Nowy trener Bostonu Brad Stevens wysłał list do legend Celtics

1
fot. redsarmy.com

Nawet jeśli na przestrzeni ostatnich 26 lat wygrali tylko jeden raz, i nawet jeśli mistycyzm banerów mistrzowskich z lat 60-tych czy historie o podgrzewanych szatniach i zimnych prysznicach bardziej wiążą się ze starą Boston Garden niż z nową halą, to „Boston Celtics” nadal są nazwą, która automatycznie przywodzi na myśl skojarzenia z tradycją i sukcesem.

Brad Stevens w lipcu nieoczekiwanie zdecydował się zostać częścią tej aury i jako 36-letniego podlotka czeka go co najmniej jeden rok robienia dobrej miny do złej gry. Rok, w którym sędziwi kibice pamiętający jeszcze czasy Johna Havlicka i Dave’a Cowensa lub nawet te Billa Russella i Sama Jonesa będą mieli problem z taktyką obraną przez GM’a Danny’ego Ainge’a. A następnie mogą w barach i zakładach fryzjerskich mieć problem z trenerem, tym który nie jest w stanie dać wyników.

Nowy coach Celtics postanowił wyjść na przeciw historii i zabrać ją na swoją stronę. Za Baxterem Holmesem z Boston Globe:

„Brad Stevens rozesłał list do byłych członków Boston Celtics. Zaprosił ich do przychodzenia na mecze, na treningi i do utrzymywania kontaktu z klubem.”

W liście, który upublicznił jeden z adresatów, Kenny Anderson (Czy Acie Earl dostał swój), przeczytać można:

„W trakcie mojej powitalnej konferencji prasowej byłem w zachwycie 17 banerami mistrzowskimi wiszącymi nad moją głową. Jestem przede wszystkim fanem i wielbicielem Boston Celtics i to czego zostało dokonane z Twoim udziałem.

W imieniu menedżmentu Boston Celtics, sztabu szkoleniowego i graczy, piszę, aby zaprosić Cię do składania wizyt kiedy tylko chcesz. Proszę wiedz, że będziesz serdecznie widziany na naszych treningach, meczach w TD Garden, meczach wyjazdowych i organizowanych przez nas eventach.”

Ta nazwa mogła być nieliczną z nazw klubów NBA, które były w stanie zabrać Stevensa z uczelni Butler. Nazwa i też sześcioletni kontrakt, który gwarantuje mu zarobki na poziomie 22-23 mln dolarów i także możliwość powrotu do NCAA, gdyby jego kariera szczebel wyżej zakończyła się fiaskiem.

To zachowanie wpisuje się w obraz tego kim jest Stevens – zupełnie inny typ człowieka niż John Calipari i Rick Pitino, którym ten przeskok z NBA do NCAA się nie udał – skromny, ułożony i niezmanierowany. Aż automatycznie przychodzi na myśl to, że NBA będzie dla niego szkołą życia. Że byłem-wszędzie-widziałem-wszystko kolumniści z Mass z uśmiechem politowania patrzeć będą jak zjada zęby trenując po raz pierwszy od dawna drużynę, która nie wygrywa. Lub jak próbuje wygrywać, mimo tego, że planem jest nie wygrywać.

Jeśli jest ktoś kto z przeciętnej w talent drużyny czynił zespół koszykówki lepszy niż suma jego talentu, to przynajmniej w NCAA był to właśnie Stevens. To on i przedwczesny powrót Rajona Rondo mogą być zagrożeniem dla projektu Celtics Idą Po Andrew Wigginsa.

Pojawienie się na treningu Antoine’a Walkera też może być zagrożeniem. Rozesłanie takiego listu to natomiast kupowanie sobie sympatii, ale przede wszystkim gest pełen klasy i szacunku.

0
Poprzedni artykuł(mało interesująca) Wymiana: Melo za Greene’a
Następny artykułDziewczyna Ryana Andersona popełniła samobójstwo

1 KOMENTARZ