Flesz: Golden State Cleveland 4-0, LeBron zmienia klub, NBA ma problem, epoka superdrużyn


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 9 czerwca 2018
fot. newspix.pl

fot. newspix.pl

Finały NBA 2018
Golden State Warriors, Cleveland Cavaliers 4-0
Mecz nr 1: 124:114
Mecz nr 2: 122:103
Mecz nr 3: 110:102
Mecz nr 4: 108:85

Pierwsze posiadanie Cleveland jak na rozgrzewce, wiadomo jak to się skończy, 13-3 Warriors po pięciu minutach, nie oglądam meczów nr 4 przy 3-0, koniec sezonu.

1) LeBron James to, tamto i free-agency

Właśnie ze swoją drużyną przegrał po raz szósty w Finałach NBA, ale był w nich już po raz dziewiąty i jest w nich nieprzerwanie od ośmiu lat – po raz pierwszy od czasów Billa Russella. Był to także na 100% jego ostatni mecz w koszulce Cleveland Cavaliers i zakończy karierę w innym miejscu.

Miejscu? Czy miejscach?

W wieku 33 lat asencja nie zatrzymuje się. Podobnie do Steve’a Nasha, progres zalicza w wieku, w którym wszyscy idą w dół, co powinno ułatwić mu w ciągu kolejnych 6-8 lat znalezienie czwartego, a następnie kolejnych tytułów. Jeżeli dobije do szóstego mistrzostwa, w drodze do niego, w trakcie procesu większość przyzna mu miano najlepszego gracza w historii ligi.

76ers? Rockets? Lakers? Celtics? A może Warriors? Tak, niestety Warriors. Przekonamy się wkrótce.


2) Warriors wygrywają drugi raz z rzędu

(Także 3 tytuły w 4 ostatnie sezony, ale nie liczę tamtego organicznie stworzonego zespołu razem z tym, którego skład czytam na opakowaniu, zanim otworzę i obejrzę mecz. Nie ten fun)

Stephen Curry zdobył trzeci tytuł i po raz drugi okradziony został z nagrody MVP Finałów. Pierwszy raz w 2015 roku, drugi dziś nad ranem. Kevin Durant zgarnął drugie MVP Finałów z rzędu, ale czy to jest to uznanie, którego Kevin Durant oczekiwał? Po jego internetowych skandalikach z zeszłego lata wiemy już, że nie czuje się bezpiecznie ze swoją decyzją.

Ta nowa odsłona Warriors, to dla reszty klubów jednak świat cały czas odległy. Rok temu wygrali play-offy największą różnicą punktów na mecz w 72-letniej historii NBA. W tym roku wygrywali mecze często ziewając. Przypominali mi na pewien sposób tytuł Lakers w 2009 roku – ciężka seria z Denver (ale czy na pewno tak ciężka, jak mogłaby być?) i potem ziewające 4-1 z Orlando.

Houston Rockets spędzili cały sezon przygotowując się na Warriors, studiując ich grę każdego dnia, ustawiając matchup i nie udało się, mimo przewagi parkietu w meczu nr 7. Cavaliers nie mieli w Finałach najmniejszych szans.

Pytanie, czy relacje Curry-Durant nie zepsują się z biegiem czasu. Czy osobiste pragnienie wielkości i uznania jednego i drugiego nie położy się cieniem na plan wygrywania aż do 2022 roku. Czy nie zniszczy Warriors choroba “więcej”?

W przetrwaniu całego tego projektu istnieje nauka dla nas, mam wrażenie bardziej skomplikowana, niż poświęcenie ego na rzecz zespołu.

Póki co, istnieje nieodparte wrażenie, że sezon 2018/19 Warriors będą musieli potraktować poważniej, żeby sięgnąć po pierwszy three-peat, od czasów Lakers Shaqa i Kobiego

3) Czy NBA ma poważny problem?

Najciekawiej zapowiadająca się i ostatecznie mimo wszystko najciekawsza seria tych play-offów sprowadzona została do błota przez ciągłe zmiany krycia i festiwal izolacji. Draymond Green i PJ Tucker postawieni w rolach nowoczesnych, ledwo co ponad dwumetrowych centrów, mogli zmieniać krycie w akcjach pick-and-roll na rozgrywających, więc wszyscy inni zmieniali krycie na wszystkich innych.

Doprowadziło to do artystycznie ohydnej i nudnej, siedmiomeczowej, ale trudnej do oglądania serii. Posiadania były do przewidzenia. Niezależnie, jaki plan zostanie stworzony, skończy się za 8-10 sekund grą 1-na-1. Pamiętam drugą połowę, już w meczu nr 2, w trakcie której patrzyłem w telefon, zamiast w ekran i zaraz wracałem do ekranu, żeby zobaczyć izolację, która kończyła akcję. I tak raz za razem.

Czy NBA ma problem?

Czy unifikacja pozycji doprowadzi do tego, że koszykówka za kilka lat od teraz zamieni się w grę 1-na-1? Nawet jeśli zawodnicy rozwiną – dużo szybciej, niż w ostatnich latach – swoją grę tyłem do kosza, żeby karcić “switche”, to na końcu to też będzie gra 1-na-1.

Jak zwykle, nie ma co straszyć czytelnika. Nie powinno być tak źle. Na przykładzie obu ostatnich serii Warriors widzieliśmy bowiem, że trzeba 1) mieć wykonawców 2) umieć zmieniać krycie.

Zespół Houston Rockets zostanie historycznie niedoceniony jako elitarna drużyna, podobnie jak Cavaliers  2016/17. 

Możesz napisać bardzo uproszczoną narrację, że James trafi do drużyny, której nie będzie musiał ciągnąć ofensywnie, jak tych Cavaliers w sezonie 2017/18, za cenę swoich możliwości w obronie

4) Simmons vs Mitchell, zdrowy Embiid i entree 76ers do czołówki ligi

Zarówno Philadelphia 76ers, jak i Utah Jazz niespodziewanie awansowali do drugiej rundy play-offów. Gdybyś 10 miesięcy temu powiedział, że po stracie we free-agency Gordona Haywarda i George’a Hilla Utah Jazz tak łatwo poradzą sobie z naszpikowaną gwiazdami Oklahomą City Thunder, odżegnano by Cię od zdrowych zmysłów. Ale poza Rudy’m Gobertem, stała za tym erupcja talentu wybranego z nr 13 draftu Donovana Mitchella.

Po drugiej stronie w ostatnich tygodniach sezonu toczył z nim boiskową, werbalną i tekstylną walkę Ben Simmons, który w swoim rookie-season wbił się bardzo szybko do grona najbardziej wszechstronnie utalentowanych graczy ligi. Nie byłoby jednak asencji 76ers z 28 do 52 zwycięstw, gdyby nie największa niespodzianka sezonu: Joel Embiid zagrał w 63 meczach, zaliczając 23-11-3, 2 bloki i zgarniając All-NBA 2nd Team. Na końcu play-offów, grając w masce chroniącej złamaną twarz, był jednak ewidentnie zmęczony i obiecał wrócić na kolejny sezon lepszy. Za kilka lat od teraz center może być najlepszym graczem ligi. Czy jest to jednak niemożliwe, żeby był to środkowy?

5) Celtics wygrywają bez Irvinga

Bez Gordona Haywarda, który zakończył sezon już w pierwszej kwarcie pierwszego meczu, Celtics wygrali 22 z 25 kolejnych.

Bez Haywarda i kontuzjowanego Ziemia Jest Okrągła Kyrie Nie Dojechał Irvinga nie tylko skończyli ostatni miesiąc sezonu z pozytywnym bilansem, ale pokonali w pierwszej rundzie Milwaukee Bucks 4-3, zaskoczyli Philadelphie 76ers 4-1 i przegrali z LeBronem Jamesem dopiero w siódmym meczu finałów konferencji.

Tam gdzie Mitchell i Simmons bili się w sezonie regularnym, Jayson Tatum wygrywał “Rookie of the Year” w play-offach, będąc wyraźnie drugim najlepszym graczem na boisku w meczu nr 7 z Cleveland. Al Horford potwierdził swoje miejsce w gronie Top-20 graczy NBA, o którym wiedzą teraz już nie tylko “geekowie”, Jaylen Brown to kandydat do All-NBA Teams w przyszłości, a Terry Rozier to efekt systemu szkolenia i szalonej mobilizacji, którą w graczach potrafi wyzwolić być może już najlepszy trener w NBA Brad Stevens.

Nie tylko na przyszły sezon zdrowi powinni wrócić Hayward i Irving, ale w ostatnich dniach znienacka już z dwóch źródeł – Stephen A. Smith i Chris Haynes – pojawiły się szepty, że może to Celtics będą tą drużyną, do której dołączy James, żeby pokonać Warriors…

6) Epoka superdrużyn i światowej dominacji ligi Adama Silvera

…bo to do tego punktu w historii NBA dotarliśmy.

Liga graczy na boisku stała się  LIGĄ GRACZY na boisku i poza boiskiem. Ominę tu akapit politycznej dominacji NBA i pokazywaniu światu jak żyć i jak traktować się wzajemnie z szacunkiem, niezależnie od rasy czy tego co robisz w łóżku.

Wszystko nie tylko na ale i poza parkietem kręci się wokół zawodników, którym miejsce stwarza i miejsca doskonale ustępuje już najlepszy komisarz w historii amerykańskiego sportu Adam Silver.

Policzalnym skillem stało się to, jak dobrze gwiazdy są w stanie rekrutować inne gwiazdy. Kevin Garnett czekający aż Celtics sprowadzą jeszcze kogoś (Ray Allen), żeby przenieść się do Bostonu; James dogadujący się z Chrisem Boshem, by przenieść się do Miami; Steve Nash, Dwight Howard znajdujący się nagle w jednej drużynie z Kobe’m i Pau; Kevin Durant dołączający do Stephena Curry’ego, Klay’a Thompsona i Draymonda Greena, czy wreszcie Chris Paul teamujący się z Jamesem Hardenem.

Przez ostatnie 10 lat NBA wypluła ze swojego słownika słowo “lojalność”. Zawodnicy zrozumieli, że są pionkami na szachownicy właścicieli, więc prowadzeni przez “nielojalnego” w 2010 roku Jamesa postanowili przejąć dowodzenie i to dziś im się udało. Ceną tej zmiany w myśleniu  dla samego Jamesa stało się stworzenie super-drużyny w Oakland, którą teraz musi pokonać.

Ceną tego stało się zagrożenie braku kontynuacji w drużynach NBA i to, że najlepsi gracze nie będą grać w jednej drużynie przez całą karierę. Szukają nowych miejsc, nowych inspiracji, zmieniają pracę. Fabryki padły.

Świat wokół cały czas się zmienia i NBA jest na froncie tych zmian.

41

Komentarze

  1. Araggorn

    9 czerwca 2018 o 08:01

    Jak wizja przyszłości okazała się alternatywną rzeczywistością po grzybkach :)

    Lubię to: 17
  2. mundo23

    9 czerwca 2018 o 08:40

    Fajni są ci Warriors z Klay Thompsonem i Draymondem Greenem ,,mamy tyle samo pierścieni co Lebron James”. Zanim do Oakland przeprowadził się Durant decyzją nr jeden dla tych mistrzostw była Lojalność właścicieli wobec tych graczy.
    ps. Panie Maćku nie zapominaj o tym

    Lubię to: 17
  3. glubax

    9 czerwca 2018 o 09:06

    “prowadzeni przez nielojalnego Jamesa…” to chyba nie tak, przecież wcześniej były zespoły rockets z dołączającymi najpierw drexlerem później barkleyem i wspomniany garnett z allenem w Bostonie. Król jest niewinny

    Lubię to: 7
    • Araggorn

      9 czerwca 2018 o 09:10

      Wydaje mi się, że kiedys to sie nazywało „przechodzenie na większy rynek”.

      W dobie internetu, gdzie juz każdy rynek sie zglobalizował to zaczęto nazywać to pogonią za sukcesem i tworzeniem superteamów :)

      Lubię to: 10
    • bulls2006pch24

      9 czerwca 2018 o 10:29

      Oni już byli prawie emerytami w momencie zmiany klubów, a nie zawodnikami w najlepszym swoim okresie. M.in. dlatego nikt nie miał do nich o to pretensji.James rozpoczął coś nowego. Miami ściągnęło najlepszego gracza w lidze i doszedł jeszcze Bosh, gracz top 5-10 ligi, do Wade, który wtedy jeszcze był na szczycie. To było coś zupełnie innego, nowa jakość.

      Lubię to: 17
      • glubax

        9 czerwca 2018 o 10:47

        Tak, to rzeczywiście ma sens

        Lubię to: 2
      • Zdzis

        9 czerwca 2018 o 12:41

        Jeżeli do Bostońskiej Trójki nikt nie miał pretensji, to chyba za często wówczas nie czytałeś w internecie :D

        Lubię to: 9
  4. youngpusseydon

    9 czerwca 2018 o 09:07

    co to niby jest ASENCJA?
    poważnie istnieje takie słowo w języku polskim? Bo w słowniku go nie mogę znaleźć. Czy jest to jakaś kolejna idiotyczna kalka z języka angielskiego?

    Z góry dziękuję za odpowiedź.

    Lubię to: 34
    • Spurs Protector

      9 czerwca 2018 o 09:24

      Ascension-po angielsku wschodzenie,podniesienie,wniebowstąpienie

      Może o to chodzi?
      Pasuje do kontekstu

      Lubię to: 4
      • Googlex

        9 czerwca 2018 o 10:02

        Przydałaby się mała rewaluacja słownika na 6G w offseason. ;)

        Lubię to: 7
        • BrandonRoyForPresident

          9 czerwca 2018 o 10:11

          Nie słuchaliście ostatniej Palmy? Maciej gra z nami w scrabble, nikt nie powiedział “sprawdzam” przy pierwszym “ułożeniu tekstu”, więc słowo jest dobre ;)

          Lubię to: 17
        • bubas

          9 czerwca 2018 o 11:11

          Asencja słownika.

          Lubię to: 6
          • pabloboar

            9 czerwca 2018 o 12:07

            Asencja to absencja z absencją literki “b”.

            Lubię to: 33
          • highlif3@gmail.com

            9 czerwca 2018 o 19:13

            A propo. Wiecie jak sprawić by seks przestał być banalny ? Zabrać b

            Lubię to: 15
      • WekT4

        9 czerwca 2018 o 13:37

        Nawet jeśli to chyba ascencja by była.

        Lubię to: 4
  5. Piotr Z

    9 czerwca 2018 o 09:18

    ad. 2 W mojej opinii Warriors został jeszcze sezon, góra dwa. Chyba, że zrobią jakieś spore ruchy kadrowe. Klayowi kończy się kontrakt po sezonie. Może się powtórzyć sytuacja jak była z Iggim, zasługuje na 30mln i “wszędzie” je dostanie. Wątpię żeby KD chciał grać co sezon za zdecydowanie mniejsze pieniądze niż Curry. W 20r kończą się kontrakty Draya, Iggiego i Livingstona a licząc na tamten moment same kontrakty KD i Splash brother to będzie około 100mln, a dodatkowo będą wieloletnim płatnikiem luxury tax.
    ad. 6 Tu leży też dla mnie kwestia końca dominacji GSW. Klay może wybrać większe pieniądze gdzie indziej. KD może chcieć wygrać gdzieś sam (może OKC;p). Utrzymanie tej drużyny może być zbyt drogie albo odchudzanie jej przez koszty może skończyć się porażką w PO.

    Ps. Mam wrażenie, że to będzie ciekawy draft i lato w NBA. Parę drużyn musi coś zrobić (Raptors, Wizards), parę chce (Magic, Suns), kilka będzie musiało (Lakers, OKC).

    Lubię to: 7
    • Artur Zarucki

      9 czerwca 2018 o 15:22

      No jakoś nie mogę zobaczyć twojej wizji upadku GSW. Klay uwielbia grać z Currym jako Splash Bro i umówmy się co jakiś czas to on jest główną postacią tego zespolu. I myślę że tyle świateł wystarczy. Płacić będą bo marketingowo i tak odrobia z nawiazka. Durant już mówi że chc zostać. Tacy zawodnicy wyrównają sobie pieniądze reklamami itd. To co najważniejsze to oni po prostu lubią że sobą grać. Coś nowego w NBA team który po prostu sie lubi i szanuję. Kazdy zna miejsce w szeregu. Martwi mnie tylko jak zastąpić starzejących się Igoudale i Livingstona. Ale patrzac na całokształt zarządzania drużyna nie martwię się wiem że będzie dobrze!
      Ahoj draft ciekawe kto tym razem :)

      Lubię to: 7
    • Grzegorz

      11 czerwca 2018 o 06:14

      1-2 sezony to wciąż możliwe 5 pierścieni w ciągu 6 lat. Nawet jeśli w 2020 ta ekipa się rozejdzie, to wciąż zapiszą się jako jedna z najlepszych drużyn w historii. A do tego prawdopodobnie wciąż będą mieli Stepha i KD na kontraktach do 2022, więc nie muszą nagle iść w przebudowę jak to się zdarza w takich przypadkach.

      Lubię to: 1
  6. The Last Pick

    9 czerwca 2018 o 09:20

    “już najlepszy komisarz w historii amerykańskiego sportu Adam Silver”
    to tak na serio?

    Lubię to: 19
    • kamil22kp@onet.pl

      9 czerwca 2018 o 10:12

      No to było ostre przegięcie pały wg. mnie…

      Lubię to: 9
    • PadreSAS21

      9 czerwca 2018 o 11:10

      In a last few months editor in chef Kwiatkowski seems to be absent on earth and is stuck in his dream head…
      Adam Silver only sees $$$ and nothing else… and players just do whatever they want to do with him.

      Lubię to: 10
  7. karmol2@op.pl

    9 czerwca 2018 o 09:35

    Jeszcze “tylko” 3 tytuły i będzie najlepszym graczem w historii. W takim razie powodzenia.

    Curry nie został okradziony z tytułu MVP. KD zasłużył sobie na ten tytul w takim samym stopniu.

    Gratulacje Warriors. To nagroda za pracę u podstaw i świetne zarządzanie organizacją. Durant to tylko wisienka na torcie.

    Lubię to: 20
  8. mopearls15

    9 czerwca 2018 o 10:39

    “3 tytuły”- to tak łatwo powiedzieć…

    W rzeczywistości aby wygrać jeden, trzeba mieć furę umiejętności,determinacji,słabości rywali,szczęścia i cholera wie czego jeszcze.

    Kariera Lebrona jest tego dobitnym przykładem.

    Lubię to: 11
  9. bon3s

    9 czerwca 2018 o 10:52

    “Cavaliers nie mieli najmniejszych szans” ale byli tacy, którzy typowali ich wygraną po wizji z przyszłości i rozmów z duchami:)

    Nie mogę się zgodzić, że fabryki padły. Warriors są taką fabryką. Drużyna budowaną przez dobre draftowanie i mądre działania na rynku. Podobne teamy tworzą się z Bostonie i Filadelfii.

    Przyszły sezon może być trudny dla Warriors, choć pewnie trochę się odświeżą na ławce, wpuszczą znowu jakiegoś gościa z końcówki 1 rundy/początku drugiej draftu, Bell będzie tylko lepszy (nie zdziwi mnie gdy kiedyś będzie to Draymond 2.0), dołaczy jakiś weteran żądny tytułu. Głównych zagrożeń powinni wypatrywać w Bostonie, Houston (jeśli by pozyskali Jamesa lub George) lub 76ers (jeśli by pozyskali Jamesa lub Leonarda lub George).

    Lubię to: 4
  10. bubsatchi

    9 czerwca 2018 o 11:35

    Szkoda, że Curry nie dostał MVP – miał bdb mecz a nawet ten poprzedni pomimo bardzo słabej skuteczności dostarczał hustle, artystami i obroną.

    Przy okazji- łatwo pominąć- święty Flesz Macieju.

    Lubię to: 5
  11. Pikiel

    9 czerwca 2018 o 13:02

    Wszyscy juz postawili kreske na Jamesie, ze sie przeniesie ze swoimi talentami. Ale moze poprostu zakonczy kariere? Moment dobry, zycie i biznesy ma poukladane. Wygral co mial wygrac. Po co sie dalej meczyc?

    Lubię to: 2
    • Araggorn

      9 czerwca 2018 o 13:14

      Zdaje się, że powiedział, iż wciąż jest głodny gry i zwycięstw

      Lubię to: 3
    • Wila Nuff

      9 czerwca 2018 o 18:14

      Musiałbyś najpierw przestawić jakiś dowód na to, ze Lebron James się męczy. Jest zmęczonym męczennikiem swojego zmęczenia ? No kurczę nie sądzę.

      Lubię to: 4
  12. Aki

    9 czerwca 2018 o 23:26

    Myślę, że NBA nie ma problemu ze stylem gry. Myślę, że nie ma jej również z dominacją Warriors, ta nakręca działania innych klubów i mamy coraz ciekawszą i bardziej profesjonalną ligę. Za to problem liga może mieć i to ogromny (a z zwłaszcza właściciele) z tym co będzie w najbliższych latach decydowało o powstawaniu kolejnych super-zespołów. Obawiam się, że dogadywanie się graczy ze sobą i zarządami może powoli uciekać w “szarą strefę”, bo mamy salary cap, ale ten i tamten chcą zagrać razem i jeszcze z tym i tamtym roleplayerem. Niby oficjalnie będą wielkie machinacje z braniem mniej, czy graniem wręcz za minimum, co może prowadzić do szukania $ dla zawodników spoza budżetu. Jakieś umowy sponsorskie/telewizyjne, może za chwilę się okaże, że LeBron zagra w Houston za minimum, a żona LeBrona założy sobie firmę i podpisze wielomilionową umowę z firmą właściciela Rockets. Obawiam się, żeby ta cała epopeja tworzenia gwiazdorskich zespołów nie spowodowała jakiś poronionych sytuacji, które za jakiś czas zupełnie zdemolują obraz tej gry. A z tego co widać to gwiazdy mają jeden sposób na rywalizację z GSW – wincyj all-starów, wincyj!.

    Życzę nam wszystkim gorącego okienka i aby wszyscy byli zdrowi na następne playoffy.

    Lubię to: 6

Skomentuj