
Jeszcze przed nonsensem liczenia upadków Shaia, ale już w trakcie okładów Hartensteinem francuskiego loda na patyku, Stephon Castle złapał odrzut spod kosza od Wembanyamy, jednym zwodem piłką wywiódł dwóch najlepszych obwodowych obrońców Oklahomy, wjechał w środek pola trzech sekund i pamiętając o tym, żeby zawsze grać z dwóch nóg, wzbił się w powietrze i prawym ramieniem wyciągnął nad Hartensteinem dunk tak mocny, tak twardy, że dopiero w powtórce widać było, że piłka dwukrotnie odbiła się jeszcze od wewnętrznej strony obręczy.
Tony Parker zwykł być ujeżdżany przez Popa, tresowany, poprawiany tak długo, że gdy wreszcie zrozumiał, wracał się do obrony z ironicznym uśmieszkiem. Nie było stać go na więcej niż to i hiphop ballady, które składom takim jak 18L pozwalały czuć się jak NWA. Manu bił się z Popem przez pół kariery, zanim ten odpuścił – wcześniej jednak poskromił go rolą pierwszego zmiennika, na co Manu jednak się zgodził. Spurs nie byli tak szarzy i niewyraźni. Powiedzą Ci ich fani. Pamiętasz flanele Matta Bonnera, Coacha B, reklamy H-E-B. S-Jax był trzecim strzelcem w drugim tytule. Albo Gary Neal – pamiętasz. Dobrze – może byli. Wszystko, co Tim Duncan mógł zrobić po layupie o deskę z faulem to chwycić piłkę w dwie ręce i objąć ją lub jak najszybciej odrzucić do sędziego i pójść na linię.
Od 99 roku Spurs byli marzeniem poprzedniego pokolenia białych dziennikarzy – remedium na spodenki do kostek, na hip-hop, na złote łańcuchy i noce do trzeciej w klubach. Na wszystko co w ich głowach było złe z latami 90-tymi – tylko może niekoniecznie dla nas. I weszli Spurs – trenowane przez paramilitarnego bufona, trenera-marzeń, siły pokojowe ONZ-u. Butelki z wodą, czystą i koce. Na dole klęczą – zacznijmy od klubowej legendy-wkrótce-legendy kółek biblijnych i szkółek niedzielnych, spójrzmy teraz na leworęcznego rozgrywającego, witającego się z tobą przed meczem 'god bless you’, a teraz na młodego najlepszego gracza, pływaka z wysp pod palmami, którego wypowiedzi po meczu wynudziłyby nawet Claude’a. Przez dziesięć kolejnych lat zajęli się zabijaniem ekspresji, zanim wreszcie na samym końcu dowieźli coś faktycznie spektakularnego. Niemniej – to nadal była koszykówka dla trenerów i geeków. Ktoś powie, że tym co dowieźli była jugosłowiańska szkoła, którą przecież wszyscy chcieliśmy oglądać właśnie w NBA. Mmm!
Chcesz czytać dalej?
Wybierz jedną z opcji abonamentu, w ramach którego otrzymasz pełen dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my jesteśmy w stanie całkowicie poświęcić się relacjonowaniu dla Ciebie wydarzeń z NBA.













Zero presji na Spurs w tym meczu.
Nikt w historii NBA nie obrócił finałów zaczynając 0-2 na własnym boisku, dlatego już zostali skreśleni. Teraz to Knicks mogą (znów) nie wytrzymać gigantycznej presji i oczekiwań.
Trzymam kciuki za 2-2, niech się dzieje!
Przypis: poprzednie sytuacje miały miejsce w systemie 2-3-2, więc kolejne trzy mecze grali na wyjeździe
Świetne spostrzeżenie, dzięki!
Btw. Jesteśmy teraz świadkami tylu niespotykanych wcześniej sytuacji. Choćby to, że 3 z 4 game 7 w tych Playoffs wygrały drużyny niżej rozstawione mimo, że historycznie zawsze wyglądało to dobrze dla gospodarzy.
Nikogo by tutaj nie zdziwiło 4-2 dla Spurs, lub powrót z 1-3. Nie wiem czy to większa losowość przez to czy ktoś jest hot czy nie za trzy, ale mamy możliwość oglądać naprawdę nieprzewidywalną koszykówkę.
Najważniejszy mecz serii.
Nie wyobrażam sobie żeby Knicksi nie wygrał tego meczu w Garden…
Jeżeli w trakcie spotkania nie będzie im się układało sportowo to muszą wydrapać, wyszarpać i wywalczyć fizycznie to zwycięstwo
To jest Nowy Jork kuwa, tutaj nie ma miętkiej gry!
Anioł nie człowiek!
😘
Heheheh – Panie Aniło ( Aniele? ) – bardzo podoba mi się Twój sarkazm ;)
Ten tekst już trafia do panteonu tekstów redaktora.
Przedstawić w takim romantyczny sposób bandę boiskowych troglodytów – wyjątkowa sztuka, godna najzagorzalszych fanów. 3 metrowa kłoda wpadająca w kolana najlepszego gracza przeciwnika. Rozdawanie łokci, rzucanie zawodnikami. W tym tekście fragment, że się zaśmiał, gdy mierzący 1,8m Brunson nie odpowiedział – tutaj już mi pociekła łza. Nasyłanie 2 starych zgredów, żeby faulowali na koniec gościa, który maluje paznokcie. Uprawianie wrestlingu, największe „free throw differential” w historii play-offów: po aktywnym zajmowaniu pozycji w sprawie decyzji sędziowskich, tutaj już nasz słupski Dick Bavetta nie ma zdania.
Podmienić koszulki i perspektywa byłaby zupełnie inna.
Po latach znudzenia „równouprawnieniem” w NBA widać, że jest szansa, że objawi się w końcu zdecydowany faworyt. Niektórzy już liczą, że ta podróż się zacznie od postawienia pierwszego kroku dzisiejszej nocy.
Dobry tekst, trzeba jednak przypomnieć, że o ile Spurs sprzed 12-15 lat kojarzymy z piękną grą, to wcześniejsze mistrzostwa z lat 1999-2007, zdobywały drużyny, które przede wszystkim były świetne w obronie i spokojnie można o nich powiedzieć, że były „nasty”. Grał tam przecież Bruce Bowen. Weźmy choćby serie Spurs z Phoenix Steve’a Nasha, które wygrywali raczej fizycznością, a czasem wręcz brutalnością. Więc taka fizyczna gra w obronie to raczej powrót Spurs do korzeni z początków trenera Popovicha.
Spurs w 6