Flesz: Praise the Lord!

6
fot. AP Photo

Na koniec dnia niewielu jest w NBA graczy, od których dosłownie nie umiesz oderwać wzroku.

Jego umiejętność trafiania raz po raz rzutów za trzy po koźle w 2016 roku była wtedy jeszcze czymś nowym. Nieporównywalna jednak, bo Pan miał i nadal ma dziś tylko 175 cm wzrostu – może tylko troszkę bardziej chybotliwe 175.

Ale pewnej nocy w lutym wrócił i niech zabierze tych potrzebujących wciąż wyskoczyć z naszych ekranów i zarazić nas tak naprawdę (39-18) Denver Nuggets na przejażdżkę aż do czerwca.

Niech zabierze!

To historia znana nam wszystkim doskonale. Nasz ulubiony underdog – Wasz też fani Celtics, Lakers i Cavaliers, Wasz też …nie oszukasz serca – który jako King pokonywał każdego rozgrywającego sprowadzanego przez Sacramento Kings. Jako wolny agent został przehandlowany przez Kings za prawa do Alexa Oriakhiego, dziś gwiazdę Fuerza Regia. Jako rezerwowy w Phoenix, przehandlowany został za Marcusa Thorntona i pick, z którym wybrany został Skal Labissiere, choć był tym jedynym z trójki rozgrywających Suns, który opuszczał klub bez jakiś sadów i dąsów. W Bostonie stał się gwiazdą NBA, dwukrotnym All-Starem, All-NBA graczem, drugim strzelcem ligi i kandydatem do MVP w 2017 roku.

Wsławił się meczem na 53 punkty w playoffach dni kilka po tym jak jego 22-letnia siostra zginęła w wypadku samochodowym, aby trzy miesiące później zostać przehandlowanym za gościa, który nie jest dziś w stu procentach pewien czy chce w Bostonie zostać (ani tego czy ziemia jest okrągła).

Wszystko czego Isaiah Thomas całe swoje życie potrzebował, to żeby ktoś wreszcie na niego postawił. Grał mimo bólu, grał pomimo cierpienia, grał mimo rozpaczy, grał z głową i sercem gdzieś w chmurach, grał i ciągnął swój zespół mimo biodra, które powinien wtedy już dawno mieć zoperowane i na koniec został przehandlowany.

Lojalność? Daj spokój. W NBA nie ma już na nią miejsca. I tamtych kilka miesięcy związanych z Isaiah zapisało się jako punkt graniczny, symbol ostatecznej zmiany czasów, dziś widać już, że niestety nieodwracalnych.

Wszystko czego dziś Isaiah Thomas potrzebuje, to bezgraniczne zaufanie.

I sprawne biodro.

Obejrzałem jego debiut w Denver w lekkiej atletyce przeciwko Kings, pierwszy jego mecz od 22 marca 2018 roku, pierwszy od 29-tego, gdy poddał się artroskopii biodra, pierwszy mecz od końcówki maja, gdy tweetował “PAIN FREE”. Obejrzeliśmy to jak podpalił na kilka posiadań końcówki trzeciej kwarty nawet tych spalonych legalną trawą kibiców Nuggets, to jak tracił faule na Bogdanie Bogdanovicu, to jak sporą część zmiany w pierwszej połowie spędził stojąc i patrząc co Monte Morris zrobi, to jak próbował radzić sobie, akurat debiutując przeciwko jednemu z trzech-czterech najbardziej napastliwie broniących rozgrywających, i w końcu sobie poradził.

I pisałem latem nie raz dlaczego nawet ten Isaiah Thomas wracający po operacji, która wstrząsnąć i zachwiać na zawsze może jego balansem ciała, na nowo może stać się rewelacją NBA. Oparty o handoffy, o backdoor-cuty, o idylliczne tempo system gry Nuggets stanowi bowiem dla niego system równie idealny, jak samo parowanie go z Nikolą Jokicem przeciwko Detroit Pistons 1988. Nawet to z Masonem Plumlee’m i Paulem Millsapem otworzyć powinno mu w typowych, jego ulubionych, dwójkowych akcjach, które grał z Alem Horfordem, nie mniej miejsca. W parze z Jokicem całe hektary.

Technikalia takie jak, ile minut grał będzie z Jokerem, na razie zostawmy. Albo to, czy kłopoty bogactwa w nagle kto wie czy nie najgłębszej obwodowej rotacji ligi nie zepchną jego powrotu w pierwszych tygodniach do czegoś w rodzaju commercial break.

Przez tych kilka sekund jednak, po tym jak trafił te trzy swoje rzuty, w tym dwie trójki, mogłeś zobaczyć różnicę między Isaiah Thomasem a 99% graczy tej ligi. Ludzie nagle wstali z miejsc! Ludzie bili się pięścią w serca! Ludzie krzyczeli! Ludzie skakali! Ludzie chcieli chwalić Pana!

Sam chciałbym tak być.

Niech to będzie podróż.

I nie stawiałbym przeciwko Niemu. Lord Isaiah zawsze udowadniał swoje racje.

I tym razem nie będzie inaczej. Zobaczysz.

30

KOMENTARZE

  1. Można go nie lubić i mówić, że psuje szatnie, że domaga się ciężarówek pieniędzy, ale nie można mu odmówić, że gość jest szalenie inspirujący i daje przykład takim kurduplom jak ja, że nawet dla nas znalazłoby się miejsce w NBA, gdybyśmy tylko starali się o to jak Lord :)

    Lubię to: 9
  2. BTW, Flesz poszedłby do ulubionych, ale ktoś mądry zdecydował się odrzucić tą opcję przy zmianie layoutu. Czy w redakcji znajdzie się ktoś mądrzejszy i ją przywróci?

    Lubię to: 14