LA to najlepsze miejsce, żeby się pokazać. Teraz czas na Kenta i MarShona

4
fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Nie można powiedzieć, że rywalizacja pomiędzy Lakers i Celtics w tym sezonie zupełnie straciła na znaczeniu. Może nie są to pojedynki na szczycie ligi jak w poprzednich latach, może nie są to interesujące mecze, ale są to istotne starcia jeśli chodzi o przyszłość obu klubów. Obecnie ich rywalizacja to pojedynek dwóch tankujących drużyn, które walczą o jak najwyższą pozycję w 'odwróconej tabeli’ i gwiazdę w drafcie 2014. Wczoraj ponownie 'wygrali’ Celtics, oddając czwartą kwartę i wzmacniając swoją pozycję w wyścigu po jak najwięcej piłeczek w loterii. Lakers natomiast zanotowali te normalne zwycięstwa. Tak, trochę to pokręcone.

W pierwszym starciu pokonali gospodarzy w Bostonie psując comeback Rajona Rondo, a teraz właśnie przeciwko swoim odwiecznym rywalom wreszcie przerwali najdłuższą serię porażek w historii klubu przed własną publicznością (8). Kluczową rolę w tej wygranej odegrali ich nowi zawodnicy, których dopiero co pozyskali z Warriors – Kent Bazemore i MarShon Brooks.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułRaport: buyout Grangera nie jest oczywisty
Następny artykułNowojorskie impresje 750… czyli jedna kwarta do tysiąca…

4 KOMENTARZE

  1. W dużej mierze są to zawodnicy, którym wystarczyło dać grać. Bazemore po pokazaniu się latem w ogóle zagrał dwucyfrowe minuty w tym sezonie? Brooks też nic nie grał odkąd wyszedł z Nets, a i Marshall za częto w Suns nie biegał po parkiecie.

    Lubię to: 0