Wyciągnięty z końca ławki Jeremy wygrał mecz, znowu?

5
fot. NBA League Pass, 21.11.2012, Cavs-Sixers

CLEVELAND 92, PHILADELPHIA 83

Drużyna przegrywa 6 meczów z rzędu, jest na dnie tabeli, a do tego najlepszy zawodnik doznaje kontuzji i będzie poza grą przez miesiąc. Sytuacja wydaje się być beznadziejna. Ale cóż zrobić, sezon trwa, trzeba wyjść na boisko i chociaż spróbować coś ugrać. W miejsce kontuzjowanego gwiazdora trener decyduje się wstawić drugoroczniaka o imieniu Jeremy, który kiedyś został pominięty w drafcie, a początek sezonu spędził siedząc na końcu ławki i rzadko pojawiał się w grze. Trener nie ma wielkiego wyboru, co mu szkodzi. Jeremy w pierwszych 10 meczach rozegrał w sumie 23 minuty, tym razem spędza na parkiecie aż 39 minut. Gra rewelacyjnie. Gra jak lider drużyny, a nie głęboki rezerwowy. Notuje rekordowe zdobycze punktowe i prowadzi swój zespół do zwycięstwa.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułGentry pomógł Gortatowi (WIDEO)
Następny artykułTen sam LeBron w crunchtime

5 KOMENTARZE

  1. Przeglądam boxscore podczas oglądania meczu Spurs-Celtics i J. Pargo szaleje. Myślałem że to Jannero w końcu przypomniał sobie czasy jak był solidnym zmiennikiem CP3, a to Jeremy. Ciekawie czy chłopak przez ten miesiąc wykorzysta swoją szanse i dostanie duże minuty w rotacji czy to był tylko jednorazowy wyskok.

    Lubię to: 0
  2. Coraz ciezej czyta mi sie teksty pana Szczepanskiego. Jakosciowo miedzy Mackiem a Szczepanskim jest przepasc. Z tym tekstem wytrzymalem do polowy (a na 6G czytam wszystko). Nie wiem, moze jakies warsztaty dziennikarskie?

    Lubię to: 0
  3. Ja tam do stylu pisania nic nie mam, ale artykuł troche naciągany.. gdzie tu do linsanity.. choć i tamtego zjawiska nie rozumialem, bylo poprostu smieszne.. a to ze Rockets sie na nie nabrali jeszcze smieszniejszze…

    Lubię to: 0
  4. nie Linsanity bo to Cleveland a nie New York. Nie te reflektory, nie ten hype, nie te media, nie ten świat. ;) Nie wiem co by musiał robić dalej Pargo, żeby ktoś nazwał go Linem 2.0 . Spokojnie ;) fajna historia, ale pewnie jedna z tych jakich wiele (PJ Tucker, Danny Green itp)

    Lubię to: 0