Dniówka: Wymiana Hachimury. Początek „Rivals Week”

0
fot. twitter.com/Lakers

Los Angeles Lakers od samego początku preseason byli drużyną najczęściej przewijającą się w plotkach transferowych. Najpierw wszyscy czekali na pozbycie się Russella Westbrooka, a potem zastawiali, czy oddadzą swoje cenne, przyszłe picki, żeby pomóc LeBronowi Jamesowi. Długo trzeba było czekać na jakiś ruch, ale teraz to właśnie Rob Pelinka zrobił pierwszy poważny trade sezonu (wcześniejszy Noaha Vonleha to było tylko porządkowanie finansów).

Nie jest to wymiana, która coś drastycznie zmienia, ale nie musiał też poświęcać pierwszorundowego picku, a pokazał, że stara się wzmocnić skład. Rui Hachimura to niewątpliwie upgrade. Solidny zawodnik, który doda potrzebnego wzrostu na skrzydło (nie licząc środkowych, LeBron i Wenyen Gabriel byli jednymi dwumetrowcami w zespole) i poprawi fatalny shooting (są najgorsi w całej lidze pod względem liczby celnych trójek). Powinien od razu pomóc, a też jest perspektywicznym, bo nadal młodym graczem (na początku lutego skończy 25 lat), więc może stać się ważną częścią drużyny na przyszłość.

Nadal jednak pozostaje pytanie, jak dobry jest Rui? Jest ofensywnie utalentowanym zawodnikiem, który potrafi zdobywać punkty, co pokazał chociażby w swoim ostatnim występie w barwach Washington Wizards, rzucając 30. Poprawia swoją grę z piłką, ma dobry jumper i był najlepszym strzelcem z ławki z średnią 13 punktów. Ale po tym jak w zeszłym sezonie trafiał rekordowe 44.7% trójek, obecnie jego skuteczność spadła do 33.7%, a w karierze wynosi 35.7%. Daleko mu do bycia super strzelcem, natomiast poza rzucaniem do kosza na razie niewiele więcej wnosi do gry. W karierze zalicza niespełna półtorej asysty, poniżej jednego prze-bloku i wskaźnik zbiórek niższy od 10%.

Z jakiegoś powodu Wizards nie zdecydowali się przed sezonem podpisać z nim przedłużenia kontraktu (nie zapomnijmy też, że opuścił pierwszą część zeszłego sezonu z powodu tajemniczych personal reasons) i właśnie oddali za garść drugorundowych picków. Nie rozwinął się tak, jak tego oczekiwano, a te oczekiwana były duże, bo przecież wybrali go z dziewiątka w drafcie 2019. Teraz przyznają, że popełnili błąd i nie chcą dalej czekać na breakout Hachimury. Bo też mają już innego, dużo lepszego skrzydłowego, którego dwa lata temu pozyskali z Lakers. Ten transfer to też jasny sygnał, że priorytetem będzie zatrzymanie Kyle’a Kuzmy (muszą czuć się pewnie, że podpisze z nimi nowy kontrakt, widocznie są gotowi dużo zapłacić).

Przy okazji zatrzymajmy się na chwilę przy wyborach Wizards w drafcie, bo one świetnie pokazują, dlaczego ten zespół znajduje się w tym, a nie innym miejscu – będąc tylko przeciętniakiem, który marzy o przebiciu się do play-in. W ostatnich latach mieli sporo okazji, żeby zdobyć młode talenty, które pomogłyby przebudować zespół wokół Bradleya Beala, bo pięć razy z rzędu wybierali w pierwszej połowie pierwszej rundy.

2018: #15 Troy Brown – obecnie w Lakers, nawet często jako starter, ale to że gra po 24 minuty to nie efekt przełomowego sezonu, tylko słabości składu jego drużyny.
2019: #9 Rui Hachimura
2020: #9 Deni Avdja – ma dopiero 22 lata, już potwierdził swoje umiejętności w obronie, jest też obiecującym playmakerem, ale brak rzutu mocno zaniża jego wartość.
2021: #15 Corey Kispert – shooter, który obecnie trafia 41.7% za trzy. Aż tyle i tylko tyle.
2022: #10 Johnny Davis – wygląda jak bust, bo nie dość, że nie jest w stanie zdobyć minut w NBA, to nawet w G-League nie prezentuje się dobrze.

Nie zawsze udaje się trafić z pickiem, ale spudłować za każdym razem to już duża sztuka. Wizards chyba się udała, bo żaden z tych graczy nie jest nawet etatowym starterem. (kilka nazwisk zawodników, które pominęli w tych kolejnych draftach – Jalen Brunson, Tyler Herro, Tyrese Haliburton, Herb Jones, Jalen Williams)

Hachimura pytany w weekend o plotki transferowe mówił, że chce być w drużynie, która w niego wierzy. Wizards tę wiarę stracili. Lakers mają nadzieję, że u nich rozwinie skrzydła i decydując się na wymianę niemal deklarują, że podpiszą z nim w wakacje nowy kontrakt. Nie oddawaliby pakietu picków tylko za kilka miesięcy gry Japończyka. Będzie zastrzeżonym wolnym agentem, co zapewni im kontrolę nad sytuacją, ale równocześnie to ograniczy ich cap space.

Jeszcze niedawno dużo mówiło się, że Lakers nie chcą przejmować dłuższych kontraktów, ponieważ celem jest zachowanie elastyczności i możliwość otwarcia około $30 milionów cap space’u na zakupy. W obecnej sytuacji nadal będą mogli to zrobić, ale tylko jeśli zupełnie zrezygnują z Hachimury. Jego oferta kwalifikacyjna wyniesie $7.7mln, zanim jednak podpisze nową umowę, na liście płac jego cap hold będzie zajmował dużo większe $18.8mln. Tak więc Lakers nie będą już mogli zyskać dużej sumy wolnych pieniędzy, żeby polować na któregoś z najlepszych wolnych agentów. Wygląda na to, że zmieniają plany, a to też może oznaczać, że szukając kolejnych ruchów przed trade deadline, będą skłonni przejąć dłuższą umowę. Od razu przypomnijmy, że mają nadal czym handlować – dwa przyszłe picki w pierwszej rundzie, a także schodzące $13mln Patricka Beverleya.

Wizards tymczasem nie chcieli sobie dokładać pieniędzy na przyszłość, ponieważ po zapłaceniu Kuzmie i Porzingisowi, w kolejnym sezonie pewnie przekroczą próg podatku. Dlatego pasuje im kończący się kontrakt Kendricka Nunna ($5.3mln), który w dodatku jest o milion niższy od pensji Hachimury, co obecnie oddala ich od linii luxury tax ($1.4mln poniżej). Największym zyskiem są oczywiście picki.

2023 Bulls second-round pick
2028 second-round pick (gorszy z Wizards/Lakers)
2029 Lakers second-round pick

Nunn ma rozczarowujący sezon, więc raczej w Waszyngtonie nie odegra znaczącej roli, ale może jeszcze się przydać do dalszego handlowania. GM Tommy Sheppard może spakować te picki i wykorzystać trade exception ($6.3mln), które też teraz zyskał, żeby jeszcze spróbować wzmocnić zespół. W końcu Wizards cały czas marzą o playoffach i pozostają w grze o play-in.

(20-26) Washington @ (25-23) Dallas 2:30

W tym momencie Wizards mają dwa mecze straty do pierwszej dziesiątki Wschodu. Zanotowali dwa kolejne zwycięstwa odkąd wrócił Bradley Beal, niestety znowu nie utrzymali się w optymalnym składzie. Kristaps Porzingis nie tylko nie odwiedzi dzisiaj swojej byłej drużyny, ale czeka go dłuższa przerwa liczona w tygodniach. Optymistyczny scenariusz zakłada, że dwa mu wystarczą na wyleczenie kostki.

(25-24) LA Clippers @ (22-25) LA Lakers 4:00

Lakers jeszcze nie będą dzisiaj mieć swojego nowego zawodnika, ale wymiana została już oficjalne potwierdzona, więc Rui zaraz powinien do nich dołączyć.

Derby Los Angeles (Clippers mają w  nich serię aż 9 zwycięstw) to część „Rivals Week”, nowego elementu terminarza. NBA próbuje nieco urozmaicić ten dłużący się styczeń, oferując nam kilka kolejnych dni ciekawych rywalizacji. Dzisiaj innym pojedynkiem w ramach tego cyklu będzie spotkanie zeszłorocznych finalistów Wschodu.

3w4b2b (35-13) Boston @ (26-22) Miami 1:30

To będzie ich ostatnie, czwarte starcie w fazie zasadniczej. Dwa pierwsze mecze wygrali Boston Celtics, po czym Miami Heat zrewanżowali się wygrywając po dogrywce w Bostonie, z wracającym po kontuzji Jimmy’m Butlerem.

Celtics wczoraj w Orlando przerwali serię 9 zwycięstw. Al Horford odpoczywał, żeby być gotowym na Miami, ale nie wiadomo czy zagrają Marcus Smart (kostka) i Robert Williams (kolano), którzy mają kłopoty zdrowotne.

Spójrzmy od razu co czeka nas w dalszej części „Rivals Week”

ŚRODA – Ben Simmons po raz drugi przyjedzie do Filadelfii i teraz może wreszcie zmierzy się z Joelem Embiidem i Jamesem Hardenem. Memphis Grizzlies będą w San Francisco, gdzie oberwali w Święta. To będzie pierwsze od playoffów starcie Ja Moranta ze Stephem Curry’m.

CZWARTEK – Dallas Mavericks będą w Phoenix, gdzie przegrali w meczu otwarcia, ale już na początku grudnia u siebie przypomnieli Suns playoffowe demony. Drugim pojedynkiem miała być rywalizacja braci Ball, jednak żaden z nich może nie zagrać w meczu w Charlotte, więc TNT będzie transmitować wizytę New York Knicks w Bostonie.

PIĄTEK – Pojedynek Anthony’ego Edwardsa z Morantem, a także powtórka finałów 2019, czyli Raptors u Warriors.

SOBOTA – Nikola Jokić kontra Joel Embiid, derby Nowego Jorku i na koniec odsłona najsłynniejszej rywalizacji, czyli Lakers w Bostonie. Podobno jest szansa, że Anthony Davis będzie gotowy na ten mecz.

(29-19) Cleveland @ (25-23) New York 1:30

Tu też tworzy się pewnego rodzaju rywalizacja, odkąd New York Knicks nie zdecydowali się zapłacić ceny za transfer Donovana Mitchella. Ostatecznie wylądował w Cleveland i bardzo się z tego cieszy, ale na pewno jeszcze długo będzie pamiętał, że prawie już szykował się do powrotu do rodzinnego miasta. Na początku sezonu pokazał już Knicks co stracili, rzucajac im 38 punktów, jednak w grudniu w MSG miał słaby mecz na 23 punkty z 22 rzutów i Cavs przegrali.

Dzisiaj Mitchell ma wrócić po trzech meczach nieobecności spowodowanych kontzują pachwiny. Nie będzie natomiast innego Mitchella, Robinsona Mitchella, który musiał poddać się operacji złamanaego kciuka. Knicks bez swojego centra mają teraz serię czterech porażek, fatalnie spisując się w obronie. Średnio tracili aż 130 punktów na sto posiadań.


b2b (22-23) Chicago @ (23-25) Indiana 1:00
3w4b2b (35-13) Boston @ (26-22) Miami 1:30
(29-19) Cleveland @ (25-23) New York 1:30
(33-14) Denver @ (26-21) New Orleans 2:00
(20-26) Washington @ (25-23) Dallas 2:30
3w4b2b (13-35) Charlotte @ 3w4 (24-24) Phoenix 3:00
(25-24) LA Clippers @ (22-25) LA Lakers 4:00

Poprzedni artykułFlesz: Top-9 ligi przed Trade Deadline, czyli jak doprawić
Następny artykułRehabilitacja Kevina Duranta trwa, kolejne tygodnie przerwy gwiazdora Nets