Flesz: Nadciąga wojna o Lakers? Miami Fit wygrali 12 meczów z rzędu


Autor:
FavoriteLoadingdodaj do ulubionych tekstów | dodano: 9 lutego 2017
fot. AP Photo

fot. AP Photo

W życiu można być pewnym tylko czterech rzeczy: śmierci, podatków, San Antonio Spurs i tego, że sezon New York Knicks prędzej czy później zamieni się w jeden wielki żart i zawierał będzie elementy takie jak “naszym celem jest mistrzostwo!” i dosłowne przeciąganie po betonie Madison Square Garden klubowej legendy.

Schowajcie swoje małe dramy Cleveland Cavaliers i Chicago Bulls! Chowajcie się ze swoją ehhhm dysfunkcją Sacramento Kings! Rywalizujecie z legendą, walczycie ze statkiem matką. Dziennikarstwo od lat pada, ale od 20 lat nie ma chyba lepszej pracy na świecie, niż bycie dziennikarzem coverującym New York Knicks Koszykówki. Tu nagłówki piszą się same. Tu nie potrzebujesz żebrać o kliki!

Sezon NBA już od kilku tygodni faktycznie jest w takim miejscu, w którym ciekawsze wydaje się być wszystko co wokół, a nie sam farsz. Po uważnym śledzeniu od startu do końca ostatniego sezonu NFL, rozgrywki futbolu amerykańskiego przy tej NBA-dramie, to niedzielne mecze piłkarskie, podczas których mamy podają bidony z wodą swoim biegającym dzieciom.

Wake-Up: 12. zwycięstwo Heat. Kontuzja Parkera. Niespodzianka w Sacramento. Charles Oakley!


Za cel wziąłem sobie we Fleszu pisać o rzeczach, które są relatywnie nowe i świeże w grze drużyn i zawodników. Nie chcę się powtarzać, ale muszę to zrobić… To o tej porze roku jest od dwóch tygodni doprawdy oszałamiające, gdy ogląda się ile energii mają w lutym koszykarze (23-30) Miami Heat. Dla nich najlepiej, aby nie było żadnej przerwy na Weekend Gwiazd!

Hassan Whiteside przeszedł się w Wisconsin w wygranej 106:88 po wszystkich-czyli-żadnym centrach (22-29) Milwaukee Bucks  i Heat zostali pierwszym zespołem w historii NBA, który wygrał 12 meczów z rzędu i wciąż jest poniżej 0.500.

W ostatnich 10 meczach Heat liderują NBA w przeciętnej szybkości graczy w posiadaniach defensywnych, Goran Dragić jest 5. w lidze w liczbie mil przebiegniętych w ataku w ostatnich 13. meczach. Freaking Luke Babbitt – atletyczny i przygotowany do sezonu, tak że fani New Orleans Pelicans, kibice uczelni Nevada i nawet rodzina nie poznaje – jest 6. graczem NBA w przeciętnej szybkości na boisku i nr 1 spośród nie-guardów. Luke Babbitt!

Pisałem już w zeszłym tygodniu o przygotowaniu fizycznym Heat, ale zobacz pierwsze trzy minuty środowego meczu z Bucks. Zbiorowa szybkość i to w jaki sposób Heat wchodzą/zaczynają mecz jest o tej porze roku czymś nieprawdopodobnym. A jest to przecież i tak zespół, który preferuje grać wolno. Nie jest to jednak granie w ślimaczym tempie, tylko granie dłuższych posiadań w szybszy sposób. Ruch, swing piłki z jednej strony na drugą. Nawet w trakcie tej serii 12 zwycięstw Heat mają dopiero 23. tempo NBA. Heat już kiedyś podobnie grali szybko w wolnym tempie, kiedy zdobywali tytuły z LeBronem Jamesem.

W debiucie Khrisa Middletona, Heat przeszli się po Bucks, zaczynając mecz w piątce z ludźmi takimi jak Babbitt, Wayne Ellington i Rodney McGruder, grając z ławki regularne minuty zawodnikami takimi jak Willie Reed i Okaro White (Dion Waiters skręcił kostkę w ostatnim 115-113 w Minnesocie i nie grał).

Ta seria zwycięstw jest mam wrażenie niewygodna dla pisania o niej nagłówków, bo w gruncie rzeczy trudno wskazać jej jednego bohatera. Przez chwilę był nim wygrywający mecze w końcówkach Waiters (20.0 PKT, 48/48/66), ale ani Goran Dragić (22.6 PKT, 6.5 AST) – choć fizycznie wygląda jak maszyna (He out-Delly Delly!) i przydają mu się tygodnie opuszczone w grudniu – ani Whiteside (15.8 PKT, 12.6 ZB, 1.4 BLK), czy cudowny point-center James Johnson i dopiero szukający formy po kontuzjach Tyler Johnson, nie wyrastają ponad zespół indywidualnymi osiągnięciami.

Energia i schemat defensywny Bucks, który ukatrupi ich jeszcze nie raz pozwoliły Heat przerzucać piłkę z silnej na słabą stronę i znajdować bardzo dobre pozycje do rzutów za trzy (11/33). Kiedy robi to Dragić, to pół biedy, ale kiedy robi to ktoś taki jak Okaro White – gorsza wersja Dante Cunninghama… – warto się poważnie zastanowić nad sensem tak agresywnej obrony.

Już w kolejnym meczu Heat zagrali też nietypowo rozegraną wersję MDA pick-and-rolla. Chodzi o podwójną zasłonę dla kozłującego na szczycie, którą stawiają stretch-four i rolujący center.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni44 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni139 zł

fot. NBA League Pass

fot. NBA League Pass

Nazywam to ‘MDA’ pickiem, bo choć na pewno pojawił się on już 15-20 lat temu w NBA, to dopiero Mike D’Antoni zaczął praktykować go na dobre ze Steve’m Nashem i Amar’e Stoudemire’m (+ Shawnem Marionem/Borisem Diawem w roli 4’s), a potem tę akcję znakomicie grali w Phoenix Nash, Channing Frye i Marcin Gortat. Dziś jest już klasyką. Knicks (Knicks!) przed kilkoma laty z Tysonem Chandlerem w składzie i Jasonem Kiddem na jedynce grali to w trio z Carmelo na tyle fascynujących sposobów. Między innymi ten, który u góry narysowałem. CP3-Blake-DeAndre robią to dziś, gdy ten pick 1-4-5 potrafi przechodzić w pick 4-5 grany przez Carmelo/Blake’a i Chandlera/Jordana. Mavericks grali to z Kiddem, Dirkiem i Chandlerem. Houston gra to obecnie z Heezy’m, Ryanem Andersonem i Cape-nene-ellem.

Erik Spoelstra ma jednak inny, interesujący pomysł na to zagranie i użył go ostatniej nocy dwa razy – raz z Whitesidem, drugi raz z Reedem. Wkleję raz jeszcze:

fot. NBA League Pass

fot. NBA League Pass

Popatrz wyżej na nr “5”, czyli Babbita. Pomyśl o tym, że jest to Carmelo, który ma postawić szybciutką zasłonę dla Dragica (żółty kolor), następnie zbiec za jasnozieloną strzałką do góry (w lewo) i obciąć się na zasłonie od Whiteside’a, aby znaleźć się na lewym skrzydle. Dragic w tym czasie penetruje, widzi przed sobą Giannisa i obsługuje rolującego Whiteside’a ALBO znajduje przerzutem właśnie Babbitta na lewym skrzydle. Ten powinien być czysty, jeśli Giannis zostanie z Dragicem.

To wyżej tak wygląda. To zaraz się zdarzy. Zależy czy i w jaki sposób Bucks to odczytają w obronie.

Ale here’s the trick!

fot. NBA League Pass

fot. NBA League Pass

To stretch-4 Babbitt roluje w stronę kosza, a to center Whiteside robi ‘pop’, krok w stronę pola trzech sekund i oddaje jumper. Swish. Ma jeszcze po lewej stronie wolnego Ellingtona, bo Tony Snell – właśnie wg tego schematu bardzo agresywnej pomocy – schodzi aż przed obręcz, by zagrodzić Babbitta. Przy okazji widzisz wyżej dlaczego Bucks w 2017 roku są w jedynym teamem NBA, który jest w low-4 w liczbie rzutów za 3 oddanych przez rywali (30.6) i w ich skuteczności (38.3%).

To małe usprawnienie do znanego zagrania, to coś co mogliby spokojnie ukraść z Heat np Timberwolves (Towns) czy zwłaszcza 76ers (Embiid), którzy grają z klasycznym stretch-4. Myślę, że możemy widzieć w przyszłych latach więcej takich sztuczek z pickiem 1-4-5, bo rośnie liczba rzucających z dystansu centrów.

Nie można oczywiście przesadzać z częstotliwością takiego zagrania, tylko użyć go raz, max 2-3 razy, tak by przygotowujący się na Heat rywale nie mieli tego wyskautowanego, a w trakcie meczu nie mogli się do tego ustosunkować. To nie jest przypadek, że Spoelstra użył tego dwa razy, ale zrobił to dopiero w drugiej połowie! Bucks nie mieli okazji zrobić usprawnienia w przerwie między połowami.


Jabari Parker w trzeciej kwarcie podkręcił kolano wjeżdżając pod atletycznego jak nigdy Babbitta i w efekcie to może wymusić na Bucks używanie więcej Michaela Beasley’a i Mirzy Teletovica. Ale wrócił Middleton i może być też więcej ustawień Snell-Middleton-Giannis na pozycjach 2-4. Te były już w pierwszej połowie, zanim Jabari się kontuzjował.

Sam powrót Middletona szybko pokazał czego Bucks straaaaasznie brakowało. Wreszcie mają gracza, który po otrzymaniu zasłony na 5-8 metrze potrafi obejść ją kozłem, zrobić szybki in-and-out dribble, rzucić jump-shot, albo zamrozić obrońcę i wjechać do kosz. Bucks zupełnie tego nie mieli, bo ludzie przechodzili Giannisowi pod zasłoną i w efekcie to Antetokounmpo bywał zamrażany.


fot. AP Photo

fot. AP Photo

(18-37) Los Angeles Lakers przegrali 13 z 14 ostatnich meczów na wyjeździe. Ostatniej nocy tylko do startu trzeciej kwarty byli rywalami dla (25-28) Detroit Pistons (102:121), u których Marcus Morris kozłuje zdecydowanie zbyt dużo. Jeden wyjazdowy mecz, który Lakers w tym czasie wygrali, to był ten niedawny zagrany oczywiście przeciwko The Knicks! – Lakers prowadzili już w MSG różnicą 27 punktów.

Martwi D’Angelo Russell trafiający tylko 38% rzutów z gry i 25% za trzy w ostatnich 12 meczach. Dlatego w ostatnim tygodniu w Piklach zaczęliśmy głośno zastanawiać się czy Lakers przypadkiem nie powinni podmienić w Drafcie 2017 rozgrywającego lub ewentualnie przesunąć Russella od piłki. Obu rzeczy nie jestem pewien.

Ale bardziej niepokojące mogą być zmiany u góry Lakers, o których napisała wczoraj Ramona Shelburne. Tekst zatytułowany jest “As Magic Johnson joins the Lakers, what changes for the franchise?” i w tym momencie każdy kibic Lakers powinien kliknąć i go najpierw przeczytać. Po tym zdaniu zaczynają się spoilery i prywatne opinie. Niestety – hate to say it – czuć, że Shelburne jest w dobrych stosunkach z Jeanie Buss.

Magic Johnson w ostatnim tygodniu został zatrudniony jako ‘special advisor’ dla Jeanie Buss, która w Lakers zajmuje się sprawami niekoszykarskimi. Tymi koszykarskimi para się oczywiście Jim Buss – ten od koni. Także ten, który w ostatnich latach był przez Magica wielokrotnie krytykowany za swój brak kompetencji. Pod Jimem jest natomiast pracujący w Lakers od blisko 20 lat Generalny Menedżer Mitch Kupchak.

Shelburne używa “sources”, pisząc, cytuję:

– Magic zdążył już usłyszeć od agentów graczy i menedżerów innych drużyn, że jego (Kupchaka) spokojny i niespieszny styl pracy może być frustrujący, gdy się z nim negocjuje i prawdopodobnie kosztował Lakers w ostatnich latach kilku wolnych agentów.

– Mówi jeden z agentów graczy, który kilkukrotnie negocjował z Kupchakiem ‘Jest jedynym GM’em w lidze, który nie zacznie rozmawiać, zanim nie nadejdzie godzina 21:01 w pierwszy wieczór wolnej agentury. Potem kiedy dzwoni, by przekazać swoje zainteresowanie, brakuje temu wrażenia, że faktycznie jest przywiązany i mocno zainteresowany danym graczem (brakuje w oryginale ‘stickiness’ – lepkości). To wiąże się z jego rzetelnością i przywiązaniem do reguł – biorąc pod uwagę, że wcześniejszy kontakt z agentem lub graczem byłby złamaniem przepisów NBA (tzw tampering) – ale świadczy też o braku obycia. Są inne sposoby na pozyskiwanie informacji o przyszłych wolnych agentach, które nie naruszają przepisów.

– Kupchak był niechętny, aby Timofiej Mozgow sprawdzał oferty innych klubów i zaoferował mu 64 miliony dolarów kilka minut po tym, gdy ruszył rynek wolnych agentów w 2016 roku. Deng miał oferty od innych klubów, ale żadna z nich nie była dłuższa niż trzy lata. Lakers dali mu 72 mln dolarów za cztery lata gry.

– Kupchak, rzadko, prawie w ogóle nie komunikuje się z Jeanie Buss.

– Oczekuje się, że Magic zostanie w klubie na przyszłość. Póki co, będzie głosem doradczym obok Kupchaka i Jima Bussa. (…) W najbliższych dniach Magic ma się z nimi spotkać i usłyszeć od nich dlaczego w ostatnich latach podjęli takie decyzje, a nie inne w drafcie i na rynku transferów/wolnych agentów.

Ten tekst Shelburne przypomina też o słynnym przyrzeczeniu, które Jim dał w 2013 roku, gdy powiedział publicznie, że jeśli w ciągu 3-4 lat Lakers nie wrócą do kontendowania w Konferencji Zachodniej, to wtedy ustąpi.

Jeanie potem przyznała, że Jim dał jej to jako “słowo” i ona go z niego rozliczy. Temat jest oczywiście dosyć grząski, bo to siostra i brat, którzy jeszcze przed śmiercią ich ojca/legendy Jerry’ego Bussa nie najlepiej dogadywali się ze sobą – w ostatnich latach ponoć lepiej – a nic przecież nie zostało oficjalnie podpisane.

Jim Buss cytowany jest do tego w tym tekście następująco:

“I’m excited to work with Magic for years to come.”

Shelburne zwraca uwagę, że to interesujące zdanie w kontekście, o którym napisałem akapit wcześniej. Sugeruje też, że Jeanie pozyskując Magica na swoją stronę, w ten sposób zbroi się na dokonanie przewrotu i przejęcia władzy od brata. Robi to jednak subtelnie, między słowami, dlatego ja sugeruję, że większość źródeł z tego artykułu pochodzi ze strony Jeanie, właśnie. Hate to say it.

Kontrakty Mozgova i Denga pojawiają się jako kłopot przy potencjalnym podpisaniu latem Gordona Haywarda, który nazwany zostaje w tekście ‘Superstar’. Z kolei wspomniana wyżej niespieszność pojawia się w kontekście czekania w 2014 roku na decyzję Carmelo Anthony’ego, gdy wolnym agentem był Isaiah Thomas. Nikt wtedy nie myślał, że Thomas będzie tym kim jest, stąd 28-milionowy, czteroletni kontrakt jaki otrzymał od Phoenix Suns. Czytając wczoraj miałem wrażenie, że ‘Superstar Hayward’ i nazwisko Thomasa, to nic innego a podrasowanie argumentów, praca na rzecz Jeanie, z którą Ramona – mówiła o tym nie raz, m.in. w podcastach Zacha Lowe – zna się dobrze. Nie chcę trashować dziennikarzy, próbuję tylko czytać między słowami.

Ale to nie jest najważniejsze!

Kupchak nie ustrzegł się błędów w ostatnich latach, próbując przenieść Lakers z czasów Kobiego, w nowe czasy. Draftował jednak dobrze, biorąc Russella z #2, Juliusa Randle’a z #7, Brandona Ingrama z #2 (który powinien być za 5-6 kilo dobrym graczem z tego fatalnego draftu), czy kradnąc w drugich rundach Jordana Clarksona i Ivicę Zubaca. Wcześniej natomiast skonstruował dwa teamy mistrzowskie w 2009 i 2010 roku, do tego zbudował w 2012 roku jedną z najbardziej utalentowanych drużyn w historii ligi, choć fakt, że to akurat wypaliło mu w twarz. Wiemy jednak, że w Lakers ten proces decyzyjny był zawsze skomplikowany tak bardzo, że w rzeczywistości do dziś nie wiemy kto zadecydował o tym, że trenerem tamtej drużyny – po zwolnieniu Mike’a Browna – zostanie Mike D’Antoni, a nie czekający na telefon w łóżku Phil Jackson.

Kontrakt dla Mozgova faktycznie śmierdzi niedoskautowaniem go przez Kupchaka. Po operacji kolana Mozgov był już sprany w zeszłym sezonie. Był innym graczem, niż ten, który potrafił momentami dominować Warriors w Finałach 2015. Umowa dla Denga nie jest taka zła – każdy młody team potrzebuje ciężko pracujących weteranów, jako przykład dla młodych graczy – bo myślę, że Lakers mogą nawet ten kontrakt Denga przesunąć w trade-deadline (np Minnesota). Obie wyglądają jak ‘rzucę im wielkie pieniądze, aby mieć święty spokój’.

Wciąż myślę jednak o Kupchaku, jak o jedynej rozsądnej osobie w domu czubków. Jim i Jeanie – z którą kilka wywiadów przeczytałem – wydają się wiedzieć o koszykówce tyle co nikt, kto powinien zawiadywać managementem i mieć ostatnie zdanie. Z kolei o wielkomyślicielstwie i pomysłowych ideach Magica wiedzą wszyscy, którzy czytają od lat jego fascynujące i odkrywcze tweety (ok – koniec ironii – kompletnie mało odkrywcze tweety. Tak jakby bot prowadził jego konto).

Kibiców Lakers powinno martwić to, gdyby Jeanie z Magicem mieli zastąpić Jima i Mitcha.

Mówiłem wczoraj Oli, że jest to niesamowite dla mnie, że pomyślałbyś, że Los Angeles Lakers to wielki klub, wielka organizacja, zarządzana analitycznie i koszykarsko przez ludzi z doświadczeniem, wysublimowane umysły typu Mike Zarren z Celtics, ludzi przygotowanych i wyprzedzających czasy, myślących i będących o krok naprzód. W końcu to przecież Lakers! Tylko, że gdy bliżej się przyjrzeć…

To już 5-10 lat, kiedy wciąż sprawy Lakers obracają się wokół tych samych nazwisk Buss, Kupchak i Johnson. Gdy nie dochodzi do głośnych awansów ludzi ze środka klubu, czy do pozyskiwania koszykarskich mózgów z zewnątrz. Nie słyszymy o jakiś centrach wsparcia zarządzania, pieniędzy przeznaczanych na technologie w zakresie analizy statystycznej i medycznej (słyszeliśmy za to w 2011 roku o odpuleniu całego sztabu medycznego, gdy odchodził Jackson), a przecież na pewno byśmy o tym mieli usłyszeć. W końcu to Lakers i chcieliby nam o tym powiedzieć głośno.

W tym kontekście Lakers nie różnią się za bardzo od Knicks. To głównie fasada. Dlatego na koniec wracam się do Kupchaka, patrzę na jego zafrasowaną minę i widzę gościa, który myśli:

“Co ja tu jeszcze robię?”.

Dziękuję za przeczytanie.

 

26

Komentarze

  1. Chyzio

    9 lutego 2017 o 10:54

    Czy to nie jest tak że Kupchak wziął Denga i Mozgova jako ludzi “do tankowania” i nastawił sie na pełną przebudowę przez draft a przynajmniej przez picki? Lakers to w gruncie rzeczy 76rs nr2 z tą różnicą że mieli obwoźny cyrk Kobasa.

    Cała NBA w tej chwili cierpi na syndrom GSW i Cavs, po chuj robić drużynę na mistrza na najbliższe 3 lata kiedy układ sił jest tak niekorzystny. Przygotujmy się na mistrzostwo 2020. Oczywiście jak ktoś wczoraj słusznie zauważył są drużyny gdzie sama stabilność jest sukcesem ale to chyba akurat nie Lakers.
    A propos Brooklynu i Sacramento zastawiam się czemu nie ma przepisu zabraniającego handlować pickami w ogóle (mogłyby zostać wymiany w dzień draftu), albo chociaż pickami dalszymi niż aktualny sezon. Przecież prowadzi to tylko do patologii.

    Lubię to: 4
  2. XXX1

    9 lutego 2017 o 11:32

    In Mitch we trust! Apropos Magica, nie zapomnę jak tuż przed narodzinami kozackich GSW, chyba w TNT, twardo twierdził, że “jumpshot team will never win a championship”. #Barkleystateofmind

    Lubię to: 3
  3. Bubu Zwierz

    9 lutego 2017 o 11:47

    Powrotowi Phila J. mówimy – nie!
    Jeanie mimo, że wydaje się ciut bardziej zaawansowana intelektualnie od brata, nie ma ‘narzędzi’ do prowadzenia schody ojca z kimś takim jak wiecznie-niezadowolony Magic.
    Czuję podobnie- Mitch to jedyny człowiek że zmysłem do koszykówki w tym Domu Woskowych Osobowości i jego résumé jest tego dowodem.
    Najlepsze rozwiązanie wydaje się niemożliwym do zrealizowania – rodzeństwo powinno się pojednać i zająć prowadzeniem biznesu zostawiając sprawy koszykarskie Kuptchakowi.
    Niespokojne czasy byłyby smutnym zwieńczeniem, bo akurat roster wygląda ok, perspektywy są, jak zachowają top3 pick to od następnego sezonu Walton może zacząć budować na poważniej. Tym bardziej, że ‘srodek’ konferencji jest bardzo płynny.

    Dzięki za napisanie.

    Lubię to: 1
  4. PrzEMO

    9 lutego 2017 o 12:30

    Jeśli organizacją koszykarską, a właściwie wielkim przedsiębiorstwem, zarządza rodzeństwo, które niespecjalnie się na koszykówce zna, do tego się nie lubi i zatrudnia doradców nie wg kryterium kompetencji, ale po znajomości i za znane nazwisko, to ja życzę szczęścia w budowaniu mistrzowskiej drużyny… Jeszcze dopóki Kobe był w ok formie i działała jego magia, to wszystko jakoś się turlało, na zasadzie rozpędzonej śnieżnej kuli. Ale teraz, kiedy trzeba coś zbudować od nowa, w takich warunkach nie wróżę sukcesów. Mimo, że to ciągle LA.

    Lubię to: 2
  5. pwoloszun

    9 lutego 2017 o 18:15

    Swietny tekst, super analiza

    Dziekuje za napisanie!

    Lubię to: 1
  6. haini

    9 lutego 2017 o 20:28

    Świetna analiza zagrywki Heat.
    Dzięki Maciek :)
    Nie zwróciłem na nią wcześniej uwagi.

    Lubię to: 0
  7. bobe kryant

    10 lutego 2017 o 14:18

    Dzięki Maciek za jedną z trafniejszych w ciągu ostatniego roku analiz bagienka z LA i nie mówię o win-less clappers ;) BTW-mam wrażenie (trochę upraszczając)że w momencie odstrzelenia Mitcha Magik wskoczy w lakers w buty Vlade D. i california utonie w stagnacji..

    Lubię to: 0

Skomentuj