Flesz: Więc kim jest Ja Morant?

8
fot. The Associated Press

Na jego biurku znajdowały się listy intencyjne od jakże znanych, koszykarskich uniwersytetów – praktycznie globalnych ikon – jak: Maryland Eastern Shore, Wofford, Duquesne, South Carolina State i Murray State.

Tak, przybył znikąd.

“It’s just my edge – the chip I have on my shoulder from what I had to go through to get to the NBA”

Dwa zdania, które wybrzmiały wokół mnie w ostatnich pięciu dniach. Pierwsze autorstwa mojego głównie-piłkarskiego kolegi, fana MJ’a, który w piątek wieczorem oglądał go po raz pierwszy: “Jest tak naturalny… Przypomina mi Michaela”. Drugie już w niedzielę wieczorem to moje nagabywanie Oli, po tym jak rzucił underhand-touch-pass w półkontrataku i sąsiedzi usłyszeli bardzo dziwnej częstotliwości pisk: “Oj, pooglądaj, polubiłabyś go, jest jak Kobe – gra dla kibiców’. Ola jest jeszcze w żałobie, jednocześnie ryzykuje rozpad związku.

To nie lada porównania dla tego od wczoraj 21-latka, który właśnie w Orlando staje się gwiazdą NBA i potrzebuje teraz małej introdukcji. Nie jak robi to Michał, czy Piotrek zrobił w tekście o Jaylenie Brownie – ot małej, bo sam wiem o nim bardzo mało, choć od kilku tygodni próbuję dowiedzieć się jak najwięcej.


“Beneath No One” – to słowa, które wytatuowane ma na lewym ramieniu. To słowa, które zawsze powtarzała mu jego mama, bo razem mieszkali w stanie historycznie bardzo trudnym do życia dla czarnoskórych.

Ja Morant jest zamknięty w sobie. W jego bio na stronie Uniwersytetu Murray State, w sekcji “Personal Life”, są tylko dwie linijki. “Dża” pochodzi z biednej, dusznej i zaskakująco bogatej w dziką zwierzynę Południowej Karoliny. To już praktycznie Głębokie Południe. Są koszykarze NBA z południa, jak Monta Ellis, Paul Millsap i Derrick Favors, którzy podobnie jak Morant są bardzo skryci i, co wyjątkowe w dzisiejszych czasach, cenią sobie prywatność. I myślę, że “Dża” ma przede wszystkim ducha tego miejsca, posegregowanego rasowo bardziej niż większość amerykańskich stanów. Kevin Garnett także pochodzi z Południowej Karoliny, Zion również jest stamtąd. Mike Jordan z 4647 Gordon Road jest oczywiście z Wilmington, North Carolina, ale położonego nad Oceanem Atlantyckim tylko o 40 km na północ od Myrtle Beach w Płd Karolinie. Ten lwi duch – lew to także jego zodiakalny znak – chyba widać w samej jego mimice twarzy, w ostrości spojrzenia, a najlepiej gdy po udanych akcjach zatrzymuje się na moment i napręża te swoje chudziutkie ramiona, wydając krzyk. Co w nim siedzi?

To trochę profilowanie z mojej strony, więc potraktuj to lekko, proszę, ale jak napisałem: “Dża” jest zamknięty w sobie i nie jest koszykarzem z Kalifornii.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

39

KOMENTARZE

  1. Na ten moment jest drugim Bennem Simmonsem lub MCW, czyli wielka dynamika, rozegranie ale niepewny rzut. Dynamika za pare lat nie bedzie juz taka wielka i zaczna sie problemy. Na ten momen nie widze zeby to byl nastepny James Harden. To samo zdanie mam o SGA

    Lubię to: 4
    • Porównanie absolutnie nietrafione wg mnie. Morant rzuca w tym sezonie 51% za 2 i 34,5% za 3. Przy obręczy trafia 60%.
      Wiadomo, że nie jest to Ray Allen. Ale poo jego pierwszy rok w lidze. Dla porównania MCW w pierwszym roku gry rzucał 44% za 2 i 26% za 3. Statystyk Simmonsa nie przytaczam, wiadomo dlaczego.
      Z tym spadkiem atletyzmu też nie przesadzajmy. Jeśli kariera potoczy mu się drogą Westbrooka, a nie Rose’a czy McGrady’ego to atletyzm jeszcze długo będzie trzymał go w grze. Russ po 30 nadal jest bardziej atletyczny niż większość graczy.
      Także Ja jak dla mnie będzie lepszy niż kiedykolwiek będzie Simmons. A MCW nigdy nie był na tym poziomie.

      Lubię to: 15