W historii NBA było wiele przykładów „toksycznych” zawodników, którzy albo psuli atmosferę w szatni, albo przeszkadzali w zespołowej grze, ale chyba nigdy wcześniej nie było nikogo aż tak szkodliwego dla całego klubu jak Kawhi Leonard dla LA Clippers.
Katastrofa. Tak najkrócej można określić jego erę w Los Angeles. Katastrofa dla drużyny, dodajmy. Najbardziej pasuje tutaj chyba porównanie do „konia trojańskiego”, ponieważ wydawał się być kimś superatrakcyjnym, a rozsadził klub od środka. Z tą kluczową różnicą, że Clippers wcale nie dostali go w prezencie. Już na starcie musieli zapłacić wielką cenę, żeby go zdobyć.
W 2019 roku byli przekonani, że wchodzą do koszykarskiego raju, tworzą superdrużynę i zaraz ze swoim gwiazdorem będą świętować kolejne mistrzostwa. Siedem lat później Leonard wraca do Toronto, zostawiając za sobą zgliszcza. Ucieka z tego tonącego statku, nie rzucając nawet koła ratunkowego ludziom, którzy tak bardzo dla niego się starali, łamiąc zasady NBA.
Zacznijmy od początku.
Transfer Paula George’a jest jednym z najgorszych w historii, co do tego nie ma już żadnych wątpliwości. Clippers oddali przyszłego dwukrotnego MVP Shaia Gilgeousa-Alexandra i aż pięć pierwszorundowych picków (plus swapy), czym bardzo pomogli stworzyć fundament mistrzowskiej drużyny w Oklahomie, podczas gdy sami od tamtego czasu wygrali tylko trzy playoffowe serie. Cena wymiany była kosmiczna, ale można było zrozumieć, skąd się wzięła.
Pozyskiwali 28-letniego All-Stara, który dopiero co zajął trzecie miejsce w głosowaniu na MVP, a także znalazł się w pierwszej piątce All-NBA i All-Defensive. George był wówczas jednym z absolutnie najlepszych zawodników ligi, a to wcale nie on był największą nagrodą dla Clippers.
To była transakcja wiązana. Pozyskali George’a, ponieważ załatwienie tego transferu oznaczało, że wolny agent Kawhi Leonard podpisze z nimi kontrakt. Chciał grać razem z PG i to było pierwsze z wielu jego wygórowanych oczekiwań, które Clippers zgodzili się spełnić. W tamtym momencie był najlepszym koszykarzem w NBA, mając za sobą fenomenalne playoffy, podczas których poprowadził Toronto Raptors do mistrzostwa.
I tak rozpoczęło się całe nieszczęście Clippers. Choć w tamtym momencie ich przyszłość wydawała się niesamowicie obiecująca – zdobyli dwóch supergwiazdorów, ustawiając się w gronie głównych faworytów do tytułu i przez następne lata mieli rządzić w lidze…
Przez siedem kolejnych sezonów utrzymywali się w czołówce i pod względem łącznej liczby zwycięstw zanotowali czwarty wynik w NBA, ale to nie przełożyło się na większe sukcesy w playoffach. W odróżnieniu od pozostałych drużyn znajdujących się w top-7 tej listy nie weszli do wielkiego finału. Nigdy nie mieli okazji zagrać o mistrzostwo. Ich największym sukcesem był pierwszy w historii klubu awans do finałów konferencji.
Leonard dał im cztery sezony na poziomie All-NBA, ale w sumie rozegrał tylko niespełna 60% wszystkich meczów. Już przychodząc do LA miał historię poważnych problemów zdrowotnych. Clippers robili, co się da, żeby pomóc mu utrzymać się przy zdrowiu, przez co dużą historią stał się load management. Ale ta przesadna ostrożność nie przyniosła oczekiwanych efektów. Kawhi dalej miał kłopoty z kontuzjami, a częste nieobecności najlepszego zawodnika nie pomogły w budowaniu chemii, zgrania i drużyny gotowej walczyć o najwyższą stawkę.
Oszczędzali go na playoffy, ale ostatecznie w playoffach wygrał dla nich tylko dwie serie. To były dwa świetne w jego wykonaniu pojedynki z Dallas Mavericks, ale oba w pierwszej rundzie. W dalszej fazie w 2020 roku bardzo zawiódł w Game 7 (6/22 z gry), a kiedy rok później Clippers dotarli do finału konferencji, od połowy drugiej rundy już nie grał.
Oczywiście trudno winić zawodnika za kontuzje. Nikt nie kontroluje swojego ACLa, żeby ochronić go przed zerwaniem. Przeważnie to po prostu pech. Ale w przypadku Leonarda było też sporo tajemniczych, nie do końca wytłumaczonych urazów, a także dyskusji o tym, czy naprawdę musi się w aż tak dużym stopniu oszczędzać (przez lata zupełnie unikał gry w back-to-backach). Oczywiście to jego ciało i tylko zawodnik wie, jak się czuje, więc trudno to podważać i generalnie tego nie robię.
Ale skoro właśnie dostaliśmy potwierdzenie, że Kawhi to oszust, bo razem z Clippers oszukiwał system salary cap, możemy zastanawiać się, czy przypadkiem tych oszustw nie było więcej. Bo może to tylko czysty zbieg okoliczności, ale tak się składa, że dwa sezony w LA, w których rozegrał najwięcej meczów, miały miejsce, gdy walczył o przedłużenie kontraktu. Dostał nową umowę w trakcie sezonu 2023/24, gdy wystąpił w aż 68 meczach (jego rekord w barwach Clippers). W minionym sezonie także oczekiwał przedłużenia i rozegrał 65 spotkań. Może to przypadek, ale był zdrowszy i bardziej dostępny, gdy stawką był nowy kontrakt.
A pieniądze zawsze były dla niego najważniejsze. Przez te siedem sezonów oficjalnie zarobił w Clippers $292 miliony, to jednak nadal było dla niego za mało. Już w czasie wolnej agentury w 2019 roku reprezentujący go Wujek Dennis dał jasno do zrozumienia, że nie zadowolą się maksymalnym kontraktem, przedstawiając oczekiwania dodatkowych korzyści. Zostało to wtedy zgłoszone do ligi, która przeprowadziła śledztwo i następnie wprowadziła dodatkowe przepisy dotyczące takich sytuacji. Clippers, Leonard i Wujek Dennis nie mogli mieć wątpliwości, że umowy na boku są nielegalne, a mimo to Wujek Dennis nadal naciskał na załatwienie sponsorskich umów-widmo, aż głupi Clippers w końcu zorganizowali dodatkowy zastrzyk gotówki dla swojego gwiazdora, obchodząc reguły NBA.
Clippers byli gotowi zrobić wszystko, żeby tylko Leonard był zadowolony. I co z tego mają? Mistrzostwa dla nich nie zdobył, w playoffach za wiele nie pograł, a po jego odejściu jeszcze długo będą mieli niezwykle utrudnione zadanie przy tworzeniu nowego kontendera, bo jeszcze w 2033 roku będą spłacać karę, po raz piąty tracąc pierwszorundowy pick. Doliczając do tego cenę transferu PG, te siedem lat Kawhia kosztowały Clippers aż 10 picków. Nie mówiąc już o ogromnych środkach finansowych, które przekazali mu oficjalnie i pod stołem, przez pośredników, a także o wysiłku, jaki włożyli w zorganizowanie dodatkowych umów, a przez ostatni rok – w zaprzeczanie, że cokolwiek było tutaj niezgodne z zasadami, i próbę ukrycia faktów.
Wszystko dla Leonarda. To on za pośrednictwem swojego wujka zmusił/przekonał/sprowokował ich do obejścia zasad salary cap. Dla niego oszukiwali i zostali za to teraz surowo ukarani, podczas gdy Kawhi wychodzi z tego właściwie bez większego szwanku. Dostał to, czego chciał – dodatkowe $18 mln w umowach od trzech firm współpracujących z Clippers, a także dużą część z opiewającego na $24 mln kontraktu z Aspiration – a teraz umywa ręce i ucieka z powrotem do Toronto.
Bierze odpowiedzialność za to, że nie dopilnował ludzi ze swojego najbliższego otoczenia, którzy popełnili „błędy w ocenie sytuacji”. Po jego stronie cała wina zostaje właściwie zrzucona na Wujka Dennisa, od którego odciął się kilka miesięcy temu (oficjalnie, bo wujek był razem z nim podczas niedawnego touru w Chinach), zatrudniając nowego agenta. Jakby Leonard o niczym nie wiedział i w tym nie uczestniczył. Ale chyba nikt w to nie uwierzy. Podpisywał te umowy, zakładał spółki i osobiście ustalał warunki wypłat z Aspiration. Jest równie winny, co pozostali uczestnicy tego procederu.
A mimo to otrzymał tylko symboliczną karę $700 tysięcy. To jedyne konsekwencje dla niego za aferę, którą sprowokował i z której czerpał największe korzyści. Bo na koniec znalazł wyjście, jak się wymigać. Dogadał się z NBA. Zgodził się z wynikami dochodzenia i z werdyktem ligi, dając tym samym zielone światło Związkowi Zawodników do zatwierdzenia zamknięcia sprawy. NBA oczywiście ułatwiła mu taką decyzją śmiesznie niskim wymiarem kary.
Można powiedzieć, że wystawił Clippers. Nie dał im szansy obrony przed niezależnym arbitrem. Mógł to zrobić, gdyby, tak samo jak oni, twardo trzymał się stanowiska, że w żaden sposób nie złamali ligowych przepisów. Gdyby nie zgodził się z decyzją Adama Silvera, Związek w jego imieniu uruchomiłby procedurę odwoławczą, która pozwoliłaby również Clippers przedstawić swoje argumenty. Oczywiście, widząc, co znaleziono w wyniku dochodzenia, trudno byłoby im się oczyścić, ale oni nawet teraz nie chcą się przyznać i zapowiadają walkę.
Kawhi mógł im pomóc, gdyby dalej trzymał stronę Clippers. Ale to nie było w jego interesie. Chciał jak najszybciej zamknąć sprawę, żeby można było sfinalizować jego transfer. Nawet w swoim oświadczeniu pisał już o nowym rozdziale w Toronto. Clippers przestali być jego drużyną.
Skompromitowana organizacja, oszuści i kłamcy, drużyna bez picków na długie lata. To efekt działania na rzecz Leonarda. Cała afera była przez niego i kręciła się wokół niego, ale to tylko Clippers oberwali. Robili dla niego wszystko i zostali z niczym.
Tymczasem Kawhi, jak gdyby nigdy nic, bierze swoje pieniądze i przenosi się do Kanady. Zaraz założy koszulkę Raptors, znowu będzie w drużynie z dużymi aspiracjami i zaraz pewnie też otrzyma duże przedłużenie kontraktu, którego Clippers już nie chcieli mu dać.













Mój take: koszulka Leonarda nie zawiśnie pod kopułą hali Clippers XD
Chyba, że z Leonardem w środku.
Dobrze wiedział co robi idąc do Toronto. To chyba jedyna drużyna w lidze, która przyjęłaby go z otwartymi ramionami, w końcu jest tam bohaterem.
Pamiętam jeszcze czasy gdy biegał w koszulce Spurs i panowała powszechna opinia, że SAS znaleźli nowego Tima Duncana. Pasował charakterem…bez okazywania emocji na parkiecie, skupiony stricte na koszykówce i treningach, gracz, który na pewno będzie stawiał drużynę ponad swoje finansowe korzyści…oj źle się to zestarzało.
Podpisze w Toronto pewnie max przedłużenie i bardzo źle się ten kontrakt zestarzeje.