Pokochać Billa Laimbeera

6
freep.com

Dzisiaj coś dla fanów Detroit. Będzie o tych złych, znienawidzonych, przeklętych, ale jednak mistrzowskich Pistons. Przyjrzymy się bliżej karierze najgorszego z awanturników – Williama Laimbeera Jr.

Można prowadzić długie dyskusje o tym, kto był najlepszym graczem w latach osiemdziesiątych. Każdy mógłby przedstawić szereg argumentów na korzyść Larry’ego, Earvina, Mosesa, Mike’a, a może nawet i Bernarda, ale pewnie i tak ciężko będzie o konkluzję. Dużo łatwiej byłoby o wspólne wnioski, gdybyśmy zaczęli zastanawiać się, kto był najbardziej znienawidzonym graczem tamtej dekady. Możesz założyć się o parę najlepszych kapci, że najczęściej pojawiającym się nazwiskiem byłoby: Bill Laimbeer.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Lakers wywiesili białą flagę, Bucks pierwsi dobili do 50 zwycięstw
Następny artykułWake-Up: Embiid wrócił i Sixers awansowali na trzecie miejsce. Warriors przegrali z Suns. Latający Derrick Jones

6 KOMENTARZE

  1. ja uwielbiam Billa, Pistons z czasów BB to była moja pierwsza miłość, gówniarzem byłem i oglądałem relację z finałów z Portland bodajże w TVP. Imponowała mi ich siła fizyczna, spokój i taka aura jak obecnie od Putina – czyli „don’t fuck with us”. To było coś niesamowitego i biło z 14″ telewizora, Laimbeer był kwintesencją tego zespołu, Isiaha kochałem.
    A potem przyszli Knicks Rileya, sprali tyłki Pistons chyba w 1992 roku i bezpowrotnie zmieniłem barwy, byłem zdrajcą i moje serce zaczęło bić dla NY. Isiah się zemścił potem na mnie i podobnych 15 lat później jako GM, a wcześniej Dolan, niszcząc moje życie jako kibica.
    Imho – BL nie ma zycia i przyszlosci w NBA ze względu na to, że go nienawidzi taki MJ i Magic, a oni mają duzo do powiedzenia w obecnej lidze. Zresztą myślę, że kobiety obecnie są twardsze niż te pussies z NBA, Bill jako trener na treningu rozwaliłby chyba cały skład takiego Houston mimo 50+ lat.
    Król jest jeden – MJ, ale swoje księstwo ma też Bill i nie mozna mu tego odmówić.

    Lubię to: 15