
San Antonio Spurs wyciszyli Madison Square Garden, zatrzymując niepokonanych od półtora miesiąca New York Knicks. Nie będzie sweepu. Jest pierwsze finałowe zwycięstwo Victora Wembanyamy i mamy serię.
Spurs od samego początku Game 3 wyszli do gry jak przystało na zdesperowaną drużynę, która musi wygrać. Zupełnie nie przejmowali się gorącą atmosferą w hali. To gospodarze wyglądali początkowo na nieco zdenerwowanych. Wembanyama zrobił, co trzeba i wreszcie zaczął agresywnie, dając swojej drużynie sygnał do ataku. Poprzednio oddał tylko cztery rzuty do przerwy. Teraz miał już cztery trafienia przy obręczy w pierwsze pięć minut.
Więcej kontroli, mniej błędów i rewelacyjna obrona – to był przepis na sukces ekipy z San Antonio.
Wemby nie zaczął od razu na Joshu Harcie, ale większość meczu spędził patrolując strefę podkoszową, na radar pilnując rogów i dobiegając z closeoutami. W drugiej kwarcie Knicks eksplodowali na 42 punkty, przejęli prowadzenie i można było się obawiać, że znowu będą nie do zatrzymania. Tym bardziej, że MSG buzowało energią. Ale już przez całą drugą połowę Spurs ograniczyli ich do 47 punktów ze skutecznością 36%. Trójki gospodarzy przestały wpadać i popełniali więcej błędów, które kończyły się stratami lub faulami.
Intensywność defensywy Spurs zrobiła swoje. Świetnym przykładem była akcja na cztery minuty przed końcem, gdy nie pozwolili Knicks znaleźć rzutu za łukiem, a całą sekwencję przypieczętował blok Wemby’ego:
.
Spurs utrzymywali prowadzenie przez całą czwartą kwartę, a kiedy Knicks doprowadzili do crunch time, świetnie odpowiedzieli. Choć na 1:53 było w tym dużo szczęścia, gdy Stephon Castle trafił wielką trójkę tuż przed końcem zegara, powiększając przewagę do +7.
.
To było jedyne trafienie gości zza łuku w czwartej kwarcie. Knicks spudłowali wtedy 10 pierwszych prób za trzy, ale w ostatnie 34 sekundy trafili Jalen Brunson i OG Anunoby, trzymając jeszcze Knicks w grze o zwycięstwo. Spurs jednak nie dali już sobie tego odebrać.
Na 12.2 sekund przed końcem De’Aaron Fox przypomniał, że był kiedyś Clutch Player of the Year, rzucając kluczowego, kontestowanego jumpera z półdystansu, a chwilę później Castle przypieczętował zwycięstwo na linii.
Chcesz czytać dalej?
Wybierz jedną z opcji abonamentu, w ramach którego otrzymasz pełen dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my jesteśmy w stanie całkowicie poświęcić się relacjonowaniu dla Ciebie wydarzeń z NBA.
















, a następnie
Czy anioł chodzi do spowiedzi? @Angel co to za drukowanie na oczach prezydenta? Wiedzieli, że będzie spał i bez żenady gwizdki szły w stronę teksasu? Pan się nam spowiada w komentarzach.
No no, chcemy wiedzieć jak to jest, że OG prawie cały mecz biega z koszulką nie w spodenkach ;-)
Fragmentami Mitch Johnson stosował starą, sprawdzoną taktykę Chucka Daly’ego: wszyscy faulujemy bo sędzia i tak może zagwizdać na raz tylko jeden kontakt
https://www.youtube.com/shorts/5w8fmKoQPI8
Draymond Green zaczyna wyglądać przy naszym Frncuziku jak jakiś kulturalny starszy pan…
Kumpel jesteś, ale zbój.
Nie ma to jak dobrze przeragować i porównać Wembiego do All Time Villan ;)
Co za piękny poranek :)
Świetna odpowiedź Spurs, Wemby i Castle miodzio. Zwłaszcza ten drugi strasznie mi się podobał, grał jak weteran.
Teraz gigantyczna presja na Knicks w G4. Nie dźwignęli dzisiaj.
SA uciekli chwilowo spod topora
Pojawił się prezydent i ułaskawił Spurs
Game 4 zapowiada się jako najlepszy mecz serii
Skoro ułaskawił ludzi poprzebieranych za bizony biegających po Kapitolu to mógł ułaskawić i dużego francuza rzucającego Brunsonem o parkiet ;)
True
Cały Donald
Castle i Harper plus prawie-dagger Foxa. W końcu zaklikało.
Jak najwięcej tych meczy, bo ogląda się super. Aczkolwiek dziś w kieracie jakbym miał kaca. Ani jednego blow outu jeszcze i oby tak do mety!