Kto zdobędzie mistrzostwo, kto będzie MVP sezonu 2016/17 i inne przedsezonowe typy

33
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Kto zdobędzie mistrzostwo w sezonie 2016/17?

Maciek Kwiatkowski: Golden State Warriors. Jeśli słuchałeś Palmy w zeszłym sezonie, może trafiłeś, gdy raz czy dwa (może nawet trzy) razy jeszcze w trakcie trwania tego cudownego sezonu Warriors mówiłem, że jest jedna rzecz, której zdrowym Warriors brakuje – gracza, który mógłby ustawić się w izolacji 4-5 metrów od kosza, wymusić podwojenie lub dostać się z piłką do obręczy. Gracza, który sprawi, że gdy gra stanie, gdy na zegarze będzie 7-8 sekund do końca posiadania, kiedy krycie na zasłonach zmienione zostanie 10 tysięcy razy w jednej akcji, Warriors nie będą musieli SZUKAĆ matchupu, ale będą mogli posłać piłkę do kogoś kto niezależnie przeciwko komu gra (ok, nie Kawhi), będzie umiał wślizgnąć się do obręczy. Pamiętasz jeszcze jak Warriors w czerwcu byli zainteresowani Dirkiem Nowitzkim? Dokładnie kogoś takiego jak Dirk – ale Dirk sprzed lat – miałem na myśli. Być może Bob Myers w taki sposób na to właśnie patrzył. Niestety potem dostali tylko Kevina Duranta. I takie akcje grali w preseason – KD izolujący się na prawej stronie. Jest jednak jedno ‘ale’ – KD wymuszał w zeszłym sezonie faule w 12% posiadań w post-up. To nie jest wcale tak dużo. Durant w 2009/10 dostawał się na linię 9,3 raza PER-36. W MVP-sezonie był na linii też 9,3 razy PER-36. Ta liczba wycieczek spadła do poziomu 6,7 w sezonie 2014/15 – tym z kontuzjami stopy – i drgnęła tylko do 7,0 w ostatnim. Dla tych oczu Durant po kontuzji stopy zaliczył mały regres, jeśli chodzi o eksplozywność. Jest więc szansa, że w czerwcu 2017 roku agresywne krycie i zmiany w obronie pick-and-roll raz jeszcze zostawią gwiazdom Warriors tylko możliwość rzutu za trzy i nie będą one w stanie kończyć przy obręczy, tak jak było to w finałach Zachodu i Finałach. Ta szansa jest niewielka, ale jest. Mam wrażenie, że Piotr niżej pisze o czymś podobnym.

Adam Szczepański: Golden State Warriors. Wszystko się może zdarzyć, sezon jest długi itp., ale to naprawdę będzie ogromna sensacja jeśli Warriors nie zdobędą tytułu. To nie będzie spacerek, ale już w lipcu oddałem im mistrzostwo i nadal jestem przekonany, że w czerwcu 2017 odbiorą puchar.

Piotr Sitarz: Cleveland Cavaliers. Życzyłbym sobie najlepszego LeBrona w najlepszym dla sportowca wieku. Jordan mając 32 lata zakładał czwarty pierścień, James ma szansę dogonić go i biec za nim rok po roku, dokładając do 7 wizyt w Finałach i drugie mistrzostwo przeciwko niewyobrażalnie silnej ekipie (wcale nie zakładam, że Warriors przejdą Konferencję Zachodnią, ale to faworyt za którego płaci się najmniej). Teoretycznie piekielnie ciężko będzie powstrzymać lineup z trójką skrzydłowych, ale… dokładnie to zrobili Cavs w czerwcu. Na starcie sezonu team LeBrona do mentalnej przewagi dodaje przewagę w kategoriach: najlepszy gracz, lepszy frontcourt, atletyzm wysokich, gra na bloku. Jeśli już wybiegam w przyszłość, to napiszę tak: warto obserwować grę Duranta przeciwko wysokim graczom w mismatchach i policzyć ile razy w pierwszym meczu pomiędzy tymi zespołami Durant minie switchującego na nim Kevina Love’a.


fot. AP Photo
fot. AP Photo

Który zespół pozytywnie zaskoczy?

Maciek Kwiatkowski: Boston postawi się Cleveland. [Chórem] TO TYLKO PRESEASON, AAALE [dziękuję] 118,2 punktów na 100 posiadań zdobywali (i 79,8 tracili) Boston Celtics z Alem Horfordem na parkiecie i piłka chodziła jak po sznurku, kiedy Mały Al był u góry na wprost kosza i przekazywał ją jak “Myślałeś że widziałeś Spurs? Nic nie widziałeś!”. Piszę o tym, bo tak mniej więcej miało być. Horford nie zbawi Celtics i uśmiecham się pod nosem, czytając jak Chris Mannix nazywa go ‘post-scorer’, a bostońskie media piszą ‘star player’. Z drugiej strony bardzo, bardzo doceniam to, bo Horford to Mike Conley podkoszowych i byłby znakomitym trenerem wysokich w NBA. Jego kariera to strona B kariery Tima Duncana – remiks ze zwrotkami podziemnych raperów. Horford to trochę jak dwaj gracze Celtics (Olynyk w ataku/Amir w obronie) w jednym. Teraz jeszcze łatwiej będzie Bradowi Stevensowi grać z Jae Crowderem na czwórce i taki lineup, może stanowić problem dla Cleveland. Celtics mogą wystawić agresywną obronę i z Horfordem powinni zamaskować ruchem piłki problemy z kreacją rzutu. Na pewno będą pracować cały sezon, w każdym meczu i kto wie – może zapracują sobie nawet na przewagę parkietu w tej wciąż przeciętnej konferencji. Przy dobrych wiatrach – jeśli będzie im siedzieć z daleka – mogą pogrozić palcem Cavaliers w play-offach już w tym sezonie.

Adam Szczepański: Sacramento Kings. Będąc kibicem Kings trudno uwierzyć, że coś może zmienić się na lepsze, dlatego nie widzę ich w walce o playoffy, ale równocześnie jako ich kibic mocno liczę, że wreszcie pozytywnie mnie zaskoczą. DeMarcus Cousins będzie grał na miarę swoich ogromnych możliwości i będzie prowadził Kings do zwycięstw, współpracując z Davem Joergerem, który nada drużynie charakter i wyciśnie to co najlepsze również z pozostałych zawodników, zmuszając ich do walki na całym parkiecie. Stworzą zgrany zespół, który zaskoczy ligę i przebije się do playoffów. To może się udać…

Piotr Sitarz: Chicago Bulls. Typuję 8. miejsce z problemami, ale na papierze ten team ma również dobre rzeczy, które mogą stworzyć na jakiś czas po prostu dobry, solidny zespół. Przede wszystkim talent, ale też rzemieślników, którzy koszykarskie braki nadrabiają pracowitością, walczą o każdą piłkę, kłopoty w obronie maskują zaangażowaniem. Podtrzymuję wszystko to, co napisałem o tym zespole, ale widzę porządną iskrę na skok o jedno-dwa miejsca w górę, może do poziomu 44-45 zwycięstw, jeśli Fred Hoiberg ustawi najlepszą możliwą rotację, w której jego gracze nie pozabijają się o piłkę.


fot. AP Photo
fot. AP Photo

Który zespół najbardziej rozczaruje?

Maciek Kwiatkowski: Houston Rockets. Mógłbym pójść w Knicks, Grizzlies i Bulls, ale w tym preseason i w ostatnich tygodniach mam wrażenie, że wypito zbyt dużo kool-aid – zrobił się jakiś pro-Rocketsowy ruch, który prowadzą Zach Lowe, Bill Simmons, Jeff Van Gundy i M.Haubs. Jeśli jesteś w tej grupie, możesz spokojnie pozostać w tej grupie – bo to bardzo dobra grupa. Rockets mieli nr 1 atak preseason i o atak oczywiście się nie martwię, tylko dlaczego tak łatwo zapomina się, że Ryan Anderson rozegrał 149 z ostatnich 246 meczów sezonu regularnego i to, że Eric Gordon zagrał w 106 z 164 ostatnich. To właśnie ich rzuty za trzy mają podnieść sens i domknąć grę Jamesa Hardena jako kreatora, ale jak będą mogły to zrobić, kiedy obaj nie będą mogli grać? Tej części nie rozumiem (btw, Patrick Beverley już jest kontuzjowany). Mike D’Antoni jest trenerem tej drużyny z niewielką głębią składu i obrona nie powinna być od razu 28-30 w lidze, ale mam wrażenie, że w grudniu usłyszę “No tak. Jak mogliśmy myśleć, że obrona Houston pod D’Antonim będzie okej, a Anderson i Gordon będą zdrowi?”. Słyszę to już teraz. Suns D’Antoniego mieli dużo więcej talentu, niż ci Rockets – też mieli jednego MVP gracza, ale mieli do tego wtedy All-NBA gracza obok niego. Poza tym, to co Mike D robił 10 lat temu, robi teraz reszta ligi.

Adam Szczepański: Orlando Magic. Postawiłem, że dostaną się do playoffów, ale boję się o ten typ. Aaron Gordon na SF to może być świetny pomysł, żeby rozwijać jego umiejętności, ale to też może być świetny przepis na przegrywanie – tak jak kiedyś granie Victorem Oladipo jako PG. W dodatku ten tłok pod koszem (kolejny głupi trade i tanio sprzedany Nikola Vucevic to całkiem realny scenariusz), brak trójek, spacingu i Serge Ibaka w roli ‘gwiazdy’…. To może skończyć się kolejnym słabym sezonem, a to będzie dużym rozczarowaniem, bo w końcu ostatnie ruchy Magic pokazują, że bardzo chcą zacząć wygrywać. Co więcej, to rozczarowanie może być jeszcze większe, jeśli Oladipo i Tobias Harris będą się rozwijać i rozgrywać dobre sezony w swoich nowych drużynach.

Piotr Sitarz: Minnesota Timberwolves. Może ten młody team kupi mnie w pierwszych dniach sezonu? Jestem w stanie wyobrazić sobie jak robią playoffy, ale i jak Tom Thibodeau miota tablicą w parkiet, prowadząc 22. obronę ligi, wrzuca do pierwszej piątki weteranów, sadza na ławce zawodników, którzy jednak powinni grać. Nie mam na myśli totalnego zamordyzmu, lecz chwytanie się za wszelką cenę rozwiązań potrzebnych do wygrania meczu – nawet jeśli oznacza to posadzenie na całą czwartą kwartę Andrew Wigginsa – co nie do końca może okazać się jedyną słuszną linią działania w całej organizacji, zwłaszcza, że przyszłoroczny draft zapowiada się przynajmniej nieźle. Nie węszę konfliktu, ale zagęszczające atmosferę raporty, gdy Thibs zrobi coś czego w ogólnej, mało wartej opinii, nie wypada robić.


fot. Phil Masturzo / Newspix.pl
fot. Phil Masturzo / Newspix.pl

Kto zostanie MVP?

Maciek Kwiatkowski: Kawhi Leonard. Stephen Curry i Kevin Durant grają w jednym zespole i czeka ich to samo, co Chrisa Paula i Blake’a Griffina. Nawet jeśli Warriors wygrają o 10 meczów więcej, niż drugi team sezonu regularnego, to trudno będzie z Warriors wybrać tego jednego MVP. LeBron James to interesujący typ, skoro otwarcie ściga się już z legacy Michaela Jordana i brakuje mu do MJ’a (między innymi) jednej nagrody MVP sezonu regularnego. Na Wschodzie są ludzie, którzy mogą być w tzw konwersacji, ale ich talent, to nie ten poziom (Lowry, I.Thomas, Drummond), a nikt młody nie wskoczy tak szybko do góry. Paul George to dobry kandydat, ale akurat typuję problemy Indiany z obroną i tożsamością. Leonard jest trochę sam w San Antonio – “trochę” bo (jeszcze) z Aldridgem. Westbrook i Harden to niezłe typy, ale nie typuję, że ich teamy wygrają 50 meczów, podczas gdy Spurs tak. Leonard jest zresztą lepszym graczem niż Westbrook i Harden (i Lillard). I nawet jeśli niedzielny fan tego nie dostrzega, to dziennikarze już to wiedzą. W końcu był nr 2 w głosowaniu na MVP w poprzednim sezonie. Plus Kawhi spędził całe lato trenując i już na wiosnę widać było jego powolny progres w grze pick-and-roll jako kreator (o fade-away’ach MJ’owskich przy linii końcowej już nawet nie mówię, bo w jego rozwoju to już jak przeszłość. To jest nieprawdopodobne ile można osiągnąć sumienną pracą z dobrymi trenerami, cały czas jeżdżąc tym samym autem co w high-schoolu i nie rozmawiając prawie z nikim. Ed Chigliak NBA).

Adam Szczepański: LeBron James. Chciałem postawić na Russella Westbrooka, bo cały czas typuję, że będzie miał świetny sezon, ale może mu trochę zabraknąć zwycięstw Thunder w tym wyścigu. Tymczasem LeBron ma świetne warunki, aby powiększyć swój imponujący dorobek i zagarnąć piątą, prawdopodobnie ostatnią statuetkę MVP. Będzie mu łatwiej, ponieważ jego dwaj najgroźniejsi rywale sami wyeliminowali się z tego wyścigu, łącząc siły w jednej drużynie. W dodatku po zeszłym sezonie, kiedy James był nieco zepchnięty w cień, bo Curry, bo Warriors, teraz po tym co zrobił w Finałach, wszyscy będą chcieli mu to nieco wynagrodzić i oddać królowi to co królewskie. Dlatego jeśli nie będzie się za bardzo oszczędzał, ta nagroda powinna być jego.

Piotr Sitarz: LeBron James. Od paru lat systematycznie obniża minuty per mecz, rozgrywając – poza przedostatnim sezonem i sezonem lockoutowym – minimum 76 spotkań. Tylko dwa razy w ostatnich 8 latach (2009, 2010) nie skończył sezonu w czerwcu i za ten run, za skok do ścisłej czołówki najlepszych graczy w historii gry, za to co zrobił w tegorocznych Finałach, za wyjątkowość, status najlepszego gracza na świecie, status MVP całej ligi jeszcze przez parę lat i stworzenie potwora po zachodniej stronie NBA, z automatu powinien wygrać tę nagrodę. Grają emocje, ale grały też w 2011 roku, gdy obrabowały go ze statuetki po do bólu lebronowskim sezonie na 27/7/7 (4 głosy na pierwsze miejsce to żart i to jak dobry był wtedy Derrick Rose nie ma znaczenia, bo nie był lepszy). Plus z marketingowego punktu widzenia piąta nagroda MVP dla LeBrona Jamesa i zrównanie się z Jordanem, wygląda dla promocji ligi lepiej, niż w zasadzie każdy inny wybór.


fot. Christopher Szagola / Newspix.pl
fot. Christopher Szagola / Newspix.pl

Kto będzie najlepszym debiutantem?

Maciek Kwiatkowski: Joel Embiid. Embiid będzie prawdopodobnie jedynym rookie – on i drugi fałszywy rookie Dario Sarić – który pierwszy mecz sezonu regularnego zacznie w pierwszej piątce swojego zespołu. Taki to był Draft 2016. Nr 1 Ben Simmons kontuzjował się z walki o ROY’a, nr 2 Brandon Ingram cały sezon pewnie będzie zmiennikiem, podobnie nr 3 Jaylen Brown. Nr 4 Dragan Bender będzie bił się o minuty z nr 8 Marquesem Chrissem. Nr 5 Kris Dunn jak na razie musi trafiać częściej, niż co szósty rzut i też pewnie większość sezonu spędzi na ławce. Nr 6 Buddy Hield to niezły typ, może nr 7 Jamal Murray w grudniu zacznie robić progres a’la ten Bookera? Embiid to dosyć – sic – bezpieczny typ. Jeśli – odpukać – coś mu się stanie, Hield i Murray powinni bić się o tę nagrodę. Może do tego Dunn, jeśli Minnesota przehandluje Rubio.

Adam Szczepański: Joel Embiid. Oczywiście, o ile tylko będzie zdrowy i będzie mógł grać przez większość sezonu po 30 minut… Ale jeśli będzie grał, Sixers będą grali na niego i będzie mógł zachwycać nas swoim ogromny potencjałem, zaliczając przy tym ładne cyferki. W preseason dostaliśmy małą, ale niezwykle obiecującą próbkę  – 28 punktów, 15 zbiórek i 2 bloki PER-36. Poza tym, w sytuacji gdy nie ma Bena Simmonsa, a Buddy Hield, Kris Dunn i Brandon Ingram będą (przynajmniej na początku sezonu) wychodzić z ławki, Embiidowi nie powinno nawet przeszkodzić, jeśli w pierwszym okresie będzie jeszcze grał mocno ograniczone minuty i popełniał sporo błędów.

Piotr Sitarz: Jamal Murray. Przynajmniej na początku sezonu kandydat do pierwszej piątki Nuggets wobec kontuzji Garry’ego Harrisa, a w najgorszym razie pierwszy zmiennik Emmanuela Mudiay’a lub Willa Bartona z przewagą nad resztą stawki rookies – umiejętnością gry na dwóch pozycjach. W preseason biegał jako ball-handler i strzelec bez piłki w rękach, a z pierwszej dziesiątki draftu w zasadzie tylko Kris Dunn i Buddy Hield mogą grać duże minuty w podobny sposób, przechodząc pomiędzy rolami na parkiecie. Nie zapowiada się na wystrzał kogoś z dalszych miejsc – może Wade Baldwin? – na eksplozję młodych z Suns, łagodną fizyczną tranzycję z Europy do NBA Dario Sarica, o zdrowiu i minutach dwójki Simmons – Embiid nikt nic nie wie. Murray broni się koszykarsko, ale ma szczęście, że Brandon Ingram nie wygląda na kogoś, kto przeżyje sezon regularny. Czarnym koniem jest Jaylen Brown, ale miałbym za dużo nagród dla ludzi z Bostonu.


fot. AP Photo
fot. AP Photo

Kto zostanie najlepszym Szóstym Graczem?

Maciek Kwiatkowski: Brandon Knight. Jamal Crawford (dwukrotnie) i Lou Williams to laureaci tej nagrody w trzech ostatnich sezonach, co skazuje mnie na szukanie podobnego w stylu gry combo-guarda. Kto wie, może znowu Jamal? Jordan Clarkson to interesujący typ, odkąd ma być zmiennikiem w Lakers. Zach Randolph w nowej roli w Memphis ma szansę. Podobnie jeszcze kilku innych post-up wysokich, którzy nie bronią i są przesuwani do roli zmienników we współczesnej NBA – Enes Kanter, Greg Monroe, Jahlil Okafor, Al Jefferson. Zwycięzcą niekoniecznie zostanie ten najlepszy rezerwowy, ale ten, który będzie rzucał najwięcej punktów. Z tego grona, Knighta mam wrażenie stać na największe eksplozje – Suns grali będą szybko, a B-Knight ma dopiero 24 lata i w swojej shoot-first roli staje się coraz lepszym shooterem. Przez kontuzje rozegrał w tym roku kalendarzowym tylko 17 spotkań, ale w 5 z nich rzucił minimum 25 punktów. Umie złapać pull-up ogień i jako, że Suns brakuje talentu strzeleckiego, sporo powinno być meczów typu “Booker 28, Knight 25, Bledsoe 17”.

Adam Szczepański: Enes Kanter. Już w zeszłym sezonie był jednym z najlepszych zmienników w lidze, zaliczając prawie 13 punktów i 8 zbiórek. Teraz nadal będzie wychodził z ławki, ale jego rola powinna być większa, ponieważ Thunder będą potrzebowali więcej punktów od Turka. Także słabość na pozycji silnego skrzydłowego sprawi, że sporo czasu będzie spędzał również u boku Stevena Adamsa i w sumie będzie dostawał więcej minut niż poprzednio (21.0). Średnia na poziomie double-double jest w jego zasięgu, a to powinno zapewnić mu tytuł najlepszego szóstego gracza.

Piotr Sitarz: Raymond Felton. Jak pisałem – Clippers zrobią wszystko aby znaleźć się po drugiej stronie drabinki. I tak, jak niedorzecznie wygląda ten typ dzisiaj, biorąc pod uwagę również to, że w LA gra Jamal Crawford, tak Felton będzie w szerszej skali beneficjentem talentu Blake’a Griffina i DeAndre Jordana (w pick-and-rollu) oraz akcji dla JJ’a Redicka. Będzie zaliczał dobre podania, kończył mecze na poziomie kilkunastu punktów i 7-8 asyst. Może grać jako point-guard, może grać – jeśli wróci do poziomu 36% za trzy punkty – jako dwójka, bardziej spot-up, nie jak ledwo toczący się na zasłonie combo-guard. Nie powinien wyglądać fatalnie w obronie obok Chrisa Paula, zresztą w rezerwowych unitach teoretycznie zagra przeciwko słabszym rywalom. Świat zmęczył się “dominacją” Crawforda i Doc Rivers będzie miał w Feltonie przeciwwagę do umiejętności izolującej się dwójki.


fot. AP Photo
fot. AP Photo

Kto wygra nagrodę Most Improved Player?

Maciek Kwiatkowski: Hassan Whiteside. San rozpoczął w pierwszej piątce tylko 43 z 73 meczów sezonu regularnego, choć niezależnie czy w piątce, czy z ławki, grał po 29 minut. Produkował nawet gorzej jako starter (13/11/4), niż grając z ławki (17/13/4), ale teraz jego minuty powinny pójść w górę do 32-33 na mecz i wraz z ciągłym rozwojem, o którym pisałem wczoraj, powinien mieć więcej gigantycznych linijek typu 20/20/5. To będzie rezonować. Whiteside ma szansę zagrać w Meczu Gwiazd, zrobić drugi czy trzeci team All-NBA i być regularnie wymienianym jako jeden z trzech, może nawet dwóch najlepszych środkowych ligi. Już w poprzednim sezonie wiele było meczów, gdy wyglądał jak jeden z 15 najlepszych graczy NBA.

Adam Szczepański: D’Angelo Russell. Po trudnym, pierwszym sezonie, teraz Russell może poczuć się jakby znalazł się w zupełnie innej drużynie. Nie ma już Kobiego, wokół którego wszystko się kręciło i nie ma też trenera Byrona Scotta, z którym nie mógł się dogadać. Teraz na ławce jest przyjacielski Luke Walton, a na boisku dobre warunki dla Russella, żeby rozwinąć skrzydła i pokazać na co go stać. Lakers w tym sezonie będą jego drużyną, co było już widać w preseason, w którym pokazał, że jest już gotowy, żeby wziąć na siebie większą rolę. Powinien być efektywniejszy w pick-and-rollu i może zaliczać statystyki na około 20 punktów i 5 asyst, co będzie silnym argumentem przy wyborze MIP.  Poza tym gra w Lakers, więc przez cały sezon będzie się o nim dużo mówić, nawet pomimo ciągłych porażek.

Piotr Sitarz: Steven Adams. Oklahomie uciekło ponad 20 punktów w każdym meczu, ale też zasięg w obronie prawie 7-footera na pozycji numer trzy, który wspomagał wysokich pod obręczą. Adams, o ile będzie zdrowy, ma szansę rozegrać sezon na poziomie 16/10 z 11-12 rzutów, które m.in. w pick-and-rollu wykreuje mu Russell Westbrook. Na małej próbie sparingów, mogę napisać, że wygląda na lepszego gracza w indywidualnym ataku. Jest wyższy, cięższy, przy tym porusza się sprawniej od większości wysokich w lidze. Powinien oddawać co najmniej 1 rzut z low-post w każdym meczu, dostać od Billy’ego Donovana minuty gry z Victorem Oladipo, lepiej współpracować z Enesem Kanterem i dobić do minimum 1 asysty w każdym spotkaniu. Stać się przekaźnikiem piłki do rąk innych graczy, gdy rywale ochoczo zaczną podwajać Westbrooka i być może momentami drugim najlepszym graczem w zespole.


fot. Ed Crisostomo / Newspix.pl
fot. Ed Crisostomo / Newspix.pl

Kto zdobędzie nagrodę dla najlepszego obrońcy?

Maciek Kwiatkowski: Kawhi Leonard. Będzie presja na to, aby nie dać mu tej nagrody i może tak być, że Spurs obsuną się z Top-5 obrony po zamianie Tima Duncana na Pau Gasola. To może osłabić pozycję Leonarda. Tylko z drugiej strony przyznanie tej nagrody komukolwiek innemu byłoby na wyrost. Chyba, że Utah pojawi się w Top-3 i Rudy Gobert grał będzie po 30 minut w meczu. Może wtedy… Whiteside? Czasem jeszcze odpoczywa w obronie. Avery Bradley? Horford odbierze mu część chwały, jeśli Celtics zrobią nr 1 obronę ligi. Clippers nie będą mieli obrony w Top-5 ligi, aby DeAndre mógł być kandydatem (na wyrost).

Adam Szczepański: Kawhi Leonard. Drugi zawodnik w historii z trzema kolejnymi statuetkami dla najlepszego obrońcy? Myślę, że jest to bardzo realne. Kawhi jest na absolutnie fantastycznym poziomie, do którego innym nie jest nawet blisko. Natomiast w sytuacji, gdy Spurs nadal będą utrzymywali dobrą defensywę (choć słabszą niż rok temu) mimo obecności Pau Gasola czy Davida Lee, jeszcze bardziej zostanie docenione to, co robi Leonard i jak duży wpływ ma na postawę drużyny po tej stronie parkietu.

Piotr Sitarz: Avery Bradley. Lider, a może jeden z kilku liderów defensywy Celtics, który pomimo pracy nad grą z piłką i rzutem, cały czas pozostaje w sferze umysłów fanów jako elitarny obrońca na trzech pozycjach. Celtics mają szczęście w nieszczęściu, że mogą chować Thomasa zastępując go w matchupie Bradley’em, który w wieku 25 lat wygląda na głodnego statuetki, rozpoznawalności i przechodzenia nad zasłonami, jak nikt inny w NBA. Liga odbiła od wysokich dominatorów, na dodatek Bradley’a premiuje fakt, że to od Kawhia Leonarda już teraz wymaga się liderowania zespołowi w punktach, a i Brad Stevens jest w stanie wysłać go w obronie na każdego gracza w lidze. Nawet na mierzącego 220 cm Porzingisa.


brad stevens coaching

Kto będzie najlepszym trenerem sezonu?

Maciek Kwiatkowski: Brad Stevens. Celtics przebiją poziom 50 zwycięstw, będą grali ciasne mecze z Cavaliers i zajmą miejsce w Top-3 konferencji na koniec sezonu regularnego. To wszystko o czym od dwóch lat mówimy – że to Stevens sprawia, że gra Bostonu jest lepsza niż talent – uzyska swoją walidację. Celtics mogą mieć dwóch All-Starów, czarnego konia lub dwóch w wyścigu po DPOY i mogą skończyć jako nr 1 obrona NBA. Nr 1 Draftu 2013 jest niesamowitym trenerem. Jego przygotowanie do meczów, intelekt w ich trakcie i sposób komunikowania się z graczami, to już w tym momencie Top-10 wartość w NBA. Już w zeszłym sezonie dodał Bostonowi jakieś 8-10 zwycięstw.

Adam Szczepański: Brad Stevens. Stevens już pokazał jak świetnym jest trenerem, jak potrafi fantastycznie ustawić swój zespół i dlatego już w dwóch poprzednich sezonach pojawiał się w gronie kandydatów do nagrody dla najlepszego trenera. Teraz, kiedy jego drużyna przekroczy poziom 50 zwycięstw wydaje się, że nie będzie już argumentów, żeby nie dać mu tego wyróżnienia. Zwłaszcza gdy zobaczymy jak płynnie wkomponował Al Horforda do zespołu i jak udało mu znaleźć dobrą rotacje rezerwowych, tak że odejście Evana Turnera nie okaże się istotnym osłabieniem.

Piotr Sitarz: Brad Stevens. Ostatnim trenerem Boston Celtics, który zdobył nagrodę COY był w 1980 roku Bill Fitch. Celtics skończyli tamten sezon na Finale Konferencji. Piszę o tym nieprzypadkowo, bo 37 lat później Brad Stevens ma szansę znaleźć się w dokładnie tym samym miejscu. Celtics to wyjątkowy przypadek zespołu z dwoma All-Starami, z których żaden nie jest gwiazdą ligi, z zawodnikami pasującymi do koncepcji, agresywnych założeń, które wymagają podporządkowania się. Żaden zespół w NBA nie będzie miał w tym sezonie lepszej obrony niż Boston Celtics i żaden trener nie wywoła tak pozytywnego wrażenie wygraną z Golden State Warriors (raz jeszcze) jak Brad Stevens.


Kto zdobędzie nagrodę dla najlepszego GM’a?

Maciek: Danny Ainge. Cholerny Ejndżi. Gdy wychodzi z domu, kiepuje plotki do kanalizacji, a potem szczury blogowania zbierają wszystko i wrzucają w internety. Potem nie może zrobić tego jednego dealu, a NBA zaraz przestanie patrzyć z zazdrością, tylko zacznie patrzyć z zawiścią i będzie jak Pat Riley: shut up Ejndżi. Ale w tym sezonie ma okazję wygrać tę nagrodę za sprowadzenie Horforda (Bob Myers przecież jej nie otrzyma, czy otrzyma?), emerżęnsję Terry’ego Roziera i fakt, że kilka lat temu wykoleżkował Nets w wymianie i teraz ma Jaylena Browna, a zaraz może mieć Josha Jacksona, a potem DeAndre Aytona. OK – ta droga bez wymian wygląda na coraz lepszą.

Adam Szczepański: Bob Myers. Nie zrobił tego sam, to był team effort, ale przekonanie Kevina Duranta do przeprowadzki i podpisanie go idzie na konto Myersa, ponieważ to on jest odpowiedzialny za skład Warriors. Zdobył najlepszego wolnego agenta, stworzył super drużynę i tym samym zdeklasował pozostałych GM’ów.

Piotr Sitarz: Bob Myers. Zamienił gracza spoza Top50 ligi na All-Stara, MVP, trzeciego/czwartego najlepszego zawodnika w NBA. Dodał weteranów pod obręcz na niskich kontraktach, wybrał w drafcie potencjalny steal… a to nie koniec. Może jeszcze dojść do wymiany przed trade-deadline po gracza do playoffowej rotacji. Myers rozbił bank jednym ruchem i nawet jeśli w procesie rekrutacji było go najmniej, to splendor spływa na barki kierownika.

41

KOMENTARZE

  1. Po przejściu na ciemną stronę mocy Duranta…mamy nowego pupilka w postaci Kawhiego..bo taki skromny, cichy i stojący w opozycji do tych wszystkich bufonów. W tym sezonie pierwszy raz kibicuję Lebronowi. Jak zrobi mistrza to będzie prze-wielki…za to kocham tę ligę :)

    Lubię to: 2
          • Właśnie lata 2002-2006 to jeden z większych kryzysów w NBA. Era Dariusów Milesów i Rickie Davisów ;)

            Lubię to: 4
          • No i dla wielu nic nie ma – mam co najmniej kilku znajomych, którzy podziękowali za oglądanie NBA bez Jordana…

            Lubię to: 3
          • @Kowiak – i w czym się ten wielki kryzys objawiał? Koszykówka przestała istnieć i nie było innych gwiazd?
            Tak samo będzie jak odejdzie LBJ. Życie toczy się dalej i tyle.

            @Tommy – szczerze mówiąc, to ich strata jeśli uważają że nie ma co oglądać w NBA bez Jordana/po Jordanie.

            Lubię to: 1
          • Obiektywnie rzecz biorąc to objawiał się tym, że spadła znacząco oglądalność i zyski. Subiektywnie natomiast pisząc o okresie polebronowskim chciałem wyrazić, że będę za Nim tęsknił :) Ta liga potrzebuje swojej twarzy, samca alfa, którego połowa fanów będzie kochać i druga połowa nienawidzić.

            Lubię to: 0
          • Proste, tak samo jak niektórzy tęsknią za erą Jordana.
            Ale jak widać NBA radzi sobie świetnie dalej. Prędzej czy później będzie to liga kogoś innego ;)
            A co do kochania i nienawidzenia to sporo aktualnie tego w GSW … każdy znajdzie coś dla siebie ;)

            A propos, na coś takiego trafiłem :D
            https://www.youtube.com/watch?v=GM0IB-1xJ8s

            Lubię to: 0
  2. Zastanawiające jest, że nikt nawet nie rozważał kandydatury Draya Greena na DPoY. 2 lata z rzędu jest w głosowaniach drugi za Kawhiem (2 lata temu nawet był częściej stawiany na 1. miejscu i Kawhi wygrał większą liczbą głosów ogólnie). Brak Duncana może osłabić obronę Spurs, jednocześnie przyjście Duranta może mocno ograniczyć rolę Greena w ataku i jeszcze bardziej utożsamić go z defensywnym obliczen Warriors (przypominam jak było z KG – mimo bycia od lat elitarnym obrońcą statuetkę odebrał dopiero jako Celt gdy został zestawiony z typowo ofensywnymi Allenem i Piercem). W mojej ocenie Leonard wciąż jest faworytem, natomiast dziwi mnie wymienianie Goberta, Bradleya czy Jordana i pomijanie Greena dla którego TOP-2 głosowania to plan minimum.

    Lubię to: 16
    • Finały Zachodu i Finały NBA pokazały też że Green w roli centra nie funkcjonuje dobrze jako rimprotektor. Może być w tej roli cześciej w tym sezonie. Jest to też swego rodzaju naiwność wierzyć w to że Green będzie utożsamiany z obroną Warriors. Jeśli juz ma być teraz z czymś utożsamiany to z kroczem. Jestem pewien że internet pod lupą będzie miał jakiekolwiek jego nieczyste zagrania. Porównaj to ze śledzeniem obrony Hardena. Pociąg z nagrodami dla Greena prawdopodobnie juz odjechał bo łatkę ma przyszytą i nie wydaje mi się żeby był w stanie grać inaczej, niż na pograniczu fauli niesportowych

      Lubię to: 19
  3. Eee tam MIP to będzie w tym roku ruch czysto marketingowy.
    Nie od dziś wiadomo że NBA lubi łechtać po jajkach swój fanbase w Chinach, więc nagroda w tym roku powędruje na Brooklyn dla Lina. Ze sportowej strony się to obroni bo jaki inny role player z poprzedniego sezonu dostał drużynę w której z miejsca jest gwiazdą? Statystyki powędrują w górę, dojdą do tego z trzy występy na miarę Linsanity, hipe się nakręci i będzie git.

    #obudźciemniew2019

    Lubię to: 3