
Jalen Brunson nie może już znów powiedzieć, że poprzedni mecz nie ma znaczenia i jest „0-0”.
Czy może?
Ósmy sezon, ósmy z rzędu nowy mistrz. Freaking Knicks Mike’a Browna, Brunsona i OG raz jeszcze pokazali w tych Finałach swoją odporność i w przyszłym sezonie, mając graczy w swoim doświadczonym prajmie, mieli będą szansę powtórzyć to, co właśnie zrobili w San Antonio. Nie mieliśmy back-2-backu od 2018 roku. Od 2019 nie mieliśmy w Finałach tej samej drużyny, co rok wcześniej. To są dziwne czasy, które wyłaniają różnych mistrzów i finalistów – 43 procent ligi grało w finałach, zaczynając od 2019 roku.
To tło. Cztery lata prób Jalena Brunsona w playoffach i jest tytuł.
53 lata czekania na dopiero trzeci w historii tytuł Knicks – i łzy „Jerzego” po meczu, wreszcie, łzy po meczu Jalena Brunsona, który został pierwszym od blisko czterdziestu lat rozgrywającym, nie żadnym combo-guardem jak Steph, tylko jedynką, prawdziwą, niską jedynką, która jako najlepszy gracz swojej drużyny poprowadziła ją do tytułu. Nie zrobił tego Chris Paul – w trudniejszej erze LeBrona i Warriors.
Chcesz czytać dalej?
Wybierz jedną z opcji abonamentu, w ramach którego otrzymasz pełen dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my jesteśmy w stanie całkowicie poświęcić się relacjonowaniu dla Ciebie wydarzeń z NBA.













Brawo Knicks! Duża niespodzianka, przed play-offami nigdy bym się nie spodziewał. Czy możemy jednak traktować Brunsona jako pełnoprawną jedynkę, rozgrywającym to dla mnie on nie jest, bardziej dwójka z piłką w rękach. Tak czy inaczej kozak gracz z mentalem na maxa nastawionym na zwycięstwo. Chapeau bas!