Bielas: Mock Draft 2026, 11-15

2
fot. YouTube

TOP5: Dybantsa, Peterson, Boozer, Wilson i Burries.

6-10: Acuff Jr., Flemings, Brown Jr., Wagler, Ament

11. Hannes Steinbach, Golden State Warriors

FORWARD/CENTER, wiek: 19.5, wzrost: 209 CM, waga: 112 KG, wingspan: 219 CM, standing reach: 274 CM

30 GP, 34.6 MPG, 18.5 PKT, 11.8 ZB, 1.6 AST, 1.1 STL, 1.2 BLK, 2.0 TOV, 57% FG, 34% 3PT, 1.8 3PTA, 75% FT

Golden State Warriors pozostają drużyną Stephena Curry’ego bez względu na upływ czasu i zapewne będzie tak do momentu, w którym legendarny zawodnik zdecyduje się na zakończenie kariery. Sytuacja z Jonathanem Kumingą udowodniła wszystkim, że organizacja z Kalifornii nie chce wciskać jeszcze przycisku reset i żyje nadzieją, że Curry, Draymond i wracający powoli do zdrowia Jimmy Butler mogą pokusić się o swój własny Last Dance i zdobycie mistrzostwa. Choć trzeba przyznać, że im mocniej przyglądamy się rosnącemu w siłę Zachodowi, tym trudniej jest uwierzyć w to, że leciwe trio będzie w stanie przeciwstawić się Thunder, czy też Spurs. Los nie był dla nich łaskawy i nie przeskoczyli w loterii o kilka pozycji do góry, ale swój jedenasty wybór i tak mogą spróbować odpowiednio spożytkować. Potrzebują wsparcia tu i teraz, a nie za kilka lat, dlatego logicznym wyborem pozostanie dla nich młody gracz, który nawet w swoim pierwszym sezonie będzie w stanie mieć swój wymierny wkład w zwycięstwa. Jeśli faktycznie pójdą tym tokiem myślenia, to ich wybór powinien rozbić się o Yaxela Lendeborga, Adaya Marę lub właśnie Steinbacha, a każdy z tej trójki mógłby poprawić jedną z największych bolączek Warriors, czyli zbiórki – Dubs w defensywie byli w minionym sezonie szóstą najgorzej zbierającą drużyną w lidze.

Pochodzący z Wurzburga Steinbach to taki trochę center uwięziony w ciele silnego skrzydłowego. Test oka pokazuje, że to jeden z najsilniejszych fizycznie zawodników w tej klasie, ale do pełni szczęścia wydaje się brakować mu właśnie 5-6 centymetrów i/lub lepszego wyskoku. Niezależnie jednak od tego, a może lepiej powiedzieć – pomimo tego – Steinbach podchodzi do Draftu jako jeden z najlepszych glass cleanerów ostatnich lat. Mistrz Europy U18 z 2024 roku bazuje tutaj bowiem nie wyłącznie na warunkach fizycznych, a przede wszystkim na odpowiednim timingu, genialnym ustawianiu się i rodmanowskim studiowaniu kątów rzutu. Do tego ma po prostu odpowiednie wyczucie i talent, bo bez tego nie byłby przecież w stanie zaliczać ponad 4 ofensywnych zbiórek w barwach Huskies. To taka light wersja Stevena Adamsa, choć wydaje się, że ma od weterana Rockets więcej pokładów talentu ofensywnego. Ten z kolei łączy ze wspomnianą potężną siłą pod koszem, ale także odrobiną finezji, gdy jest potrzebna i odpowiednim touchem. Jest szybki jak na swoją masę, w kontrataku wygląda wręcz jak rozpędzony pickup, a mobilność wykorzystuje będąc ciekawym partnerem w pick-and-rollu. Lubi transition, umiejętnie ścina, a drobniejsi rywale wydają się wtedy od niego odbijać jak bile na stole. Trafiał ponad 72% rzutów spod obręczy, będąc piekielnie efektywnym w tym miejscu, a rywale dążyli przede wszystkim do utrudnienia przekazania mu piłki. Na ten moment nie jest skrzydłowym/centrem rozciągającym grę, ale nie można odmówić mu chęci do próbowania. Jest to jednak zbyt mała próba, aby móc określić, czy te 34% jest faktycznie realne do osiągnięcia przy większym wolumenie. Na początkowym etapie kariery raczej nie. Rzuty mechanicznie nie wyglądają całkowicie tragicznie, jest tutaj pewna powtarzalność, ale powoli się do nich składa i potrzebuje więcej czasu na przymierzenie. Nawet tutaj widać jakby zbyt dużą siłę Steinbacha i niekiedy te próby przypominają wypuszczane rakiety ziemia-powietrze.

Pomimo tego, że łatka idealnego zbierającego mogłaby sugerować wysoką wartość w obronie, to jednak Steinbacha jakoś ciężko jest typować na pewnego defensora pod koszem. Bardziej to w tym aspekcie ktoś, kto dobrze będzie czuł się z pomocy, bo pomimo siły fizycznej nie wydaje się być postrachem pod obręczą. Kilka bloków dla uczelni miał i owszem, jednak skupiony na zbiórkach wydaje się odpuszczać kwestię zatrzymywania rzutów. Ciekawie natomiast wygląda jego acceleration, kiedy broni rogów boiska na radar, bo potrafi się tam znaleźć w mgnieniu oka. Do słabych stron można mu natomiast też zaliczyć zbyt długie zastanawianie i procesowanie akcji w tych momentach, kiedy miałby oddać piłkę, a także ubogi arsenał ruchów w post, kiedy nie ma otwartej drogi do kosza lub kiedy rywal matchuje się z jego fizycznością.

12. Aday Mara, Oklahoma City Thunder

CENTER, wiek: 21, wzrost: 221 CM, waga: 118 KG, wingspan: 229 CM, standing reach: 297 CM

40 GP, 23.4 MPG, 12.1 PKT, 6.8 ZB, 2.4 AST, 2.6 BLK, 2.0 TOV, 66% FG, 56% FT

To jeden z tych wyborów, które ostatecznie mogą zostać przehandlowane, bo wiemy jak bardzo tego typu rzeczy lubi Sam Presti, ale pisząc to po pierwszym meczu Finałów Zachodu, mając na uwadze problemy Cheta Holmgrena i potencjalnie utratę Isaiaha Hartensteina uważam, że OKC mogą jednak zastanowić się nad zostawieniem sobie tego miejsca. Zwłaszcza w momencie, kiedy okaże się, że dostępny jeszcze będzie ten jeden z najbardziej polaryzujących zawodników tego Draftu. Aday Mara spędził na uniwersytecie w sumie trzy lata, po dwóch pierwszych w barwach UCLA, sięgnął z Michigan po mistrzostwo jako jeden z kluczowych zawodników drużyny Dusty’ego Maya. W każdym z tych sezonów zaliczał widoczny progres. Ogólnie biorąc pod uwagę swoje umiejętności czysto koszykarskie, ale pracował też nad poprawą masy mięśniowej i koordynacji, a także przede wszystkim nad kondycją, która na tym etapie kariery w NBA może być jego największą bolączką. Jeżeli bowiem mamy centra, który w teorii ma stać się defensywnym fundamentem dowolnej drużyny, to nie może on być dostępny w meczu tylko przez plus-minus dwadzieścia minut.

Na tym polu poprawa również jest jednak widoczna i można raczej założyć, że Mara nie osiągnął jeszcze kresu swoich możliwości. To może być case podobny chociażby do tego Donovana Clingana, który na uczelni również miał problemy z graniem większych minut ze względu na kondycję, a teraz ma za sobą drugi sezon w barwach Blazers, gdzie meldował się na parkiecie średnio po ponad 27 minut na mecz. Mara pozostanie przypadkiem większego niż zwykle ryzyka, jednak na miejscach 10-15 wydaje się być dla co poniektórych ciekawą próbą wzmocnienia obecności podkoszowej. Bo też nie ma się co oszukiwać, takie warunki fizyczne nawet jak na NBA pojawiają się w Drafcie stosunkowo rzadko, a Mara wydaje się samą swoją obecnością zasysać przestrzeń wokół siebie. Chyba nie trzeba nikomu wyjaśniać jak to działa, kiedy masz 220 centymetrów pod koszem – urodzony w Saragossie Mara z miejsca stanie się jednym z pięciu zawodników z największym wingspanem w lidze. Hiszpan jest inteligentnym obrońcą, przedstawianym jako koszykarz z europejskim czuciem gry i odpowiednim instynktem. Patrząc na suche statystyki zbiórek można byłoby stwierdzić, że nie stara się w tym aspekcie przesadnie, ale też należy pamiętać, że w Michigan tworzył z Lendeborgiem i Johnsonem super defensywny frontcourt, gdzie każdy z nich był odpowiedzialny za zbieranie z tablic. Siłą rzeczy kilka zbiórek mogło mu wtedy uciec, ale kiedy patrzymy już na statystyki bloków, to wydawać mogłoby się, że z zasięgu jego ramion nie ucieka już absolutnie nic. 2.6 bloku na mecz, ponad 6.5 bloku na sto posiadań i obawy rywali o to, aby w ogóle znaleźć się w jego pobliżu. Zarówno w defensywie, jak i ataku Mara wykorzystuje dodatkowo coś, czego raczej nie można byłoby spodziewać się po zawodnikach z jego warunkami fizycznymi. Mowa tutaj o swego rodzaju lekkości na nogach i mobilności ułatwiającej mu zarówno bronienie, jak i atakowanie jako partner w pick-and-rollu. To też oczywiście nie tak, że Hiszpan jest jakimś Bogiem Szybkości ogólnie, ale już patrząc tylko i wyłącznie na pozycję i gabaryty można zapisać mu to w rubryce pozytywów, bo nie przypomina to w żaden sposób wozu z węglem, który zazwyczaj tego typu wysocy ciągną za sobą. Ze względu na wzrost i zasięg ramion jest też oczywiście naturalnym partnerem do rzucania lob passów, a ponadto nie boi się gry w post – choć tam raczej stara się bardziej korzystać na finezji i umiejętnościach technicznych, aniżeli na brutalnej sile, której mu w tych momentach może brakować. Jeżeli będzie dalej pracował nad grą w p&r, to za kilka lat będzie to jego najlepszy sposób na zdobywanie punktów.

Marę wyjątkowym nie czyni jednak tylko wzrost. Co prawda nie jest i nie stanie się nigdy typem stretch-five, bo w żaden sposób nie grozi rzutem zza łuku i groził nie będzie. Choć może stać się z łatwością celem hackowania, ponieważ mocno cierpi na linii rzutów osobistych. Wyjątkowy jest pod względem swojego playmakingu, który z czasem może przerodzić się w coś znacznie ciekawszego niż tylko 2-3 asysty na mecz. Uwielbia obsługiwać podaniami kolegów wykorzystując do tego przewagę wzrostu nad wszystkimi rywalami, co pozwala mu na łatwą ocenę miejsca i tego co dzieje się na parkiecie. Podanie do Mary w post i często zamiast masowania się pod koszem dostajemy mocne podanie na obwód albo do ścinającego – zachowajmy proporcje, ale jeżeli Alperen Sengun to Baby Jokić, to Mara może z czasem stać się Baby Sengunem. W NBA musi natomiast popracować nad ograniczeniem zbyt szybkich flashy podań, bo te zdarzają mu się zbyt często i prowadzą do niepotrzebnych strat. Jest tutaj naprawdę sporo do podziwiania. Być może tyle samo jest również do poprawiania, ale nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z kimś o specjalnej kombinacji umiejętności i warunków fizycznych. Ten brak rzutu zza łuku może co poniektórych trochę boleć, ale umówmy się – czasami center niech będzie po prostu centrem i skoro prawie zahacza czupryną o obręcz, to niech w jej pobliżu zostanie, a rywale niech próbują znaleźć na to sposób.

13. Labaron Philon, Miami Heat

GUARD, wiek: 20.5, wzrost: 189 CM, waga: 80 KG, wingspan: 198 CM, standing reach: 253 CM

33 GP, 30.9 MPG, 22.0 PKT, 3.5 ZB, 5.0 AST, 1.2 STL, 50% FG, 40% 3PT, 6.2 3PTA, 80% FT

Niech to będzie myślenie życzeniowe, ale Labaron Philon może być dużym beneficjentem szeroko rozumianego Heat Culture. Nie za wysoki i przesadnie lekki guard, który w swoim drugim roku dla Alabama Crimson Tide niemalże podwoił wszystkie swoje indywidualne zdobycze, stając się motorem napędowym swojej drużyny. Dysponuje prawdopodobnie jednym z najlepszych handlingów wśród wszystkich zawodników tegorocznej klasy. Fantastyczny Kyrie Irving vibe drybling. Nie ograniczony do poszczególnych ruchów w tym zakresie, płynnie łączy je w sekwencje, które pozwalają mu na efektywne penetrowanie strefy podkoszowej. Braków w atletyzmie nie zatuszuje, ale jeżeli gdziekolwiek będzie miał szansę na sukcesywne wzmacnianie ramy, nakładanie na nią masy mięśniowej i poprawianie siły, to właśnie w Miami. Dysponuje potrzebnym na najwyższym poziomie czuciem gry i feelingiem. Nie boi się trudnych rzutów w jeszcze trudniejszych momentach i bierze na siebie odpowiedzialność za zespół. O tego typu zawodnikach mówi się mental taf gaj i to też wypisz wymaluj wydaje się być idealnym dopasowaniem do koszulki ekipy z Florydy.

Dominuje w pierwszym kroku ze swoim przyspieszeniem i połączeniem tego ze wspomnianym dryblingiem. Mobilny w najlepszym możliwym znaczeniu swojego słowa, z wbudowanym przyciskiem start-stop, który pozwala mu na łatwe zmiany tempa i kierunku ataku. Pomimo małej ilości wnoszonych na parkiet kilogramów pozostaje guardem wyjątkowo mocno presującym obręcz i co ciekawe zostawiającym pod nią sporo zdrowia. Bardzo umiejętnie wymusza faule – 6 rzutów z linii na mecz trafianych ze skutecznością 80% – a do tego trafia 67% rzutów przy obręczy, co wydaje się być totalnym zaprzeczeniem jego warunków fizycznych. Oprócz dostawania się pod kosz żyje również z powodzeniem w midrange, a także przede wszystkim za łukiem. Zarówno w rzutach off-dribble, jak i w spot-up. Jako sophomore nie tylko zwiększył ilość oddawanych rzutów za trzy, ale również poprawił ich jakość i może pochwalić się 40% skutecznością w tych próbach. Zabójczy w prowadzeniu pick-and-rolli, które powinny być z biegiem czasu jedną z jego głównych broni i możliwości na otwieranie podań kolegom. Plus umiejętnie samodzielnie zdobywa tutaj punkty – trafiał ponad 51% rzutów w 237 tego typu posiadaniach. Stara się kreować łatwą ofensywę z dużą dozą kreatywności, co jest niejako reakcją na jego drybling, a przy tym pracował w ostatnich miesiącach nad ograniczeniem strat. Rozdawał po 5 asyst na mecz i seryjnie zdobywał punkty, ale wcale nie musi połykać piłki, aby być skutecznym i z powodzeniem może być też traktowany jako off-ball opcja w NBA.

Ogólnie niemal w każdym aspekcie gry można podkreślić jego progres względem pierwszego sezonu na uczelni – poza pracą w defensywie. Ze swoją nieustępliwością i chęcią walki nie można odmówić mu zaangażowania, ale po tej stronie parkietu jego fizyczne braki uderzają podwójnie. Dodatkowo oddanie mu piłki i większy udział w ataku spowodowały, że jego wartość w obronie powoli, ale systematycznie malała wraz z trwaniem sezonu. Jakby brakowało mu nieco paliwa na to, aby pozostać tam bardziej zaangażowanym. Ogólnie nie można zarzucić mu, że jest fatalnym obrońcą i abstrahując od jego słabych warunków fizycznych, trzeba przyznać, że może z biegiem czasu stanowić w obronie jakąś wartość, jednak musi tam przede wszystkim zachować skupienie oraz nauczyć lepiej pracować na zasłonach – tutaj po raz kolejny powinny pomóc mu dodatkowe kilogramy. Lekko czerwoną lampką może być natomiast jeszcze mechanika rzutu – co zabawne przy takich splitach rzutowych, jakimi mógł się pochwalić – ale z testu oka widać tutaj czasami pewną płaskość lotu piłki, co w połączeniu z niekiedy ledwo zauważalnym wyskokiem może się w NBA bardzo szybko i bardzo brzydko przeistoczyć w problemy ze zdobywaniem punktów.

14. Yaxel Lendeborg, Charlotte Hornets

FORWARD, wiek: 23.5, wzrost: 205 CM, waga: 109 KG, wingspan: 222 CM, standing reach: 275 CM

40 GP, 30.2 MPG, 15.1 PKT, 6.8 ZB, 3.2 AST, 1.1 STL, 1.1 BLK, 51% FG, 37% 3PT, 4.5 3PTA

Jeden z najstarszych zawodników dostępnych w tegorocznym Drafcie. O jego wieku zaraz, a na początek zacznijmy od dopasowania, bo zakres miejsc na których możemy znaleźć go w mockach waha się od miejsca 10 do nawet 20. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że Hornets nie będą już mieli możliwości jego wyboru, ale wydaje się, że odnalazłby się zarówno w Charlotte, jak również w Oklahoma City, czy w San Francisco, gdzie Warriors oczekują właśnie zawodnika gotowego do gry na już. Yaxel Lendeborg ma za sobą już kilka lat gry na uczelni, ale tylko ostatni sezon spędził w Michigan, gdzie razem z Adayem Marą i Morezem Johnsonem Juniorem stanowili o sile defensywnej drużyny, która ostatecznie cieszyła się z tytułu mistrzowskiego. Zacząłem od wieku, więc tutaj na chwilę się zatrzymajmy, bo trzeba patrzeć na jego prawie 24 lata na dwa sposoby. Z jednej strony przystępując do NBA w tak zaawansowanym wieku ma o wiele mniej czasu na rozwój i nie jest to żadne gigantyczne odkrycie. Z drugiej strony jako teoretycznie już bardziej ukształtowany gracz, powinien mieć zainteresowanym drużynom więcej do zaoferowania na już i to należy na pewno zaliczyć do jego mocnych stron w tym konkretnym przypadku. Jeżeli natomiast istnieje jakakolwiek trzecia strona, to trzeba też podkreślić to, co dało się dostrzec gołym okiem podczas wypowiedzi Lendeborga chociażby podczas konferencji prasowych. Ogólnie rzecz biorąc wydawało się, że pomimo blisko 24 wiosen na karku, ten pochodzący z Portoryko koszykarz cały czas pozostaje bardzo dużym dzieciakiem. Nie wiedzącym do końca co powiedzieć, jak się zachować i czy wypada przesadnie reagować na niektóre rzeczy. Może to tylko wrażenie, jednak jeśli pojawia się ono u wielu komentatorów, to istnieje możliwość, że jest poniekąd trafne.

Tak czy inaczej, jak dla mnie Lendeborg może pozostawać sobie 24-letnim dzieckiem TikToka tak długo, jak tylko robi to poza parkietem. Chociaż to byłoby nawet ciekawe doświadczenie, gdyby jakimś cudem trafił chociażby do takiego Miami z ich Heat Culture. Na miejscu jego agenta pociłbym się na samą myśl, że dziennikarz chce mu zadać jakiekolwiek pytanie. Odchodząc jednak od kwestii wieku i zachowania, skupmy się teraz na tym co może Lendeborg zaoferować swojej nowej drużynie, a mamy tych rzeczy naprawdę sporo. Przez ostatnie lata jego gra ofensywna ewoluowała z typowego agresywnego dunkera ze średnim atletyzmem do czegoś, co możemy nawet określić jako namiastkę playmaking-stretch-four. Lendeborg przede wszystkim dodał do swojego ofensywnego repertuaru rzuty za trzy, które w mistrzowskim sezonie Wolverines stały na poziomie 37% trafionych przy 4.5 próby na mecz. Te rzuty cały czas falowały i trzeba będzie je ustabilizować, ale jako open shooter wydaje się być ze swoimi warunkami fizycznymi ciekawą i wartą sprawdzenia opcją. Jeśli mowa o warunkach, to mamy tutaj naprawdę sporego i cholernie ciężkiego kloca, któremu ktoś nie wiedzieć czemu i jak, dał stosunkowo niezłe przyspieszenie i ponadprzeciętną mobilność. Tą wykorzystuje przede wszystkim w defensywie, gdzie pełnił rolę gracza od brudnej roboty. Co ważne, był z tego tytułu niezwykle dumny i sam podkreślał, że zawsze celuje w obronie w najlepszych rywali. Jest jednym z najlepiej switchujących defensorów w tej klasie, który może być z miejsca wykorzystywany w NBA jako obrońca w post i na obwodzie. Ze swoimi potężnymi barami i absolutnie fantastycznym wingspanem walczy o każdą, nawet najbardziej beznadziejną piłkę, również na atakowanej tablicy. Nieustępliwy, walczący do końca zawodnik, który będzie gonił każdego w transition, jeżeli będzie chociaż cień szansy na to, że jego wysiłki pozbawią rywala punktów. Można natomiast wytknąć mu niekiedy przysypianie w obronie i myślenie o wszystkim tylko nie o koszykówce na parkiecie. Tak jakby jego prawdziwa natura, która niekiedy pojawia się w wypowiedziach właśnie wtedy, brała górę.

Jeżeli chodzi o rozwój, to oprócz rzutów za trzy należy szczególną uwagę zwrócić również na jego playmaking. To między innymi właśnie umiejętne prowadzenie gry sprawiło, że Lendeborg wywindował się być może nawet do loterii – w poprzednim roku nie zrobił furory na kombajnie i ostatecznie do Draftu nie przystąpił, bo groziło mu miejsce raczej w okolicach czwartej lub piątej dziesiątki. Ma już wyrobiony lub wręcz wrodzony game – sense, który pozwala mu na wybieranie najlepszych momentów, czytanie akcji i ruchu graczy. Proste, ale skuteczne podania napędzające akcje powinny być całkowicie do przełożenia na realia NBA. Do mocnych stron należy mu również zaliczyć dobry jak na wysokiego gracza handling, a także generalnie dbanie o piłkę, co w przypadku rozwijających się skrzydłowych z zacięciem playmakingowym wcale nie jest takie oczywiste.

15. Cameron Carr, Chicago Bulls

GUARD, wiek: 21.5, wzrost: 195 CM , waga: 84 KG, wingspan: 214 CM, standing reach: 264 CM

34 GP, 33.7 MPG, 18.9 PKT, 5.8 ZB, 2.6 AST, 1.3 BLK, 49% FG, 37% 3PT, 6.1 3PTA, 80% FT

Jeżeli chicagowscy Bulls rzeczywiście postawią z czwórką na Caleba Wilsona, ale jakimś sposobem i tak stwierdzą, że chcieliby mieć w drużynie jeszcze więcej atletyzmu, to bardzo proszę – wchodzi on, cały na biało. Cameron Carr będzie odpowiedzią dla wszystkich tych, którzy w dzisiejszej NBA, coraz bardziej zdominowanej przez flashy freaky atletyzm i trójki szukają – no właśnie – atletyzmu i trójek. Ma za sobą trzy sezony na uczelni, dwa pierwsze do zapomnienia w barwach Tennessee Volunteers, gdzie wyszedł po cichu tylnymi drzwiami i ten jeden ostatni po przenosinach do Teksasu i tamtejszych Baylor Bears, gdzie wrócił oknem, razem z futryną i opadającymi wokół w hollywoodzkim stylu odłamkami szkła. Może mógłby być odrobinę wyższy, aby łatwiej żyć w NBA i na pewno powinien być nieco cięższy, ale i tak dostajesz w jego osobie dużo dobrego, a co najważniejsze dopasowanego do współczesnej koszykówki połączenia skillu, warunków fizycznych i atletyzmu. Niezależnie od tego, gdzie ostatecznie trafi, to ze swoją bardzo poprawną mechaniką rzutu i powtarzalnością, defensywnym upsidem i drugim najlepszym verticalem na kombajnie jest moim cichym kandydatem do piątki najlepszych pierwszoroczniaków w przyszłym roku, a w perspektywie czasu – zawodnikiem który będzie wskazywany jako ten, którego pominięto, a zobacz jakich gości wybrano przed nim.

Carr był w ostatnim sezonie jednym z głównych punktów ofensywy swojej drużyny, siejąc zniszczenie w swoich kolejnych rzutach zza łuku. 37% skuteczności na wysokiej próbie daje nadzieję na to, że przynajmniej utrzyma podobną skuteczność i miejmy nadzieję zwiększy jeszcze ich intensywność, bo oglądanie jego trafień zza linii trzech punktów to sama przyjemność. Z testu oka wygląda to na jeden z najwolniej opadających liści ostatnich lat i zanim człowiek się do tego przyzwyczai, to można przez moment zastanawiać się, czy akurat w momencie jego rzutu nie przycina się wideo, bo jest to tak bardzo powolny lot. Nie mylić z czasochłonnym releasem, bo ten pozostaje absolutnie  w normie. Trafia trójki spot-up, off the dribble, czy w pick-and-rollu, generalnie nie ma znaczenia również miejsce na parkiecie, z którego oddaje rzut. Ma mentalność strzelca, a dokładając do tego jego szybkość i przyspieszenie w transition, otrzymujemy zawodnika, który będzie beneficjentem jak najszybciej granej koszykówki. Przyzwoity drybling ułatwia mu częste wjazdy pod kosz, szybki pierwszy krok i bezproblemowe mijanie obrońców, a oprócz tego w wyjątkowo łatwy sposób radzi sobie z łapaniem rywali na wykroku i wykorzystuje każdy błąd w ustawieniu nóg i balansie ciała obrońców. Oprócz spektakularnych dunków może zaoferować również bogatą gamę layupów, czy nawet floaterów, kiedy pod obręczą zdaje się robić już zbyt ciasno nawet jak na jego możliwości. Jeden z najlepszych ścinających i egzekwujących po tym rzuty zawodników w tej klasie, dobrze byłoby zobaczyć go w drużynie umiejętnie i inteligentnie dzielącej się piłką.

W obronie sam rusza się płynnie i robi użytek ze swoich warunków fizycznych oraz atletyzmu, ale takie chociażby nawigowanie po zasłonach i generalnie skupienie, czy nawet powiedzmy – przywiązywanie wagi – do pracy po bronionej stronie parkietu musi zostać przypilnowane jako jedna z pierwszych rzeczy w nowych, dużo bardziej wymagających realiach. Na ten moment trudno charakteryzować go jako więcej niż przeciętnego obrońcę w NBA, ale jest na tym polu dużo możliwości jeżeli chodzi o rozwój, z których Carr może za kilka lat korzystać, stając się prawdziwym 3-and-D zawodnikiem. Największym zarzutem w stosunku do niego niech będzie ograniczony playmaking, a także braki jeżeli chodzi o siłę i ogólnie fizyczność. To pierwsze to na tym etapie jeszcze nie problem, bo Carr ma być przede wszystkim strzelcem. Ale już druga kwestia może być dla niego być albo nie być w strefie podkoszowej w dużo bardziej fizycznie nacechowanej lidze. Masa mięśniowa z biegiem lat powinna pojawić się naturalnie, ale to jego niecałe 84 kilogramy przy prawie dwóch metrach wzrostu to jednak duży i czerwony znak zapytania. Ja natomiast mam w tego typu przypadkach cały czas w pamięci to, w jaki sposób siłowo prezentował się przed przyjściem do NBA chociażby – zachowajmy jednak skalę przy porównywaniu tych graczy – Kevin Durant. Jego słynne już palone próby na ławce, gdzie nie mógł poradzić sobie z ciężarem 84 kilogramów miały być zwiastunem ogromnych problemów siłowych przez całą karierę, a okazały się nic nie wnoszącą do jego kariery ciekawostką, która według samego KD torpedowała ideę Draft Combine i przydatności niektórych badanych wyników. Cameronowi pozostaje zatem życzyć dużo białka w posiłkach i kariery choćby w połowie tak udanej jak ta Duranta.

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (1547): Słowo na M
Następny artykuł6G TV: Free Agency LeBrona

2 KOMENTARZE

  1. Mara moim zdaniem pojdzie w top 10. Mial bardzo dobry combine – pokazal na twardych liczbach ze jest naprawdę sprawny i szybki na nogach jak na swoj wzrost. Do tego wysokie koszykarskie IQ i świetne czucie do podan. Ogolnie rzadko spotykana kombinacja wzrostu i umiejętności. Ja bym go brał na pewno przed Steinbachem

    2