Jak to się mówi, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Russell Westbrook najwyraźniej uznał, że lepszego momentu już nigdy nie będzie. Po osiemnastu sezonach na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata były gwiazdor powiedział koniec i przy pomocy video komunikatu w mediach społecznościowych ogłosił przejście na emeryturę.
Ostatnie lata Westbrooka to już powolne godzenie się z losem, spadający atletyzm, który uwydatniał wszystkie jego braki rzutowe i coraz mniejsza rola na parkiecie. Zapamiętajmy go jednak nie jako zmiennika w Denver Nuggets i Los Angeles Clippers, czy jako nabijającego puste cyferki rozgrywającego w Sacramento. Russell Westbrook przez wiele lat był bowiem pełnoprawną twarzą ligi. Zawodnikiem, który rozegrał ponad 1300 meczów i może pochwalić się średnimi z całej kariery na poziomie 20.9 punktu, 6.9 zbiórki i 8 asyst.
Zawodnikiem, który przez jedenaście lat próbował zdobyć z OKC upragnione mistrzostwo – z pomocą innych gwiazd lub bez niej. Zawodnikiem dziewięciokrotnie meldującym się w All-NBA Team, dwukrotnie zdobywającym MVP Meczu Gwiazd, raz nagrodę MVP sezonu zasadniczego. Graczem, który w sezonie 16/17 po raz pierwszy od czasów Oscara Robertsona z wczesnych 60-tych mógł pochwalić się średnimi na poziomie triple-double na przestrzeni całych rozgrywek. Wreszcie, kimś, kto przez wiele wiele lat przyciągał przed ekrany wielu nowych sympatyków koszykówki i kimś, kogo zastąpić w lidze będzie niezwykle trudno. Miłego odpoczynku Russ, zasłużyłeś.













Wielki szacunek dla Russa, mam wrażenie, że często był najłatwiejszym celem do krytyki dla mediów i kibiców podczas gdy od strony profesjonalizmu i etyki koszykarskiej ciężko mu coś zarzucić. Epizod w Lakers i wrzucanie go pod autobus przez Lebrona było absolutnie żenujące.
Nigdy nie byłem przesadnym fanem jego gry bo często był ball hogiem ale nie zmienia to faktu że był Walking Triple Double i będzie w Hall of Fame.
Przez większość jego kariery nie lubiłem go, nienawidziłem mnóstwa jego decyzji i głupich błędów nabijania statów pod triple-double, ale pod koniec jego kariery w końcu zacząłem go doceniać, bo chłop jak mało kto zawsze grał na 100% i po ludzku mi smutno, że kończy karierę bez pierścienia, w Denver był bardzo blisko, ale cóż. Jeszcze to jak Durant go zostawił, ech. Niesamowity atleta, każdym dunkiem chciał rozwalić obręcz, maszyna do highlightów, jednym słowem Bestia.
Dziękuję.
Często żartowałem sobie z niego pisząc w komentarzach:
„Russ na wozie, Russ pod wozem”
w kontekście tego, że drużyny żyją i umierają z Russellem w składzie nic nie mogąc na to poradzić…
Ale na końcu nikt mu nie odbierze tego, że został jednym z 75 najlepiej grających w koszykówkę ludzi na tej planecie
Absolutnie fantastyczny koszykarz
Żegnaj Mr. Triple Double
Był też pokarmem dla wielu spragnionych komentarzy na szóstym graczu. Nigdy mu tego nie zapomnę :)
Byl jednym z tych zawodników, których nie znosiłem, pod koniec kariery natomiast szczerze mu kibicowałem. Kolejny zawodnik ze starej gwardi odchodzi:(
Będzie brakować mi Russa. Pamiętam jak starał się ciągnąć OKC w finałach 2012 w wyjazdowych meczach w Miami. Młokos o nadludzkiej dynamice i eksplozywności. Zawsze miał łatkę jeźdźca bez głowy, ale miało to swój urok i jakiś rodzaj tajemnicy. Nie wiedziałeś czego się spodziewać po jego kolejnym zagraniu – geniuszu czy totalnej amatorki. Przez to był tak magnetyczny i nieprzewidywalny. Kolorowy ptak. Na boisku czy nawet w stosunku do mody. Fajnie było być świadkiem jego kariery.
Legenda.
Film trochę przydługawy, jak jego kariera.
Legenda. 🙌🏼🔥
Absolutny GOAT w kategorii „najgorzej wykorzystane dla drużyny warunki fizyczne, zdrowie oraz talent”. Bardzo overrated gracz z absolutnie zawyżoną reputacją. Żadnego wspomnienia/historycznego momentu poza OKC. Dostanie się za MVP i triple-double w sezonie do HoF, ale będzie to skandal. Ludzie jechali po Benie Simmonsie, że nie rozwinął swojej gry, a on? Dajcie spokój. Potrafił pokazać effort na boisku – czyli rzecz obiektywnie dobrą – jako coś, co odpycha. Nikt wśród dorastających graczy NBA zapewne nie chciał być jak Westbrook, bo był postacią trochę mityczną (Rose jednak za blisko słońca) i nie dało się go naśladować, bo nie było to oparte na skillu. Można nie lubić AI, Irvinga, Duranta, nawet Kobego – ale tu są umiejętności, craftmanship. Westbrook to był ten typ na orliku, który nic nie umiał, ale był za silny i za szybki.
Nie płakałem po Westbrooku. Nie było żadnego pokolenia RW0, wymyślili je dziennikarze.