W zeszłym roku grali razem w Duke. Byli współlokatorami w akademiku. Obecnie są najlepszymi debiutantami w NBA i w pierwszym bezpośrednim spotkaniu na zawodowych parkietach stworzyli fantastyczne widowisko.
Cooper Flagg ewidentnie wyszedł na ten mecz będąc na misji. Nie tylko chciał pokonać swojego przyjaciela, ale też przypomnieć wszystkim, że to on jest najlepszym zawodnikiem draftu 2025. W czerwcu był niekwestionowaną gwiazdą swojego rocznika, w październiku pewniakiem do Rookie of The Year, ale dziś jest to już otwarta dyskusja.
Flagg nie miał najlepszego startu kariery, podczas gdy inni rookies prezentowali się wyjątkowo dobrze. To, plus rozczarowujące wyniki i problemy Dallas Mavericks, trochę zepchnęło go w cień. Nie pomagał także trener eksperymentując z ustawieniem go jako rozgrywającego. Ale z czasem został przesunięty na swoją pozycję i rozkręcił się, przypominając o ogromnym potencjale. Przejął rolę lidera drużyny pod nieobecność kontuzjowanego Anthony’ego Davisa i przejął pozycję najlepszego strzelca wśród debiutantów.
W jego przypadku jednak poprzeczka ustawiona jest niezwykle wysoko, dlatego popisy innych robią większe wrażenie i w ostatnim czasie to Kon Knueppel częściej ustawiany jest jako faworyt wyścigu po ROY. Imponuje niezwykłą efektywnością strzelecką, zdobywa niemal tyle samo punktów co Coop, a do tego pomaga swojej drużynie zaskakująco często wygrywać. Charlotte Hornets przyjechali do Dallas z serią czerech zwycięstw.
To też był wyjątkowy wieczór w American Airlines Center, ponieważ w przerwie meczu uhonorowano Marka Aguirre’a, wieszając jego numer #24 pod kopułą hali. Aguirre był pierwszym zawodnikiem wybrany z jedynką draftu przez Mavericks i do niego też należał klubowy rekord strzelecki debiutanta, który Flagg wyrównał w połowie grudnia (42).
Niemal idealne okoliczności dla młodego gwiazdora, żeby zrobić swój statement. Udowodnić kibicom, że mają nowego franchise playera, pokazać całej NBA, kto faktycznie jest najlepszym debiutantem i wygrać pierwszy ligowy pojedynek z przyjacielem ze studiów. Flagg stanął na wysokości zadania.
Rozegrał fenomenalne spotkanie, ciągnąc ofensywę Mavs, trzymając ich w grze i dając szansę zawalczyć o zwycięstwo na finiszu. Choć jeszcze na samym początku nie zapowiadało się na jego wielki występ, gdy w pierwszej kwarcie miał tylko dwa punkty. Tymczasem jego kumpel, a obecnie przeciwnik szybko rzucił 4 trójki. To na pewno dodało motywacji, jeszcze bardziej rozpalając w nim ogień rywalizacji. Drugą kwartę absolutnie zdominował i od tego momentu był nie tylko najlepszym debiutantem, ale zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na parkiecie.
Był nie do zatrzymania, co chwilę dostając się do kosza, ale i trafiał jumpery, które na razie jeszcze nie są jego mocną bronią. Teraz jednak czuł się tak pewnie, że na 33 sekund przed końcem pull-upem ze szczytu doprowadził do remisu. W całym meczu zanotował 3/5 zza łuku (po 3/17 w czterech poprzednich występach), przy samej obręczy ani razu się nie pomylił (8/8 w restricted area), w sumie trafił 69% z gry, wykorzystał też wszystkie 6 wolnych i skończył z 49 punktami. Najwięcej w historii NBA w wykonaniu nastolatka. Najwięcej wśród debiutantów od blisko siedmiu lat.
Ostatnie słowo należało jednak do Knueppla.
On także podjął wyzwanie w tym pojedynku, w którym często z Flaggiem pilnowali siebie nawzajem. Zaprezentował swój fantastyczny rzut trafiając aż 8/12 za trzy i również ustanowił swój strzelecki rekord z 34 punktami, z czego dwa ostatnie były na wagę zwycięstwa. W decydującej akcji przeciął podanie Flagga, Sian James – kolejny z byłych zawodników Duke – uratował piłkę i Kon popędził do kontry, po czym został sfaulowany przez swojego kumpla.
Flagg był gwiazdą wieczoru, ale Knueppel zabrał wygraną.
„To było po prostu szalone zakończenie fenomenalnego meczu. Był najlepszym graczem na boisku tego wieczoru. Prawdopodobnie najlepszym graczem, z jakim graliśmy w tym sezonie. Rywalizacja z najlepszymi sprawia po prostu frajdę, a bliskie relacje z nim dodatkowo wzmacniają ducha rywalizacji. To była naprawdę świetna zabawa”. Kon
Po tym meczu nie ma wątpliwości, że w pełni zasłużenie znajdują się na czele wyścigu o Rookie of The Year.
„To niesamowite. Nie chciałbym być w żadnej innej sytuacji. Oboje będziemy wspominać tę noc i cały ten rok do końca życia, będziemy o tym rozmawiać i tak dalej. To po prostu coś wyjątkowego, że mamy taką okazję”. Coop
Nie tylko oni zapamiętają tę noc. Zapisali się w historii: 83 punkty rzucone łącznie przez dwójkę debiutantów to najwięcej od 1971 roku.
A kto z nich zgarnie nagrodę?
„Obaj chcielibyśmy wygrać, ale o tym nie rozmawiamy. To był naprawdę niesamowity mecz. Myślę, że prawdopodobnie wyprzedzi mnie z 49 punktami i 10 zbiórkami, ale cóż, takie są realia. Taka nagroda to fajna sprawa, ale niezależnie od tego, kto ją dostanie, będę się cieszył”. Kon
Kiedy w 2024 roku Kon i Coop spotkali się na kampusie Duke, od razu znaleźli wspólny język. Zostali współlokatorami i mimo różnych charakterów, świetnie uzupełniali się nie tylko na parkiecie. Flagg jest większym bałaganiarzem i typem lubiącym przesiadywać do później nocy. Knueppel jest lepiej zorganizowany i uporządkowany, a do tego woli wstawać wcześnie rano. Połączyła ich miłość do koszykówki, rywalizacji i ciężkiej pracy. Mówiło się, że nikt nie w Duke nie trenował ciężej od nich. Mają podobne poczucie humoru.
Obaj też pochodzą z bardzo koszykarskich rodzin.
Na lokalnych boiskach Milwaukee nazwisko Knueppel znane jest od dawna. Kon Knueppel i jego trzej bracia na początku lat dwutysięcznych dominowali w turniejach 3-na-3. Znani jako „Latający Bracia Knueppel” wygrywali nie tylko regionalne zawody, również na szczeblu ogólnokrajowym.
Koszykówka była w tej rodzinie czymś naturalnym. Kon przekazał pasję synom, a podtrzymując tradycję, każdemu z nich nadał imię rozpoczynające się na literę K.
Najstarszy z piątki, Kon Knueppel II, początkowo nie był entuzjastą basketu. Zmieniło się to dopiero, gdy poznał grę „NBA Jam”. Podniebne wsady i płonące rzuty, sprawiły, że zaczął dużo chętniej brać pomarańczową piłkę i wychodzić na boisko, które za domem stworzyli rodzice. Zresztą, nawet w salonie mają zawieszony kosz, bo nie tylko tata jest maniakiem tego sportu.
Mama Chari zakończyła swoje występ w lidze akademickiej na pierwszym miejscu listy najlepszych strzelczyń w historii uczelni Wisconsin–Green Bay. Jej brat miał nawet epizod w NBA, a potem wyjechał do Europy i może pochwalić się całkiem udaną karierą. W swoim dorobku ma między innymi trzy mistrzostwa Polski i występy w naszej reprezentacji. Jeff Nordgaard został wybrany dopiero pod koniec drugiej rundy draftu. Jego siostrzeniec już z czwartym numerem. Co więcej, po zaledwie dwóch meczach Kon miał więcej minut spędzonych na pakietach najlepszej koszykarskiej ligi świata niż wujek.
Również Copper od małego przesiąknął koszykówką. Mama Kelly była gwiazdą Uniwersytetu Maine i grała w turnieju NCAA. Potem zajmowała się trenowaniem licealnej drużyny dziewcząt, a w wolnych chwilach podobno nieustannie włączała DVD z mistrzowskiego sezonu Boston Celtics 1986. Tata Ralph także był w drużynie swojej uczelni, a po zakończeniu studiów regularnie uczestniczył w rozgrywkach lokalnych lig. To na jednym z takich meczów poznał swoją przyszłą żonę. Później często zabierał synów na halę. Coop wspomina, że nauczył się etyki pracy, gdy późnymi wieczorami lub o świecie towarzyszył tacie, zbierając dla niego piłki. Do tego nieustannie rywalizował ze swoim starszym bratem i bliźniakiem Ace’m.
Flagg oczywiście pojawił się w Duke już jako wielka gwiazda, której z niecierpliwością wyczekują w NBA, ale jak twierdzi Knueppel, mimo całego tego zamieszania, jest po prostu normalnym gościem.
„Sposób, w jaki postrzegamy grę, zawsze był dość podobny. Kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy na kampus, pomyślałem sobie: tak, jest między nami chemia, ale poza tym to po prostu dobry, normalny gość. Oczywiście ma miliard obserwujących i wszyscy go znają, ale poza boiskiem jest normalnym facetem i to cenię najbardziej. Nie traktuje nikogo z góry”.
Kon dobrze czuł się w roli tego drugiego u boku Flagga. Nie przeszkadzało mu, że nazywano go „Robinem”. Starał się jak najlepiej uzupełniać swojego kumpla. Korzystał z uwagi, jaką obrona poświęcała Cooperowi, używając swojego wyczucia gry, boiskowej mądrości i zabójczego rzutu. Mimo że kiedyś był fanem „NBA Jam”, w jego koszykówce nie ma fajerwerków, przeważa efektywność. Jak sam mówi, najbardziej ceni regularną solidność – nie zawsze będziesz miał super występy, nie zawsze będziesz gwiazdą meczu, ale zawsze możesz być przynajmniej dobry.
Był bardzo dobrym drugim strzelcem drużyny średnią 14.4 punktów. Ale też kimś więcej niż tylko snajperem, jak był postrzegany jeszcze na starcie sezonu akademickiego. Początkowo w mock draftach znajdował się za loterią, ale udanym sezonem zapracował na duży wzrost swoich notowań. Ostatecznie został wybrany tylko trzy numery po swoim przyjacielu, który nie krył radości, przerywając wywiad, gdy usłyszał kogo wybierają Charlotte Hornets.
Flagg był niekwestionowaną gwiazdą Duke rzucając 19.2 punktów, ale przy każdej okazji chwalił Knueppla. Jeszcze w czasie studiów mówił:
„Ufam mu na boisku bardziej niż komukolwiek, z kim grałem. Jest bardzo wszechstronnym graczem. Wszystko robi tak perfekcyjnie, jest tak dobrym kolegą z drużyny i tak walecznym, że łatwo się z nim gra”.
Stworzyli rewelacyjny duet, który poprowadził ekipę Blue Devils do bilansu 35-4. To był bardzo mocny skład, bo przecież jeszcze trzech ich kolegów również wybrano w zeszłorocznym drafcie (Khaman Maluach #10, Sion James #33, Tyrese Proctor #49). Nie udało im się jednak zdobyć mistrzostwa. Zostali zatrzymani w Final Four.
W Duke narodziła się przyjaźń, a dziś na parkietach NBA zaczyna się fascynująca rywalizacja, której pierwszym rozdziałem jest walka o Rookie of the Year.
Za kilka miesięcy przekonamy się, który z nich zdobędzie nagrodę, ale niezależnie od tego, obaj mogą zapisać się w historii, bo jeszcze nigdy koledzy z uczelni nie zajęli pierwszych dwóch miejsc w głosowaniu na najlepszego debiutanta.













Właśnie na DAZN zaczął się mecz Kansas – BYU, Peterson kontra Dybantsa 🙂