
Jeremy Lin stworzył magiczną historię underdoga, najbardziej niesamowitą w dziejach NBA, gdy z zawodnika z końca ławki walczącego o utrzymanie w składzie, nagle na kilka tygodni stał się największą gwiazdą Nowego Jorku. Trudno będzie to przebić, ale w nieco innym wymiarze historia Jalena Brunsona to także fantastyczna historia underdoga. I znowu wydarzyło się to w Nowym Jorku. W klubie, który przez lata najwięcej energii tracił, marząc o pozyskaniu tych najbardziej rozpoznawalnych zawodników, a znowu najlepiej wyszło im znalezienie perełki, której inni nie docenili.
Brunsona oczywiście nie ma co porównać do Lina, to zupełnie inny kaliber, ale zanim stał się mistrzem, zawsze był underdogiem – zawodnikiem, któremu nie miało się udać. Choć już w NCAA potwierdził, że jest graczem wygrywającym i zdobył dwa mistrzostwa. W obu tych drużynach był starterem, a w sezonie, w którym sięgnął po drugi tytuł, wybrano go najlepszym zawodnikiem w koszykówce akademickiej. Ale NBA miała co do niego duże wątpliwości. Na tym wyższym poziomie nie miał sobie poradzić aż tak dobrze, dlatego został wybrany dopiero na początku drugiej rundy (#33). W swoim trzecim sezonie w Dallas stał się ważnym rezerwowym i zajął czwarte miejsce w głosowaniu na Szóstego Gracza, ale zaliczył bardzo kiepskie playoffy i Mavericks nie zdecydowali się podpisać z nim przedłużenia kontraktu. Nie byli przekonani, że warto w niego zainwestować. W następnym sezonie był już starterem obok Luki Doncica i miał świetne playoffy, ale kiedy odchodził do Nowego Jorku, dominowało przekonanie, że Knicks przepłacili, dając mu $100 milionów. Nikt nie przypuszczał, że pozyskują przyszłego All-Stara, nie mówiąc o All-NBA graczu. A kiedy już wyrósł na gwiazdę i lidera drużyny nadal nie brakowało głosów podważających jego klasę. Bo przecież nie może być prawdziwym supergwiazdorem. Jest za mały, żeby poprowadzić Knicks do mistrzostwa.
Nikola Jokić został wybrany w drafcie później niż Brunson, ale zanim sięgnął po mistrzowski puchar, był już dwukrotnym MVP. Jalen tymczasem nigdy jeszcze nie znalazł się w pierwszej All-NBA. Teraz jest mistrzem i do tego ma na koniec aż trzy statuetki MVP z tego sezonu: Finałów, Finałów Wschodu i NBA Cup.
1) Jak bardzo clutch był Brunson w drodze do tytułu?
W sumie zdobył 38 punktów w crunch time (z czego 22 w finałach). Najwięcej w tych playoffach i więcej niż wszyscy jego koledzy razem wzięci, którzy uzbierali 35 (z czego 22 należały do OG Anunoby’ego).
2) Victor Wembanyama zanotował 34 clutch-punkty, ale 21 z nich miał przez pierwsze trzy rundy i wtedy był niezwykle skuteczny w tych sytuacjach: 8/11 z gry, 2/4 za trzy, 3/3 z linii. W Finałach poszło mu już jednak dużo gorzej. Przestał być clutch – 13 punktów, 4/12 z gry, 0/4 za trzy i 5/8 z linii.
3) Łącznie 1796 punktów w playoffach zdobył Brunson odkąd przeniósł się do Nowego Jorku. Na przestrzeni czterech ostatnich lat jest pod tym względem zdecydowanym numerem jeden w całej lidze. Drugi Nikola Jokić ma 1466 punktów, a trzeci jest Shai Gilgeous-Alexander z 1404.
Oczywiście wynika to również z tego, że Brunson dużo grał. Za każdym razem przeszedł pierwszą rundę, a w dwóch ostatnich latach był co najmniej w finale konferencji. W sumie 61 meczów. W całej lidze tylko Isaiah Hartenstein i Max Strus rozegrali więcej playoffowych spotkań w tym okresie (po 62).
4) Brunson był niekwestionowanym MVP, ale to Karl-Anthony Towns ostatecznie okazał się najbardziej plusowym zawodnikiem Knicks w tych playoffach. Z nim na parkiecie byli lepsi średnio aż o 16.7 punktów na sto posiadań w porównaniu z minutami, które spędził na ławce.
5) OG Anunoby ostatnim meczem (3/11 z gry) nieco popsuł swoją kosmiczną efektywność strzelecką, ale i tak zakończył playoffy z rewelacyjną skutecznością. Zdobywał średnio 20.1 punktów trafiając 56.1% z gry, 48.9% za trzy i 85.4% z linii.
Giannis, LeBron, AD, Pau Gasol, Shaq i OG to jedyni mistrzowie na przestrzeni ostatnich 30 lat, którzy w drodze do tytułu zdobyli ponad 300 punktów ze skutecznością co najmniej 56% z gry.
Natomiast jego aż 48.9% za trzy to najlepsze w historii osiągnięcie zawodnika z mistrzowskiej drużyny, który oddał co najmniej 75 rzutów za trzy w playoffach.
6) Josh Hart w fazie zasadniczej ustanowił rekord kariery ze skutecznością 41.3% za trzy, po czym w playoffach spadł do najgorszego w karierze poziomu 32.6%. Finały rozpoczął od spudłowania wszystkich 5 prób zza łuku w pierwszych dwóch meczach. Ale w decydującym momencie przypomniał o swoim poprawionym rzucie i w ostatnich trzech meczach trafił aż 8/15, w tym nawet pullupa w Game 5.
7) W Los Angeles są bardzo wdzięczni Nico Harrisonowi za prezent, jakim było oddaniem im Luki Docncia, ale Tom Haberstroh z Yahoo Sports zwraca uwagę, że również Nowy Jork powinien wysłać kwiaty z podziękowaniem dla Nico, bo bez jego pomocy nie byłoby tego mistrzostwa.
Nie tylko jako GM Mavericks pozwolił odejść Brunsonowi. Zwolnił również Caseya Smitha, obecnego szefa sztabu medycznego Knicks, o którym Maciek już w czasie playoffów kilka razy wspominał. Smith w Dallas zapracował sobie na opinię fantastycznego fachowca, ale Nico tutaj też miał swoją wizję i uznał, że znajdzie kogoś lepszego.
Knicks zatrudnili Smitha w 2024 roku po playoffach, które kończyli ze zdziesiątkowanym składem – bez Juliusa Randle’a, Mitchella Robinsona i z OG Anunobym próbującym grać na jednej nodze. Odkąd pojawił się Smith, problemy z kontuzjami ograniczyły się do minimum. W obu ostatnich sezonach pod okiem jego sztabu medycznego, w którym znalazły się także inne osoby zwolnione z Mavs, każdy z pięciu najlepszych zawodników Knicks rozegrał co najmniej 65 meczów. Równocześnie w Dallas przez ostatnie dwa lata byli nękani plagą kontuzji. Przypadek?
Zaraz po zdobyciu mistrzostwa Smith nie mógł odmówić sobie prztyczka w stronę byłej drużyny. Na X wymienił tych, z którymi wcześniej był w Dallas (łącznie z Brunsonem), pisząc „Powiedzieli, że nie pasujemy do ich kultury. Powiedzieli, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy w naszych rolach.”
Shout out to my real ones. @jalenbrunson1 @PJPatton52 @heathaaamau They said we weren’t a good fit for their culture. Said we weren’t good enough in our roles. Peter Patton, Heather Mau, Jalen. We did and will continue to do the work.
— Casey Smith (@CaseyRySmith) June 14, 2026
Przypomnijmy, że Smith i jego sztab w poprzednim sezonie zdobyli nagrodę Athletic Training Staff of the Year. Wcześniej odbierał ją również dwukrotnie w Dallas. W lidze nie mieli wątpliwości, że jest jednym z najlepszych ekspertów w dziedzinie zapobiegania urazom, ale Harrison wiedział swoje. Dzięki temu Knicks mogli zatrudnić Smitha, mają teraz jeden z najlepszych sztabów medycznych i byli zdrowi, co pomogło im wejść na sam szczyt NBA.
Przy okazji dodajmy, że teraz w zachowaniu sił i zdrowia na długą walkę w playoffach Knicks pomogła również zmiana trenera, który bardziej oszczędzał swoich starterów przez całą fazę zasadniczą. U Toma Thibodeau każdy z piątki grał średnio przynajmniej 35 minut. Tymczasem w minionym sezonie tylko Brunson spędzał na parkiecie po 35 minut.
8) Równo dziesięć lat temu Jalen Brunson, Josh Hart i Mikal Bridges świętowali pierwsze wspólnie zdobyte mistrzostwo.
W finale turnieju NCAA ich Villanova Wildcats pokonali North Carolina Tar Heels w dramatycznych okolicznościach, po zwycięskim buzzer-beaterze Krisa Jenkinsa. Hart zanotował wtedy 12 punktów i 8 zbiórek. Obok niego w pierwszej piątce wyszedł Jalen Brunson, ale on miał słaby występ na zaledwie 4 punkty z 4 rzutów. Bridges z ławki dodał 2 punkty.
Dwa lata później Villanova wróciła do finału, ale już bez Harta, który po czterech latach studiów poszedł do NBA. W finałowym meczu z 2018 roku Brunson także nie zachwycił mając 9 punktów z 13 rzutów. Bridges już w roli startera zdobył 19. Bohaterem tamtego spotkania został gorący Donte DiVincenzo, który rozstrzelał się z ławki na 5 trójek i 31 punktów. W tamtym składzie Wildcats był także inny obecny gracz NBA, Collin Gillespie.
W drafcie 2017 Hart został wybrany z 30. numerem przez Utah Jazz i od razu przehandlowany do Los Angeles Lakers w zamian za wybranego dwa numery wcześniej Tony’ego Bradleya. Rok później w drafcie aż czterech zawodników Villanovy trafiło do NBA. Bridges z 10. numerem (wybrany przez klub z rodzinnej Filadelfii po czym oddany do Phoenix), z 17. DiVincenzo, z 30. Omari Spellman i dopiero z 33. Brunson.
9) James Dolan jednak niczego się nie nauczył przez te lata przegrywania. Jest mistrzem, ale namieszał w finałach, zapraszając prezydenta i psując energię w MSG, a teraz psuje atmosferę świętowania tuż przed wielką paradą. Bo po wczorajszym jego wywiadzie, Mitchell Robinson i Landry Shamet właściwie powinni zacząć szukać nowej drużyny.
Aprony to idealna wymówka dla właścicieli, żeby ograniczyć wydatki – jestem gotowy płacić wysoki podatek, ale nie możemy sobie pozwolić, żeby być ponad apronem, bo to zbyt duże restrykcje. Tylko, że to wcale nie jest „samobójstwem” jak twierdzi Dolan. Można sobie poradzić będąc sezon czy dwa ponad drugim apronem, zwłaszcza jeśli ma się tak mocną drużynę. Dysponując mistrzowskim składem nie tylko możesz sobie pozwolić na ograniczenie restrykcjami, wręcz musisz ponieść ten koszt, żeby spróbować obronić tytuł.
Ale jeśli Knicks zaczną działać według wytycznych Dolana – wszystko tylko nie drugi apron – nie będą mogli zatrzymać swoich najważniejszych rezerwowych. Przypomnijmy, mają pięć wolnych miejsc w składzie, znajdując się niecałe $13mln poniżej kreski drugiego apronu. Miejmy nadzieję, że Leon Rose jeszcze zdoła wyjaśnić Dolanowi, że drugi apron wcale nie będzie dla nich samobójstwem. Chyba, że dla właściciela to po prostu wymówka, żeby mniej płacić. W takim wypadku pozostanie im uzupełnienie ławki minimalnymi kontraktami. Na pewno nie zabraknie weteranów chcących podpisać taką umowę z Knicks, ale centra o choćby porównywalnej wartości do Robinsona za taką cenę nie znajdą.












