Flesz: Birthday Boy

11
fot. youtube

Możesz napisać historię o najlepszych w tym sezonie i nie wymieniać LeBrona Jamesa do czasu, aż oczywiście nie możesz tego zrobić. To jak umieścić staruszków w domu spokojnej starości – nie martw się, bawią się lepiej, niż myślisz.

Jeszcze wtedy 37-letni LeBron James uciekł z domu na Święta. Zrobił szybki show w Dallas, zanim poszedł blowout. Dwie noce później uświadomił Paolo Banchero, że jego „Welcome to the NBA moment” wcale nie miał miejsca z Durantem, tylko dopiero właśnie. Noc później był w Miami i trafiał każdy jumper, przegrał, ale dwa dni później pojawił się w Atlancie, która nie miała matchupu na niego, więc w swoje 38 urodziny nasz point guard, shooting guard, small forward, power forward i okazjonalnie center rzucił 47 punktów, miał 10 zbiórek, 9 asyst i poprowadził swój najgorszy od dziewiętnastu lat team do zwycięstwa 130-121.

Pod koniec kariery wszystko musi robić szybko i decyzyjnie. Nie ma tu już miejsca na pieszczoty, kroczki, zwody – robisz lub nie. Idziesz albo rzucasz za trzy. To jest LeBron James teraz, bardziej Keldon niż Magic Johnson, więc faktycznie bardziej możesz zachwycać się innymi gwiazdami ligi, tymi magikami, którzy ogłupiają swoich rywali do szyderczych komentarzy w ich social media.

Dziś LeBron staje się parkiem narodowym, wystawą w muzeum. Gołębie nie osrają tego, bo widzą, że gra z dwoma dostawcami pyszne na malutkich skuterach, z centrem biegającym malutkimi kroczkami, wyglądającym jak twoja babcia z chodzikiem i z astmą, i z młodym księdzem, który ma nieustający problem z włosami. Ksiądz jest najlepszy. W gruncie rzeczy ksiądz jest jednym z moich ulubionych graczy w League Passie. Potem z ławki wchodzi ten gość, co, do którego nigdy nie byliśmy pewni, czy umie w ogóle grać w ten sport.

Dlatego wczoraj pomyślałem, że może czas się zabierać. Dwa dni po tym, gdy po pięciu porażkach w sześciu meczach powiedział:

„Granie koszykówki na tym poziomie, granie po to by grać, nie leży w moim DNA”

Ale moja Ola poprosiła mnie wczoraj, żeby na jej urodziny na głównej stronie Szóstego Gracza znalazł się Jej Kobe. Więc będzie LeBron. Tak to robimy po tej stronie ekranu, oczywiście z miłością i z przelewami.

Birthday Boy był już na ławce, gdy po ośmiu minutach gry Lakers mieli tylko 14 punktów w Atlancie, która ma kłopoty z liderowaniem. LeBron zdobył umiejętności liderowania tuż przed pojawieniem się na tym świecie, więc jest to dla niego raczej niezrozumiałe i żałosne. Eddie Jackson, jego ojczym, próbuje właśnie na aukcji sprzedać jego buty ze szkoły średniej i ma kłopoty z liderowaniem. Jeannie Buss, właścicielka Lakers, pozyskała sobie nowego chłopaka, Aktora, i walczy w sieci z hejterami i fanami Phila Jacksona. Ma kłopoty z liderowaniem.

Przepychając się do obręczy Lakers powoli zaczęli wracać do meczu w drugiej kwarcie. Musieli się spieszyć, i to spieszyć szybko, bo mogą być jedną z najgorszych drużyn w crunchtime (do wczoraj -33.5 na 100) w historii tej relatywnie młodej ligi. Małe give-and-go z Patrickiem popołudniu na sali i było sześcioma. Atlanta była znudzona sobą i rozleniwiona teamem na przeciwko, więc Dennis rozdawał prezenty na nie te urodziny co trzeba i podawał piłkę koszulkom Hawks, jak za dawnych lat. Nie zmieniało się nic.

Tak, Austin Reaves jest niezły z LeBronem. Wydaje się, że trzech Mike’ów Millerów byłoby obok LeBrona niezłych też – co musi być przecież takim zaskoczeniem dla Roba Pelinki. Kto by pomyślał? Było 62-67 do przerwy, bo nowy, młody startujący center Atlanty jest Millera wzrostu, gdy Trae Young gra, to Hawks nie zależy, a Lakers mieli na końcu dwóch fanów przy linii bocznej, więc nie mogli z szatni po prostu nie wrócić.

Druga połowa to było znowu to samo. LeBron przy obręczy i trzy sekundy później Lakers oddają layup za plecami. Jedna z ich opatentowanych w tym sezonie akcji.

Bardzo wolno więc LeBron szedł do ławki, kiedy reszta jego kolegów biegła z piłką do przodu, nie zdając sobie sprawy, że trener zaraz poprosi o timeout.

James został na tej ławce więc przez trzy minuty, kiedy nagle, nieoczekiwanie, otrzymał niespotykany wręcz w całej swojej karierze prezent – jego koledzy wyczyścili osiem z dziewięciu punktów straty. Dlatego, gdy wrócił na boisko, dał Lakers pierwsze prowadzenie. Mieliśmy wreszcie mecz, lub chociaż coś w tym rodzaju. Zaraz LeBron był w kontrataku, muskularnie wbił się po dwa, dostał faul, dostał wolny, dostał dumę, dostał krzyk i faktycznie mieliśmy mecz. Moment później wjechał raz jeszcze do obręczy, która w hali Atlanty bez Clinta Capeli zamontowana jest wyjątkowo niżej – dał z góry, Gloria James klasnęła w ręce, Savannah cmoknęła z zachwytu, syn i mąż znów kopał tyłki i nie brał jeńców.

John Collins, dwie noce po ugotowaniu przez KD, miał pięć fauli, więc LeBron kryty był przez Jalena Johnsona, który faktycznie mógłby być jego synem. Czuł trójkę znów, profesjonalnie kręcił głową i patrzył się w parkiet w tej pasywno-agresywnej scence, że stary bohater nadal to ma.

Pewnego dnia będzie miał nawet swój klub w NBA, ale póki co gość, który nie zmieścił się w tym sezonie w składzie Warriors trafił trójkę, zaraz LeBron trafił swoją i znów pokręcił głową – tym razem o Atlancie grającej „obronę” bez swojej kotwicy – zaraz zjechał ze szczytu do obręczy obok jednego gościa, skończył nad trzema, upadł na kolana, znowu się wydarł – wszystko dla matki – i już Atlanta wyglądała jakby nie chciała być dłużej Atlantą, a Dejounte Murray prosił o trade.

Za chwilę jednak zrobił to:

o, wow

Zostawił nam ten cud natury na sam koniec.

Pełen siły i szybkości, ale także wdzięku, nie koszykarz, lecz spełnione marzenie o koszykarzu, najlepszy gracz całej post-jordanowskiej generacji, uzbrojony w tabliczkę mnożenia, w książki o koszykówce Reda Holzmana i Tadeusza Hucińskiego. O tym, w jaki sposób powinna być grana, wiedział, gdy pierwszy raz wszedł na boisko, gdy zamiast rzucać, podawał swoim kuzynom w St. Vincent St. Mary’s, gdy przychodził do NBA, przejmował ją z tych kilku lat posuchy i nudy, następnie zmieniał ligę, zabierał ją właścicielom, oddawał graczom, stworzył superteam, który miał go samego pokonać, potem wracał i wygrywał wszystko raz jeszcze, a dziś zostawia najlepszych graczy ligi w cieniu wielkości, którą na moment przyniósł w swoje urodziny raz jeszcze sobie, swojej mamie, żonie, swoim dzieciom, nam i Wenyenowi Gabrielowi.

Poprzedni artykułWake-Up: Urodzinowy LeBron. Kolejne 40-20 Giannisa. Game-winner Huertera
Następny artykułWake-Up: Luka Fifty odpowiedział Popovichowi, szalony buzzer Herro

11 KOMENTARZE

  1. Ech, i pomyśleć, że niektórzy piszący o NBA pomijają Króla w TOP10 kosztem niedojeżdżającego kolesia bujającego się z laską z Insta albo innego minusowego halloffamera…

    #AllHailTheKing

    Lubię to: 24
  2. siedze sobie w Sylwestra, cieplo, czlowiek najedzony i czuje sie rozpieszczony, przez ten portal, przez teksty Macka, przez takie mecze Brona w wieku 38 lat, dobre czasy dla ligi, dla jej fanow, jest na co popatrzec i, na szczescie, co poczytac
    takze w tych kategoriach zycze Wam, drodzy czytelnicy, przynajmniej tak dobrego 2023 a w innych kwestiach jeszcze lepszego, pomyslnosci! :)

    Lubię to: 8
      • ja pierdole jak kocham życie właśnie pije sobie gatorade’a na ławce, król zwalony, najedzony orzeszkami, które sam wniosłem na halę. Nic mi więcej nie potrzeba ogladam sobie powtórki na jumbotronie, Trae siedzi mi na kolanach. Przypominam król zwalony, więc 47 punktów, 18/27 z gry nie muszę z nikim walczyć bo nie mam o co. Mam punkty, mam asysty i zbiórki i król zwalony.
        Pozdrawiam

        Lubię to: 16