Rzutówka: Szaleństwo w Minnesocie, chłodne kalkulacje w Charlotte

4
fot. YouTube

Łatwo już o tym zapomnieć, ale początkowo – po pierwszych dwóch sezonach w NBA – to LaMelo Ball był większą gwiazdą draftu 2020 niż wybrany z jedynką Anthony Edwards. Wyraźnie wygrał wyścig po Rookie of the Year (choć rozegrał 21 meczów mniej niż Ant), a już w drugim roku zadebiutował w All-Star Game. Na przestrzeni tych dwóch lat, pod wodzą swojego młodego lidera Charlotte Hornets poprawili się o 20 zwycięstw i przyszłość wyglądała obiecująco… Ale potem musieli czekać kolejne cztery lata, żeby ponownie zanotować sezon z dodatnim bilansem.

Kolejne kontuzje kostek mocno przyhamowały karierę LaMelo, podczas gdy Edwards coraz bardziej umacnia swoją pozycję jednego z najlepszych zawodników NBA odkąd w trzecim roku dołączył do grona All-Starów, a w czwartym znalazł się w All-NBA.

Teraz obaj będą grali razem w Minnesocie.

1) Tim Connelly znowu zdecydował się na niezwykle odważny, wręcz szalony ruch, sięgając po bardzo polaryzującego zawodnika. Cztery lata temu zszokował całą ligę, płacąc ogromną cenę za Rudy’ego Goberta. Elitarnego defensora, ale równocześnie środkowego bez rzutu, mającego problem w smallballowej koszykówce. Okazało się, że Connelly miał rację. Ryzyko się opłaciło i Wolves zanotowali najlepszy okres w historii klubu, dwa razy z rzędu awansując do finałów konferencji.

Teraz ponownie podejmuje wielkie ryzyko, przejmując nieobliczalnego rozgrywającego, który potrafi fantastycznie podawać i dostarczać wiele trójek, ale też popełnia sporo błędów, próbując być zbyt „flashy”, nie jest obrońcą i do tego ma długą historię problemów zdrowotnych. Nie ma też żadnego doświadczenia w playoffowej koszykówce, a przecież Wolves aspirują do grona kontenderów.

Równocześnie tym transferem Connelly wykonuje duży piwot, zamieniając wysoki skład z trójką podkoszowych na zespół, który będzie opierał się na zawodnikach obwodowych. Jeszcze w zeszłym sezonie 45% swoich wydatków przeznaczali na trzech podkoszowych, podczas gdy w przyszłym zapłacą ponad $109mln na trzech guardów.

I robią to w momencie, gdy w NBA znowu coraz bardziej stawia się na wzrost. Od razu przypomnijmy, że jeszcze rok temu Wolves również postawili na rozmiar. Wybrali podpisanie nowych umów z Juliusem Randle’m i Nazem Reidem, przez co stracili na rynku Nickeila Alexandra-Walkera. Rok później NAW jest laureatem nagrody Most Improved Player, a Randle i Reid właśnie zostali odesłani z Minnesoty. Z perspektywy czasu widać, że popełnili błąd. Teraz go naprawiają, czy popełniają kolejny, jeszcze większy?

Na pewno w Minnesocie bardzo brakowało rozgrywającego odkąd Mike Conley się zestarzał. Ball dopiero skończy 25 lat. Jest z tego samego rocznika co Edwards, który w ostatnim czasie musiał funkcjonować często jako główny playmaker. Ball odciąży go od tego zadania i Wolves są przekonani, że będą świetnie uzupełniać się na parkiecie.

Jon Krawczynski z The Athletic: „Myślę, że Tim Connelly i Chris Finch od dawna uważają, że LaMelo Ball jest idealnym partnerem dla Anthony’ego Edwardsa w backcourcie. Wiem też, że w ciągu ostatnich kilku lat kilkukrotnie sprawdzali możliwość pozyskania LaMelo, kontaktując się z Charlotte. Za każdym razem spotykali się z odmową, więc w ciągu ostatnich kilku dni lub tygodni musiało wydarzyć się coś, co sprawiło, że Charlotte Hornets poczuli się na tyle komfortowo, by rozstać się z LaMelo Ballem.”

2) Wolves potrzebowali rozgrywającego, ale załatwiając ten problem, stworzyli nowy, bo żeby zrobić ten wielki trade pozbyli się Randle’a, a do Charlotte wysłali Reida, w efekcie czego ich frontcourt nagle ograniczył się do Rudy’ego Goberta i wybranego rok temu w drafcie Joana Beringera, który rozegrał dotychczas tylko 40 meczów. Oczywiście Jaden McDaniels może też grać jako czwórka i teraz będzie musiał, to jednak może utrudnić wystawianie go w obronie przeciwko obwodowym gwiazdorom rywali, z którymi świetnie sobie radził.

Jeszcze w minionych playoffach grali nawet momentami (w sumie przez 33 minuty) bardzo wysokim ustawieniem z trójką swoich podkoszowych – zawodników mierzących co najmniej 206 centymetrów, a obecnie w całym składzie mają tylko trzech takich graczy.

3) Cały czas też problemem w Minnesocie pozostaje brak głębi składu.

W momencie, gdy oddawali Randle’a za nic na Brooklyn, wydawało się, że wykorzystają tę elastyczność do poprawienia ławki. Wybrali jednak opcję kolejnego wielkiego kontraktu, co nie tylko trzeci rok z rzędu wepchnie ich ponad podatek, ale też ogranicza możliwości uzupełnienia składu.

W tym momencie mają 10 zawodników (nie licząc jeszcze wybranego w drugiej rundzie guarda Isaiaha Evansa) i znajdą się tylko $11mln pod linią drugiego apronu, który stał się ich hard capem. Teoretycznie mogą nadal wykorzystać niższe midlevel exception za $6mln, ale wtedy jeszcze bardziej trzeba będzie kombinować z jak najtańszymi graczami na koniec składu.

Najlepszą opcją na dokonanie jakichś wzmocnień i uzupełnienie dziury na pozycji silnego skrzydłowego, byłoby przehandlowanie kończących się kontraktów: pozyskanego z Hornets Josha Greena ($14.7mln) i leczącego zerwanego Achillesa Donte DiVincenzo ($12.5mln). Tylko, że to jedynie schodzące pieniądze bez realnej wartości na parkiecie, dlatego trzeba by czymś dopłacić, żeby przejąć w zamian lepszego zawodnika. A Wolves nie mają assetów.

Już wcześniej, po wymianach Goberta (do rozliczenia nadal mają pick w 2027 i chroniony w top-5 w 2029) oraz Roba Dillinghama (swap w 2030 i pick w 2031), Wolves dysponowali ograniczonymi assetami, a teraz oddali do Hornets właściwie wszystko, co jeszcze im zostało. W efekcie, obecnie aż do 2033 roku nie kontrolują żadnego ze swoich pierwszorundowych picków (tego z 2032 nie przehandlowali, ale on jest zamrożony po tym, jak spędzili sezon ponad drugim apronem).

Nie mają czego dołożyć do takich wymian. Jedynie swoich młodych graczy, jak Terrence Shannon Jr. czy Joan Beringer.

4) Poszli all-in. Stawiają wszystko na ten właśnie przemeblowany trzon drużyny. To był ostatni duży trade, jaki mogli wykonać budując zespół wokół Edwardsa na najbliższe lata. Przypomnijmy, że rok temu Connelly poważnie był zainteresowany przejęciem Kevina Duranta, w lutym rozmawiał o Giannisie Antetokounmpo, a ostatecznie to Ball okazał się tą drugą gwiazdą, którą udało mu się ściągnąć do pomocy dla Anta.

Jeszcze zanim Wolves sfinalizowali transfer z Hornets, odezwali się także do Boston Celtics w sprawie ewentualnej wymiany po Jaylena Browna. Z takimi doniesieniami przychodzi zarówno Jon Krawczynski z The Athletic, jak i Kevin O’Connor z Yahoo Sports. Ostatecznie jednak to Ball był ich preferowanym celem, bo też pozyskanie Browna wiązałoby się z jeszcze wyższym kosztem.

5) Talent ma niezaprzeczalny, do tego świetne warunki fizyczne, będąc 201-centymetrowym guardem, ale pod ogromnym znakiem zapytania pozostaje dojrzałość Balla na parkiecie i w szatni.

A kluczowe oczywiście będzie także jego zdrowie. Dopiero przekonamy się, czy zeszły sezon był dla niego przełomowym momentem pod tym względem, czy po prostu tylko wyjątkowo udanym okresem, gdy udało mu się uniknąć kontuzji. Dopiero po raz drugi w karierze rozegrał ponad 55 meczów, a w NBA jest już od sześciu lat. Nie można też zapomnieć, że Hornets byli bardzo ostrożni i oszczędzali go, żeby pomóc mu utrzymać się przy zdrowiu. Grał średnio najkrócej w całej karierze tylko 28 minut.

6) W zeszłym sezonie Ball był jednym z absolutnie najlepszych „generatorów ofensywy”.

Z nim na parkiecie Charlotte Hornets zdobywali średnio aż 123.2 punktów na sto posiadań, co na przestrzeni całego sezonu oznaczałoby najlepszy atak ligi. Bez niego ten wskaźnik spadał do 110.6, czyli poziomu piątej najgorzej ofensywy NBA. Ogromna różnica. Będzie tego teraz brakowało w Charlotte.

7) Od początku tego roku kalendarzowego Charlotte Hornets zanotowali najlepszy w całej NBA wskaźnik NetRtg 10.2. Wygrali 28 ze swoich ostatnich 38 meczów na zakończenie fazy zasadniczej. Byli jedną z największych rewelacji i historii minionego sezonu, ale potem bardzo kiepsko poszło im w play-in i jak się okazuje, więcej już nie zobaczymy tej drużyny. Nie w tym kształcie z Ballem będącym motorem napędowym i najważniejszym zawodnikiem.

Przypomnijmy, że dysponowali także najlepszym lineupem w całej NBA (przy co najmniej 200 minutach): Ball, Kon Knueppel, Brandon Miller, Miles Bridges i Moussa Diabate. Z tą piątką zaliczali rewelacyjny NetRtg 26.4. Przede wszystkim ich atak eksplodował wtedy do 134.9 punktów na sto posiadań, ale też wyjątkowo dobrze radzili sobie w obronie.

8) Bardzo lubiłem ten team Hornets, dlatego moją pierwszą reakcją na transfer było – dlaczego to rozbijacie? To młody trzon, który mógł się dalej rozwijać i miał obiecujący upside… Ale najwyraźniej Hornets nie wierzyli, że LaMelo jest franchise playerem, na którego warto dalej stawiać. Albo że warto ryzykować z jego niepewnym zdrowiem. Oni znają go najlepiej, także stan jego kostek, więc jeśli mieli wątpliwości, zrozumiałe jest, że skorzystali z okazji. To był pewnie najlepszy moment, żeby sprzedać go za wysoką cenę.

Prezydent Jeff Peterson nie dał się ponieść entuzjazmowi ostatnich miesięcy. Zespół kliknął i świetnie funkcjonował, ale najwidoczniej po przeanalizowaniu sytuacji, przekalkowaniu ryzyka z Ballem i zysków z wymiany, na chłodno uznał, że w dłuższej perspektywie lepiej zrobić trade niż trzymać się niepewnego lidera.

Oddanie Balla oznacza krok w tył dla Hornets, ale równocześnie otworzyli sobie dużo większe pole manewru, co może pomóc im stworzyć silniejszy zespół w niedalekiej przyszłości. Tym bardziej, że mają innych młodych gwiazdorów, którzy powinni teraz przejąć większe role. Ten trade to nie tylko wotum nieufności wobec Balla, również ogromny kredyt zaufania dla Kona Knueppla i Brandona Millera. Oni mają stać się liderami.

9) Hornets dostali przede wszystkim niechroniony pick w 2033, a także pakiet trzech swapów (2028, 2029 i 2030). Na ten moment trudno ocenić wartość tych assetów, bo nie wiemy jeszcze jak zadziałają nowe zasady loterii, a też bardzo możliwe, że po 2029 wprowadzone zostaną kolejne zmiany. Ale mimo wszystko to assety, które są bardzo przydatną walutą do handlowania. Poza tym, przy nowym systemie loterii – gdzie dużo większa będzie losowość – prawo zamiany może okazać się bardziej opłacalne, skoro nawet zespoły z play-in będą mogły wskoczyć do czołówki draftu.

10) Zaraz po oddaniu Balla, Hornets uzgodnili nowy kontrakt z Cobym White’m. Mieli więcej finansowej swobody, żeby mu zapłacić, ale co chyba jeszcze istotniejsze – mogli zaproponować mu miejsce w pierwszej piątce. Peterson od początku podkreślał, że zatrzymanie White’a będzie priorytetem na offseason, ale podczas gdy Coby bardzo dobrze czuł się wracając w rodzinne strony, najważniejsze dla niego było znalezienie sobie roli startera. Nie chciał być tylko szóstym graczem i odrzucił pierwszą ofertę od Hornets. Gdyby nie transfer Balla, pewnie wybrałby inny zespół. Wiadomo, że interesowali się nim między innymi Detroit Pistons (oni ostatnio interesują się wszystkimi guardami). Teraz widzi dla siebie większą rolę w Charlotte, więc zostaje.

Obecność White’a w składzie także ułatwiła Hornets decyzję o skorzystaniu z okazji sprzedania Balla.

A Coby ostatecznie dostał swoją wypłatę. W Chicago zrezygnował z przedłużenia za $87mln za cztery lata. To było najwięcej, ile Bulls mogli mu zaproponować, ale liczył na większe pieniądze na rynku. Kontuzje popsuły mu sezon, co osłabiło nieco jego notowania, ale mimo to, opłacało się poczekać. Teraz dostał $74mln za trzy lata.

11) To jeszcze nie musi być koniec ruchów Hornets, ponieważ nadal znajdują się $50mln poniżej podatku. Mogą pozyskać wolnego agenta podpisując z nim kontrakt za midlevel exception. Ponadto mają także do dyspozycji rekordowe, warte aż $40mln trade exception, które mogą użyć do handlowania przez najbliższy rok. To czego w tym momencie nie mają, to wolne miejsce w składzie. Z 15 zawodników na niegwarantowanej umowie jest tylko Pat Connaughton. 

Mogą też przehandlować Milesa Bridgesa – wiadomo, że sprawdzali już wcześniej taką opcje na rynku – w zamian przejmując większy kontrakt.

12) Ale już poprawili swój kiepski frontcourt, dodając do Moussy Diabate i Ryana Kalkbrennera nie tylko Naza Reida, ale także wybranego z 14. w drafcie Hannesa Steinbacha.

13) Phoenix Suns również zanotowali wyjątkowo dobry sezon i w odróżnieniu od Hornets, postanowili się mocno trzymać swojego składu. Mimo że staje się to bardzo kosztowe, bo w tym momencie o $16mln przekraczają próg podatku. Tylko nieco ponad $4mln dzielą ich od drugiego apronu. A mówimy o zespole, który wygrał 45 meczów i przegrał sweepem w pierwszej rundzie. Daleko im do grona kontenderów, a też nie mają takiego upside’u jak Hornets.

Niewiele w Phoenix mają młodych talentów. Jednym z tych nielicznych jest 24-letni Mark Williams, z którym właśnie dogadali nową umowę. Nie musieli nawet wykorzystywać zastrzeżonej wolnej agentury, żeby wynegocjować korzystną umowę za $38mln za trzy lata. Wcześniej spekulowano, że może dostać pensję w okolicach midlevel ($15mln), ale przy jego niepewnym zdrowiu to byłaby już bardziej kłopotliwa cena. 

Tak więc Suns zatrzymali trzech swoich najważniejszych wolnych agentów – wcześniej Collin Gillespie (48/4) i Jordan Goodwin (19/3). Bardzo szybko załatwili sprawę i wydaje się, że rozsądnie wydali pieniądze. Szkoda tylko, że jeszcze długo będą wisiały nad nimi błędy przeszłości.

14) Al Horford rok temu przeniósł się do San Francisco mając nadzieję, że tutaj będzie miał większą szansę włączyć się w walkę o tytuł niż zostając w Bostonie. Nie trafił. Sezon Golden State Warriors posypał się przez kontuzje, które również jego dopadły. Al miał problem z rwą kulszową i łydką, przez co rozegrał ostatecznie tylko 45 meczów. Mimo to, nie myśli jeszcze o emeryturze. Na początku czerwca skończył 40 lat, a teraz zrezygnował z opcji za $6mln, żeby podpisać nową umowę z Warriors. Dostał od nich maksymalną podwyżkę i dwa lata za $14mln. 

Warriors pozostaną ekipą staruszków.

Teraz Mike Dunleavy spróbuje zatrzymać także Kristapsa Porzingisa, a do załatwiania ma jeszcze sprawę Draymonda Greena – on na pewno zostanie, ale nadal nie wiadomo czy podejmie opcję za $27.6mln, czy uzgodnią nowy kontrakt.

15) Ojciec nowego zawodnika Warriors Yaxela Lendeborga pochodzi z Dominikany i co ciekawe, w latach 90. grał w reprezentacji swojego kraju razem z Tito Horfordem.

Wspieraj Autora na Patronite Jednorazowe wsparcie (Przelewy24):
15zł   |   30zł   |   75zł   |   250zł  
Poprzedni artykułWake-Up: A FA sobie trwa – Coby White, Horford i Mark Williams zostają. Steale na two-wayach i E10

4 KOMENTARZE

  1. Conelly udowodnil ze ma nosa, wiec warto dac mu szanse, mi tam sie podoba ze cos robia agresywnie, jak Finchowi uda sie przekonac melo do troche obrony i bedzie zdrowy moze byc dobrze;
    tylko trzeba PF wzmocnic, ciekawe kogo uda sie podpisac/wyciagnac.., nie bardzo jest za co tez, divincenzo pewnie najlepszym assetem, ale musialby isc do teamu ktory nie gra aktualnie o cos przez kontuzje, takie np. dallas – PJ pasowal by do Minny idealnie, obrona, shooting, pogromca Okc, gral z melo wczesniej, jakby Tim’owi udalo sie ich przekonac jakims cudem do dealu..

    4
  2. Podoba mi sie odwaga Wolves. Z ich perspektywę lepiej wziąć Balla ktory jest w wieku Anta niz ścigać sie po starego gwiazdora typu KD. Ant, Ball i McDaniels to trio ktore moze grac ze soba jeszcze parę dobrych lat.

    Szkoda tej kontuzji DDV. Ale moze Evans kliknie i beda miec w nim gracza do rotacji. Idealnie rzeczywiście by pasował wspomniany wyzej PJ Washington, ktory pomoglby na zbiorce i przy obronie obreczy. Tylko ze nie ma za niego kim zapłacić. Ale moze w styczniu okaże sie, ze Shannon i Evans na tyle sa perspektywiczni, ze bedzie mozna poświęcić Ayo na rzecz wsparcia pod koszem.

    3