Flesz: „ThAt #1 PiCk ShIt”

4
fot. Youtube

Dejounte Murray może pewnego dnia obudzić się z odciętą głową konia pod swoją kołdrą, lub nie. Nigdy nie wiadomo. Dziadek prowadził rzeźnię. Przejął interes jeszcze po swoim dziadku, który hodował krowy, a brat jego rozwoził te polędwice i łopatki rowerem. Dziadek Paolo Banchero mieszkał drzwi w drzwi obok domu, w którym wychowywał się młody Paolo. Z kolei wujek Paolo mieszkał po drugiej stronie ulicy. Po środku na małej wysepce stał lub nie stał postument z rzeźbą białej Madonny.

Teraz wiesz już, że bezczelnie mowa jest o Włochach. Przodkowie nr 1 draftu, ci od strony ojca Paolo, Mario, jeszcze pod koniec XIX wieku wyemigrowali z niewielkiej Moretty, niedaleko Turynu, dotarli na odkryty już zachód i osiedli w miasteczku Black Diamond, w pobliżu Seattle. W samym Seattle już wychowywał się Paolo – Dejounte też, ale najwyraźniej w innym języku.

Następnego dnia po meczu w lidze Jamala Crawforda, w której 7 sierpnia tak ścięli się ze sobą Murray i #1 draftu, ktoś naprawdę powinien był nowemu guardowi Atlanty zrobić test na cięższe narkotyki. Takich rzeczy się nie robi. Nie chodzi o te, które tu Adam wrzucił w Wake-Upie, tylko o wszystko to, co wypłynęło już dzień później, gdy ludzie dorwali się do tego meczu i zaczęli rozrywać go na mniejsze highlighty. A jeśli testy miałyby nic nie wykazać, to mieć 19 lat i tak kogoś w tym sporcie wyprowadzić z równowagi, to sztuka.

Rzecz w tym, dlaczego Paolo Banchero został wybrany z #1 Draftu 2022, skoro w procesie przeddraftowym słyszeliśmy tylko o tym, że Magic biorą Jabariego Smitha lub – wiadomo, za zasięg – Cheta Holmgrena. Obejrzałem wszystkie trzy mecze Banchero, które rozegrał przeciwko numerowi 2 (Chet), numerowi 3 (Smith) i numerowi 4 (Keegan Murray) tegorocznego draftu i chyba już wiem dlaczego.

Paolo Banchero mierzy faktycznie 208 cm wzrostu. Na pewno nie jest niższy, można tylko zastanawiać się, czy w butach nie ma tego 210. Można się zastanawiać tylko, bo na NBA Draft Combine nie przyjechał. Banchero urodził się w listopadzie 2002 roku, dopiero więc skończy 20 lat, a już jego wagę można oszacować na – i wpisuje się – 111-112 kilo. Do tego ma zasięg – nie jakiś szalony, ale – 216 cm (ponoć). Ma też twarz, przez którą można pomylić go z legendą KC Chiefs Patrickiem Mahomesem, ale też raczej nie pogodną, raczej nie litościwą – uśmiech na tej twarzy się praktycznie nie wydarza, i choć wydaje się być ułożonym, młodym człowiekiem – wybrał drogę okrężną po wspomnianym beefie, czym błysnął i w pewnym sensie wygrał starcie z Dejounte – to jego twarz nie jest pierwszą twarzą, którą chciałoby się zobaczyć w ciemnym zaułku. Ale nie przez strach, który wzbudzać może, został wybrany z nr 1 draftu. To nie był draft, po którym Oakley i Laimbeer mieli pograć w nba2k.

Chyba wiem dlaczego. To, że Paolo Banchero może być „kolejnym Carmelo”, „Juliusem Randle’em” – serio, „kolejnym, może, Paulem Pierce’em”, już słyszeliśmy. Banchero to tweener i dwufunkcyjny scorer – z rzutem i wejściem pod kosz. To raczej guard w ciele silnego skrzydłowego – ma rzut, ma kozioł i ma też może przede wszystkim siłę fizyczną, żeby jeden na jeden swobodnie dostać się tam gdzie chce. Przez ten profil jednak został w pewnym sensie spłycony, wsadzony też w pewne ramy, także przez to, że gracze o tych warunkach na końcu długo muszą kryć centrów, czyli bronić, czym Paolo Banchero naturalnie jeszcze nie jest – obrońcą. Jak się umie rzucić 50, to w tym wieku, na tym poziomie o takich skrajnie ambitnych kwestiach jak obrona, raczej się nie myśli. Na pewno – bo widziałem – Paolo potrafi jednak bronić, gdy gra matchup z rywalem do #1 draftu. Jego skład wygrał zresztą wszystkie trzy mecze z Holmgrenem, z Jabarim Smithem i nawet ten po heroicznym powrocie Kings z Keeganem Murrayem. Wygrał też wszystkie trzy matchupy jeszcze zanim się rozpoczęły.

Jesienią zeszłego roku, na samym początku sezonu Duke grało z Gonzagą, czyli Banchero mierzył się z Holmgrenem – czy może raczej odwrotnie, bo hype większy, wiadomo, towarzyszył tej chyba naprawdę ostatniej wielkiej nadziei amerykańskich purytanów. I choć Holmgren był skuteczniejszy (8/13 do 8/17), choć to on zablokował kilka rzutów, i nadal wzbudzał większe zainteresowanie innych ze mną oglądających, w tym mnie samego, to muszę szczerze przyznać, że był moment w tym meczu w dziesiątej minucie – i jeśli go widziałeś, powinieneś też ten moment pamiętać – gdy nagle akcja po akcji w pierwszej połowie, nie jak Paul Pierce, nie jak Carmelo, tylko jak robią to ci najwięksi z największych, by nie przesadzić, Paolo Banchero zaczął lśnić, jakby miał zostać kolejną najlepszą rzeczą w historii koszykówki. W minutę meczu przeciwko Duke najpierw jeden na jeden wszedł ze szczytu w ciało Holmgrena i zniszczył go 1-na-1, trafił i dostał rzut wolny, za dwadzieścia sekund wyprowadził elektryczną kontrę i rzucił 90’s alleyoop zza linii za trzy, a zaraz tym razem trailował kontratak i trafił za trzy lecąc do przodu na kosz, i piłka wpadła, i wszystko wokół wybuchło, a Mike Krzyzewski za kilka miesięcy skończył karierę.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Terminarz. KD drama. Ugoda Sixers z Simmonsem. Wesele Draya
Następny artykułKnicks i Jazz wznawiają rozmowy o wymianie Donovana Mitchella

4 KOMENTARZE