Draft 2020: Siła tej klasy

10

Ta część tekstu o drafcie była najtrudniejsza. Nie przez to, że nagle odjęło mi wenę, a przez to, że dość nieoczekiwanie, odkryłem siłę tego draftu. Okazuje się, że mimo, że może tu być raptem 2-3 All Starów, jeśli w ogóle jakiś będzie (a będzie), mimo że jest spora szansa na to, że nie będzie tu ani jednego Hall of Famera i mimo tego, że czołową piątkę-siódemkę graczy można właściwie losować kostką, to ten draft jest na swój sposób atrakcyjny: jest potwornie głęboki w rolesów. I tak jak jest mniej więcej 7 kandydatów do jedynki i dla każdej drużyny w lidze mogą być ustawieni w innej kolejności, tak mniej więcej na miejscach 10-40 jest zatrzęsienie graczy o równym poziomie i tam gdzie jedni mogą mieć Paula Reeda na 12. miejscu a Kirę Lewisa na 36., tam drudzy mogą mieć Reeda na 37. a Lewisa na 11. I jest to w pełni usprawiedliwione. Szczerze mówiąc trochę mnie to zaskoczyło i nagle zrozumiałem, że żeby móc wybrać garść ciekawych dla mnie graczy i ich rzetelnie opisać, będę musiał obejrzeć cholernie dużo materiału. I tak szczerze mówiąc, muszę powiedzieć, że niektórych z tych zawodników wciąż niespecjalnie znam – po prostu jeśli pierwszy i drugi klip na ich temat mnie nie zaciekawiły, odstawiałem ich do kąta. Co nie znaczy, że w kolejnej części się nie pojawią, kiedy ich poznam trochę lepiej.

Uwaga techniczna – schodzimy tutaj powoli w bardziej niszowych graczy co oznacza, że wrzucane filmy części zawodników będą bez słabych stron. Jeśli je obejrzycie – koniecznie sprawdźcie też jakieś Weaknesses lub Areas of Improvement. W highlightach każdy gracz wygląda zajebiście – klucz jest w lowlightach.

Jeśli chcecie się dowiedzieć o graczach więcej – tradycyjnie najlepszy w historii jest Mike Schmitz, który w tym roku daje nam materiały, w których wspólnie z danym prospektem analizują taśmy. Dodatkowo w formie pisanej najlepsi w tym roku są Hollinger i Vecenie z The Athletic oraz Kevin O’Connor z The Ringer (z roku na rok coraz lepszy – czytaj, zaczynam się z nim zgadzać), w formie do słuchania mamy Big Board Chada Forda z… Hollingerem i Hollingera z Duncanem w sieci Locked On. (Widzisz wzór, wyprowadzamy go od litery H) Dla mnie te źródła to jakieś 3/4 informacji które po swojemu przetwarzam, ale staram się obejrzeć choć fragment (kilka) meczu każdego gracza o którym tu piszę, co często dość drastycznie zmienia moją opinię o zawodniku. 

Onyeka Okungwu – Trochę za mały na swoją pozycję center, którego miejsce w drafcie powinno być niezłym wyznacznikiem tego, w jakim kierunku zmierza liga. Jeśli będzie grał rzeczywiście jako center, będzie to oznaczać, że liga jeszcze bardziej naciska na small ball… Co nie znaczy, że gość nie umie grać pod koszem. Bardzo podoba mi się to, że nawet nie mając w zasięgu zbiórki potrafi kilka razy podbić piłkę w tłoku, aż do momentu kiedy może ją złapać. Pomagają w tym bardzo dobre dłonie, które przekładają się też na cudowny touch wokół obręczy. Niektóre jego wykończenia trudnych layupów wyglądają na guarda i to sprawnego. (Tu pytanie… czy ich za bardzo nie lubi – to jedna z rzeczy które zabiły Andre Drummonda, jakieś fancy triki zamiast napieprzania z góry.) Także mając piłkę przodem do kosza umie dojść za pomocą obiecującej pracy stóp do rzutu, już teraz próbuje spinów i drop-stepów, z niezłym skutkiem. To co mnie za to kompletnie w nim nie przekonuje to to co się dzieje, kiedy nie może zaatakować kosza po dostaniu piłki – wtedy się gubi. Nagle można zobaczyć, że ani nie umie rzucać, ani nie umie podjąć błyskawicznej decyzji co do podania. Najlepiej po picku zamurować przed nim kosz i nagle wygląda jak dziecko zostawione na bezludnej wyspie. Z drugiej strony defensywnie jest intrygujący jako gracz kryjący pick and rolle i switche, a tam gdzie nie daje rady na nogach umie nadrobić blokami z tyłu… Problem? W NBA będzie łapał faule jak szalony skacząc do tych bloków na każdą pompkę. Z jednej strony wygląda momentami jak Pascal Siakam z jego pierwszych dwóch sezonów (minus rzut), co może go wepchnąć nawet do Top5 draftu, ale na ten moment wygląda dla mnie bardziej jak mniejszy i bardziej atletyczny Clint Capela (plus bajery), raczej pierwszy podkoszowy z ławki niż starter w NBA. Ale sufit jest fajny, trzymajmy się tego.

Tyrese Haliburton – Przedziwny gracz. W NBA prawdopodobnie rezerwowy guard, który powinien grać po 30 minut na mecz ale brakuje mu naraz atletyzmu, rzutu i umiejętności kończenia przy obręczy na to żeby występować w pierwszej piątce. Mimo tych wszystkich braków, powinien pójść w top10 tegorocznego naboru. To przez to, że jest naprawdę długi i ma nieprawdopodobnie wysokie boiskowe IQ. Głową nadrabia jak może swoje braki w innych dziedzinach. Fantastycznie podaje, a korzystając z nietypowego kozła i inteligencji umie mijać pozornie dużo sprawniejszych guardów. Dzięki świetnemu czuciu gry i swoim rozmiarom, jest solidnym obrońcą zespołowym, mimo, że na dobre krycie 1 na 1 nie pozwala mu mocno przeciętny atletyzm. Na warunki NBA to będzie kreujący SG ze słabym rzutem lub duży PG który nie umie rzucać pull upów i jest nieprzekonujący przy atakowaniu obręczy. Może być lepiej podającym Spencerem Dinwiddie jeśli poprawi rzut, a na pewno będzie absolutnym ulubieńcem NBA-nerdów. To ten profil gracza, którego fani całe życie wpychają do piątki, a głupi trenerzy NBA jakoś tego nie czują.

Devin Vassell – Zachwycający. To dosłownie moja pierwsza myśl kiedy usiadłem do tego dzieciaka. Nie był pierwszym oglądanym przeze mnie graczem z tego naboru, ani nawet piętnastym. Stąd właśnie ta myśl. Przy tych wszystkich utalentowanych lecz pełnych wad chłopakach, zobaczyć wreszcie kogoś, kogo można wsadzić w warunki NBA i od pierwszego dnia będzie graczem to ogromna ulga. Ulga i zachwyt. Vassell nie będzie w NBA gwiazdą. Ale nie będzie też graczem G-League. Bierzesz go, wrzucasz do rotacji dowolnego zespołu NBA i chłopak gra 20 minut na mecz. I to gra w ważnej roli. To klasyczne plug&play, gość skrojony pod współczesną ligę. 2 metry wzrostu, niezły atletyzm, świetne umiejętności defensywne indywidualnie i drużynowo, wysokie boiskowe-IQ i oczywiście, fantastyczny rzut za 3. Gdybyś wstawił go do Phoenix Suns w miejsce Mikala Bridgesa, mógłbyś zupełnie nie zauważyć różnicy. Brakuje mu kozła, umiejętności gry w ataku na kontakcie, pierwszego kroku i siły fizycznej, co właściwie dyskwalifikuje go jako potencjalną gwiazdę, ale zupełnie nie powinno mu przeszkodzić w staniu się bardzo użytecznym graczem NBA. Jeśli będzie dobrze bronił, rzucał 40% za 3 i biegał do kontry to dostanie w lidze dużo więcej niż 20 minut na mecz. Nie widzę możliwości żeby był bustem. Takich pewniaków jest w tegorocznym naborze może ze trzech, a mooooże pięciu. A Vassell jest tym z nich, który wnosi najbardziej rozchwytywany w NBA profil. Pomyśl o tym w ten sposób: prawdopodobnie nie zostanie wybrany w top5 bo w top5 będą wybierać słabe drużyny, które szukają tylko upside’u. Gdyby w top5 wybierali kontenderzy, Vassell byłby pewniakiem do pójścia w tym zakresie, bo drużyny szukałyby po prostu najlepszego możliwego gracza. Dwa lata temu przez ograniczony sufit nie załapałby się do dziesiątki, ale w tym roku? Zdziwię się jeśli wyleci z Top8. Istnieje też jeden malutki procencik szans, może pół procencika, a może ćwiarteczka, że będzie nowym Klayem Thompsonem, ktoś to zauważy i weźmie go w top3. Profil wad i zalet ma bardzo podobny do tego co wynosił z college’u Klay. Może być też nowym Bobem Covingtonem. Tak czy siak, myślę, że na koniec kariery będzie w Top5 zarobków z tegorocznej klasy – takich graczy się bardzo ceni w NBA i ma to przeliczenie na $$$.

Aaron Nesmith – Zobaczycie na załączonym filmie poniżej czemu gościem można się podniecić. Praca nóg przy dojściu do rzutu, umiejętność obcinania się po zasłonach, ciągły ruch w ataku, to definicja hipernowoczesnej NBA. Osiem zasłon w jednej akcji, potężne gravity, typ gracza ala JJ Redick lub Wayne Ellington z czasów Miami… Czekaj. Właśnie Ellington to idealne porównanie dla Nesmitha. Niezbyt altetyczny, niezbyt dobry w obronie, ale samym swoim ruchem w ataku buduje całą ofensywę swojego zespołu. Miami Ellington + mięśnie. Tym jest Nesmith. Pamiętaj więc, że Wayne grał u Spo albo 35 minut albo 0, że w Pistons był ważny, chyba że akurat siedział, że w Nowym Yorku nie bardzo wiedzą co z nim zrobić. Kogoś takiego trzeba mieć we współczesnym zespole NBA, ale przez swoją jednowymiarowość wcale nie musi dużo grać w konkretnym spotkaniu. To wróży Nesmithowi przeciekawą karierę, ale zupełnie nie widzę dla niego szans na bycie kimś więcej niż biegającym pistoletem. A czemu nie będzie niczym więcej, możecie bardzo łatwo zobaczyć wklepując w YouTube “Improvement Areas”.

Precious Achiuwa – dla mnie to albo lepiej broniący Kenneth Faried albo Brandon Clarke dla ubogich, bez floatera, bez podstaw i boiskowego IQ. To chyba najbardziej przeceniany zawodnik w tym drafcie, mam wrażenie, że będzie solidnym 3-4 podkoszowym w rotacji klubu NBA, bez szans na cokolwiek więcej. Choć to inny profil gracza, jego potencjalna rola kojarzy mi się mocno z Edem Davisem.

Jalen Smith – kojarzy mi się z Thomasem Bryantem – ofensywny center, jednak nie dość dobry żeby atakiem nadrobić kłopoty w obronie. Jest niezły grając z pomocy, ma feeling i umiejętności w tej kwestii, ale jako główny obrońca jest za słaby, żeby kryć bigmanów w post, a za wolny na stopach, żeby switchować na guardów, czy choćby przyzwoicie bronić pick and rolle. Za to w ataku to pełen pakiet minus atletyzm: dobre ręce, niezły rzut, dobrze atakuje obręcz i zbiera w ataku. Już jest bronią zarówno w pick and rollu jak i w pick and pop. Zależnie od drużyny do której trafi może równie dobrze z miejsca grać 25 minut na mecz jak 0. Trudno jednak zobaczyć w nim upside wyższy niż wspomniany przeciętniaczek Bryant.

Kira Lewis – Bardzo młody jak na drugorocznego gracza, znakomity jako scorer, strasznie wątły co może być potężnym problemem w obronie, prawdopodobnie to docelowo zdobywający punkty guard z ławki w stylu Lou Williamsa. Był młodszy od większości pierwszoroczniaków w NCAA, a statystycznie był lepszy od nich wszystkich, do tego ma za pasem rok więcej doświadczenia na najwyższym poziomie akademickim. Jest szybki i łatwo dostaje się do obręczy ale właśnie tam pojawia się znowu problem z jego ciałem – mimo, że jest długi jak na guarda, nie ma masy, żeby skutecznie kończyć na kontakcie. Wydaje się stworzony do roli sixth mana i instant offense z ławki. Może zacząć się w nią wcielać już w swoim pierwszym sezonie – Hollinger dał tu dla niego dobre porównanie w podcaście z Natem Duncanem – Coby White.

Devon Dotson – lepiej zbudowany Ish Smith z nastawieniem młodego Erica Bledsoe, fantastycznie mija w prawo i ma pierdolnięcie w pierwszym kroku, z kozła. Mija ludzi w ten sposób jeden na jeden bez zasłony. Ma też mankamenty takie jak Ish: niepewny rzut, jest na tyle mały, że drużyny będą go atakować w obronie, jak dobrych by podstaw nie miał, a także póki co nie wyróżnia się jako podający – potrafi wykreować kolegę ale nie są to podania wywołujące opad szczęki. Tak czy siak, powinien być dobrym backupem w NBA.

Malachi Flynn – stary człowiek, mały Derrick White, kurdupel który jest tak dobrze ułożony w obronie, że jest w stanie nadrabiać ułożeniem swoje mankamenty fizyczne. Nie zrozum mnie źle – jest obrońcą dobrym, a nie ponadprzeciętnym, ale przy jego rozmiarach to i tak więcej niż należałoby się spodziewać. To co go wyróżnia to nos do „dużych” zagrań po obu stronach parkietu – fantastycznie umie kraść piłkę w najmniej oczekiwanym momencie, a w ataku nie boi się piłki w kluczowych momentach. To drugie w przypadku rolesa nie jest aż tak ważne, ale pesky obrona w połączeniu z czuciem przechwytów i brakiem strachu na boisko, powinny zjednać mu sobie fanów, a może nawet przebije się przez pozycję trzeciego PG w NBA i awansuje aż do roli backupa. Na startera nie ma szans, na faworyta fanów – spore.

Paul Reed – fantastyczne ręce, bardzo uniwersalny w obronie, klasyczna defensywna czwórka do nowoczesnej koszykówki, mogąca switchować od 1 do 5, przy okazji dość kosmiczna linijka w NCAA (fantasy alert!) 15 punktów, 11 zbiórek, 51.6% z gry, 1.9 przechwytu i 2.5 bloku na mecz. Przedziwny rzut troszkę odstrasza, ale ma w sobie coś z Brandona Clarke, więcej niż np. Precious. Jest ustawiany w drugiej rundzie przez większość mocków, za to taki Hollinger ma go w loterii (!). Bliżej mi w tym co widzę do opinii Hollingera, ale raczej w kategoriach okolicy top20 a nie top10. Wydaje mi się, że jego pozycja będzie bardzo zależała od potrzeb drużyn i od tego, czy ktoś stwierdzi, że tak jak Clarkiem można grać nim na centrze. Jeśli tak, może naprawdę pójść w Top20, jeśli nie, mimo możliwości defensywnych może nawet wylecieć z pierwszej rundy, ponieważ defensywna czwórka bez rzutu to bardzo trudny do sprzedania w obecnej NBA towar.

Patrick Williams – Gdybym nie wiedział z przeczytanych materiałów, że jest kandydatem do loterii to bym się nie zorientował, mimo że oglądałem uważnie dużo materiałów o Vassellu (grali razem na uczelni). Z drugiej strony do pierwszej rundy mógłbym go wytypować. Czemu? Bo to kawał dużego na warunki NCAA cielska, które powinno móc w przyszłości kryć każdą możliwą pozycję poza dominującymi fizycznie centrami. Poza tym pozytywnie rzuca mi się w nim oczy tylko jeszcze jedna rzecz: forma rzutu. Wyciąga piłkę do góry dość długo, ale wypuszcza ją z bardzo wysokich rąk, przy okazji zasłaniając ją łokciem. Praktycznie nie da się tego zablokować bez faulu. Nie ma kozła żeby dojść do takiego pull-upu, to nie są czasy na takie pull upy z pół dystansu, zwłaszcza w wykonaniu trójko-czwórek, ale cholera, ten rzut wygląda jakby zupełnie nie zależał od obrony. Jest w tym trochę Michaela Portera Juniora, jest w tym trochę old-schoolu. Przy tym wszystkim cała reszta w nim leży, jest surowy, jest nieogarnięty, jest chyba najmłodszym graczem tegorocznego naboru. Poświęciłem mu właśnie więcej miejsca niż wielu lepszym zawodnikom, ale niesie w sobie obietnicę – trudno ocenić jego sufit. To dużo więcej niż w przypadku większości graczy z tej części, gdzie bazujemy na solidnych podłogach. Williams jest jedynym graczem tutaj, który wylądował w tekście przez swój potencjał a nie faktyczne umiejętności.


Aleksej Pokusevski, Saddiq Bey, Theo Maledon, Elijah Hughes, Desmond Bane, Tyrell Terry, Tyrese Maxey, RJ Hampton, Josh Green, Jaden McDaniels, Nico Mannion, Leandro Bolmaro, Tre Jones, Isaiah Stewart, Killian Tillie, Robert Woodard – oni wszyscy zahaczają nawet o loterię w oczach ludzi których szanuję. O żadnym z nich na razie się nie wypowiem, bo po prostu nie znam ich wystarczająco, widziałem tylko highlighty na youtubie. Póki nie dorwę się do lowlightów i choćby fragmentów całych spotkań, nie chcę o nich pisać. Na szczęście mamy czas, co pozwoli mi włączyć choć część z nich do kolejnych tekstów – Bey, Pokusevski, Hampton, Mannion, Bolmaro i Maxey zahaczają w tekstach ludzi mądrzejszych ode mnie nie tylko o loterię, a nawet o top10. Nie wiem z czego to wynika, ale się dowiem. Znamienne dla tej klasy jest to, że zawodnicy u jednych w ścisłej czołówce u innych są poza pierwszą rundą i to nawet nikogo nie dziwi – między końcówką loterii a środkiem drugiej rundy różnica jest czysto teoretyczna. Mamy w tym roku spore szanse na liczne oświadczenia managementów w stylu “Z 45. pickiem szukaliśmy rezerwowego centra, ale spadł do nas Gracz XYZ, który na naszym draft boardzie był 15. i nie mogliśmy przegapić takiej okazji.” Żeby daleko nie szukać – Bey, którego widziałem w paru miejscach w Top20 u bardzo dobrego Vecenie jest poza sześdziesiątką. Taki to nabór.

To sprawia, że lepiej niż kiedykolwiek być z punktu widzenia draftu drużyną spoza loterii, bo nawet z pozycji 18 lub 21 można wyjąć fajnego 3&D zawodnika lub rezerwowego guarda do rotacji, który z miejsca będzie mógł grać minuty w playoffowym teamie. I jednocześnie ten gracz może być spokojnie top10 na Twoim draft boardzie. Kompletnie inaczej dla mnie wyglądałyby w tym roku rankingi graczy najlepszych dla drużyn playoffs i drużyn spoza playoffowego szamba. To czyni tegoroczną klasę mimo wszystko bardzo ciekawą. Zajmę się tym w kolejnym tekście, który powinien być mockiem dla loterii + szersze opisy dotychczas nieruszonych zawodników.

26

KOMENTARZE

  1. To może skoro tak dobrze o tym piszesz to zrobisz tabelkę i krótkie wyjaśnienie kogo według Ciebie powinien wziąć każdy GM?
    Z góry wielkie bóg zapłać

    Lubię to: 0
    • Jeśli chodzi Ci o mock draft to właśnie o tym ma być kolejny tekst. Puszczę raz loterię na Tankhatonie i na podstawie jej wyników podam kto powinien według mnie, bez żadnych insiderów i tym podobnych, zostać w danym miejscu wybrany. Oczywiście wraz z krótkim wyjaśnieniem przy graczach, o których już pisałem i trochę dłuższym przy ludziach, których jeszcze nie opisałem.

      Lubię to: 2
    • Bunia nie da się zastąpić, co najwyżej imitować…
      Ja tu imituję zależnie od okazji Maćka, Sebę, Sitarza i czasem Adama, muszę jeszcze wymyślić jak imitować Kajzerka, ale mogę być na to zbyt mało rzeczowy.

      Lubię to: 2
  2. Świetna robota Wooden!

    Na szczęście o moich dwóch sleeperach nic nie wspomniałeś. ;) Jest ponad 40 graczy wartych uwagi, trochę podobnie jak przed rokiem, gdzie chociażby Dort, Davis czy Naz Reid mogli być spokojnie wybrani w I rundzie.

    Lubię to: 0