Czy Kevin Love i Cleveland Cavaliers (David Blatt) mają ze sobą problem?

9
fot. ZUMAPRESS.com / NEWSPIX.PL
fot. ZUMAPRESS.com / NEWSPIX.PL

Piotr Sitarz

Nie trzeba być fachowcem, aby dostrzec i zrozumieć jak duży wpływ na komfort gry LeBrona Jamesa miał i wciąż ma spacing.

Rozstawienie pozostałej czwórki względem kozłującego Jamesa i to jakie “gravity” (przyciąganie obrońców) generują, spełnia oczekiwania trenera, analityków i samych koszykarzy. To logiczny i zgodny z naturą koszykówki XXI wieku efekt posiadania na parkiecie nie tylko dwóch bardzo dobrych strzelców na obwodzie, ale przede wszystkim rozciągającego pole gry silnego skrzydłowego. Czy to nie stretch-four decyduje o spacingu i zapewnia odpowiednią ilość miejsca? W rzeczy samej. A to czy robi to pracując na obwodzie w coraz bardziej popularnym ustawieniu 4-1, czy też we wschodzącym, ekstremalnym 5-0, zależy od jego predyspozycji do gry na środku.

W swoim ostatnim sezonie w Toronto Chris Bosh według SynergySports zdobywał w post-up świetne 1.11 punktu na posiadanie. Rok później, grając już w Miami jako fałszywy center, z meczu na mecz oddalał się od kosza, a ponad 50% jego rzutów stanowiły jumpery z midrange i z dystansu po pick-and-popach. Bosh był pierwszym mainstreamowym stretch-four – wtedy jeszcze z Zydrunasem Illgauskasem grającym w 51 meczach sezonu 2010/11. Wtedy skuteczność Bosha na obu blokach spadła do 0.89 punktu na posiadania, plasując go już nie w czołówce ligi, a w jej środku.

9 marca 2011 roku Bosh mówił tak:

“Muszę wrócić do miejsc na parkiecie, w których czuję się komfortowo. Na razie w nich nie bywam. Wiele rzeczy jest dla mnie nowych. Muszę śmielej domagać się podań do miejsc gdzie czuję się dobrze. Jestem efektywny w post-up i to właśnie tam potrzebuję dostawać piłkę. Muszę być bardziej stanowczy, aby otrzymywać ją częściej”

Bosh przez następne 4 sezony nie był post-up graczem w NBA. Koniec historii.

Analogicznie może stać się z Kevinem Love, który podobną kampanię w mediach zaczął jeszcze przed tym sezonem:

“Całe życie byłem graczem inside-out. Im więcej posiadań bliżej kosza, tym lepiej. Nie przywykłem do zaczynania meczów rzutem za trzy. “

Historia szybko umarła, bo już w sezonie regularnym nowy trener Cavaliers David Blatt zaczynał niektóre mecze dogrywając piłki do grającego w post Love’a, a nawet tak organizował atak, aby w pierwszej kwarcie opierać ofensywę na grającym tyłem do kosza silnym skrzydłowym.

Jednak drugie uderzenie przyszło mniej więcej cztery lata po słowach Chrisa Bosha:

“Słyszałem, że ludzie tak mnie nazywają, ale nie jestem stretch-four. Jestem post-up graczem, który potrafi rzucać. Obecnie robię to, co muszę. Dobrze, źle, przeciętnie, gram tak jak tego ode mnie wymagają. Dzisiaj grałem na obwodzie.”

Ci pochopni zaczęli zastanawiać się w jakim mieście Kevin Love zagra w następnym sezonie i dlaczego nie będzie to Cleveland. Ci spokojni oglądali NBA dalej.

Love ze wszystkich ludzi na świecie najlepiej wie jakim jest graczem, co lubi robić na parkiecie, gdzie czuje się dobrze i w jaki sposób pomaga swojej drużynie. Jednak wydaję się nie dostrzegać, że obecni Cavaliers nie muszą przechodzić przez post-up w ataku. Po tej stronie parkietu Cavs mają inne priorytety i niestety Love jest w najlepszym wypadku trzecią ofensywną opcją, często czwartą – za J.R Smithem, a nawet piątą, gdy LeBron łączy się w pick-and-rollu z Timofiejem Mozgovem. Pomysł Blatta na spotującego na obwodzie Love’a, to nie pomysł, ale w takim razie dlaczego Kevin Love – pomimo jeszcze (!) nieokreślonej roli – jest istotną częścią ataku Cavs?

Przejdźmy na chwilę do Los Angeles Clippers.

Przed niedzielnym powrotem Blake’a Griffina Doc Rivers na nowo zbudował atak swojej drużyny, wstawiając do piątki Spencera Hawesa i grając z ławki Hedo Turkoglu. Ten niby smallball, a na pewno stretchujący skład, z DeAndre Jordanem pod koszem wygrywał mecze i od 9 lutego aż do niedzieli miał 6 atak w lidze – bez swojego najlepszego strzelca – zdobywając 106.1 punktów na 100 posiadań. Chris Paul miał MVP miesiąc z 53.5% skuteczności z midrange z lewego i prawego łokcia, rzucając po zasłonach od Jordana.

Tak wyglądał spacing Clippers w środowym meczu z Oklahomą City Thunder ze stretch-four na parkiecie:

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

A tak już w niedzielnym meczu z Houston Rockets:

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

To wciąż fantastyczne rozstawienie graczy z dwójką wysokich bez rzutu za trzy, ale w sporcie pewne rzeczy się maksymalizuje. Akcja i tak zakończyła się zdobyciem punktów, ale co gdyby Griffin trafiał 40% z lewego rogu?

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

To powyżej to wizualizacja tego jak Chirs Paul mógłby prowadzić jeszcze lepszy atak Clippers ze stretchującym Griffinem.

Zwróć uwagę na dwa okręgi w lewym dolnym rogu. Czerwony, to prawdopodobne miejsce obrońcy (Terrence Jones), żółty to Blake Griffin jeszcze bardziej poszerzający pole gry. Biorąc pod uwagę, to jak ciasno w tym meczu bronili Houston Rockets całkiem możliwe, że Jones zostałby w tym samym miejscu, ale z drugiej strony analityka Rockets i doskonała znajomość wartości punktów z narożników parkietu oraz fakt jak bronili Kevina Love’a 1 marca, skłania do przeciwnego wniosku.

Spacing pomaga drużynom grającym pick-and-rolle, a Clippers grają ich dużo. Dlatego w tej akcji gdyby Jordan stawiał zasłonę dla Paula, dobra obrona Beverley-Motiejunas nie dopuściłaby do drive’u point-guarda, a dwa – nawet gdyby mu się to udało, to Terrence Jones i tak kontestowałby ten rzut.

Teraz wyobraź sobie, że Jones jest ustawiony tak jak niżej. Że stoi w czerwonym okręgu:

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Przeciwko Clippers, Rockets tak jak w akcji powyżej (przedostatnie zdjęcie) bronili pick-and-rolle wychodząc za DeAndre Jordanem. Motiejunas rzadko zostawał w paint. Spróbujmy przewidzieć co stałoby się gdyby Jordan zamiast wyjścia po piłkę na obwód, postawił tzw. backscreen na średnim w obronie bez piłki Jamesie Hardenie? Wróćmy się do zdjęcia wyżej:

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Przyjmując wszystkie zmienne, czyli ustawienie Jonesa, wyjście Motiejunasa i zasłonę Jordana, Matt Barnes mógłby ściąć pod kosz (60% w tym sezonie po ścięciach) i po podaniu od Paula zdobyć łatwe punkty. Oczywiście całkiem możliwe, że doszłoby do przekazanie w obronie, ale sam widzisz jak wiele zmienia obecność stretch-four na parkiecie. A to przecież pojedyncze posiadanie i zaledwie jeden przykład!

Wracając do Cleveland.

Spójrz raz ile miejsca ma rozpoczynający penetrację James i gdzie ustawiony jest Kevin Love (lewy róg parkietu) oraz zwróć uwagę na odległość Motiejunasa od Mozgova.

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

James nie miałby szans dostać się pod kosz, gdyby na miejscu Love’a stał Griffin, nieprawdaż?

Nie twierdzę, że Clippers bez Griffina byliby lepsi. Przeciwko Rockets – być może nie przez cały mecz, ale na pewno w czwartej kwarcie – Griffin rozciągał grę stojąc w high-post czy nawet na obwodzie i zawsze zabierał ze sobą obrońcę. Clippers bez rzutu za trzy od Griffina i tak grają najszerzej jak mogą. Jednak pewne rzeczy byłyby łatwiejsze. I właśnie to gwarantuje Kevin Love.

Cavs w lineupach z Thompsonem i Mozgovem, czyli w ostatnich dwóch meczach przeciwko Magic i Heat (92:106) wciąż byli zespołem z siłą w ataku, ale wystarczy spojrzeć na to ilu graczy Miami Heat miał wokół siebie James gdy na początku wczorajszego meczu grał w post-up. Nie został podwojony, ale w momencie rzutu aż czterech ludzi z Miami mogło kontestować jego rzut.

Love w dużej mierze odpowiada za to, że z 25 drive’ów Cavaliers na mecz, aż 19 przypada na parę James – Irving. Obydwaj nie penetrowali tak dużo i tak skutecznie w żadnym swoim sezonie w lidze. James nawet w Miami rzadziej dostawał się pod kosz. Obydwaj trafiają ponad 50% rzutów po drive’ach i generują ponad 23 punkty, podając wewnątrz paint lub odgrywając do… Kevina Love’a. Nie byłoby oblężenia paint bez spacingu. Nie byłoby spacingu, bez Kevina Love’a. Dla porównania: Clippers są na 27 miejscu w kategorii drive’ów pod kosz. Interesujące…

Ale to wszystko mógłby zapewniać gracz zarabiający 8-10 milionów dolarów z lepszą obroną pod koszem pogodzony z rolą catch-and-shootera i gracza pick-and-pop. Nie, nie James Jones. Jednak nie o to w tym wszystkim chodzi, bo Kevin Love, dobrze wykorzystany Kevin Love, to game-changer w playoffach.

Tutaj zaczyna się temat Blatta i to jakie ma szczęście, że 4 z 5 graczy pierwszej piątki potrafi samodzielnie wykreować sobie pozycję do rzutu.

Tym czwartym jest Love i jego gra w post-up, ale o tym za moment. Spodziewaliśmy się, że z niemal doskonałym przeglądem pola Cavs będą grali motion offense, z ruchem piłki jakiego dawno nie widziano w tej lidze. Osobiście, w marcu nie mogę powiedzieć, że David Blatt z tą grupą ludzi spełnił moje oczekiwania. Nie tylko przez pryzmat gorszego niż rok temu Love’a, ale też w sposobie w jaki Cavaliers grają.

Statystycznie to Cavaliers są najbardziej izolacyjnym zespołem w NBA. Mogliśmy się tego spodziewać po Thunder, po Lakers, po Raptors, ale nie po drużynie, której najlepszy gracz cztery lata spędził w środowisku opartym na altruizmie, wręcz prowadząc kult ostatniego podania.

James wielokrotnie podkreślał wielką rolę dzielenia się piłką i zachowania płynnego rytmu w ofensywie. Tymczasem Cavaliers są dopiero 14. drużyną ligi w asystowanych celnych rzutach i dopiero 17. w ilości wykonanych podań w meczu. O tym, że Cavs Davida Blatta nie są ruchliwi w ofensywie świadczy też mała ilość ścięć w stronę kosza, co w zespole z takim slasherami jak James, Smith, Shumpert powinno być naturalnym sposobem zdobywania punktów. Zresztą co jak nie spacing otwiera pole dla ścinających? Kolejny plus dla Kevina Love’a.

Z odtworzeniem spacingu z izraelskiego Maccabi David Blatt nie miał problemu, bo ten zespół został stworzony do szerokiego grania i sam narzuca takie, a nie inne ustawienie optymalnej piątki.

Inaczej wygląda sytuacja, jeśli spojrzymy na to ile ruchu bez piłki generują Cavs. Według SynergySports zagrali w tym sezonie tylko 210 posiadań kończąc akcję rzutem po wyjściu po zasłonie. Niby Cavs nie mają takich strzelców jak np. J.J Reddick, ale czy J.R Smith nie mógłby być takim graczem?

Cavs nie ścinają, nie wychodzą po zasłonach i w konsekwencji nie biegają. Wg nba.com tylko Clippers przebiegają mniej mil w meczu niż zawodnicy Blatta. Nie ma mowy o motion-offense. Nie tym razem.

Ta statyczna koszykówka i tak jest fun-2-watch. Swego rodzaju iluzja i statystyczne zakłamanie, sprawiają, że na pierwszy rzut oka Cavaliers są zespołem pick-and-roll/pop, przesuwającym się w zgodzie z przemieszczającą się piłką. Niemniej nie tego oczekiwaliśmy i nie tak to wygląda, aczkolwiek istnieją wyjątki od reguły:

Co David Blatt może zrobić przed i w trakcie playoffów?

Daleko mi do doradzania komukolwiek prowadzącemu własną drużynę koszykówki, ale spróbujmy.

Wraca kwestia Love’a w post-up. To w tej chwili drugi najlepszy gracz ligi w grze tyłem do kosza, z minimum 100 posiadaniami zakończonymi w ten sposób. Zdobywa prawie punkt na posiadanie grając w low-post… uwaga… częściej niż w ostatnim sezonie w Minnesocie.

Jestem opętany doskonałym spacingiem i stawiam analitykę oraz efektywności ponad upodobania poszczególnych graczy, dlatego gra w post-up nigdy nie wydawała mi się niezbędna. Jednak potrafię zrozumieć, że Kevin Love czułby się lepiej, a co za tym idzie grałby lepiej i skuteczniej, gdyby na parkiecie grał jak klasyczny power-forward, od czasu do czasu oddający rzut za trzy. Jedyne co mnie męczy, to dlaczego gracz kończący w post-up prawie ćwierć wszystkich posiadań, miałby między wierszami dawać do zrozumienia, że co? Chciałby grać tam więcej?

To prawda, że Love nigdy nie powiedział wprost: chcę piłkę w low-post!, ale ogólny wydźwięk i narracja prowadzona przez media ma dokładnie taki charakter.

Niemniej w Cleveland nie ma miejsca i czasu na poświęcanie trzech punktów, kosztem ciężkich rzutów w post-up. Jeśli Love chce dostawać touches jak pierwsza opcja, to niestety jest w złym miejscu.

Nie oznacza to, że powinien rezygnować z gry na bloku. Czuje się tam dobrze, jest skuteczny, a Cavs mają doskonały spacing, sprzyjający takiej grze i naturalnie ograniczają ryzyko podwojeń. Zresztą, pozostałe zespoły w lidze nie są jeszcze w pełni świadome zagrożenie generowanego prze Love’a w low-post. Nie będę zaskoczony, jeśli w playoffach Love będzie grał jak drugi najlepszy gracz swojego zespołu.

Kolejna rzecz… W ostatnim sezonie w Minnesocie Love trafiał 40% rzutów za trzy w akcjach catch-and-shoot. W tym 37% co i tak jest wynikiem lepszym niż ligowa średnia wśród silnych skrzydłowych. Tyle tylko, że obecnie robi to jako spot-up shooter, czekając na piłkę – tam gdzie już wszyscy wiedzą, że czeka – lub odskakuje po postawieniu zasłony. W Timberwolves 13/14, w 10. ofensywie ligi, Love nie tylko był maszyną 25/15, ale też jako – przynajmniej tak wydawało się ludziom w organizacji – franchise-player napędzał ofensywę Wolves, często grając jako off-forward, jako wyższa i jaśniejsza wersja Ray’a Allen,a wychodząca po zasłonach w zagrywkach naprawdę zaplanowanych przez Ricka Adelmana. Tam nie było przypadku.

Wydaje się, że w Cleveland widzieliśmy parokrotnie podobne akcje. W ubiegłym sezonie Love jako off-forward, zdobywał 1.12 punktów na posiadanie. Te akcje stanowiły 6% jego ofensywy. W tym sezonie Love zagrał tak 43 posiadania, kończąc 39% z nich, zdobywając przy tym 0.91 punktów na posiadanie. Przy czym udział akcji off-screen w całości jego ataku spadł do 4%.

Cleveland Cavaliers nie sprowadzili Kevina Love’a tylko po to, aby zapewniał im spacing, więc tym bardziej dziwi dlaczego efektywne sposoby zdobywania punktów są zamiatane pod dywan. Przecież uruchomienie Kevina Love’a może tylko pomóc Cavaliers, chociażby dlatego, że więcej graczy w ruchu sprzyja popełnianiu błędów przez obronę rywala.

Tak jak pisałem wcześniej, Cavs nie zdobywają punktów po zasłonach, a sam Love częściej gra jako spot-up shooter (1.13 punktu na posiadanie). Nie ma nic złego – jak to się ostatnio przedstawia – w czekaniu na piłkę w rogu, ale aby strzelec był skuteczny, akcja zespołu musi dążyć do odsunięcia obrońcy od czekającego na piłkę partnera.

Jak robią to Cavaliers?

Po pierwsze spacing, po drugie penetracja Jamesa, po trzecie trzy punkty. Cavaliers generują ponad 21 niekontestowanych trójek na mecz. Kevin Love takich rzutów oddaje blisko 5 w każdym spotkaniu, trafiając na 38% skuteczności. Z lewego i prawego rogu, to odpowiednio 36% oraz 37.5% – to poziom średniej ligowej i każdego stretch-four w lidze.

W playoffach trenerzy przeciwnych drużyn będą mieli problem – zwłaszcza tych ekip słabiej broniących pick-and-rolle – jak pogodzić obronę w paint z tą na dystansie. Nawet całosezonowe kłopoty Love’a ze skutecznością nie zachęcają, aby zapominać o nim gdy czeka na piłkę.

Zbliżając się do końca. To czego równie gorąco oczekiwaliśmy to pick-and-rolle/pop Irving/James – Love. W normalnym pick-and-rollu, jeśli wysoki nie potrafi rzucać, to nawet średnia obrona poradzi sobie z tą akcją. Ale, co jeśli big-manem jest Kevin Love? Możesz przechodzić pod, nad zasłoną, możesz switchować, możesz trapować gracza z piłką, ale koniec końców utalentowany duet np. Irving – Love będzie miał przewagę. Bo pierwszy może penetrować i podawać, a drugi rolować do kosza oraz rzucać:

Cleveland Cavaliers i Kevin Love są w sytuacji win-win. Ci pierwsi – być może wiedzą – że nie muszą wydawać ogromnych pieniędzy na power-forwarda, jeśli David Blatt w takiej roli wyobraża sobie Kevina Love’a w następnych latach.

Ten drugi, w każdym innym zespole ligi będzie zarabiał maksymalne pieniądze prawdopodobnie jako pierwsza opcja w zespole. Niemniej każdy trener w NBA chciałby mieć trzeciego gracza na 16 punktów i 10 zbiórek co noc, ze skillsetem jak żaden inny wysoki na świecie i tylko to co robił w Minnesocie przeszkadza przynajmniej mi akceptować przemianę jaką przeszedł w Cleveland.

Kevin Love wygląda na nieszczęśliwego, a czy David Blatt i LeBron James zamierzają coś z tym zrobić, dowiemy się w drugiej połowie kwietnia.

Poprzedni artykułPowrót Paula George’a pod coraz większym znakiem zapytania
Następny artykułStartuje NCAA Tournament – Przemek Karnowski z Gonzagą grają!

9 KOMENTARZE

  1. Tylko jedna rzecz, tu nie chodzi o grę na bloku. Love może w ataku robić wszystko i akurat tradycjnie w post grał bardzo rzadko – chodzi zwyczajnie o robienie czegoś innego niż stanie w rogu i czekanie na piłkę :) W tej chwili chłop się w Cleveland marnuje, tam potrzeba Andersona a nie człowieka, który sam jest w stanie zrobić atak na poziomie top10 (jak wspomniany sezon wilków pod Adelmanem).

    Lubię to: 0
    • Hola hola, Love nie stworzył sam ataku na takim poziomie. Love miał oczywiście bardzo duży wpływ na to, że atak funkcjonował tak dobrze, ale atak stworzył w/w Adelman, który idealnie Kevina w swoją koncepcję wpasował i w którym Love był bardzo efektywny. W corner offense Adelmana było bardzo dużo ruchu wszystkich zawodników, zasłon, ścięć itd. m.in. dlatego Love miał tyle okazji do takich rzutów i dlatego sobie tak radził. Ofensywy Adelmana zawsze się świetnie oglądało, bo opierały się na ruchu zawodników, bieganiu i podaniach. W przypadku Wolves posiadanie Rubio na PG specjalnie nie przeszkadzało ;) bo chociaż Ricky ma problem z punktowaniem to jego umiejętność znajdowania ścinających pod kosz i wolnych zawodników była tutaj niezbędna. Love grozi rzutem za 3, z mid-range, dobrze gra w post-up i umie ściąć pod kosz – jest idealnym zawodnikiem do systemu który zaproponował Adelman, praktycznie każdy aspekt jego gry był wykorzystywany i bardzo pasowali do siebie z Rubio. Krótko mówiąc – Love był główną bronią rażenia w ataku stworzonym przez Adelmana, który był jakby pod Love’a skrojony :) Mało tego, zespoły Adelmana przeważnie radziły sobie dobrze w ataku, a słabo w obronie i drużyny, które prowadził bardzo często miały ofensywę blisko top10 ligi. Wyjątkiem są chyba dwa sezony Rockets, gdzie mieli bardzo dobre defensywy, a średni atak. Co innego obrona, ale tutaj o niej nie mówimy ;)

      Lubię to: 0
  2. W moim małym rozumku widziałem Love jako idealne uzupełnienie LBJa. Catch and shoot gdy LeBron jest na parkiecie a post up gdy LeBron odpoczywa po trudach 1 kwarty. Wszystko rozbija sie o to czy Cavs beda chcieli dać Love max kontrakt i czy on zaakceptuje swoją nowa role.

    Lubię to: 0