Dniówka: Świąteczny weekend z playoffami

1
fot. League Pass

W świąteczny weekend obejrzymy osiem meczów i może poznamy pierwszą drużynę, która zapewni sobie awans do drugiej rundy. Boston Celtics są o krok od sweepu. Poza tym będą dwa ostatnie mecze numer 3 i ważne Game 4 z walką o wyrównanie serii.

Philadelphia @ Brooklyn (2-1) 21:00

Ten kiepski występ w pierwszym meczu, buczenie kibiców, komentarze Jareda Dudleya to było chyba coś, czego potrzebował Ben Simmons. Miał przez to coś do udowodnienia i gra teraz rewelacyjnie, przypominając o swoim ogromnym potencjale. Poprowadził Sixers do zwycięstwa pod nieobecność Joela Embiida i możliwe, że dzisiaj znowu będzie musiał to zrobić. Poprzednio dopiero tuż przed startem meczu okazało się, że Joel jednak nie zagra, natomiast teraz jego status został obniżony do „doubtful”. Wygląda więc na to, że raczej nie zobaczymy go na pakiecie, ale mając tak świetnie spisującego się Simmonsa, Sixers nawet dla samej ostrożności mogą dać Embiidowi wolne, żeby oszczędzać jego kolano na kolejną rundę.

Po trzech meczach serii:

Simmons z Embiidem (45min): ATAK 107.9, OBRONA 102.0, NETRTG 5.9, PACE 105.7
Simmons bez Embiida (55min): ATAK 115.8, OBRONA 112.8, NETRTG 3.0, PACE 115.5

Denver @ San Antonio (1-2) 23:30

Playoffy to najlepszy moment, żeby pokazać się szerokiej publiczności, zwłaszcza jeśli na co dzień nie gra się w LA czy w Nowym Jorku. Derrick White zrobił to w Game 3. Miał dobry sezon, bardzo dobre już pierwsze dwa mecze serii z Nuggets, ale dopiero tym fantastycznym występem, sprawił, że wszyscy już wiedzą, że Spurs znowu to zrobili. Mają swój kolejny steal, bo dwa lata temu wybrali go dopiero z 29 numerem w drafcie. Po raz kolejny też udowadniają jak potrafią rozwijać zawodników. Jeszcze w swoim debiutanckim sezonie White większość czasu spędził w G-League, a w barwach Spurs pojawił się tylko w 17 meczach. W tym sezonie miał walczyć o miejsce rotacji, ale kontuzja Dejounte Murraya (dla przypomnienia, też nr 29 draftu) otworzyła mu furtkę do jeszcze większej roli. Wszedł do pierwszej piątki i stał się ważnym zawodnikiem po dwóch stronach parkietu. Zaliczał średnio 9.9 punktów (47.9% z gry), 3.7 zbiórek, 3.9 asyst i 1 przechwyt w niespełna 26 minut. A zanim zdominował Game 3 i rzucił rekordowe 36 punktów, w dwóch pierwszych spotkaniach zdobył w sumie 33 przy skuteczności 67% z gry.

Tak więc u tych doświadczonych Spurs młodzież też odgrywa kluczową rolę, podczas gdy młodość Nuggets w tych playoffach na razie musi być usprawiedliwiana, bo nie grają na miarę tego, co prezentowali przez większość sezonu. X-faktorem okazuje się dla nich przytłoczony presją Jamal Murray, który miał swoją wielką czwartą kwartę, ale już w kolejnym meczu zupełnie zniknął. Do czego przyczynił się też White, który zajmował się pilnowaniem Murraya i w 31 posiadaniach ograniczył go do tylko 4 rzutów i 4 strat.

Mike Malone oczekuje, że Murray poczuje się rozdrażniony tym świetnym występem swojego rywala i podejmie wyzwanie. Jamal zapowiada, że tak właśnie będzie:

“I’ll be ready next game. Most the time when I say I’ll bounce back, I do.”

Po trzech meczach: Murray 47 punktów, White 69.

Milwaukee @ Detroit (2-0) 2:00
Houston @ Utah (2-0) 4:30

Ostatnie mecze numer 3 zostaną rozegrane w dwóch jak na razie najbardziej jednostronnych seriach.

Bucks zgodnie z oczekiwaniami zdominowali swoich rywali, wygrywając dwa pierwsze spotkania łączną różnicą 56 punktów i niezależnie od tego, czy Blake Griffin zagra czy nie (Pistons ciągle dają nadzieję, że może wrócić, jego status to day-to-day), wydaje się niemal przesądzone, że ta rywalizacja zamknie się na czterech meczach. Choć oczywiście nie można jeszcze odbierać Pistons szansy na ich comeback w stylu Clippers, czy jakiś wielki powrót Griffina… Tylko jakieś szalone rzeczy mogą przedłużyć tę serię.

Rockets natomiast byli lepsi o 52 punkty od Jazz i to już jest sporym zaskoczeniem. Nie samo 2-0, ale dwa tak zdecydowane blowouty. W tych dwóch meczach goście byli na prowadzeniu jedynie przez kilka minut i było to na samym początku Game 1, potem już cały czas Rockets utrzymywali i powiększali swoją przewagę (w Game 2 od samego startu). Zupełnie ich roznieśli i oczywiście historią jest genialny James Harden, który robi co chce i jest nie do zatrzymania. Nawet dla drugiej najlepszej obrony sezonu, która zmieniła swoją taktykę na tę serię właśnie pod Hardena. Ale niepowodzenie tego eksperymentu nie tłumaczy tego jak bardzo Jazz oberwali. Bo fatalnie spisują się również w ataku, nie radząc sobie ze świetną defensywą rywali. Dwukrotnie zostali zatrzymani poniżej 100 punktów, trafili tylko 39.4% rzutów z gry, a na dystansie byli skuteczniejsi jedynie od Thunder (po dwóch meczach) z 23.1%. Do tego popełnili aż 30 strat. Nie byli nawet w stanie wykorzystać swoich przewag pod koszem i w sumie zebrali ledwie jedną piłkę więcej, a przecież w sezonie byli trzecią najlepiej zbierającą drużyną, podczas gdy Rockets trzecią najgorszą w tym względzie.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

34

KOMENTARZE