Flesz: Drzewo marzeń Connelly’ego i Rudy’ego Goberta

7
fot. Fadeawayworld.net

Nie znamy się od wczoraj, tak że wiesz, że w tym patrzeniu na sprawy raczej krytycznie, mam dwa miękkie miejsca.

Jedno jest dla nadatletycznie penetrujących i nierzucających guardów, jak Russ, Rondo, Morant, czy nawet Ben, i drugie – zrozumienie dla tych centrów, którzy raczej nie zostaną nigdy Hall-of-Famerami z pierwszego naboru, ale których profesjonalizm, wkład w obronę i generalną kohezywność zespołu stanowią nieodłączną część budowania drużyn z mistrzowskimi aspiracjami.

Kevin Garnett – raczej druga ofensywna opcja – to wyjątek, Hall-of-Famer z najwyższej półki wspomnianych rzeczy, ale za nim są takie nazwiska, jak Dr. Marc Gasol, jak Tyson Chandler, jak „Człowiek” Roy Hibbert, jak Al Horford, jak Steven Adams, czy Rudy Gobert właśnie. Michał Kajzerek może jeszcze pamięta, gdy w 2015 roku w Lille na Eurobaskecie jak głupi cieszyłem się z zakupu gazety z wkładką, w której rozpięte ramiona Goberta na zdjęciu zaczynały się na skraju lewej strony gazety, a kończyły na skraju prawej strony.

Pierwszą moją reakcją na trade Minnesoty po Goberta nie było „wow, aż 5 picków, pomyśl ile Nets mogą dostać za KD, 12?”, nie, kurwa, 25, ale: no i teraz pyskaty Patrick Beverley* grzecznie sprzątnie swoją szafeczkę w Minnesocie i w drzwiach minie Rudy’ego Goberta, którego znaczeniu dla obrony dopiero co w ostatnim sezonie umniejszał. O, ironio. Było to swoją drogą w styczniu po 136-104 łomocie Utah na Minnesocie i Ant Edwards nie obraził jakoś strasznie Goberta. Można to przeczytać na naszej stronie. Nie takie rzeczy mu ludzie w ostatnich latach wrzucali.

* Młody „Jumping” Pat Beverley przez chwilę na początku swojej kariery w Houston był moim ulubionym graczem (pamiętasz, że Big3 Heat mieli go na pierwszym obozie w 2010 roku i zwolnili), zanim nie wjechał w kolano Russella Westbrooka w sezonie, w którym OKC Thunder mieli swój najlepszy team w swojej historii, lepszy nawet niż ten z Hardenem w 2012 roku. Westy chciał wziąć w tamtej akcji wiosną 2013 roku po prostu timeout. Nigdy już potem nie czułem się tak źle osobiście po czyjejś kontuzji. Ale też dużo respektu dla Psa Beva za pro-zachowanie w serii z Memphis.

Następna reakcja była już zwyczajna, w końcu nie mam już twittera: sufit Minnesoty właśnie nie tylko dosłownie się podniósł. Anthony Edwards, Karl Towns i Gobert plus schodzący kontrakt D’Angelo Russella to szansa na minimum drugą rundę playoffów w najbliższych latach.

Trzecia: to nie są już czasy, gdy LeBron James czy Superteam Warriors blokowali horyzont. Tytuły są sprawą otwartą. Dziś o tytule, może niekoniecznie za rok, czy za dwa, ale o tytule może myśleć nawet Minnesota. Stąd tyle tych pierwszorundowych picków jest w ostatnich latach stadami wymienianych przez Milwaukee, przez Brooklyn, przez Clippers, przez Atlantę kilka dni temu, czy teraz przez Minnesotę.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułFlesz: Nowy Jork już nie działa
Następny artykułWake-Up: Lakers rozmawiają o wymianie Irvinga. Zion i Garland z max-przedłużeniami

7 KOMENTARZE

  1. Bardzo ladnie, prawie to lyknalem. Tylko tej „minimum drugiej rundy” nie widze.
    Ale zgadzam sie, ze lepsze tu i teraz PO i jakies szarpanie, niz czekanie kolejne 15 lat i kolejne trzy przebudowy #jebac_tankersow

    Lubię to: 1