Rzutówka: Nie zapominajmy o Indianie Pacers

2
fot. NBA League Pass

Rok temu wicemistrzowie NBA. Teraz druga najgorsza drużyna ligi. Indiana Pacers zanotowali najgorszy wynik w historii klubu, wygrywając zaledwie 19 meczów. Przez cały długi sezon uzbierali tylko cztery zwycięstwa więcej niż rok wcześniej przez dwa miesiące tamtych magicznych playoffów. Okropna kontuzja Tyrese’a Haliburtona wszystko popsuła, a na koniec też chcieli przegrywać, próbując zachować swój pick w drafcie.

Ale w Indianapolis chcą jak najszybciej zapomnieć o minionym sezonie, ponieważ to był po prostu „gap year”. Musieli przeczekać aż ich lider się wyleczy, a wraz z jego powrotem zamierzają wrócić do grona kontenderów. W nadchodzącym sezonie powinni znowu być jedną z najlepszych drużyn, choć na razie niewiele się o nich mówi. Dużo za to mówi się o Wschodzie, bo New York Knicks zdobyli mistrzostwo, Washington Wizards pierwszy numer w drafcie, Miami Heat zrobili duży transfer po Giannisa Antetokounmpo, Toronto Raptors prawie pozyskali Kawhia Leonarda, Philadelphia 76ers dodali Jaylena Browna, a też panuje przekonanie, że LeBron James wybierze drużynę właśnie z tej części ligi.

Wschód się wzmacnia, tymczasem Pacers mają bardzo spokojne wakacje. Wykonali tylko dwa ruchy na rynku, zatrudniając Kelly’ego Oubre i Larry’ego Nance’a. Ale nie musieli nic więcej robić, ponieważ nadal dysponują w większości tym samym składem, który rok temu dotarł do wielkiego finału. Brakuje tylko dwóch z grona dziewięciu zawodników, którzy rozegrali w tamtych playoffach ponad 200 minut. Nie ma Mylesa Turnera i Bennedicta Mathurina. Tego drugiego wytransferowali w lutym, sięgając po następcę Turnera na pozycji środkowego i to był ten najważniejszy ruch kadrowy, który pozwala im teraz na cichy offseason.

1) Zaraz po loterii draftu Kevin Pritchard przepraszał kibiców za to, że przegrał „zakład”. Pacers mocno tankowali, żeby zwiększyć swoje szanse na zachowanie wyboru w pierwszej czwórce draftu, ale nie poszczęściło im się i spadli na piątą pozycję, którą przejęli LA Clippers. Cena za Ivicę Zubaca okazała się nieco wyższa niż mieli nadzieję. I tak zgodzili się oddać dwa pierwszorundowe picki, ale liczyli, że będą to przyszłe wybory, a teraz jeszcze uda im się dodatkowo wzmocnić skład młodym talentem. Ale przy tym wszystkim nie można zapominać, że podjęli to ryzyko, ponieważ uważają, że Zubac idealnie uzupełni dziurę pod koszem, która została po odejściu Turnera i którą trzeba było zapełnić, żeby móc myśleć o powrocie do grona kontenderów.

Pritchard nie ma za co przepraszać. Znalezienie środkowego było ich priorytetem i to załatwili, zdobywając świetnego zawodnika będącego w swoim prime. Oczywiście szkoda, że nie udało się zrobić korzystniejszej transakcji, ale takie są koszty wymian, a te wakacje potwierdzają, że środkowi są obecnie wyjątkowo kosztowni. I tak zapłacili mniej, niż Los Angeles Lakers za Walkera Kesslera – dwa pierwszorundowe picki i dwa swapy. Co prawda Pacers oddali również dwóch zawodników, ale będącego na schodzącym kontrakcie Mathurina i tak nie zamierzali zatrzymać, a umowy Isaiaha Jacksona chętnie się pozbyli.

Przypomnijmy, że w Indianie także poważnie interesowali się Kesslerem i gdyby nie zdecydowali się na wymianę z Clippers, pewnie musieliby przebijać się ofertami z Lakers. Chyba że wcześniej postawiliby na zawodnika z draftu. Jednak wśród tych najbardziej obiecujących młodych graczy nie było centra. Najwyżej z 12 numerem został wybrany Aday Mara. Mogliby przesująć się po niego i jeszcze dostać za to jakieś assety, ale bardzo ryzykowne byłoby stawiać, że debiutant podoła roli podstawowego centra w drużynie z mistrzowskimi aspiracjami.

2) Zubac jest sprawdzonym, doświadczonym graczem, gotowym pomóc od razu. Oczywiście nie ma upside’u Kesslera, który jest cztery lata młodszy, ale w tym momencie jest od niego lepszy i do tego znacznie tańszy. To również niezwykle istotne, zwłaszcza dla drużyny jak Pacers, która ma już wysokie wydatki, a przeważnie unika podatku. Zubac ma jeszcze dwa lata kontraktu i przez te dwa najbliższe sezony będzie kosztował w sumie $20mln mniej niż nowy środkowy Lakers.

Ivica ma również przewagę playoffowego doświadczenia i większej dostępności. Kessler stracił cały poprzedni sezon, a wcześniej tylko w debiutanckich rozgrywkach przekroczył barierę 65 meczów. Zubac ostatnio opuścił sporo meczów, ale głównie wynikało to z przesadnej ostrożności Pacers, którzy nie chcieli go na boisku, żeby nie przeszkadzał w tankowaniu. Za to wcześniej miał sześć kolejnych sezonów z co najmniej 68 występami.

Jest znacznie pewniejszą i tańszą opcją, dlatego koszt jaki ponieśli w wymianie jest uzasadniony. Choć oczywiście dopiero gdy zobaczymy go na parkiecie i przekonamy się, jak wkomponuje się do drużyny i jak będzie wyglądała jego współpraca z Haliburtonem, będzie można stwierdzać, czy była to opłacalna transakcja.

3) To, czego Zubacowi najbardziej może brakować to rzut za trzy. Nie jest stretch-centrem, jakim był tutaj Myles Turner, więc to wpasowanie go do zespołu będzie wymagało zmian w grze Pacers. Pod względem rzutowym Kessler daje większe możliwości. Co prawda jego skuteczność w karierze wynosi tylko 26.6%, ale pracuje nad tym, próbuje rzucać i ostatni sezon rozpoczął z sześcioma celnymi trójkami w pięciu meczach.

Zubac przez 10 lat w lidze uzbierał ledwie jedno trafienie zza łuku (1/12).

Ale może on również zacznie rzucać?

Jeszcze zanim został wytransferowany, w rozmowie z The Athletic mówił o tym, że nie tylko świetnie zdaje sobie sprawę, w jaką stronę poszła liga, że teraz wszyscy rzucają. Stwierdził również, że podoba mu się ten kierunek. Lubi rzucać i widzi w tym szansę dla siebie na wydłużenie kariery. Podobnie jak zrobił to Brook Lopez, z którym spędził w LA pierwsze miesiące zeszłego sezonu.

„Zawsze potrafiłem rzucać. Po prostu w NBA bardziej skupiam się na innych rzeczach, takich jak zbiórki, obrona i zdobywanie punktów w post. Zdecydowanie uważam, że jestem w stanie to robić. Muszę jednak naprawdę mocno nad tym popracować przez jakiś czas, może przez całe lato, i znaleźć odpowiedzi na pytania: skąd mogę oddawać takie rzuty i jak mogę sobie je wypracować. A potem po prostu rzucać je z pełnym przekonaniem.”

Coś, co może dawać nadzieję to 57.7% skuteczności jego jump shotów przez ostatnie trzy sezony. Nie było dużo tych rzutów (135 celnych w 196 meczach), ale jest nad czym pracować. I może właśnie jest to ten offseason, podczas którego spróbuje dodać trójkę do swojego arsenału. Warunki są bardzo sprzyjające, bo styl gry Pacers zachęca do tego, a podania Haliburtona mogą otwierać mu okazje do takich rzutów.

Przykład Lopeza pokazuje, że jest to możliwe, aby zawodnik, który wcześniej prawie wcale nie funkcjonował na dystansie, nagle zaczął rzucać trójki. U Lopeza ten przełom nastąpił w wieku 28 lat, Zubac obecnie jest rok starszy.

4) Tyrese Haliburton już nie po raz pierwszy zastępował Steve Nasha jako podcastowy partner LeBrona Jamesa, ale ani ta znajomość, ani zeszłoroczna wizyta w finale, nie okazały się wystarczająco mocnymi argumentami, żeby LeBron brał teraz pod uwagę przeprowadzkę do Indianapolis. Wyśmiał (odpowiedział aż sześcioma laughing crying faces) próbę rekrutowania go przez Tyrese’a. A szkoda, bo mógłby tu walczyć o tytuł i liczyć na mnóstwo okazji do łatwych punktów z kontry, w których był drugim najlepszym zawodnikiem zeszłego sezonu.

Pacers znaleźli innego skrzydłowego i wydaje się, że Kelly Oubre będzie tutaj świetnie pasować. Lubi szybką koszykówkę, biegać, rzucać, a też przydaje się w obronie i powinien pomóc zastąpić Mathurina z ławki.

Larry Nance teoretycznie może funkcjonować jako stretch-czwórka: 35% za trzy w karierze, 40% w trzech ostatnich sezonach. O ile będzie grał, bo jego dostępność ostatnio wygląda bardzo kiepsko – łącznie tylko 59 meczów przez poprzednie dwa lata.

5) A co Hali myśli o wymianie po Zubaca i utracie picku w tegorocznym drafcie:

„Zastanówmy się nad tym, dobrze? Nie potrzebujemy guarda. Z piątym numerem wybrano guarda. Z szóstym numerem wybrano guarda… Lubię Zu. Chcemy wygrywać już teraz. A co by było, gdyby udało nam się pozyskać Zu i wybór w pierwszej czwórce? Wtedy wszyscy mówiliby: »Jesteście geniuszami«. Po prostu się nie udało. Zaryzykowaliśmy i można powiedzieć, że przegraliśmy ten zakład, bo nie dostaliśmy tego picku. Ale za to mamy Zu, który jest jednym z najlepszych środkowych w lidze.”

6) Goszcząc niedawno w Pat McAfee Show, Hali mówił też, że czuje się najlepiej od bardzo dawna, bo wreszcie ma za sobą wszystkie zdrowotne dolegliwości. Przypomnijmy, że już na początku kwietnia wznowił treningi 5-na-5, ale wtedy jeszcze zmagał się z dolegliwościami po przejściu półpaśca. Nazwał tę chorobę „przygnębiającą, bolesną i długotrwałą”. Dodatkowo utrudniła i tak wymagającą rehabilitację Achillesa. Pod koniec czerwca, czyli po roku od kontuzji, Haliburton mówił, że wreszcie funkcjonuje jako zdrowy zawodnik bez żadnych ograniczeń. Ale musiał jeszcze zrzucić wagę, bo w efekcie półpaśca i przyjmowanych leków przytył 6-9 kilogramów. Teraz ma to wszystko za sobą i może skoncentrować się na przygotowaniach do nowego sezonu. Zaraz po tym, jak tylko zakończy świętowanie zawartego właśnie małżeństwa.

7) Oczywiście nie można oczekiwać, że wraz z Halim wróci od razu tamta drużyna sprzed roku i Pacers znowu będą zachwycać. Ten rok przerwy odcisnął swoje piętno. Przede wszystkim Haliburton będzie potrzebował czasu na odzyskanie formy, a po tak poważnej kontuzji zajmuje to raczej miesiące niż tygodnie. Zespół też będzie musiał odnaleźć na nowo chemię, odbudować swój rytm i dostosować się do gry z Zubacem. To wszystko zajmie trochę czasu. Nie ma gwarancji, że uda im się wrócić do tego, co robili wcześniej. Ale jest na to spora szansa, ponieważ to sprawdzony trzon, prowadzony przez wybitnego trenera.

Obecnie mało się o nich mówi, ale nie zapominajmy o Pacers. Powinni być jednym z najpoważniejszych graczy na Wschodzie.

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: LeBron czeka na złość Silverowi? Gdzie. Wemby zły na siebie, że trafił na okładkę NBA 2K27

2 KOMENTARZE