5-na-5: Podsumowanie sezonu: najlepsi menadżerowie

7
Eric Gay, STF / Associated Press
Eric Gay, STF / Associated Press

W poprzednich odcinkach:

MVP
ROY
MIP
DPOY
6th MAN
COY

1. Trzeci najlepszy GM tego sezonu to…

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni120 zł

0

KOMENTARZE

  1. Zastanawia mnie skąd ta pewność, że Okafor to już na bank nie będzie lepszy od innych wydraftowanych graczy? Chłopak jest po pierwszym sezonie gry, w wieku 20 lat w NBA w jednej z najgorszych (najgorszej?) ekip w historii. Statystyki defensywne ma fatalne, ale czy już jesteśmy pewni, że przy lepszych partnerach, przy weteranach, nie umiałby znaleźć również tego elementu? Ja dałbym mu czas, na bloku potrafił pożerać matchupy i poczekajmy kilka lat zanim na nowo ustawiamy draft po pierwszym sezonie.

    Druga sprawa – totalnie nie rozumiem zachwytów nad GMem Spurs. Kurde, wiadomo, że to modelowa organizacja, która tak naprawdę w tym sezonie zbiera owoce wieloletniej pracy, ale żeby podawać za sukcesy podpisanie Martina/Millera/Westa? Każdy z nich + LaMarcus po prostu wybrali sobie (najlepszą) organizację/drużynę, a menadżer każdej z 29 pozostałych ekip jak LA lub West wbijają po takie same kontrakty jakie dostali w Spurs to podają długopis. Jeżeli oceniamy top GMa, okej, ale top GM tego sezonu dajmy gościom, którzy naprawdę musieli z gówna ukręcić bat. No offence :).

    Lubię to: 0
    • Nie rozumiem, dlaczego próbujesz stosować podwójne standardy wobec GM-ów. Jeśli powiedziałbym Ci, że GM X podpisał latem LaMarcusa Aldridge’a i Davida Westa, w sezonie pościągał weteranów, a gdzieś po drodze przekonał swojego najlepszego gracza do współpracy i pójścia organizacji na rękę, a GM Y (no offence, przykład) podpisał DeMarre Carrola, Cory’ego Josepha i Bismacka Biyombo, to który Twoim zdaniem wykonałby lepszą robotę?

      Piszesz “kurde wiadomo, że to modelowa organizacja, która zbiera owoce wieloletniej pracy”. Czyli rozumiem, że Twoim zdaniem koń mógłby teraz być na miejscu Buforda i wykonać tę samą robotę?

      Zacytuję tu przykład, który podał Sam Hinkie. Peter Holt po podpisaniu Aldridge’a miał powiedzieć, że Buford przyszedł do niego z tym pomysłem już 4 lata wcześniej i od tej pory sterował organizacją tak, żeby do tego doszło.

      Ja wiem, że łatwo jest spławić opinie o nim: “A to przecież Spurs”. Ale to “a to przecież Spurs” z czegoś się bierze!

      Możesz powiedzieć, że Bufordowi pracuje się łatwiej, bo jest w Spurs, ale ja powiem, że to dzięki niemu (i Popowi i Holtowi etc.) tak im się pracuje, bo to oni są tymi “Spurs”.

      Lubię to: 0
      • Tu nie chodzi o podwójne standardy – nie da się pominąć organizacji przy ruchach niektórych GMów – jeżeli np. DeRozan po sezonie mówi, że on to zawsze chciał grać dla Lakersów i Lakersi podpiszą z nim kontrakt po sezonie to czy to jest naprawdę ogromny sukces Mitcha Kupchaka?

        Czy koń mógłby wykonać robotę Buforda? Myślę, że jeżeli na początku tego sezonu Buford poszedłby na L4, a tymczasowym GMem stałby się no-name nie wpłynęłoby to znacznie na decyzję LaMarcusa czy Westa. Powtórzę, wybierajmy najlpszego GMa TEGO sezonu, bo jeżeli będziemy tak patrzeć to dla mnie Popovich dopóki nie odejdzie jest co sezonie COY i nikt nie jest nawet blisko. A Buford co roku GMem, a Manu Gino 6th manem i tralalalala. Ale nie o to tutaj w moim odczuciu chodzi.

        Zrozumcie, że ja nie próbuję mówić, że Buford to jakiś słabiak, ale wyróżnijmy gościa, który podejmował trudne, ale finalnie trafne decyzje, jak w Portland czy Charlotte, bo jeżeli dla kogoś podpisanie LMA lub Westa było ‘no kurcze nie jestem pewien’ to krzyż na drogę.

        Lubię to: 0