Ta książka to trochę ćwiczenie, w którym Phil Jackson opowiada o sobie, a Sam Smith mu dopowiada.
Co samo w sobie nie jest niczym złym, o ile lubisz 80-letniego pacyfistę z Montany, syna niemieckiej menonitki i amerykańskiego kaznodziei, który został koszykarskim filozofem i przy okazji pomógł jednym z najlepszych graczy w historii wspiąć się na wyżyny – wcześniej będąc tylko rezerwowym silnym skrzydłowym drużyn Knicks z lat 70-tych, który po zakończeniu kariery chciał otworzyć salon fitnessu, a skończył z 11 pierścieniami. Lubię tego gościa.
Najlepszą częścią tej książki jest to, że w piątek tuż przed północą sprawiła, że po raz pierwszy w życiu włączyłem audiobooka – było bardzo późno i nie chciałem już świecić światłem, tylko usłyszeć w głowie brzmienie zdań Faulknera. Zrobiłem to nawet przyciskając w poziomie telefon głośnikiem do ucha jak robią to te-dzieci-teraz.
Nie preferuję czytać książek o koszykówce, gdy nie znajdują się w rotacji z powieściami i nowelami. Zwłaszcza, że minęły już dekady od dzieł takich jak „Breaks of the Game” Davida Halberstama czy bardziej współczesne „Keepin’ It Real” Larry’ego Platta. Trenerzy też już nie chcą pisać. Już raczej nigdy nie doczekamy się nic od Gregga Popovicha, nie napisze też już Nellie. Dziś wybierać możemy za to z ogromnej selekcji biografii i autobiografii – 27 lat to nagle doskonały czas na wydanie książki o swoim sukcesie – czytanie ich to jednak, jak chodzić do szkoły i mieć listę lektur, które musisz przeczytać. Ta Pippena była jeszcze niezła jako manifest. O Jokiciu miała ciekawe pierwsze sto stron, gdy byliśmy jeszcze w Serbii. Z resztą bywa trudniej. Mając więc w rękach nie-biografię autorstwa Sama Smitha i Jacksona zwolniłem jej miejsce, wysunąłem z rotacji, Maga i Horacio siedli na ławce – i postanowiłem przeczytać ją w ciągu kilku dni.
„Mistrzowie Gry. Historia NBA w 75 opowieściach o legendarnych zawodnikach” to lista 75 graczy, ale kończysz czytać ją bez denerwowania się tym, kto trafił na listę, kto nie. Jest to zwyczajnie jeszcze-jedna-taka-lista.
Każdy gracz otrzymuje w pierwszej części dosyć długie bio autorstwa Smitha, druga to rozmowa dwóch autorów – czasem dotyczy danej postaci, czasem drużyny, czasem ery, a często jest to Jackson wędrujący po swoim życiu i Smith próbujący trzymać temat wokół omawianej gwiazdy. Czasem ten dialog zajmuje tylko jedną stronę, czasem złoży się na cztery. To mi się podoba. To jest nawet coś, co szanuję, bo mieliśmy All-Starów, o których jedne i te same cztery zdania mogliśmy pisać przez ich całą karierę, a mieliśmy i takich, którzy stymulują do pisania o nich dłużej.
To nie powinna być książka – tylko podkast złożony z 8-10 części. Redakcja tej książki jest niestaranna. Praca jest chaotyczna, ale nie w ten sposób, w którym różne części wreszcie schodzą w jeden nurt, masz moment eureki i nagle wszystko rozumiesz. Gdzieś po trzech-czwartych czytania zwyczajnie zmęczyłem się pomysłem Smitha, zwłaszcza, że dopiero przed sobą miałem współczesność, o której Jackson już wcześniej zaznacza, że jej nie ogląda.
Ma jednak dobre momenty – dzięki Philowi. Dowiesz się o niedocenianych jego zdaniem guardach z lat 60. i 70. W częściach poświęconych Pippenowi, Jordanowi, Kobiemu i Shaqowi Jackson skupia się na psychologii. Opisy gry koszykarzy w kontekście er, w jakich grali, i sama próba przedstawienia zmienności czasów daje temu materiałowi kompleksowe spojrzenie – napisałem to zdanie, bo tak się chyba pisze recenzje. Między tym wszystkim P-Jax próbuje opowiedzieć, jak dotarliśmy do trójek, dlaczego boisko powinno być większe, którą ręką i z których miejsc nie lubił podawać Tim Duncan. Najbardziej wartościowym rozdziałem może być ten o nieco zgubionym dziś znaczeniu Dominique’a Wilkinsa. Wszystko to wydają się być jednak kwestie, które trafią tylko do małego procenta odbiorców – do geeków.
Moim ulubionym momentem jest wzmianka o Shaqu, który zdaje Jacksonowi solidną recenzję „Siddharty” Hermanna Hessego, innego pacyfisty, jednego z moich ulubionych autorów.
Tematem, który przewija się przez kolejne strony są sprawy rasowe – Jackson kładzie nacisk na to, by przypominać, że w Cincinnati nie pomagano Oscarowi Robertsonowi, bo w składzie-musiało-być-więcej-białych-graczy, albo że Russell nie chciał żadnych kibiców podczas uroczystości zastrzeżenia swojego numeru w Bostonie. Jackson wypada tu przyzwoicie, wracając do osobistych przejść koszykarzy sprzed lat. Nie ma na końcu znaczenia, czy to jego mea-culpa po kontrowersyjnych komentarzach na temat napisów na koszulkach koszykarzy w 2020 roku.
Proza Smitha nigdy mnie nie porywała. To przede wszystkim dziennikarz sportowy, który zaczynał jako dziennikarz śledczy. Tu nie miał szansy posprzedawać nieznanych wcześniej historii. Jackson z kolei próbował nie zranić uczuć swoich byłych koszykarzy, co na podpisanych przez niego stronach przytrafiało mu się wcześniej wielokrotnie.
Ta książka nie uratuje twojego życia. To nie jest „Sacred Hoops – Spiritual Lessons of a Hardwood Warrior” – niestety nigdy nie wydana w Polsce. Jeśli chcesz przeczytać Jacksona, przeczytaj „Jedenaście pierścieni” również wydane przez SQN. Natomiast co do „Mistrzowie Gry. Lista 75”? To skomplikowane.
Tak jakby gonił termin, jakby zabrakło czasu, żeby lepiej to zredagować. Może tym, czego zabrakło najbardziej było jeszcze dwóch-trzech innych trenerów, ale może zwyczajnie to nie powinna być książka, tylko podkast. Z drugiej strony w sobotę już nie włączyłem audiobooka i przyjazd Sutpena do miasta już przeczytałem sobie na stronach – i byłem zadowolony, że to zrobiłem.
Musisz lubić Jacksona, by kupić i przeczytać tę książkę – możesz jednak zatrzymać się w trakcie lub od razu chcieć przeskoczyć do jego opinii o kilku wybranych nazwiskach. Dlatego właśnie robi się takie listy, ale chyba nie dlatego czytamy książki.













Straszna bieda. Ciągle coś gadają nie na temat. Żeby to chociaż było ciekawe. Te ich dygresje. Ale głównie przewracałem oczami. Strzeżcie się. U mnie leży w kiblu i czasem jak idę na dwójkę, to coś tam zerknę. Od święta.