Dniówka: Koniec “The Last Dance” i idealne zakończenie kariery, które Jordan zepsuł

18
fot. Netflix/ESPN

Michael Jordan jest przekonany, że gdyby tylko jego Chicago Bulls dostali szasnę rozegrania jeszcze jednego sezonu, nie tylko wszyscy zgodziliby się wrócić, ale też wygraliby siódmy tytuł. Widać, że do dzisiaj nie może pogodzić się z tym, że nie miał tej szansy i został zmuszony do odejścia. Jednak oglądając „The Last Dance” i przypominając sobie ostatni mistrzowski sezon Bulls, odnosi się wrażenie, że faktycznie czas tamtej drużyny dobiegał końca. Mówi to zresztą sam Phil Jackson, który chyba najlepiej czuł swój zespół. Zawsze chce się więcej, póki jest się na szczycie i się wygrywa, ale jako zespół byli zmęczeni fizycznie i mentalnie po kolejnych długich latach ciągłego funkcjonowania pod dużą presją w blasku reflektorów. Byli też starzejącą się drużyną. Patrząc na to z perspektywy czasu, najlepsze co mogli wtedy zrobić to właśnie powiedzieć sobie – koniec i odejść jako mistrzowie. To pozostawiło niedosyt, ale przede wszystkim umocniło ich legendę. Nie mieliśmy okazji zobaczyć jak przegrywają.


Zmarły Jerry Krause przedstawia swój punkt widzenia w zapiskach niewydanej nigdy autobiografii, które jego żona przekazała KC Johnsonowi z NBC Sports. Zdecydowanie odrzuca zarzuty o tym, że to jego przerośnięte ego zakończyło dynastię. Przekonuje, że w tym ostatnim roku było widać alarmujące pęknięcia w fundamencie drużyny i wiek graczy coraz bardziej dawał o sobie znać. Dennis Rodman miał już 37 lat i były obawy, że jego pozaboiskowe wybryki zaraz wezmą górę nad koszykówką. Kostki Luca Longley’a mogły rozsypać się w każdym momencie. Bez podpisania z nimi nowych kontraktów nie mieliby silnego skrzydłowego i centra. Scottie Pippen chciał swojej wypłaty, ale miał za sobą dwie operacje w ciągu dwóch lat, 33 lata na karku, więc inwestowanie w niego też wiązało się z dużym ryzykiem. Do tego Phil Jackson już wcześniej zdecydował, że odchodzi… Nie dało się tego dłużej ciągnąć. Krause przypomina też, że przez lokaut kolejny sezon rozpoczął się dopiero w lutym, a Jordan uszkodził sobie palec obcinarką do cygar, więc nie mógłby grać. Opisuje jednak sytuację z perspektywy 1998 roku, nie wspominając o tym, że już rok wcześniej ogłosił, że to ostatni sezon Jacksona. Już rok wcześniej był gotowy zacząć przebudowę, jeszcze zanim zdobyli szósty tytuł.

Rok wcześniej zapędy Krause’a zatrzymał Jerry Reinsdorf, który w „The Last Dance” mówi, że był gotowy ponownie zmienić plany swojego generalnego managera, próbując przekonać trenera do powrotu na kolejny sezon. Uważał, że Jackson zasłużył na szansę dalszej walki z tą drużyną… Tylko, że to nie byłaby już ta sama drużyna. Chciał zatrzymać Phila, Jordana, ale nie cały mistrzowski skład. Konieczna była przebudowa. Reinsdorf nie ukrywa, że chodziło o pieniądze. Stwierdza, że samobójstwem byłoby zatrzymanie tamtego składu, ponieważ wartość rynkowa zawodników przewyższała ich wartość na boisku.

Ale przecież miał najlepszego zawodnika i najlepszy zespół koszykówki, uwielbiany na całym świecie. Po bilety ustawiały się długie kolejki, mecze były wyprzedane, logo jego drużyny było wszędzie, więc biznes miał się świetnie. Dlaczego dobrowolnie z tego rezygnować? Nie wiemy jak to się wszystko kalkulowało, ale trzeba też zwrócić uwagę, że koszty były wysokie. Podczas gdy salary cap w sezonie 1997/98 wynosiło $26.9mln, Bulls płacili więcej samemu Jordanowi. W sumie pensje ich zawodników ponad dwukrotnie przewyższały salary cap wynosząc $61mln. Na tamte czasy to były ogromne wydatki.

Oczywiście płacili za mistrzostwa, więc to się opłacało. Właściciel Bulls jednak obawiał się, że zaraz ten biznes przestanie przynosić mu takie korzyści. Wydatki w kolejnych latach byłby tylko coraz większe, a siła starzejącego się zespołu coraz mniejsza. Kiedy Pippen doczekał się wreszcie swojej wypłaty, w ramach sign-and-trade podpisał z Houston Rockets 5-letni kontrakt na $67mln. Jego pensja z niespełna $3mln wzrosła do $11mln, a podwyżki dostali też wolni agenci Steve Kerr i Luc Longley. Zatrzymanie ich wszystkich byłoby bardzo kosztowne i ryzykowne ze względu na wiek, dlatego Reinsdorf uznał, że mu się to nie opłaca. I nie powinno to nikogo dziwić, bo wiemy, że jest on jednym z bardziej oszczędnych właścicieli NBA. Bulls tylko raz w swojej historii płacili luxury tax (nie było go jeszcze w ich mistrzowskich czasach), kilka lat temu nie chcieli ryzykować z super-max kontraktem dla Jimmy’ego Butlera i też nie przez przypadek to właśnie oni wyspecjalizowali się w sprzedawaniu picków za gotówkę. Pieniądze muszą się zgadzać.

Teraz Reinsdorf opowiada, że próbował zatrzymać Jacksona i chciał dać możliwość powrotu Jordanowi, ale prawda jest taka, że nie było to realną opcją, bo nie chciał zatrzymać całej drużyny. Nie chciał płacić wszystkim, a Krause szykując przebudowę działał w jego interesie, żeby ograniczyć koszty.

Poza tym wydaje się, że nawet gdyby rzeczywiście chcieli przedłużyć życie tamtej drużyny bardzo trudno byłoby przekonać Pippena do pozostania. Czuł się za bardzo urażony i za długo grał na niskim kontrakcie. Do tego Rodman wydawał się coraz bardziej odpływać i nawet Phil prawdopodobnie nie byłby w stanie dalej mieć go pod kontrolą. A nawet gdyby jakimś cudem wrócili w 1998/99, byliby starą, zmęczoną sobą drużyną, której trudno byłoby poradzić sobie z intensywnością skróconego sezonu i ciągłych back-to-backów. Nie mówiąc o tym, że nie wiadomo kiedy Jordan byłby zdolny do gry…

Możemy zastanawiać się teraz co by było gdyby, jakie mieliby szanse na kolejny tytuł, ale pewne jest, że to co się wydarzyło było perfekcyjnym zakończaniem. Zwłaszcza dla Jordana. Ta niesamowita sekwencja na samym finiszu Game 6 i ten najbardziej legendarny rzut w historii koszykówki. Czego chcieć więcej? Lepiej nie można było tego wymyślić. Piękne pożegnanie, będące równocześnie ukoronowaniem wspaniałej kariery Jordana. Idealna kropka na i.

Tylko, że potem Jordan to zepsuł. Nie potrafił pogodzić się z tym, że czas jego drużyny dobiegł końca. Nie mógł znieść myśli, że nie dostał okazji walki o obronę tytułu, że ktoś zadecydował za niego, że to koniec. Jego żądza rywalizacji była zbyt silna, tak samo jak przekonanie o swojej nieśmiertelności i to zaślepiło go gdy decydował się na kolejny powrót. Teraz nikt nie chce pamiętać jego sezonów w koszulce Wizards. MJ też nie chce żebyśmy o tym pamiętali, w czym pomaga „The Last Dance” przedstawiając ostatni taniec Bulls, jakby to był również jego ostatni sezon, a to w Waszyngtonie nigdy się nie wydarzyło.

“The Last Dance” jest właśnie o tym, że tak ta historia powinna się zakończyć.


I tak dotarliśmy do końca 10-odcinkowego serialu, który miał być o Chicago Bulls, ale drużyna była tylko tłem do opowiedzenia historii jej lidera. Na koniec jeszcze nieco przybliżono nam sylwetkę Steve’a Kerra (warto w tym miejscu przypomnieć tekst Przemka sprzed czterech lat), choć przez to można było odnieść wrażenie, że odegrał on wtedy większą rolę niż Toni Kukoc, którego było w serialu zdecydowanie za mało. Prawie w ogóle nie było natomiast Rona Harpera, a o tym, że środkowym drużyny był Luc Longley przypomniały dopiero highlighty w ostatnich dwóch odcinkach.

Krasue przez cały serial był przedstawiany jako wróg publiczny, który zakończył mistrzowską erę Bulls, ale na koniec chociaż doczekaliśmy się jakiegoś słowa uznania dla niego. Pippen był z nim w ostrym konflikcie, ale potrafi docenić jego pracę. W ostatnim odcinku przyznaje, że nie tylko grał obok najlepszego zawodnika i dla najlepszego trenera, ale też Bulls mieli najlepszego generalnego managera. Trzeba to oddać Krasue’owi i dobrze, że chociaż ktoś z tej najważniejszej trójki Bulls głośno to powiedział.

W ostatnim odcinku pojawiły się też na chwilę dzieci Jordana. Skoro był to serial o nim, szkoda, że tej strony jego życia zupełnie nie zobaczyliśmy. Było o jego rodzinie, ale głównie w kontekście jego ojca, do tego sporo było wypowiedzi jego mamy i na koniec dowiedzieliśmy się też, że jeden z ochroniarzy był dla niego niemal jak ojciec. Tak więc te więzi zostały przedstawione i podkreślone, jednak o Jordanie jako ojcu nie dowiedzieliśmy się absolutnie nic. Kiedy już pojawiły się jego dzieci, to nawet nie mówiły o tacie, tylko o wrogiej atmosferze w Utah.

Jak dla mnie „The Last Dance” był za bardzo pod Jordana i o Jordanie, ale mimo wszystko przyjemnie się to oglądało i miło było cofnąć się do tamtych lat. To była dobra rozgrywka, zwłaszcza w obecnych czasach bez koszykówki. Było coś, czym mogliśmy się zająć i o czym mogliśmy podyskutować, a co teraz będziemy oglądać?

63

KOMENTARZE

  1. Czy jeśli kiedykolwiek powstałby serial o mistrzowskim składzie Cavaliers to też byśmy narzekali, że jest w nim za dużo LeBrona? Czy wszyscy jednak by wyczekiwali na niepublikowane historie o Mozgovie, Channingu Frye czy Danthay Jonesie?

    Lubię to: 18
    • Nikt nie czekał na historie Caffeya, Burrella czy też Wenningtona. Natomiast więcej Kukoca, Harpera, nawet Pippena i Rodmana było by to dużo ciekawsze z perspektywy zrozumienia tamtej drużyny. Oczywiście o MJ musiała być duża większość, ale mimo wszystko te proporcje były trochę zachwiane.

      Lubię to: 25
      • No ja widzę ciągłe narzekania, że nie było Longleya, wyszło że Steve Kerr za to dostał za dużo materiału.
        Od początku było jasne, że będzie głównie o Jordanie. Większość to krytykowała zanim serial się zaczął.

        Lubię to: 6
    • Przede wszystkim przydałoby się więcej ciekawych, niepublikowanych historii i ze 3 razy mniej siedzenia w dupie Boga Majkela i świdrowania językiem.

      Lubię to: 13
      • To w takim razie chyba wszyscy jesteście przewrażliwieni na punkcie Jordana. Oczywiście był to serial pokazujący głównie jego, ale ja świdrowania językiem w jego dupie nie widziałem, widocznie masz w tym większe doświadczenie.
        A jeśli ktoś spodziewał się serialu o wszystkich po równo, a nie o Jordanie to był naiwny od samego początku. Przecież przed wyjściem serialu było pisane nawet na 6 graczu, że decyzja o wykorzystaniu materiału należała wspólnie do nba i do Jordana. Nie do Pippena, nie do Rodmana, ani nie do Kukoca.

        Lubię to: 9
        • No i co z tego? Gniewasz się na mnie? Ojej. Wolałbym takie smaczki jak ten, który wkleiłem w linku poniżej niż kopiowanie jednej i tej samej laurki, która istnieje w powszechnym odbiorze od 20 lat.

          Oddanie Jordanowi decyzji co ma wejść, a co nie wejść to największy minus, bo wszyscy wiedzą jaki jest Jordan – zakochany we własnym statusie Boga, drażliwy na tym punkcie, nieprzejednanie zwalczający jakąkolwiek próbę nadania rysy jego wizerunkowi, tłumaczący się ze wszystkiego i przeinaczający każdy fakt na swoją korzyść.

          Hazard? Ech tam hazard, ja po prostu jestem Bogiem rywalizacji. Bycie chamem dla kolegów? Ech tam chamstwo, ja po prostu tak musiałem jako Bóg, żeby moi poddani mogli wznieść piedestał, na którym stanę.

          I tak w kołko.

          Dlatego ten dokument jedyną wartość jaką ma, to ta psychologiczna. I wynieść z niego mogą cokolwiek ludzie, którzy raz, że nie znali Jordana, a dwa nie są zakochani w nim jako człowieku, tylko dlatego, że bardzo dobrze grał w koszykówkę. I jak się spojrzy na to z tej perspektywy, to się zauważa człowieka małego, małostkowego bufona, który chyba nigdy nie będzie szczęśliwym człowiekiem.

          To był jedyny ciekawy aspekt przekazany między wierszami, wbrew temu, co Jordan by chciał pokazać, ale co i tak pokazane zostało przez to, że on był tym który wybierał sceny i budował historię wokół poszczególnych meczów czy konkretnych rywali.

          Przecież takie powtarzanie w każdym odcinku motywu ofiary w postaci jakiegoś biednego koszykarza, która złożona została na ołtarzu Boga, bo się źle uśmiechnęła, nie powiedziała dzień dobry, powiedziała, że coś tam, to jest jakaś obsceniczna sytuacja walenia sobie konia przy wszystkich. I tak właśnie zaprezentował się Jordan jako producent wykonawczy tego show.

          Lubię to: 19
          • Czy ja się gniewam? Nie wiem skąd taki wniosek. To w tobie widać złość.
            A odnośnie linku, który wkleiłeś to sam napisałeś ‘ponoć’. To mają się zajmować w serialu tym, że ponoć Tyson go pobił? Poza tym co to ma za znaczenie? To nie jest pudełek żeby wrzucać newsy, o tym że ktoś kogoś zdradza, a tamten chce kogoś pobić.

            Lubię to: 5
  2. Ponoć raz Mike Tyson chciał pobić Majkela w 1988 za rzekome doprawianie mu rogów, ale Majkel przezornie się zmył z imprezy – https://www.mmarocks.pl/mma-news/w-1988-roku-mike-tyson-prawie-pobil-michaela-jordana-podczas-obiadu

    Po obejrzeniu The Last Dance, wiem jednak, że Jego Przepowietrzność i Najjaśniejszy Bóg Majkel Dżordan oddalił się z klasą z imprezy, ponieważ nie chciał narobić Tysonowi wstydu, spuszczając mu łomot przy ludziach. Majkel Dżordan I Łaskawy poradziłby sobie z nim bez problemu i już czekam na jego sprostowanie w tej sprawie. Wszak wszyscy poddani wiedzą, że w latach 80/90 obrona w NBA była TWARDA jak valyriańska stal, więc czymże dla Boga byłby taki pył jak Tyson.

    Lubię to: 14
    • Ten wpis to najlepszy dowód na to, że cokolwiek w tym filmie zostałoby powiedziane to tacy jak Ty i tak staraliby się to obrócić przeciwko Jordanowi.Niezależnie od narracji i tak doszukiwałbyś się wszędzie słabości i umniejszania jego osiągnięć.Za dużo MJ’a?Egocentryk i bufon.Więcej innych graczy?Ten zespół to był samograj, nic dziwnego, że gość wygrywał!Rządy twardą ręką – kawał chuja.Jordan przyznający się do błędu – słaby lider i destrukcyjna osobowość.Trudno dogodzić komuś kto z góry ma wyrobioną opinię i widzi co chce widzieć.Ty już miałeś swoje zdanie o Jordanie i żadna zawarta w tym serialu opinia czy historia nie byłaby w stanie cię od niego odwieść.

      Lubię to: 17
      • Ależ oczywiście, że miałem swoje zdanie, bo koszykówką interesuję się od 20 lat jakoś i pretekstów do dyskusji jak ta było setki, nie trzeba było czekać na The Last Dance, żeby wyrobić sobie zdanie na temat Jordana zwłaszcza, że serial nic nowego w tym temacie nie wnosi.

        Miałem jednak trochę oczekiwań co do tego serialu, zwłaszcza, że był hucznie reklamowany frazesami typu: “Majkel jakiego nie znacie, jakiego nie widzieliście”. Oczekiwałem, że dowiem się czegoś nowego, że zobaczę jakieś nowe intrygujące ujęcia z życia Jordana koszykarza, czy Jordana człowieka, że usłyszę głos jego rywali, głos drugiej strony (przykładowo Jerry Krause) czy usłyszę nieznane wcześniej anegdoty.

        Co dostałem? Kolejną laurkę zrobioną z dużą pompą, garść schematycznych klisz, które są od zawsze cegiełkami w budowie tej znanej od 20 lat laurki. Wszelkie fakty przedstawione są po myśli Boga Majkela, przefiltrowane przez jego ostatnie zdanie. Bo to on zawsze musi mieć ostatnie zdanie.

        Dlatego moja opinia o serialu jest właśnie taka – rozbudowane do niebotycznych rozmiarów wałkowanie znanych od lat anegdot, międlonych historyjek na temat Boga, przy czym tym JEDYNEJ WŁAŚCIWEJ (bo stemplowanej przez samego Boga) BIBLII brak jakichkolwiek apokryfów.

        A wszystko to okraszone komentarzem Majkela, gdzie się uwidacznia to jego ostatnie, boskie słowo – tu kogoś pogłaszczę za zasłużoną czołobitność, tu kogoś protekcjonalnie wyśmieję, bo śmiał zabluźnić, że mógł mnie dobrze bronić, a tu łezkę wyleję nad swoją własną zajebistością.

        Stąd taka, a nie inna ocena serialu – spodziewałem się czegoś nowego i ciekawego, a dostałem kolejną laurkę dla od dawna przekonanych wyznawców jego boskości, żeby mogli się umocnić w wierze i podotykać przed snem.

        Lubię to: 15
        • Ale czego nowego się spodziewałeś?Że ten serial zatrzęsie wizerunkiem Jordana?Że obróci historię o 180 stopni?Nagle po 20 latach okaże się, że Jordan tak naprawdę był słabym mentalnie tchórzem, który krył się w cieniu innych, a drużyna go nienawidziła?No czego oczekiwałeś?Wykopania trupa z ogródka?Nieznanych brudów?Że jakaś współpracownica oskarży go o gwałt?
          O Jordanie i Bulls przez ostatnie 3 dekady zostało powiedziane niemal wszystko.
          Niezliczone reportaże, bestsellerowe książki, setki wywiadów z kompanami i przeciwnikami wypytywanymi na każdym kroku jak to było grać z i przeciwko MJ’owi.Od początku było wiadomo, że jak ktoś śledził NBA przez lata to nie znajdzie tam wiele nowych informacji.Nie dlatego, że ktoś się boi niewygodnych pytań ale dlatego, że wszystkie pytania już zostały zadane.

          Lubię to: 8
  3. Nigdy nie kibicowalrm MJ-owi, ale ten serial to prawdziwy sztos. Mozna sie przyczepiac o szczegoly, ale summa summarum ogladalo sie to naprawde swietnie

    Lubię to: 13
    • Ale jak widać bardzo dużo ludzi ma ból dupy (najwidoczniej od tego świdrowania językiem) i po tym serialu jeszcze bardziej znienawidzili Jordana. Za co? Pewnie sami nie wiedzą, wszak nic im nie zrobił.

      Lubię to: 5
  4. Jeszcze nie oglądałem dwóch ostatnich odcinków, ale niech mi ktoś zaspojleruje. Czy wreszcie dostaliśmy coś więcej o sezonie 97/98 o którym miał być ten serial? Czy dalej tylko otrzymujemy kilkuminutowe przerywniki z tego sezonu od biografii Jordana, przeplatane z wypowiedziami innych osób o tym jak absolutnie wielką postacią był Mike?

    Lubię to: 4
  5. Oczywiście serial nie był tak ciekawy jakby mógł być. Oczywiście jest zaburzenie czasu antenowego pomiędzy Jordanem i resztą. Jest wiele kwestii pominiętych, które mogłyby być niewygodne dla MJa. Jednak myślący widz nie mógł dostrzec tylko laurki dla MJa. Zwłaszcza jego boiskowe relacje z kolegami z drużyny były pokazane dość dokładnie i nie stawiają one MJa w pozytywnym świetle. To, że okraszone to jest komentarzem MJa, który jego zdaniem uzasadnienia taki mobbing, nie pozostawia u widza wątpliwości, iż był chu**m i to w negatywnym znaczeniu. Tylko jego boiskowa wielkość pozwalała mu na takie zachowanie. Dodatkowo należy zwrócić uwagę, iż większość kontrowersyjnych rzeczy, która została pominięta niedotyczy gry w kosza tylko życia pozaboiskowego, a to w LD było w znacznej mierze pomijane, również w kwestiach pozytywnych dla MJa, co Adam zauważa we wpisie. Reasumując, bawiłem się świetnie oglądając tę NBA z hej, hej hej, tu NBA! Chce więcej, chce następnego dokumentu np. o Stoctonie, finansowanego przez samego Johna, jeżeli miałby trzyma poziom LD!

    Lubię to: 10
  6. uuuu ale bol dupy tutaj, szkoda gadac, podziwiam kolegow wyzej ze chociaz probuja cos wytlumaczyc..
    Adam tez dosyc jednostronnie, kazdy moze miec swoja opinie i ok, ale osobiscie dziwie sie ze tak przedstawiasz zakonczenie kariery w washington? Jordan nie mogl zniesc ze nie dano mu grac o tytul? jego przekonanie o niesmiertelnosci zacmilo myslenie i wroci? really? seriously? czyli uwazamy ze MJ myslal ze wraca realnie grac o tytul? albo o cokolwiek znaczacego? to nie mogla byc po prostu milosc do gry? i wspomniana rzadza rywalizacji? mimo tego ze wiek, ze sa nowi, mlodzi, lepsi.. ? czekam az ktos jeszcze doda ze musial wrocic przez dlugi hazardowe..

    Lubię to: 7
  7. Pewnie gdyby nie MJ połowa tego portalu nie zaczęłaby z koszykówka. Może i sam 6g by nie istniał. Dzięki MJ tysiące ludzi zaczęło grać w kosza. Ludzie się wkurzają bo tak rozpropagował koszykówkę że przez niego muszą płacić abonament na 6g. No i uciekł przed Russelem a nie Olajuwonem więc dla mnie jest przełom.

    Lubię to: 5