
Kam Jones jest jedynym zawodnikiem NBA przehandlowanym w trakcie dwóch rund zakończonego właśnie draftu. Rok temu Indiana Pacers wybrali go z 38. numerem i sporymi nadziejami, ale jeszcze zanim zadebiutował na parkiecie, został aresztowany za przekroczenie prędkości i uciekanie przed policją. To był jedyny moment, gdy zwrócił na siebie uwagę. Teraz Pacers oddali go do Chicago Bulls w zamian za przyszłe swapy, gotówkę i 38. pick tegorocznego draftu, z którym pozyskali pochodzącego z Indiany, niskiego rozgrywającego Bradena Smitha.
To zdecydowanie nie był draft wymian, ale wkrótce powinniśmy doczekać się kolejnych transferów, bo temperatura plotek wcale nie spadała po załatwieniu sprawy Giannisa. Brad Stevens nie zaprzecza, że rozmawia o Jaylenie Brownie, a dziś nad ranem pojawił się temat LaMelo Balla.
Zacznijmy jednak od wolnej agentury, bo jedno z największych nazwisk właśnie zniknęło z listy zawodników.
1) Los Angeles Lakers nie wynegocjowali korzystniejszych warunków kontraktu i po prostu zapłacili maxa Austinowi Reavesowi. Według Shamsa Charanii inne drużyny były gotowe zaoferować maksymalne pieniądze, dlatego Lakers nie ryzykowali i załatwili sprawę, dając mu $185 milionów w czteroletnim kontrakcie.
To nieco więcej od tego, ile mógłby otrzymać od innej drużyny ($178mln), ponieważ dysponując prawami Birda Lakers mogli zaproponować większe roczne podwyżki (8%) niż pozostali (5%) i właśnie to zrobili. Nie dołożyli piątego roku, ale dostał opcję gracza na ostatni rok.
To największy kontrakt w historii dla zawodnika niewybranego w drafcie. Wielka inwestycja w zawodnika niebędącego jeszcze nigdy All-Starem. Ale już w dwóch kolejnych sezonach zdobywał średnio ponad 20 punktów, a w wieku 28 lat powinien wchodzić w swój najlepszy okres kariery. Jest też efektywniejszym strzelcem niż Trae Young, który otrzymał jeszcze wyższy kontrakt.
Kończy się więc ta świetna historia underdoga, który prześcigał oczekiwania. Teraz Austin staje się max-playerem i będzie na nim ogromna presja potwierdzania swojej wartości.
Jego zarobki z niespełna $14mln w poprzednim sezonie wzrosną do ponad $41mln, co oczywiście istotnie ograniczy przyszłą elastyczność finansową Lakers, ale póki co, nie wpłynie na ich możliwości w tym offseason. Kontrakt jest dogadany, ale zanim nie zostanie oficjalnie podpisany, Reaves na liście płac zajmuje tylko $20.9mln, ponieważ tyle wynosi jego cap hold. Tak więc nic nie zmienia się w kwestii ewentualnego cap space’u Lakers, który nadal może wnieść około $50 milionów (lub trochę mniej jeśli Marcus Smart i Deandre Ayton podejmą swoje opcje).
2) Lakers załatwili pierwszą i najważniejszą kwestię, ale może i najłatwiejszą, bo było niemal pewne, że zatrzymają Reavesa.
Oczywiście można zastanawiać się, jak poważne było to zagrożenie na rynku ze strony innych drużyn. Najczęściej wskazywano na Brooklyn Nets, którzy wypisali się z tej gry, sięgając po Juliusa Randle’a, ale możliwe, że zrobili to wiedząc już, że Reaves dostanie swoje pieniądze w LA. Shams teraz mówił przede wszystkim o Detroit Pistons, ale oni musieliby pozbyć się jeszcze jakiegoś innego większego kontraktu poza tym Isaiaha Stewarta, żeby móc otworzyć wystarczająco dużo miejsca w budżecie.
Pewne jest, że Lakers musieli go zatrzymać. Nie mogli sobie pozwolić, żeby stracić tak dobrego zawodnika i najlepszego partnera, jakiego mają dla Luki Doncica. Zresztą Luka także pomógł wzmocnić pozycję negocjacyjną Reavesa, dając jasno do zrozumienia, że chce z nim dalej grać. Już w trakcie sezonu miał mówić Lakers, żeby nie włączali go w ewentualną wymianę po Giannisa Antetokounmpo.
Luka musi być zadowolony. Ale przede wszystkim Luka oczekuje walki o mistrzostwo, a w sytuacji gdy 55% salary cap wydadzą na swój backcourt i to duet zawodników nie zapewniających dobrej obrony, pozostają poważne obawy, czy opierając na nich zespół, będą w stanie stworzyć prawdziwego kontendera.
Teraz rozpoczyna się kluczowy czas dla Roba Pelinki, żeby jak najlepiej ich obudować. Zobaczymy, co wymyśli. Na razie ma jeszcze kilka dni tego okienka na wyłączność w negocjacjach z pozostałymi swoimi wolnymi agentami. Podobno pierwsze rozmowy z przedstawicielami LeBrona Jamesa zostały już przeprowadzone.
3) To zdjęcie u góry to Austin leżący na polu golfowym zaraz po otrzymaniu wiadomości od swojego agenta, że umowa jest załatwiona. Poczuł wielką radość i ulgę. Jak przyznaje w rozmowie telefonicznej z The Athletic, bardzo zależało mu na pozostaniu w Los Angeles, ale nie miał pewności, że uda się dogadać. Przyznaje, że nie podobał mu się ten dziwny proces wolnej agentury i ciążąca niepewność.
“To było jak powiew świeżego powietrza, bo nie mogłem przestać myśleć o tym, gdzie będę grał. To po prostu ogromna ulga.
Niezależnie od tego, jak by się to potoczyło, jestem oczywiście wdzięczny i znajduję się w świetnej sytuacji, by zadbać o ludzi, których kocham. Moje serce zawsze było w Los Angeles. Każdego ranka budziłem się z myślą: »Mam nadzieję, że dzisiaj uda nam się to załatwić.« I nawet jeśli byłem sfrustrowany podczas negocjacji, kiedy nie dostawaliśmy takich liczb, jakich oczekiwaliśmy, następnego ranka budziłem się z dokładnie tą samą myślą: »Mam nadzieję, że dzisiaj uda nam się to załatwić«”
4) Przy okazji draftu Lakers zrobili małe wymiany wysyłając gotówkę, co oznacza, że zamknęli się na hard capie drugiego apronu. To zawsze jakieś ograniczenie, ale w ich przypadku nie ma raczej większego znaczenia, bo w tym momencie bardzo daleko im do tego pułapu, a ostatecznie i tak na pewno priorytetem byłoby uniknięcie tych największych restrykcji.
5) Detroit Pistons stracili szansę na Reavesa, ale to był dla nich mało realny cel i nie zmieniają planów agresywnego polowania na rynku. GM Trajan Langdon dotychczas był bardzo cierpliwy w budowaniu składu, opierając się na młodzieży i nie chcąc poświęcać assetów na duże wymiany. Teraz wygląda na to, że jest gotowy sięgnąć po poważne wzmocnienie. Oddanie Isaiaha Stewarta jest tego dobitnym potwierdzeniem.
Beef Stew miał najdłuższy staż w Detroit i był kluczową postacią tworzącą tożsamość drużyny. Był też jednym z najlepszych obrońców w całej NBA wśród rezerwowych. Ale chcąc dokonać większej zmiany, Pistons musieli poświęcić kogoś ze swojego trzonu. Stewart był najbardziej oczywistym kandydatem, ponieważ za jego plecami mają znacznie tańszego Paula Reeda, który już w playoffach przejął większe minuty.
$15mln Stewarta oddali do Memphis Grizzlies w zamian za trzy drugorundowe picki, nie przejmując żadnych pieniędzy, co znacząco zwiększa ich finansową elastyczność. Teoretycznie mogą teraz otworzyć nawet około $33mln cap space’u na zakupy, zachowując cap hold zastrzeżonego Jalena Durena. Tylko, że taki scenariusz wymagałby również zwolnienia Duncana Robinsona (tylko $2 z jego 16mln są gwarantowane) i zrezygnowania z praw do Tobiasa Harrisa. Dlatego bardziej prawdopodobne wydaje się szukanie wymiany. Mogą choćby rozszerzyć transfer Stewarta, co pozwoliłoby im przejąć gracza z kontraktem do $24mln. To nadal za mało na Tylera Herro, ale już powinno wystarczyć na ewentualny sign-and-trade Normana Powella.
Trade Stewarta to jasny sygnał, że idą po jakiegoś dodatkowego kreatora, playmakera, który ma odciążyć Cade’a Cunninghama.
6) Memphis Grizzlies odesłali do Detroit ten sam pakiet picków, który dzień wcześniej otrzymali od Pistons za przesunięcie się z 21. na 17. numer w drafcie. Kontrakt Stewarta mogą przejąć w midlevel albo trade exception z wymiany Jarena Jacksona Jr. Od razu dodajmy, że to umowa na dwa lata z $15-milionową pensją i opcją drużyny w drugim roku. Dobry asset. Kontrakt do ewentualnego handlowania i sprawdzony weteran, który zapewni duże wsparcie dla ich młodego frontcourtu: Zach Edey i Cam Boozer.
7) Brad Stevens spotykając się z dziennikarzami po pierwszej rundzie draftu miał idealną okazję, żeby uciszyć plotki dotyczące przyszłości Jaylena Browna i podkreślić, że jego nazwisko pojawiło się tylko w kontekście negocjacji o pozyskaniu dwukrotnego MVP. Ale Stevens tego nie zrobił, co wiele mówi o otwartości Celtics na handlowanie Brownem. Wskazywał, że bardzo go cenią i mówił, że odbył z nim szczerą rozmowę, ale nie chciał zadekretować, że Jaylen będzie w składzie na otwarcie nowego sezonu. Stwierdził, że nie przewidzi przyszłości.
To oczywiście nie musi oznaczać, że zostanie wytransferowany, ale Celtics są gotowi dalej słuchać ofert i wszystko wskazuje na to, że jeśli znajdą odpowiednio wysoką cenę, oddadzą Browna.
Według Chrisa Mannixa ze Sports Illustrated, przede wszystkim polują na podkoszowego. Wskazuje Evana Mobleya (to się nie wydarzy) i Alperena Senguna (w Houston są podobno otwarci na rozmowy o wszystkich poza Amenem) jako zawodników, których w Bostonie chcieliby pozyskać.
8) Innym graczem przewijającym się w plotkach jest Trey Murphy. Ale nim zainteresowani są nie tylko w Bostonie. Połowa ligi chciałaby wyciągnąć go z Nowego Orleanu, a jak donosi Sam Amick z The Athletic, również sam Murphy dał sygnał drużynie, że chciałby przeprowadzki. Ma jeszcze trzy lata kontraktu, więc nie ma wielkiego pola nacisku, ale to może tłumaczyć dlaczego Pelicans w ogóle biorą pod uwagę przehandlowanie skrzydłowego, który mógłby być ważną częścią ich przyszłości.
Murphy i Zion Williamson za Browna – kto mówi nie?
9) LaMelo Ball chce zostać w Charlotte. Dziwne też wydaje się, żeby Hornets mieli oddawać go w momencie, gdy wreszcie w zeszłym sezonie ich zespół kliknął, ale według Shamsa Charanii i Marca Steina są prowadzone rozmowy o możliwej wymianie. Kilka drużyn ma mocno naciskać, próbując przejąć Balla. Przede wszystkim Toronto Raptors i Minnesota Timberwolves.
10) Wolves teoretycznie mogliby rozszerzyć transfer Juliusa Randle’a (The Athletic: oczekuje się, że transfer Randle’a nie zostanie sfinalizowany jeszcze przez kilka tygodni), żeby pozyskać Balla, ale na pewno nie będą włączać Jadena McDanielsa do takich rozmów. On zostaje w Minnesocie.
Jon Krawczynski z The Athletic wskazuje, że to właśnie z tego powodu nie włączyli się poważniej w wyścig po Giannisa. Nie zamierzają oddawać Jadena. Co też zapewne ma dużo wspólnego z preferencjami Anthony’ego Edwardsa. Tim Connelly mówi, że konsultuje z nim kwestie kadrowe i przyznał, że Ant odradził kilka proponowanych wymian, uważając, że musieliby za dużo poświęcić ze swojej drużyny. Można się domyślać, że McDanielsa i Naza Reida chce mieć obok siebie.
Krawczynski pisze również, że Edwards jest szczęśliwy w Minnesocie. Ale wiadomo też, że to może się szybko zmienić, dlatego Wolves starają się agresywnie działać na rynku, żeby Ant pozostał zadowolony i czuł, że może tutaj walczyć o mistrzostwo.
11) Z Minnesoty odszedł Micah Nori, który wreszcie dostał szansę sprawdzenia się w roli head coacha i przejmuje dowodzenie w Portland Trail Blazers. Ale znowu gdy tylko mówi się o nowej drużynie Toma Dundona, głównym tematem są pieniądze. Bo Nori podpisał bardzo nietypowy kontrakt – gwarantowany jedynie w pierwszym roku, z opcjami drużyny na dwa kolejne. Wartości umowy nie znamy, ale według doniesień są to mniejsze pieniądze niż standardowe zarobki głównych trenerów. Przy okazji można wspomnieć, że Tiago Splitter w Chicago otrzymał roczną pensję w wysokości tego, co Blazers proponowali mu w kilkuletnim kontrakcie. Dundon znowu idzie po taniości. Mówił, że na koszykówce nie będzie oszczędzał, ale najwidoczniej nie ceni aż tak bardzo roli trenera.
Nic dziwnego, że ostro skrytykował to nowy prezydent Związku Trenerów JB Bickerstaff. Stwierdził, że ta umowa jest „policzkiem w twarz dla naszej wartości” i narzekał, że Blazers wykorzystali sytuację – Nori zgodził się poświęcić swoje zarobki, żeby móc zrealizować marzenie o zostaniu trenerem w NBA.
12) O przyszłości De’Aarona Foxa dyskutowało się zaraz po zakończeniu finałów, ale szybko pojawiły się doniesienia, że w San Antonio zamierzają trzymać się swojego guarda i wczoraj potwierdził to GM Brian Wright. Podkreślał, że nadal bardzo wierzą w Foxa i wskazywał, że w finałach grał z kontuzją, co wpłynęło na jego występy. Bardzo doceniają, że nie szukał wymówek, w ogóle nie mówił o kontuzji i starał się pomóc drużynie.
„Oczywiście kontuzja jest faktem, ale mamy ogromne zaufanie do De’Aarona – do tego, jakim jest zawodnikiem, co wnosi do naszej drużyny i jak wiele znaczy dla tego zespołu. I nie ma w tej kwestii żadnych wątpliwości”.













Miałem nadzieję, że w obliczu restrykcji dotyczących Salary Cup i przykładu idącego ze strony Brunsona, kluby i zawodnicy zaczną nagle w sposób racjonalny postępować do budowania składu i wysłania żądań pałacowych.
Niestety, prawda okazała się inna. Jak zwykle. Och, naiwność. Niestety.
To się prawie nie działo w ostatnich latach przed Brunsonem i nie zanosi się na to, żeby to miał być jakiś trend. Pamiętam lata temu kończącego karierę Dirka, Portis został a mógł iść za kasą, KD w GS wziął chyba mniejszą kasę żeby zostało dla Iguadoli i Livingstona…
Pewnie się da coś znaleźć więcej ale to raczej jednostkowe przypadki.
Tak, to zawsze były tylko wyjątki potwierdzające generalną regułę, że kasa jest najważniejsza. Ostatecznie to wielki biznes. Mark Walter zapłacił miliardy za Lakers, to dlaczego Reaves ma teraz dawać mu rabat i nie brać maxa? Interes drużyny, szanse na tytuł – to wszystko brzmi faje, ale ostatecznie to praca.
Ilu z nas zgodziłoby się na niższą pensję, żeby firma mogła się wzmocnić? I to wiedząc, że firmę stać na zapłacenie nam wyższej pensji.
Pytanie o nasze podejście do firmy to trochę inne realia, gdybym był zawodowym sportowcem i chciał walczyć o jak najwyższe cele raczej bym wziął pod uwagę pay cut, bo znając siebie samego, robiłbym hajs na innych rzeczach typu sponsoring, inwestycje itp itd, możliwości w dzisiejszych czasach jest mnóstwo.
Gdy robię jako szeregowy pracownik korpo, to co mnie, oprócz wypłaty, obchodzi? Że firmę będzie stać na lepszy sprzęt? A jeśli robię zupełnie zdalnie, nie chodzę do biura, mogę sobie sam ogarnąć laptopa, to oprócz wypłaty tak na dobrą sprawę reszta mnie nie interesuje, nie walczę przecież o mistrzostwa i swoje legacy w firmie. Więc porównywanie naszych realiów z zawodowymi sportowcami to dwa światy, dla mnie nie jest to zupełnie miarodajnie.
Oczywiście to tylko moje zdanie i spojrzenie na finanse, ktoś może powiedzieć, że ma gdzieś mistrzostwa i legacy, bierze najwięcej od drużyny, robi swoje i elo, ja to też szanuję.
To temat na osobny artykul a nie komentarz, ale tak – porownywanie pracy sportowcow i wiekszosci ludzi nie ma zadnego sensu.
Przecietny czlowiek chodzi do pracy TYLKO dlatego, ze potrzebuje kase i nijak nie oplaca mu sie zostawiac jej na stole. Tym bardziej, ze najczesciej firma nie wyda jej na poprawe JEGO warunkow pracy tylko maksymalizacje SWOICH zyskow.
Porownywac mozna tylko do specyficznych sytuacji, np.:
1) gdy w branzy wystepuje rywalizacja (np. niektorzy dziennikarze czy finansisci chca byc „najlepsi”) albo
2) pasjonatow (jak naukowcy), ktorzy chca cos „osiagnac” i to osiagniecie moze byc dla nich wazniejsze niz kasa
3) to twoja firma rodzinna / masz duze udzialy – wiec sukces firmy lezy bezposrednio w twoim interesie
Takie osoby teoretycznie moglyby zrezygnowac z czesci pensji, np. zeby miec 1 specjaliste wiecej w zespole.
Aktorom zdarza sie grac czasem za przyslowiowa zlotowke w ambitnych projektach i to pewnie najblizszy odpowiednik paycutow w NBA. Tyle, ze aktor grac za duza kase moze spokojnie i do 60-tki, a gracz NBA najczesciej po 35-ce (jesli jeszcze w ogole gra) jest juz na nizszym kontrakcie a z czasem tylko na minimalnym.
W punkt, touche, bullseye
Brunson wzial mniej. Reszte Dolan przelewa ojcu Brunsona. Wszystko zostaje w rodzinie.
knicks ogolnie ciekawe, bridges tez wzial troche mniej, ale chyba wieksza pomoc druzynie zrobil ze podpisal od razu przedluzenie bez czekania, wiec ma tylko 150 baniek na 4 lata, tam to ciekawe co KAT zrobi, bo chlopaki po 40 a on 60mln to tak sobie, ciekawe czy uda im sie dogadac z nim cos szybciej za troche mniejsza kase
Ciekawe, czy Wemby zrobi coś podobnego jak Brunson? Ma europejską kulturę wychowania, w której nie trzeba utonąć w kasie (ani utrzymywać stada pomagierów, jak robią to czarni bracia w NBA), wystarczy mieć jej po prostu „sporo”. Tak wiem, że to „sporo”, to pojęcie względne. Na kontrakty sponsorskie może liczyć na pewno, więc (przynajmniej teoretycznie) spora kasa do kontraktu zostanie dodana z innych źródeł. A jemu akurat mogę wierzyć bardziej niż tym „czarnym braciom” z Bronksów, kiedy mówi o przywiązaniu do Spurs i o tym, że pierścień (albo pierścienie) jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Ciekawe, czy i On nie zaśpiewa sobie jakichś „marnych” 30 baniek za sezon w nowym kontrakcie. Spurs zachowaliby wtedy duuuużą elastyczność kontraktową, żeby za jakiś czas spokojnie utrzymać nowe „Big Three” (VW, DH i SC). Pożyjemy zobaczymy …
Nawet jeśli grojki nie byli by łasi na kasę, to stoi za nimi armia agentów i innych doradców, rodzina , którzy docisną delikwenta, żeby walczył o maksa.
Koniec końców musi za tym stać i trochę taka psychologia (tylko w innej skali zupełnie) jak za każdym pracownikiem najemnym. Czasem by człowiek i zadowolił się kwotą, którą ma, bo mu wystarcza, ale jak sie dowie, że jakiś palant z teamu obok, który nic nie robi ma większą, to jednak trafia człowieka piorun i idzie wywalczyć wyrównanie ;))))
Tym sposobem poor man’s Larry Bird zarobi 185 milionow w 4 lata :D obłęd, ale nie takie asy dostawały takie kwoty.
Ale tu nie chodzi o to czy Austin miał się poświęcić i wziąć mniej kasy tylko czy Lakers powinni mu ją dać. A zdecydowanie nie powinni, to nie jest zawodnik na dwie strony parkietu, dużo mu brakuje też po atakowanej stronie w stosunku do chociażby takiego Kyriego, który był poprzednim partnerem Luki jak ten dochodził do finałów. Lakers ładują sie w kontrakt, który sprawi że Luka nigdy tu nie wygra, szkoda tego chłopaka i aż się odechciewa kibicować Lakersom. Jeszcze teraz Lebron powinien dołożyć swoją cegiełkę i jeszcze bardziej pokrążyć te organizacje choć tutaj przynajmniej tylko na rok.
Dokładnie tak, problem jest to że Austin nie jest graczem za maxa.