Tyler Herro z jednej strony pewnie może czuć rozczarowanie po tym jak został wypchnięty z Miami w wymianie Giannisa Antetokounmpo, a z drugiej może być teoretycznie zadowolony z tego, gdzie ostatecznie trafił. Wylądował w Milwaukee Bucks, czyli w drużynie, której kibicem był od dziecka i dla której gra w swoim rodzinnym regionie. Teraz może rozpocząć nowy etap w karierze i udowodnić, że potrafi być liderem z prawdziwego zdarzenia.
Natomiast tematem, który na pewno będzie przewijał się w kolejnych miesiącach będzie, oprócz boiskowych wyczynów, również kwestia nowego kontraktu zawodnika. Obecny wygasa już po sezonie 26/27, a więc Bucks mogą w każdej chwili stanąć przed decyzją, czy związać się z nim na dłużej. Na razie sam zawodnik nie zamierza jednak robić z tego większej historii. Herro podczas obozu koszykarskiego w Wisconsin przyznał, że zdecydowanie bardziej interesuje go odnalezienie się w nowym zespole niż negocjowanie kolejnej umowy.
Nie martwię się tym teraz. To nowy początek dla mnie, dla trenerów i właściwie dla całej organizacji. Nie sądzę, żeby to musiało być dla kogokolwiek dodatkowym ciężarem.
Trudno zresztą oczekiwać, aby Herro już teraz rozpoczynał medialną kampanię na rzecz wieloletniego przedłużenia kontraktu. W poprzednim sezonie zagrał zaledwie 33 mecze, choć nawet w ograniczonym wymiarze potwierdził swoją ofensywną wartość, notując 20.5 punktu, 4.8 zbiórki i 4.1 asysty na mecz przy 48% z gry oraz 37.8% za trzy. Wskoczenie na jeszcze wyższy poziom gry w drużynie, która będzie musiała nauczyć się grać bez greckiego gwiazdora będzie wymagało od Herro pełnego skupienia. Teoretycznie sam zainteresowany twierdzi, że motywacji mu nie zabraknie i ma w Milwaukee dużo do udowodnienia, a to po czasie i tak przełoży się na nowy kontrakt.












