Flesz: Trail Blazers próbują zastąpić Wesa Matthewsa, SVG pokazał coś NBA i Warriors, 33 punkty CP3 w wygranej w Oklahomie

5
fot. David Blair / Newspix.pl
fot. David Blair / Newspix.pl

Dziesięć meczów rozegrano ostatniej nocy w NBA. Historią jest oczywiście Chris Paul, który na jednym kolanie poprowadził Los Angeles Clippers do wygranej w Oklahomie. Znany jest też już przewidywany timeline powrotu Kevina Duranta – stanie się to za 1-2 tygodnie.

Tymczasem Golden State Warriors powiększyli do 1.5 meczu swoją przewagę nad Atlantą w wyścigu o przewagę parkietu w Finałach NBA. Powiększyli już też do 6.5 meczu przewagę nad drugimi na Zachodzie Memphis Grizzlies. Hawks i Grizzlies niespodziewanie przegrali w środę swoje mecze – odpowiednio – w Denver i w Bostonie. Grizzlies są tylko 5-5 w ostatnich 10 spotkaniach.

I jeżeli sezon miałby zakończyć się dziś – Warriors graliby nie z Oklahomą, ale z New Orleans Pelicans.

W poprzednim sezonie tylko startujący lineup Indiany Pacers rozegrał więcej minut (1468) niż pierwsza piątka (42-20) Portland Trail Blazers (1373). W tym sezonie kontuzja Robina Lopeza sprawiła, że żelazna piątka Portland rozegrała tylko 629 minut. W czwartek kontuzja Wesa Matthewsa zamknęła póki co ten rozdział i pozostawiła Trail Blazers z dużym problemem. Ponieważ w zeszłym sezonie ten lineup był +7.4 PER 48-minut, a w tym jeszcze lepsze +10.2. Oczywiście nie było żadnego innego lineupu w NBA, który w obu ostatnich sezonach był minimum +7 PER-48 przy minimum 300 rozegranych minutach. Każda kolejna minuta tego lineupu zdawała się działać na korzyść Trail Blazers – ich przechodzenie z obrony do ataku i ball-movement był „rzeczą”, a polowanie na trójki często kończył Matthews wyjmujący strzałę z kołczana.

Teraz Trail Blazers muszą wprowadzić do piątki pozyskanego z Denver Arrona Afflalo i liczyć na to, że z ławki wykluje się ktoś kto ukradnie serce Terry’ego Stottsa. To wszystko nie będzie łatwe i czas nagli.

Trail Blazers rozegrali póki co tylko dwa mecze w nowym składzie. W ostatni weekend Afflalo trafił 3 z 5 trójek w porażce 113-121 w Minnesocie, ostatniej nocy nie trafiał za trzy – 1/7 – i zapragnął porwać wszystkich swoją wzorowaną na Kobem (?) midrange-game, trafiając fadeawaye wszędzie, ale nie do kosza – 2/13 z gry i 9 punktów. Był wyraźnie spięty, bardzo się starał, ale nawet aż za bardzo. Z ławki Steve Blake zagrał póki co 33 minuty w tych dwóch meczach, sprowadzony razem z Afflalo z Denver Alonzo Gee zagrał po 5 w obu meczach, CJ McCollum zagrał 24 i Dorell Wright 20. Stotts będzie szukał, aż wyłoni się ktoś z grupy Gee-McCollum-Wright-Crabbe komu w playoffach da po 20 minut. Inaczej będziemy oglądać sporo niskich lineupów Lillard-Blake.

To może być problem by znaleźć takiego gracza z ławki, jak i problemem będzie odtworzenie w tak krótkim czasie chemii jaką miał startujący lineup Portland. Nowy lineup Portland z Afflalo zagrał póki co 67 minut w siedmiu meczach i jest fatalne -9.7 PER-48 minut. W dwóch ostatnich meczach to 33 minuty, 42% z gry, 23% za trzy i -14.5 PER-48. Afflalo wyraźnie czuł ostatniej nocy w Portland presję tego, że musi zastąpić kogoś kogo wszyscy kochali.

Dziś już trzeci na Zachodzie Trail Blazers pokonali jednak u siebie (43-21) Houston Rockets 105:100, korzystając z tego, że Nicolas Batum od kilku tygodni wygląda jak nowo narodzony.

Batum rzucił 18 punktów, miał 9 zbiórek i 6 asyst i w drugiej połowie razem z Robinem Lopezem – 16 punktów, 7/10 z gry, 10 zbiórek – stworzyli parę w pick-and-rollu, z którą dobrze broniący w tym meczu Rockets zupełnie nie mogli sobie poradzić. Terrence Jones nie miał pojęcia co z tym zrobić. Próbował nawet trapować Batuma, co było urocze i głupie.

W tym matchupie – który znów możemy zobaczyć w I rundzie playoffów – od zeszłej wiosny generalnie chodzi jednak o to jak Rockets zatrzymają LaMarcusa Aldridge’a.

Aldridge przez kłopoty z faulami przesiedział na ławce praktycznie całą trzecią kwartę, ale w 33 minuty zdążył rzucić 26 punktów z 20 rzutów i zaliczyć 14 zbiórek, z czego aż sześć w ataku. Popełnił też pięć strat.

W poprzednich playoffach Aldridge zniszczył Jonesa w dwóch pierwszych meczach, aż Kevin McHale wrzucił do piątki wzrost Omera Asika i potem krył też Aldridge’a Dwightem Howardem. Tym co dobrze wychodziło Houston było trapowanie pick-and-rolla Lillard/Aldridge, a jeśli Lillardowi udało się odrzucić piłkę na lewe skrzydło do popującego Aldridge’a, trzeci gracz Rockets musiał wykonać do niego szybką rotację spod kosza i praktycznie podejść mu pod gardło. To działało, jeśli trzecia rotacja była w stanie znaleźć wolnego gracza na obwodzie, któremu Aldridge – z obrońcą pod brodą – odrzucał piłkę.

W środę Rockets byli bez Howarda i oczywiście bez Asika, a Trail Blazers postanowili być bez pick-and-rolli Lillard/Aldridge (Stotts!). Było kilka na początku meczu, które Rockets w ten sposób próbowali bronić i potem już praktycznie żadnego.

Nie było ze strony Rockets podwajania Aldridge’a (poza kilkoma próbami frontowania go), gdy ustawiał się w lewym post na swojej klepce z Donatasem Motiejunasem na plecach, ale Rockets podwajali go za każdym razem, gdy wykonał jeden kozioł – przerażeni tym co może zrobić i robił im atakując do środka. Miał też hokejową asystę z podwojenia na niespełna trzy minuty przed końcem, po której piłka trafiła w ręce Afflalo i ten (w końcu!) z prawego rogu trafił kontestowaną trójkę na 99-88.

Wydawało się, że jest to dagger, ale Kevin McHale porzucił wszystko, przeszedł w supersmallball, w którym dobrze kryty w tym meczu James Harden – 18 punktów, ale cztery po przerwie – krył Aldridge’a, a przez jedno posiadanie Aldridge krył Hardena.

NBA!

Corey Brewer – 23 punkty w 25 minut z ławki – prawie ukradł na końcu ten mecz dla Houston, zabierając piłkę bezczelnie jak kanapki w szkole Afflalo, a potem Lillardowi, ale na 8 sek. przed końcem nie trafił za trzy na remis. Harden stawiał mu zasłonę, został użyty jako przynęta.

Rockets trafili tylko 10 z 33 trójek, ale poza tym jak bronili picki Batum-Lopez, raz jeszcze byłem pod wrażeniem tego jak bronią na przestrzeni całego meczu. To 3. obrona w NBA, która przez 2/3 sezonu gra bez Dwighta Howarda. Są hiperaktywni na obwodzie, bronią trójki najlepiej w lidze i rzucili 25 punktów po 20 stratach Portland.

Portland było okej. Meyers Leonard w trzeciej kwarcie – grając zamiast siedzącego na ławce z faulami Aldridge’a – trafił dwie trójki, wkurzył się i rodzice musieli przyjść do pani, ale historią będzie cały czas to jak Portland grało będzie bez Matthewsa w piątce i czy ktoś wyłoni się z ławki.

Kiedy zastanawiamy się jak zatrzymać (51-12) Golden State Warriors – co od kilku tygodni jest jeszcze trudniejsze, napisałem o tym wczoraj na tej drugiej stronie – trapowanie Stephena Curry’ego wydaje się być najlepszą taktyką, stosowaną póki co głównie przez Doca Riversa. Możesz też oczywiście wrzucić na Curry’ego wzrost Kawhi Leonarda czy Danny’ego Greena i zmusić swoich wysokich do wychodzenia na 7-8 metr, robiąc mini-pułapki, raczej wysoki „show” i liczyć na to, że twój dwumetrowy obrońca będzie ciężko pracował na zasłonach i miał siły by znaczyć coś w ataku.

To co Stan Van Gundy i (23-41) Detroit Pistons zrobili wczoraj było w pewnym sensie nowością.

Warriors w końcu zrobili w tym meczu run 18-2 w czwartej kwarcie – grając lineupem Livingston-Barbosa-Thompson-Iguodala-Speights – i w tym przez 40 minut zaciętym meczu – płynącym, bo z tylko 25 wizytami na linii – pokonali Pistons 105:98, ale Stephen Curry był zupełnie poza rytmem – trafił tylko 4 z 15 rzutów na 9 punktów. 9 PUNKTÓW.

SVG nie pacynka postanowił switchować praktycznie każdy pick z Currym. Kryło go więc całe Detroit, brakowało tylko Eminema i Diany Ross. To rzecz, którą kibice Pistons – mimo 8 porażek z rzędu i papa z playoffami – powinni lubić. Mają trenera, który nie boi się robić awangardowych rzeczy i to switchowanie właśnie w końcu sprawiło, że Curry ani przez moment nie znalazł rytmu, co się praktycznie nie zdarza, bo zawsze przecież znajdzie swoje 2-3 minuty.

Warriors liderują NBA w kozłach i podaniach za plecami – i nikt naprawdę nie jest nawet blisko – ale popełnili w tym meczu już 10 strat do przerwy (z 17) i spudłowali sporo rzutów z czystych pozycji w pierwszej kwarcie meczu, w której mogli prowadzić już 40-25, zamiast 30-25. Pistons szybko przeszli w smallball, Andre Drummond grał na tablicy Warriors w siatkówkę – 17 ZBIÓREK W ATAKU, 27 w meczu, 22 punkty, ale Klay Thompson był świetny, nawet gdy nie był dobry (smh smh). Thompson zaczął od drive’ów, skończył na trójkach, zrobił się HOT po przerwie na 27 punktów z 19 rzutów i przy tym krył jeszcze z powodzeniem Reggie’ego Jacksona – 14 punktów, 9 asyst.

Nawet w meczach, w których Warriors nie klikają w ataku, mają obronę, która trzyma ich w grze – 4/12 za trzy Pistons (tylko 12 trójek!).

Warriors są bardzo dobrzy i wystarczą im 3-4 minuty, by zrobić blowout, tak jak stało się to w czwartej kwarcie tego meczu. Nikt w NBA nie ma potencjału tak szybkich runów.

Przez ostatni miesiąc zmienimy reguły Flesza. Zbliżamy się do playoffów i czas bliżej patrzeć na sprawy taktyczne, zwłaszcza że przez ten ostatni miesiąc czeka nas mnóstwo świetnych matchupów (m.in Grizzlies/Warriors dwa razy, Spurs/Cavs dzisiaj, Warriors/Blazers dwa razy itd).

Ale nie zapomnimy też o teamach, które już na playoffy szans nie mają, jak np Utah. O pozostałych meczach więc krótko, Jeśli widziałeś któryś z nich, podziel się w komentarzach tym co zobaczyłeś.

Chris Paul był game-time decision z obitą rzepką w kolanie, ale we wtorek trafił pięć trójek, miał 33 punkty, 9 asyst i 5 zbiórek, gorący ostatnio JJ Redick rzucił 25 punktów, Matt Barnes trafił 6/7 za trzy i (42-23) Los Angeles Clippers zaskoczyli (35-29) Oklahomę City Thunder 120:108, rzucając już 100 punktów w trzy pierwsze kwarty. Russell Westbrook rzucił 24 punkty, miał 9 zbiórek i 7 asyst, ale trafił tylko 5 z 14 rzutów i popełnił 10 strat. Anthony Morrow trafił sześć trójek na 26 punktów. Thunder spadli na 9 miejsce Zachodu.

(24-41) Denver Nuggets Melvina Hunta zrobili blowout u siebie na (50-14) Atlancie Hawks 115:102, mając już 98 punktów po trzech kwartach. Danilo Gallinari rzucił 23 punkty z 12 rzutów w 24 minuty gry.

(28-35) Nieplayoffowi Charlotte Hornets przegrali drugi z rzędu mecz u siebie, tym razem niespodziewanie z (22-41) Sacramento Kings 106:113 – Ben McLemore rzucił 27 punktów.

(40-26) Chicago Bulls po dogrywce wygrali na wyjeździe z (14-50) Philadelphią 76ers 104:95 – Aaron Brooks rzucił 31 punktów, a Pau Gasol miał 27/16. Fun times:

(27-36) Boston Celtics pokonali u siebie (45-19) Memphis Grizzlies 95:92, Adam napisał dziś więcej o sytuacji C’s. Ja martwie się o Memphis już od ponad tygodnia.

Khris Middleton rzucił 30 punktów w wygranej (34-30) Milwaukee Bucks nad (21-45) Orlando Magic 97:91, a (29-35) Playoffowi Miami Heat poradzili sobie z (25-38) Brooklyn Nets 104:98. Dwyane Wade rzucił 28 punktów i miał 9 asyst, a Birdman zagrał najlepszy mecz sezonu 18 punktów i 14 zbiórek.

Dziękuję za przeczytanie.

Poprzedni artykułTo już potwierdzone – w 2016 będzie miał miejsce ogromny skok salary cap
Następny artykułNew Orleans Pelicans i Oklahoma City Thunder walczą o ósemkę, Mavs raczej są bezpieczni

5 KOMENTARZE

  1. Strzała z kołczana , siatkówka +1

    W meczu (ok kondensie) clippers – okc rzuciło mi sie w oczy jak dużo jj redick kreował, chyba głownie do barnesa . Zwykle strzelba a tu proszę tyle ładnych podań

    Lubię to: 0
  2. Rano znalazłem fajną rzecz – w bodajże 9 meczach tego sezonu (po 3 z każdym), LAC zatrzymali Lillarda i Westbrooka na średnio 15 punktach (obaj ~33% FG), a Curry’ego na 18 (44%). Duża sprawa

    Lubię to: 0