Brad Stevens idzie dobrą ścieżką

2
fot. Associated Press

Brad Stevens to nasza nowa nadzieja. Nasza – znak równości –  wszystkich koszykarskich nerdów. Powód jest prosty, oto przed nami staje młody trener ze spektakularną historią sukcesów w najbardziej koszykarskim ze wszystkich stanów. Trener, który daje wszelkie nadzieje, że będzie prowadził zespół NBA tak, jakbyśmy zrobili to my, gdyby ktokolwiek kiedykolwiek dał nam taką szansę. Pasjonat koszykówki, zakochany w zaawansowanych statystykach i nowoczesnych metodach budowania i motywowania zespołu. Ktoś, kto spróbuje wszystkiego, by w klubie NBA zbudować nową kulturę.

Jego poletkiem eksperymentalnym – dzięki uprzejmości Danny’ego Ainge’a – zostali Boston Celtics i jest to miejsce, w którym powinien otrzymać szansę na 2-3 lata spokojnej (jego kontrakt ma 6 lat), względnie pozbawionej krytyki, pracy. Nikt w Massachusetts nie łudzi się, że Celtics są w stanie odnosić sukcesy w nadchodzących latach i chyba oczywistym jest, że Stevens ma być częścią przebudowy – nie zbawcą. Dlatego, przynajmniej do 2015 wydaje się, że  Brad Stevens nie ma wiele do zepsucia (co innego Danny Ainge). Jedynym wyzwaniem, poza wygraniem 20-25 spotkań, by wyciągnąć kogoś w drafcie, jest zbudowanie relacji z Rajonem Rondo. Pomimo wszelkich plotek (które przecież nigdy się nie skończą) o możliwym transferze, Rondo jest nadal zawodnikiem Celtics, a do tego wreszcie – bez żadnych wątpliwości – ich liderem i najlepszym graczem.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułCo dalej z Derrickiem Williamsem?
Następny artykułMoneyball w Bostonie

2 KOMENTARZE

  1. Pamiętam jak Calipari i Pitino w szczycie mojego zainteresowania NCAA przechodzili do NBA. Cal po sukcesach UMass i dziwnej rotacji jaka wprowadzał w tej drużynie i hokejowych zmianach dla Marcusa Cambego był teoretycznie ciekawym kandydatem na trenowanie klubu NBA w czasie jego rebuldingu (Nets). Ale gracze których dostał: VanHorn (Utah), Kittles (Villa) nie bardzo pasowali od początku do jego koncepcji, bo wywodzili się z zupełnie innych tradycji NCAA. On też nie próbował jak Pitino eksperymentować, w zasadzie zatracając całą swoja magię z NCAA.
    Troszkę inaczej wyglądała sprawa z Pitino, choć tu równiez większość skazywała go na porażkę. Wszyscy byli ciekawi czy postawi na full court defence jaki stosował w Kentucky … hahaha postawił, szokując chyba większość komentatorów. O ile mnie pamieć nie myli, na początku nie było jeszcze źle, no ale potem okazało się, że 82 mecze po 48 minut sezonu NBA, to nie 30 meczów NCAA i rotacja nie wytrzymuje trudów sezonu.
    Ciekawie jak będzie ze Stevensem, który nie oszukujmy się, w Butler praktycznie z niczego potrafił ukręcić mistrzowski bicz. W Celtach też ma „NIC”, prawie nic. Jeśli tylko Danny by mu pozwolił, naprawdę byłbym ciekaw co z niego mógłby ukręcić, choć znając historię Cala i Pita … pewnie niestety i tak nic.

    Lubię to: 0
    • @krog
      „Jeśli tylko Danny by mu pozwolił, …”
      ależ Danny pozwala, a dlaczego pozwala? Ponieważ nie znalazł i raczej nie znajdzie lepszego trenera niż Brad Stevens, i nie mam na myśli tylko czasu przebudowy C’s ale i czasu kiedy Boston będzie znaczącą siłą na wschodzie, całej NBA. Słusznie Przemek zauważył że więcej do spartolenia ma Danny niż Brad.

      Lubię to: 0