Flesz: Donovan Mitchell i Ben Simmons kompletnie oszaleli

11
fot. newspix.pl
fot. newspix.pl

Jeżeli 11 meczów z drużynami tankującymi zmiksujesz ze szczyptą typowej australijskiej wrażliwości, następnie zmieszasz to wszystko ze szkłem butelki, którą wcześniej rozbiłeś na słonej od morza skale i dodasz do tego jednego nie byle jakiego gracza, w ciągu miesiąca powinieneś otrzymać mniej więcej coś takiego:

Właśnie wyobraziłem sobie co by było gdyby Matthew Dellavedova był dobry w kosza.

Donovan Mitchell kontra Ben Simmons to najbardziej fascynujący pojedynek o nagrodę “Rookie of the Year” prawdopodobnie odkąd Shaq walczył z Alonzo Mourningiem. Bo starcia LeBron James kontra Carmelo w tym 2003 i 2004 roku pikselozy, czy Tyreke Evans kontra Stephen Curry z końcówki poprzedniej dekady wiązali ze sobą gracze z drużyn raczej słabych i co najwyżej przeciętnych. A tutaj mamy gwiazdy dwóch zespołów, które oba – najprawdopodobniej, a na pewno jeden – rozpoczną już w ten weekend play-offy na swoim parkiecie.

Z jednej strony wielkie, głodne oczy Mitchella zmiksowane z tu-jestem-tam-mnie-nie-ma layupami. Z drugiej koszykarski Stonehenge Simmonsa, połączony z wizją Chrystusa. Z jednej strony drugi najlepszy sumaryczny plus/minus w całej NBA od Meczu Gwiazd, z drugiej MVP pierwszej od 37 lat serii 14 zwycięstw Philadelphia 76ers. Z jednej strony ofensywny lider trzeciej drużyny ligi od grudniowych Świąt, z drugiej rozgrywający i jeden z dwóch najlepszych graczy tej …drugiej. Gdyby Mecz Gwiazd rozegrany miałby zostać za tydzień, prawdopodobnie zagraliby w nim obaj.

Jeszcze chwila i Donovan Mitchell – 77 meczów, po 34 minuty – z Benem Simmonsem – 79 gier, 34 minuty – zaczną narzekać, że sezon regularny jest zbyt krótki. Jaka ściana? To jest kompletnie szalone.


Pisałem dwa dni temu o upadku wielkich rynków NBA i Filadelfia była przez wiele dekad właśnie takim rynkiem w USA. Dopóki nim być przestała. Tę przewagę miasta braterskiej miłości wciąż jednak czuć właśnie w rywalizacji, o której mowa.

Atmosfera w Wells Fargo Center, z Willem Smithem przy parkiecie, Kevinem Hartem, Iversonem czy Carsonem Wentzem, jest w tym sezonie tak światowa, że brakuje tylko lwów przeskakujących przez płonące kółka, koncertu Cardi B w przerwie i Rihanny przychodzącej (wreszcie) na mecze Joela Embiida.

Nie mogę doczekać się pierwszego meczu 76ers w play-offach, nawet jeśli lizać mam to wszystko przez monitor.

I obok jest Utah. No właśnie, Utah.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

45

KOMENTARZE

  1. Mam wrażenie że generalnie jest cała masa debiutantów którzy spisują się co najmniej dobrze. Fajnie jakby Maciek po zakończeniu RS zrobił jakieś podsumowanie/ranking tych najlepszych.

    Lubię to: 3
  2. Najlepsze jest to, że Simmons gra jak na kodach w lidze powszechnego walenia z dystansu, samemu mając ewidentnego focha na tróję. Jeśli nauczy się jeszcze rzucać… Uff, ulalala!

    Lubię to: 8