, utrzymali się w czołówce, zajmując szóste miejsce na Zachodzie.

Westbrook był najlepszym strzelcem NBA zdobywając 31.6 punktów, trzecim najlepszym podającym ze średnią 10.4 asyst i dziesiątym zbierającym z 10.7 (najwyższa średnia od blisko 60 lat w wykonaniu zawodnika mierzącego nie więcej niż 193 centymetry). Ponadto, przez cały sezon opuścił tylko jeden mecz, dzięki czemu został również jedynym zawodnikiem w historii z łącznym dorobkiem ponad 2.5 tysiąca punktów, 800 zbiórek i 800 asyst.

Przez cały sezon toczył też niezwykle interesującą rywalizację o MVP ze swoim byłym kolegą z OKC Jamesem Hardenem. Potem w pierwszej rundzie playoffów doszło do ich bezpośredniego starcia. Game 2 w Houston Westbrook zakończył ze swoim rekordem 51 punktów, ale nawet to nie wystarczyło i Thunder odpadli po pięciu meczach. W całej serii zaliczał imponujące 37.4 punktów, 11.6 zbiórek i 10.8 asyst. Ten pojedynek z Hardenem przegrał, ale to on ostatecznie odebrał statuetkę dla MVP.

Kwiecień 2017 roku, Denver – 50 punktów, 16 zbiórek i 10 asyst.

To najbardziej pamiętny mecz nie tylko tamtego sezonu, ale chyba i całej kariery Westbrooka. Na samym finiszu fazy zasadniczej w fantastycznym stylu przypieczętował te swoje niezwykłe rozgrywki. Lepszego scenariusza nie mógł sobie wymyślić.

Zanotował 42. triple-double w sezonie, pobijając rekord Oscara Robertsona. Rozegrał rewelacyjny mecz, prowadząc comeback Thunder w ostatnich minutach czwartej kwarty. Zaraz po tym, gdy rozdał swoją dziesiątą asystę, zdobył 15 ostatnich punktów gości, odrabiając dwucyfrową stratę. Na koniec złamał serca kibiców w Pepsi Center, wygrywając mecz buzzer-beaterem z 11 metrów. Po raz trzeci w sezonie zanotował 50-punktowe triple-double, co także jest rekordem NBA.

Russell Westbrook NBA RECORD 42ND TRIPLE DOUBLE Full Game Highlights | April 9, 2017

Ten występ był kropką nad i dla jego MVP-kampanii.

Inny wielki mecz Westbrooka miał miejsce kilka lat wcześniej i jest już nieco zapomniany, bo też zakończył się porażką. Game 4 Finałów 2012. Tamci młodzi Thunder szybko przebili się do gry o mistrzostwo. Westbrook drugi sezon z rzędu był w gronie największych gwiazd i również na tej największej scenie potwierdził swoje wyjątkowe możliwości. Thunder walczyli w Miami o doprowadzenie do remisu w serii i niewiele zabrakło, żeby Russell zapewnił im zwycięstwo. Od początku wyjątkowo wpadały mu jumpery z półdystansu, a w czwartej kwarcie był nie do zatrzymania, atakując obręczy i zdobył wtedy 17 punktów. W całym meczu trafił aż 20 rzutów z gry i uzbierał 43 punkty. Pozostaje najmłodszym zawodnikiem od czasów Magica Johnsona z 40-punktowym występem w Finałach. Kilka miesięcy później obchodził 24 urodziny.

Russell Westbrook Full Highlights 2012 Finals G4 at Heat - 43 Pts, 5 Assists, BEAST!

W tamtym momencie wydawało się, że to dopiero zapowiedź ery Thunder, ale wiemy, jak to się dalej potoczyło. Pozostawali w gronie kontenderów, jednak do Finałów już nie wrócili. W sumie przez 11 lat spędzonych w Oklahomie Westbrook cztery razy był w finałach konferencji. Ale już bez Duranta ani razu nie przeszedł drugiej rundy.

Wraz z odejściem z Oklahomy zakończył się najlepszy okres kariery Russa. Przez siedem kolejnych lat zwiedził sześć drużyn. Tylko w pierwszym roku po wyprowadzce nadal był w All-NBA. Potem jeszcze w Waszyngtonie zanotował czwarty w karierze sezon na poziomie triple-double (reszta ligi ma łącznie trzy takie sezony). To również w barwach Wizards po raz kolejny prześcignął Oscara Robertsona. W maju 2021 roku przejął pozycję lidera wszech czasów pod względem liczby triple-doubles w karierze. Miał ich wówczas 182. Później śrubował ten rekord, kończąc z dorobkiem 209. Odchodzi z NBA jako król triple-doubles. Choć długo na tym tronie nie pozostanie, bo Nikoli Jokicowi brakuje już tylko jedenastu, żeby się z nim zrównać. Warto jednak zwrócić uwagę, że kolejny na liście Magic Johnson ma 138. Ta trójka – Russ, Jokić i Big O – znajduje się na zupełnie innym poziomie.

Na innym poziomie była zawsze też intensywność Westbrooka na boisku. Intensywność i agresja z jaką atakował obręcz. Zawsze grał na pełnych obrotach i na własnych warunkach. Inaczej nie potrafił. Nie odpuszczał, nawet gdy miał „dziurę” w policzku (to kolejny z jego meczów, które najbardziej zapadły mi w pamięci – w Portland, sezon 2014/15, gdy ciągnął zespół pod nieobecność kontuzjowanego KD – choć nie do końca dobrze zapamiętałem, bo myślałem, że po uderzeniu w twarz, z widocznym wgnieceniem w policzku rozegrał kilka minut, a było to tylko kilka sekund. W każdym razie pozostał w grze, a po operacji tego złamania opuścił tylko jeden mecz). Nawet w All-Star Game przychodził do gry i starał się dużo bardziej niż większość pozostałych gwiazd. Został pierwszym w historii zawodnikiem, który samodzielnie otrzymał tytuł MVP All-Star Game dwa lata z rzędu. Pokazowe mecze bez znaczenia, ale nawet w takich warunkach zależało mu na rywalizacji. A na koniec nawet grając w fatalnych Sacramento Kings dalej podejmował walkę, nie przejmując się wynikami. Ta drużyna nie miała sensu i seryjnie przegrywała, ale Russ nie narzekał, że spędza sezon na dnie ligi. Wychodził na boisko i robił swoje. Choć oczywiście był już tylko cieniem dawnego gwiazdora.

Niesamowity koszykarz, niestety kiepsko się zestarzał. Dlatego dobrze, że nie próbuje na siłę przedłużać kariery, tylko zdecydował się na emeryturę. Próbował się dostosować do mniejszej roli i jako rezerwowy miał dobre momenty w LA Clippers i Denver Nuggets, ale wraz ze spadającym atletyzmem, jego intensywność, upór i bezkompromisowość coraz bardziej przeszkadzały. Bo też zawsze w jego przypadku były dwie strony medalu. Dobry Russ, który swoją energią zarażał kolegów, a nie odpuszczając i walcząc do końca potrafił wyrwać zwycięstwa. Albo zły Russ, który przesadną agresywnością, zbyt dużą pewnością siebie i pochopnymi decyzjami mógł pogrążyć zespół. Z czasem tego drugiego było coraz więcej. Tym bardziej, że nigdy nie nauczył się rzucać, ale też nigdy nie stracił wiary w swój jumper i nawet w ostatnich latach bardzo chętnie pudłował.

Zawsze wzbudzał wiele skrajnych emocji. Łatwo było go pokochać, ale też szybko można było zirytować się jego decyzjami. Na koniec był już postrzegany głównie jako nieefektywny ex-gwiazdor zaliczający puste cyferki. Nie pomagało mu również to, że nie miał dobrej prasy. Często toczył wojenki z dziennikarzami, ignorował ich pytania, odpowiadał półsłówkami albo się z nimi konfrontował. Jeśli coś mu nie odpowiadało, nie ukrywał tego. Przez to też miał wizerunek gracza problematycznego z trudnym charakterem. Ale ten publiczny wizerunek nie oddaje tego, jaki był za kulisami. Koledzy go uwielbiali.

„Ludzie widzą intensywność i pasję, z jaką gra. Niestety, ludzie nie widzą wszystkiego, co dzieje się za kulisami.” trener Billy Donovan

Wychodząc na parkiet, chciał zniszczyć rywali, ale dla swoich był do rany przyłóż.

Nawet z czasów Los Angeles Lakers mamy wiele dobrych wspomnień Westbrooka jako kolegi z zespołu, choć pobyt tam był jego najgorszym okresem kariery. Nie potrafił znaleźć chemii z LeBronem Jamesem ani na boisku, ani poza nim, ale te frustracje nie odbijały się na jego relacjach z pozostałymi zawodnikami. Kiedy rok temu przychodził do Sacramento, Malik Monk bardzo cieszył się, że znowu będą razem w jednej drużynie, ponieważ dobrze jest mieć go obok siebie – „prawdopodobnie jeden z najlepszych kolegów z drużyny, jakich miałem”. Tę opinię podziela również Austin Reaves:

„Jest jednym z najlepszych kolegów z drużyny, jakich kiedykolwiek miałem. Wiesz, trudno o kogoś lepszego. W grudniu mojego debiutanckiego sezonu w Minnesocie zachorowałem na COVID i byłem tam uziemiony przez jakieś siedem dni. Było ciężko, ale on, wiesz, odezwał się do mnie chyba trzy czy cztery razy, pytał, czy czegoś potrzebuję, oferował, że coś mi wyśle — cokolwiek, czego bym potrzebował. Więc jako człowiek, naprawdę trudno o kogoś lepszego.

I to samo dotyczy roli kolegi z drużyny — zawsze motywował wszystkich, żeby stawali się lepsi i dawali z siebie więcej.”

Juan Toscano-Anderson dołączył do Lakers zaraz po zdobyciu mistrzostwa z Golden State Warriors, a potem został włączony w wymianę Westbrooka i wysłany razem z nim do Utah Jazz:

„To zabawne, bo zanim poznałem Russa, naprawdę go nie lubiłem. I myślę, że wiele osób patrzy na Russa w ten sposób tylko dlatego, że jest tak cholernie ambitny i rywalizuje na najwyższym poziomie. Przez ten krótki czas, odkąd go znam — a miałem naprawdę, naprawdę świetnych kolegów z drużyny — Russ prawdopodobnie jest w mojej pierwszej piątce, a nawet pierwszej trójce najlepszych kolegów z drużyny, jakich kiedykolwiek miałem. Jest niesamowitym kolegą z drużyny i niesamowitym człowiekiem.”

Obojętnie czy byłeś zawodnikiem pierwszej piątki, czy graczem walczącym o otrzymanie składu, mogłeś liczyć na Westbrooka. Zawsze chętnie brał pod swoje skrzydła młodych, pomagając im odnaleźć się w NBA. Zostawał po treningach, żeby ćwiczyć z debiutującym Domantasem Sabonisem. Zaopiekował się Alexem Abrinesem, gdy młody Hiszpan czuł się bardzo osamotniony i miał poważne wątpliwości co do swojej przyszłości w lidze:

„Westbrook był dla mnie niezwykle życzliwy. Kiedy chciałem zrezygnować, zabrał mnie na kolację i było naprawdę świetnie.”

Jerami Grant:

„On jest po prostu prawdziwy. Jest autentycznym człowiekiem. I zależy mu na wszystkich swoich kolegach z drużyny. Stara się zrozumieć, kim jesteś jako człowiek, i popycha cię do tego, żebyś był najlepszą wersją siebie.”

Oczywiście największą historią jego budowania relacji z kolegami było przekonanie Paula George’a do odłożenia na później planów powrotu do rodzinnego Los Angeles i pozostania w Oklahomie. Początkowo chciał transferu do LA, zamiast tego wyglądał w OKC, ale kiedy rok później wszedł na rynek wolnych agentów, nawet nie rozmawiał z innymi drużynami, tylko od razu podpisał nowy kontrakt z Thunder. Russ uczcił to wielką imprezą.

„To, że otworzył przede mną miasto, otworzył przede mną drużynę, sprawiło, że poczułem się swobodnie. Na parkiecie po prostu sprawił, że gra stała się łatwiejsza. Grałem w Indianie, gdzie przez ostatnie kilka lat byłem w jego sytuacji — byłem tym zawodnikiem, który starał się kreować grę dla wszystkich. Kiedy tutaj trafiłem, gra stała się o wiele prostsza. Po prostu od razu złapałem z nim kontakt. Więź nawiązała się natychmiast. Szanujemy się nawzajem. Uwielbiam wszystko, co wnosi na parkiet i poza nim.”

Po kolejnym sezonie George już poprosił o wymianę, ale ten transfer okazał się fundamentem pod mistrzowski skład Thunder. A jeszcze zanim odszedł, w drugim roku u boku Westbrooka George rozegrał rewelacyjny sezon, kończąc na trzecim miejscu w głosowaniu na MVP.

Także Bradley Beal bardzo skorzystał na grze z Westbrookiem, zaliczając swój jedyny w karierze All-NBA sezon:

„Jako lider. Jako zawodnik. Jako ojciec. Jako człowiek. Naprawdę, to prawdopodobnie najlepszy kolega z drużyny, jakiego kiedykolwiek miałem, a jeśli chodzi o cechy przywódcze, to prawdopodobnie jeden z najlepszych liderów, z jakimi miałem do czynienia. Ponieważ bierze na siebie odpowiedzialność. Stawia sobie wysokie wymagania.”

Oddajmy teraz głos samemu Westbrookowi, jak on rozumie rolę lidera:

„Możliwość poznania kolegi z drużyny poza boiskiem jest dla mnie ważniejsza. Sama gra podpowie ci, co robić. Z czasem zrozumiesz, gdzie twoi koledzy z drużyny lubią dostawać piłkę i takie rzeczy. Ale ważniejsze jest zrozumienie, kim ktoś jest, co sobą reprezentuje i co jest dla niego ważne.

To jest właśnie część bycia liderem, stary. To jest prawdziwe przywództwo. Są ludzie, którzy przewodzą, i tacy, którzy tylko udają, że przewodzą. Dla mnie prawdziwe przywództwo polega na zrozumieniu, przez co przechodzą inni, z jakich rodzin i środowisk się wywodzą i jakie wartości reprezentują. Dla mnie to jest ważniejsze. Zawsze było to dla mnie ważne.”

Tak mówił, przychodząc do Houston, pytany o wkomponowanie się do nowej drużyny. Clint Capela miał wtedy okazję chwilę z nim pograć, zanim został wytransferowany w trakcie sezonu:

„Bardzo pozytywny człowiek. Bardzo fajny gość. Zawsze uśmiechnięty, zawsze żartuje. Pomyślałem: wow, nigdy nie przypuszczałem, że supergwiazda może być jednocześnie aż tak świetnym człowiekiem.”

DeAndre Jordan, który pomagał namówić Westbrooka do przeprowadzki do Denver, nazwał go „jednym z najbardziej troskliwych facetów”. A troszczył się nie tylko o kolegów z drużyny, ale o całe swoje otoczenie. Przez lata mnóstwo było różnych historii. O tym, jak co roku wysyłał pracownikom Thunder buty i dresy Air Jordan. Jak pojawiał się na szkolnych meczach czy występach dzieci pracowników Thunder. Albo jak dbał o to, żeby premii za playoffy nie rozdzielać tylko między zawodników, ale włączyć w to również cały personel drużyny. Albo jak opuszczając bańkę zostawił osiem tysięcy dolarów napiwku dla sprzątaczek. Prowadzi też bardzo aktywną działalność charytatywną za pośrednictwem swojej fundacji.

Po prostu bardzo miły gość. Na pewno zrobi jeszcze wiele dobrego.


Szósty Gracz istnieje dzięki wsparciu osób takich jak Ty. To dzięki Wam możemy każdego dnia tworzyć nowe treści, pisać i opowiadać o NBA. Jeśli cenisz naszą pracę, wesprzyj nas na Patronite lub przekaż jednorazową wpłatę.
Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: W Lakers tydzień jak zwykle. „Lebwrong James”. Kostka Hartensteina

1 KOMENTARZ

  1. Super tekst Adam, szczególnie ten fragment o pozaboiskowej osobie Westbrooka. Jako koszykarza nie byłem nigdy fanem, i sentyment z końcem kariery nie zmienił tego, niemniej jestem bardzo ciekaw jak będzie teraz wyglądało jego “życie po życiu”.

    No i dobrze że wróciłeś, jest znowu co czytać.

    0